poniedziałek, 4 listopada 2013

Trójkąty Bermudzkie... (2)

ROZDZIAŁ 1 – Nieznane i tajemnicze wody


Trójkąt Bermudzki i Morze Diabelskie…


Każdy współczesny adept ufologii czy nauk z tzw. „pogranicza wiedzy” musiał zetknąć się z tymi dwoma akwenami, na których i w których dzieją się od zarania żeglugi oceanicznej – czyli co najmniej od X wieku – dziwne i niewytłumaczalne dla laika zjawiska. Nie zamierzamy odkrywać tutaj Ameryki, bo już dawno zrobił to Charles Berlitz i legion jego naśladowców, „trójkątologów” czy łowców sensacji oraz niemniej liczny legion wszelkiej maści „krytyków” czy „wyjaśniaczy” – najczęściej specjalistów zza biurek, którzy nie postawili stopy na pokładzie statku czy choćby jachtu, a całą wiedzę teoretyczną i praktyczną objawiono im w zaciszu bibliotek czy z Internetu, co akurat nie jest najlepszą metodą zdobywania tej wiedzy w tej dziedzinie naszego poznania.


Tych „piekielnych trójkątów” i „diabelskich mórz” jest o wiele więcej, i tak Ivan Sanderson widzi ich co najmniej 12. Tłumaczy on ich obecność tym, że nasza planeta jest ogromnym kryształem i na jego krawędziach oraz rogach odbywają się nieznane jeszcze współczesnej nauce procesy – powtórzenie zjawisk mikroskalowych w kryształach i ich siatkach w makroskali całej planety. Osobiście bardziej odpowiada nam hipoteza Gai, w której siec krystaliczna planety byłaby niczym innym, jak… jej egzoszkieletem – ot, takim jakie mają np. radiolarie… Hipoteza równie niezwykła i tłumacząca dokładnie tyle samo, co hipoteza Sandersona. I równie elegancka.


Z całej dostępnej nam literatury sporządziliśmy wyciąg tych niezwykłych wypadków i katastrof morskich, które spędzają ludziom sen z powiek i przyprawiają o uczucie grozy – czasami aż mistycznej czy metafizycznej, bowiem znikanie załóg statków wodnych i powietrznych jest jednak czymś niecodziennym. Pozwolimy sobie Czytelnikowi zaprezentować ów wyciąg, w czym powtórzymy znanego „krytyka” Legendy Lawrence D. Kushe’a, któremu wydawało się, że rozwikłał zagadkę Trójkąta. No cóż, jemu się właśnie tylko tak wydawało i swe przemyślenia zawarł w książce pod pompatycznym i bombastycznym tytułem „The Bermuda Triangle Mystery Solved”. Przeczytaliśmy ja kilka razy od deski do deski i wielokrotne czytanie tego „dzieła” doprowadziło nas do wniosku, że L. D. Kushe wie dokładnie tyle samo, co my – to znaczy niewiele. Przyjęta przez niego metoda zbijania tez Legendy Trójkąta Bermudzkiego (TB) czy Morza Diabelskiego (MD) przy pomocy wybranych, wyrwanych z mięsem cytatów z prasy amerykańskiej i brytyjskiej niczego nie dowodzi, bowiem w ten sposób można udowodnić wszystko, co się zachce. Klasyczna recepta piekielnego kuternogi dr Goebbelsa, którą stosował on z powodzeniem – Niemcy do dziś dnia otrząsają się z bzdur, które wyszły spod jego pióra…


A zatem zaczynamy ab ovo. Pierwsze doniesienie napłynęło z roku 1528, kiedy to statek Dauphin znikł wraz z załoga na Karaibach… Nie jest wykluczone, że stał się on celem ataku ludożerców, którzy po spożyciu załogi albo puścili nieszczęsnego Dauphina z dymem, albo zatopili go na głębokiej wodzie. Tak czy owak, wraku Dauphina nie udało się odnaleźć do dnia dzisiejszego.


