poniedziałek, 2 grudnia 2013

Trójkąty Bermudzkie... (17)

Wracając do incydentu z 18 września 1979 roku, to można by na upartego przyjąć, że była to jakaś super-konstrukcja typu stealth, ale na miły Bóg – czy czerwone światło kuliste może przypominać coś, co wyglądałoby jak myśliwiec F-117 A Nighthawk czy bombowiec B-2? Także zlot w jedno miejsce całej eskadry samolotów stealth nie tłumaczy fenomenów zaobserwowanych nad Dziwnowem w czerwcu 1983 roku, a znanych jako „nocna parada lotnicza nad Dziwnowem”. W tym przypadku – zakładając prawdomówność świadków – mieliśmy do czynienia z normalnymi TRUFO w postaci formacji NL.

Także incydent typu NOTSUB-Id/CE-1[1] z marca 1959 roku. Ten fenomen jest tylko jednym z wielu, o których poniżej, co opisał Robert Leśniakiewicz na łamach „Nieznanego Świata”:


Incydent Łeba’61


Tymczasem jednak chciałbym wrócić do trzech ciekawych incydentów, które miały miejsce w latach 50. i 60. XX wieku na polskim wybrzeżu. Wszystkie one zostały już opisane w wielu książkach i publikacjach, ale są to incydenty „bajkowe”, pod tym pojęciem rozumiemy wydarzenia, o których krążą niesprawdzone, niezweryfikowane informacje pochodzące od jednego źródła lub od kilku niepewnych źródeł i nie ma żadnych dokumentów świadczących o ich prawdziwości.


Incydent opisany w książce Sundberga miał miejsce w okolicach Łeby i przebiegł mniej więcej tak:


…W jakieś pół roku później, w dniu 24 września 1961 roku miał miejsce następny incydent w okolicach portu Łeba na polskim wybrzeżu Bałtyku. Była godzina 23:35, kiedy 28-letni Czesław Kawecki szedł promenadą wzdłuż brzegu morza i patrzył na morze oświetlone blaskiem Księżyca.

Naraz woda wzburzyła się silnie w odległości jakichś 300 metrów od plaży. Na powierzchni wody pojawiło się wybrzuszenie okrągłego kształtu. wystrzeliły z niego fontanny wody, które opadły w dół do "dziury" w falach. W otworze widać było coś, na widok czego Kawecki zatrząsł się ze strachu.

Był przerażony widokiem statku [kosmicznego], który uniósł się w górę i kołysał się nad wodą. Przypominał on swym kształtem odwrócony lejek z czymś, co przypominało kiosk okrętu podwodnego zakończonego tyczką anteny. Jego górna powierzchnia była idealnie czarna z białym świecącym pasem w górnej części ["lejka"]. Od jego strony nie dobiegał żaden dźwięk.

Kawecki podawał później jego wymiary, które oszacował na 5 metrów średnicy i 6 m wysokości bez "anteny". Po upływie około 5 minut to USO/UFO zaczęło się kołysać we wszystkie strony tak, że Kawecki był w stanie obejrzeć go sobie dokładnie, z detalami. Spód obiektu zaczął świecić niebieskawym i intensywnym światłem.

W końcu USO odleciał powoli, a potem coraz prędzej kierując się na północ, i w końcu znikł z szybkością odrzutowca. (Antoni Szachnowski, Londyn/UK)


Wydarzenie to nie było mi znane. Sundberg w swej książce zamieścił dwa zdjęcia – pierwsze z nich pokazuje Antoniego Szachnowskiego, drugie rysunek Dezsö Sternoczky’ego ukazujący rekonstrukcję tego wydarzenia.


Prawdę powiedziawszy, relacja ta wydała mi się niezbyt wiarygodna, więc poszukałem w Internecie i znalazłem ją na stronie http://www.waterufo.net, gdzie relacja ta brzmiała, jak następuje:


Około 80 mil na wschód [od Kołobrzegu] znajduje się niewielki rybacki port i miasteczko Łeba, zlokalizowane nad morzem i kilkoma jeziorami brzegowymi. W niedzielę, 24 września 1961 roku, 28-letni technik przemysłu tekstylnego Czesław Kawecki, cieszył się ostatnimi godzinami swych letnich wakacji. Rankiem chciał wsiąść do pociągu i powrócić do Łodzi. Kawecki zapragnął jeszcze raz rzucić okiem na morze, więc postanowił pójść na spacer w drodze powrotnej do swego hotelu. Zdjął buty i skarpetki i trzymając je w ręku szedł powoli po piaszczystych wydmach oddzielających morze od jeziora Łebsko. Potem wyszedł na plażę, by przyjrzeć się morzu oświetlonemu przez księżycową pełnię. Spojrzał na zegarek, była godzina 23:35, więc zawrócił on w stronę Łeby. Naraz niemal zdębiał z wrażenia. Później tak to opowiedział Szachnowskiemu:

„Nagły odgłos szumiącej wody zmusił mnie do odwrócenia się ku morzu. Przede mną, w odległości jakichś 300 metrów od brzegu powierzchnia wody podniosła się w jednym punkcie. Wyglądało to jak okrągły pagórek – wypychany z głębiny na powierzchnię. Naraz z jego szczytu podniosły się bryzgi wody i jak fontanny rozproszyły się wokół «dziury» w falach. Z wody wynurzył się obiekt, który na pierwszy rzut oka przypominał mi wydłużony trójkąt…”


Kawecki przyznaje się do mieszanych uczuć podniecenia i niedowierzania, ale szybko wrócił do siebie i przyglądał się dalszemu rozwojowi wypadków.