Tajemnicą owiane zniknięcie dwóch statków księcia La Perouse’a  w okolicach atolu Vaninokoro zostało podobno już wyjaśnione przez wyprawę D. d’Urville’a i F. Dillona, którym udało się znaleźć szczątki La Bussole i L’Astrolabe, ale nie udało się zdobyć przekonywujących dowodów na to, że La Perouse został zamordowany i zjedzony przez tubylców. Znikł – nie wiadomo czy na oceanie czy gdzieś indziej – i to jest właśnie tajemnica szlachetnie urodzonego żeglarza.


Ostatni rok XVII wieku przynosi kolejne zagadkowe zniknięcia. W roku 1800 znikają bez śladu dwa statki Insured i Pickering. Ostatnie wiadomości od nich pochodziły z zachodniego Atlantyku, najprawdopodobniej z akwenu Morza Sargassowego.


Amerykański okręt USS Wasp znika bez śladu we wschodnich rejonach Morza Karaibskiego w październiku 1814 roku.


Także w październiku 1824 roku, w rejonie Zatoki Meksykańskiej ginie bez śladu statek Wild Cat, wraz z całą załogą.


Rok 1840. Na Morzu Sargassowym (TB) odnajduje się statek Rosalie, który jest opuszczony, bez załogi. Do dziś dnia nie są znane żadne okoliczności porzucenia statku przez załogę. Jedna z hipotez zakłada porzucenie statku przez ludzi wskutek zbiorowego zatrucia (uwaga!!!) sporyszem, który dostał się do chleba… Hipoteza ta nie jest pozbawiona uroku, ale trudno jest przypuścić, że zatrucie nastąpiło naraz i u całej załogi jednocześnie – wszystkie zatrucia mają to do siebie, że wystąpienie ich objawów zależy do takich czynników jak indywidualna odporność na toksynę, masa ciała, ilość wchłoniętej trucizny… Być może komuś zależało na otruciu całej załogi, czego się nie da wykluczyć w stu procentach, ale po co???


W dziesięć lat później, w roku 1850, Atlantyk wyrzuca na brzegu stanu Rhode Island (USA) pełnosprawny statek Seabord, czy według innych źródeł Seabird, bez żywego ducha na pokładzie. I znów załoga opuściła statek z niewiadomych przyczyn. To już drugi tego rodzaju przypadek. Bodaj czy to nie on dostarczył H. Ph. Lovecraftowi tematu do jego makabrycznych opowiadań – uwaga!!! – o Przybyszach z Kosmosu czy Wodnych Ludziach grasujących na rafach u wybrzeży Rhode Island, Vermont i innych stanów północno-wschodniej części USA…


W roku 1854, na akwenie TB znika bez śladu statek City of Glasgow wraz z załogą.


26 lutego 1855 w pobliżu Azorów – to drugi po TB atlantycki akwen cieszący się ponurą sławą – odnaleziono statek James B. Chester, którego załoga opuściła w nieznanych okolicznościach.


Te wydarzenia, o których poniżej, stały się natchnieniem dla Julesa Verne’a do napisania powieści „Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi”. 11 stycznia 1866 roku, statek parowo-żaglowy London idzie na dno w Zatoce Biskajskiej. W tym samym roku, tajemniczym zderzeniom z „uciekająca skałą” – jak nazywa to J. Verne – ulegają dwa statki: SS Scotia i SS Moravian[1] (czy jak podają inne źródła Morven). Obydwa statki zostały uszkodzone na Atlantyku, a ich uszkodzenia opisuje dokładnie J. Verne, a za nim Arnold Mostowicz, Aleksander Grobicki i Lucjan Znicz-Sawicki, więc nie będziemy tego opisywać szerzej. Sama sprawa istnienia czy nie istnienia tajemniczego Nautiliusa[2] i jego dowódcy kapitana Nemo jest kwestią co najmniej interesującą, i omówimy ją szerzej w Rozdziale IV.


4 grudnia 1872 roku, to data miła sercu każdego łowcy sensacji i dreszczowców wszelkiego rodzaju. Tego dnia na akwenie Atlantyku, w okolicy Azorów (znowu!!!) amerykański bryg Dei Gratia napotyka na opuszczony przez załogę także amerykański bryg Mary Celeste. Właśnie ta Mary Celeste stała się najsłynniejszym „Latającym Holendrem” wszech czasów i Wszechoceanu, o którym zapisano tyle papieru ile wynosi jego ładowność. Tak czy owak, do dziś dnia nie znaleziono żadnego rozwiązania tej tajemnicy morskiej… - a próbowało wielu. Dość wspomnieć, że z tajemnicą Mary Celeste wzięli się za bary tacy pisarze jak Sir Arthur Conan Doyle, polski uczony i popularyzator wiedzy prof. Zenon Kosidowski,  czy zawodowi detektywi z agencji Pinkertona. Sprawa do dziś dzień pogrążona jest w gęstym woalu tajemnicy…


Kolejnym bulwersującym wydarzeniem jest zaginięcie wraz z załogą statku Atalanta na Atlantyku w kwietniu 1880 roku.


Rok 1881 przyniósł niesamowitą historię statku Ellen Austin, którego załoga próbując wziąć na hol drugi statek znaleziony na Atlantyku, sama straciła 1 oficera i 13 (nomen-omen) marynarzy. Zagadka Ellen Austin jest niesamowita o tyle, że dwukrotnie obsadzano statek-widmo załogą pryzową i dwukrotnie ją tracono wraz z pryzem! Zastanawia nas fakt pazerności dowódcy Ellen Austin, który po pierwszej stracie części załogi i pryzu nie zrezygnował ze zdobyczy. Wszak był to bardzo zły omen, a nie ma bardziej przesądnych ludzi na świecie, jak ludzie morza… - dlatego też zastanawia nas fakt zaniku instynktu samozachowawczego u ludzi, którzy zdecydowali się mimo wszystko pójść na przeklęty pryz mimo pierwszego ostrzeżenia. Wydarzenia te miały miejsce w okolicach Labradoru.


Statek J. B. Coussins został opuszczony przez załogę z niewyjaśnionych przyczyn na akwenie TB w roku 1883.


Kolejny rok 1884 przynosi kolejne tragedie morskie, które różnią się wszakże od poprzednich tym, że na statkach znajduje się martwa załoga. Tak było w Zatoce Syjamskiej, gdzie zginęły z niewyjaśnionych przyczyn załogi statków Santa Maria i Abbey S. Hart.


W tym samym roku na Atlantyku załoga z nieznanych przyczyn opuszcza bryg Resolven. Oczywiście jej dalsze losy nie są znane. Zupełnie jak w piosence:

… co z załogą zrobił stary bryg
Tego się nie dowie chyba nikt.
Czy w porcie zostawił ją
Czy na morza dnie –
Nikt nie wie gdzie….
Hej – ho! Na umrzyka skrzyni,
I butelka rumu…

W roku 1890  na akwenie Cape Horn wydarzyła się dziwna, niewytłumaczalna tragedia, w wyniku której śmierć poniosła załoga statku Marlborough.


Wiek XX


21 października 1902 roku, na Morzu Karaibskim znaleziono mocno pokiereszowany i opuszczony przez załogę statek Freya. Istnieje możliwość, że statek uległ sztormowi, a cała załoga zginęła w rozszalałym żywiole wodnym. Tak czy inaczej, do dziś dnia nie znamy prawdy o zagładzie (?) załogi Frei.


W roku 1909 na akwenie otaczającym Cape Aqulhas znika w niewyjaśnionych okolicznościach statek Warath.  Specjaliści tym razem nie wykluczają ataku sejszy czy solitonowych fal pływowych, które rzekomo bardzo często obserwuje się w tych okolicach.


14 listopada 1909 roku, w TB ginie bez wieści słynny jachtowy kapitan Joshua Locum na swym znanym z wielu regat jachcie SY Spray.[3] Kto jak kto, ale ten doświadczony żeglarz nie mógł sobie, ot tak po prostu zniknąć bez wieści…!