„Obiekt uniósł się na kilka jardów nad wodę” – Kawecki kontynuował – „i zawisł nad tym samym miejscem, ale teraz znajdował się tam wir wodny, który szumiał i bulgotał wydając także odgłos ssania. Sam NOL był bezgłośny. Naraz pojawił się na nim pas białego, stałego światła podzielony kilkoma pasmami czerni. Światło to odbijało się mgliście na powierzchni tego obiektu. Oświetlało ono także nieco słabiej całą resztę obiektu. Wkrótce się okazało, że cały obiekt ma kształt wielkiego, odwróconego lejka, który przedzielono na dwie części jasnym pasem segmentowych świateł.  Mniej więcej w połowie wysokości obiektu znajdował się cienki pasek czegoś jaśniejszego od reszty korpusu, którego kolor był ciemny. Cieńszy koniec tego czegoś był zaokrąglony, a z czego to wystawał jakiś przekrzywiony na jedną stronę pręt.

Obiekt wisiał tak około jednej minuty, a potem z jego spodniej strony ukazało się jakieś świecenie jakiegoś drugiego źródła światła. Było ono także białego koloru, ale o wiele silniejsze i jaśniejsze, niż to emitowane przez segmentowaty pas. Potem ten lejek pochylił się ku północy pokazując swój spód. Pozostał on w tej pozycji jakieś pół minuty, potem przemieścił się ku wschodowi jakieś 50 jardów, potem zawrócił i znów się zatrzymał. Przez ten cały czas widziałem spód tego obiektu.”


Kawecki dał doskonały opis niezwykłej dolnej części wiszącego obiektu. Opisuje on spód obiektu jako ciemne wnętrze okrągłego lejka. Widoczny tam był szeroki segmentowaty pierścień białego światła. Pośrodku znajdowała się ciemna figura przedstawiająca koło wpisane w trójkąt. Miała ona wielkość połowy świecącego pierścienia. I wreszcie pośrodku znajdował się mały dysk, który wyglądał jakby był zrobiony z polerowanego srebra i silnie błyszczał.


Kawecki wyczuł, że coś tam w środku się obracało, ale nie był tego do końca pewien.


„Następnie światło stało się niebieskawe i bardziej intensywne. Potem NOL zaczął poruszać się w kierunku północnym i do góry pod kątem 45° z prędkością nie większą niż u zwykłego odrzutowca. Światło zaczęło ciemnieć i po chwili całkiem zgasło. Nie słychać było żadnego dźwięku, a cała obserwacja nie trwała dłużej niż 4-5 minut.

Jak oceniam, szerokość tego obiektu nie była większa niż 16 stóp, a długość 20 stóp, bez anteny.

Kiedy NOL znikł, zauważyłem młodą parę, która stała nieopodal mnie i gapiła się w niemym zdumieniu. Oni także wracali do swego hotelu. Jak zagadnąłem ich, to zauważyłem dwóch mężczyzn, którzy zmierzali ku nam z przeciwnego kierunku. Byli to jacyś miejscowi – chyba rybacy – również zszokowani tą obserwacją. Szli oni powiadomić o tym WOP.”


Podane są także źródła: 

1. “Official UFO Magazine”, z maja 1977, Vol. 2, nr 3 “Mysteries of the Deep” autorstwa Luciusa Farisha i Dale Titlera, ss. 41 i 52. © 1977 wydane przez Countrywide Publications Inc.

2. Prawdopodobnie oryginał: Pamflet autorstwa państwa H. Hinfelaar (data nieznana), w „Harmonic” przez kpt. Bruce Cathie, s. 153.


Jeżeli to, co opowiedział Kawecki jest prawdą, to informacja o tym wydarzeniu powinna znajdować się gdzieś w archiwum byłej Bałtyckiej Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza w Koszalinie, o ile nie została przemielona w trakcie reorganizacji WOP i przekonwertowaniu ich w Straż Graniczną. Osobiście wątpię, by został po tym jakiś ślad, bowiem dokumenty – poza najważniejszymi dokumentami organizacyjnymi i operacyjnymi niszczono co 10 lat. Ten trop prowadzi raczej donikąd.




[1] Bliskie Spotkanie Pierwszego Rodzaju z Obiektem Podmorskim wylatującym z wody i nie będącym ziemskim pojazdem podwodnym.