A potem była Pierwsza Wojna Światowa, w czasie której statki topiono z premedytacją i okrutnie. Żagle po niej znikają z mórz, jedynie jachty sportowe i wycieczkowe pojawiają się od czasu do czasu na „przeklętych cmentarzyskach morskich”, „morzach zmierzchu” i na „końskich szerokościach”. Wprowadzenie pary i diesli odarło żeglugę z conradowskiej romantyki i zawiesistej poetyki morza, którą przywrócił – przynajmniej dla nas – norweski badacz i podróżnik Thor Heyerdahl swymi rejsami tratwy Kon-Tiki i papirusowych łodzi Ra i Ra-2. Ale zanim to nastąpiło…


… statek SS Zarbine zostaje znaleziony na wodach Zatoki Biskajskiej. Załoga opuściła go z niewyjaśnionych przyczyn w roku 1917.


Odstępujemy tutaj nieco od chronologii wydarzeń, bowiem tragedia SS Vienne, która rozegrała się w dni Bożego Narodzenia 1903 roku. Zawsze nam się wydawało, że tajemnicze tragedie to domena mórz tropikalnych, Karaibów, Indonezji, romantycznych atoli Pacyfiku, a tymczasem tragedia SS Vienne rozegrała się… - no właśnie – nikt nie wie gdzie… Vienne miał pójść z Brestu do Tulonu via Biskaje, Gibraltar i Morze Śródziemne. Ostatni raz widziano go na wodach Zatoki Biskajskiej. Czy spoczął w jej głębinach? – tego nie wie nikt. To już drugi taki przypadek na wodach Europy.


Równie bulwersująca jak sprawa zaginięcia Atalanty jest sprawa zaginięcia SS Cyclops w maju 1918 roku. Eksperci podejrzewają katastrofę spowodowaniem złym zaształowaniem[4] ładunku, który w warunkach silnego sztormu mógł spowodować wywrócenie się statku do góry dnem – jak to miało miejsce z nieszczęsnym polskim promem samochodowo-kolejowym MF Jan Heweliusz[5], który poszedł na dno w dniu 19 stycznia 1993 roku, w północno-zachodnim sektorze Zatoki Pomorskiej. O tej niejasnej tragedii jeszcze opowiemy w Rozdziale IV. Czy SS Cyclops spotkał ten sam los? Niektórzy badacze twierdzą że tak, i że jego wrak znajduje się niedaleko portu przeznaczenia, ale… - do dziś dnia nikt tego nie potwierdził. Na razie przyjęto, że statek ten zaginął bez wieści na akwenie TB.


A teraz Floryda. 31 stycznia 1921 roku znaleziono statek SS Carrol A. Deering, na pokładzie którego nie znaleziono załogi, ale za to widoczne były ślady walki i dewastacji spowodowanej przez nieznanych pasażerów. Niektórzy autorzy są zdania, że nieznani pasażerowie (cóż za enigmatyczne stwierdzenie – nieprawdaż?!) przebywali na statku już po zniknięciu załogi.


Akwen TB. W roku 1924 wydarzyła się tam jedna z najbardziej znanych tragedii – rzecz dotyczy japońskiego statku SS Rainke Maru, która być może jest powiązana z inna tragedią, która miała miejsce na akwenach TB, a dotyczyła statku SS Raifuku Maru – proszę zwrócić uwagę na podobieństwo nazw obu japońskich statków, jeszcze o nich usłyszymy…


I znowu TB. W roku 1925 ginie tam bez wieści statek SS Cotopaxi i wzmiankowany już powyżej SS Raifuku Maru. Ten ostatni nadaje swój wielce zagadkowy i enigmatyczny radiogram o „niebezpieczeństwie jak sztylet”. Tłumaczenie tego grą angielskich słów: dagger – danger jest kolejnym idiotyzmem wymyślonym przez „wyjaśniaczy” w rodzaju Kushe’a i jemu podobnych „ekspertów” od siedmiu boleści. Pomyśl na chwilkę Czytelniku – jaki sens ma zdanie a danger is like a dagger? Chyba jest to bardziej sensowne, niż masło maślane w rodzaju a danger is like a danger – czyż nie? Ale naszych P.T. „wyjaśniaczy” najzupełniej zadowala takie – pożal się Panie Boże – „wyjaśnienie”…  I nie wiadomo do dziś dnia, co miał na myśli radiooficer japońskiego statku wysyłając w eter swój ostatni radiogram…


Atlantyk. W roku 1926 ginie na nim bez śladu statek Saduffco wraz z załogą. Przyczyny są zagadką do dziś dnia.


W roku 1927 aktywizuje się MD, gdzie ginie wraz z załogą statek Asiatic Prince. Eksperci podejrzewają atak piratów, ale nie są w stanie tego udowodnić…


W roku 1929 do brzegów Kornwalii przybija statek Eltham. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że na jego pokładzie nie ma żywego ducha… Załoga opuściła go z nieznanych i nigdy niewyjaśnionych przyczyn…


Akwen TB. W roku 1931 ginie tam wraz z załogą norweski statek SS Stavanger w nieznanych okolicznościach.


Rok 1931. Pierwsza niewyjaśniona katastrofa (???) lotnicza. W obszarze powietrznym TB znika bez wieści samolot Curtiss Robin pilotowany przez Herbie Ponda.


W trzy lata później w TB ginie bez wieści załoga SY John and Mary , który znaleziono bez żywej duszy w zachodnich sektorach Morza Sargassowego, co miało miejsce w 1934 roku.


Drugie niewyjaśnione zaginięcie samolotu w obszarze powietrznym TB ma miejsce w 1935 roku, a był to samolot Wright Whirland.


W trzy lata później, bo w 1938 roku w rejonie Azorów zaginął bez wieści statek SS Anglo Australian. Ostatnia depesza z rejonu Azorów nie zwiastowała jakiegokolwiek nieszczęścia.


Luty 1940 roku. Załoga porzuca SY Gloria Colite i nie pozostaje po niej śladu. Możliwy atak hitlerowskiego U-boota, ale… - jaki byłby sens takiego ataku?


Grudzień 1943 roku. Nad akwenem TB znikają trzy z pięciu samoloty typu TBM Grumman Avanger, które najprawdopodobniej uległy atakowi CAT.[6]


Rok 1944 – załoga statku SS Rubicon opuszcza go w niewyjaśnionych okolicznościach i z niewyjaśnionych przyczyn na akwenie przyległym do Florydy. Podobnie rzecz się ma ze statkiem SS Belle Isle, którego załoga rozpływa się w wodach TB… Tegoż roku ginie w TB pięć samolotów różnych typów.


5 grudnia 1945 roku ma miejsce jedno z najsłynniejszych zaginięć samolotów nad TB. Chodzi o słynny „zaginiony patrol” znany także jako „lot 19”. Samoloty te – piątka Avangerów znika bez śladu w TB. Wysłany im na pomoc samolot ratunkowy PBY Lockheed Martin Mariner także ulega katastrofie w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. I mimo tego, że wraki tych Avangerów znaleziono w okolicach Bermudów czy wschodnich brzegów Florydy (dane są rozbieżne), to i tak nic nie wiemy o przyczynach katastrofy i losach tych ludzi.


W roku 1945 zaginął nad TB jeszcze jeden samolot – był to B-25 Privateer PB-4-YW


* * *



[1] Indeks SS odpowiada oznaczeniu s/s – statek parowy (steam ship).
[2] Nazwę statku kapitana Nemo błędnie pisano jako Nautilus. Poprawnie powinna ona brzmieć Nautilius – co po łacinie znaczy tyle co pływak.
[3] Indeks SY oznacza jacht żaglowy (sail yacht).
[4] Rozmieszczenie ładunku w ładowniach statku.
[5] Indeks MF oznacza prom samochodowy lub samochodowo-kolejowy (motor ferry) RO-RO.
[6] Clear Air Turbulation – turbulencja czystego nieba.