piątek, 6 grudnia 2013

Trójkąty Bermudzkie... (19)

Czy była to działalność stricte ufologiczna i czy nie kryło się za nią coś innego? Nasz kolega z CBZA Pan Adam Chrzanowski twierdzi, że mogła to być także działalność wywiadowcza lub konspiracyjna i pisze o tym w swym liście do mnie z dnia 15 stycznia 2008 roku, tak:

Cieszę się, że po raz pierwszy mogę zobaczyć jak wyglądał Antoni Szachnowski - o ile oczywiście mężczyzna na tej fotografii to naprawdę jest on albowiem już nie raz mogłem się przekonać że w ufologii nawet takie sprawy nie zawsze są prawdziwe.

Jak Pan zapewne wie Szachnowski ma swój duży udział w wylansowaniu tzw. dalszego ciągu Incydentu Gdyńskiego. Chodzi mi oczywiście o odnalezienie istoty na plaży i jej dalsze perypetie po katastrofie nieznanego do dzisiaj pojazdu na terenie akwenu gdyńskiego portu.

Z tego co powszechnie wiadomo, Szachnowski udostępnił potem tą historię anglojęzycznym autorom, którzy wykorzystali ją w swoich książkach.

Niestety, według mnie co już kiedyś Panu pisałem opowieść o istocie i jej dalszych losach przypomina legendę bez pokrycia, a właściwie sama nią jest.

Po pierwsze nie istnieje pierwotne źródło tej informacji. Owszem w publikacjach autorzy powołują się najpierw na Szachnowskiego - a ten z kolei na anonimowego informatora - emigranta - byłego pracownika jednego z trójmiejskich szpitali. Szkopuł w tym, że anonimowe źródło to tak naprawdę żadne źródło, nawet biorąc pod uwagę rangę wydarzenia w którą ta hipotetyczna osoba była zaangażowana - odnalezienie obcej istoty. Tam gdzie nie ma solidnego oparcia personalnego na konkretnej osobie z imienia i nazwiska oraz z krwi i kości - takie sprawy stają się siłą rzeczy podejrzane, żeby nie powiedzieć kłamliwe czy mówiąc zupełnie dosadnie - są zwykłym oszustwem.

Po drugie - nie istnieją o czym również wspominałem świadkowie tamtych wydarzeń - tzn. nie ma osób które wspominałyby samo przywiezienie istoty, były personelem medycznym biorącym udział w jej badaniu, czy członkami obstawy - albowiem według legendy nieznany z imienia szpital trójmiejski miał być bardzo szczelnie obstawiony. Takich ludzi po prostu nie ma, co więcej o takim zamieszaniu nie wspominają nawet autentyczni świadkowie upadku tego przedmiotu do morza.

Po trzecie proszę zwrócić uwagę na jeszcze jedną sprawę. Pod koniec lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych taka informacja była dla zachodnich autorów po prostu nie do sprawdzenia. Nikt, podkreślam nikt, nie mógł przyjechać wówczas do Polski i zażądać wydania mu tajnych dokumentów wojskowych a tylko takie mogłyby dotyczyć takiej sprawy jak upadek pozaziemskiego statku kosmicznego nad Polskim wybrzeżem. W najlepszym przypadku badaczowi groziła natychmiastowa deportacja z kraju - jeśli nie proces o szpiegostwo. Dlatego dla Szachnowskiego było wygodnie i bezpiecznie lansować taką historię na zachodzie. Powołał się na anonimowe - zapewne nieistniejące źródło - zachowując dla siebie margines bezpieczeństwa gdyby cała sprawa w jakiś sposób wyszła po latach na jaw.

Reasumując po latach doszedłem do prawie pewnego wniosku, że opowieść o odnalezionej istocie w Gdyni jest niczym więcej aniżeli zwykłą, obrosłą wieloma mitami legendą bez żadnego pokrycia w faktach. To, czy wymyślił ją sam Szachnowski - czy ktoś inny - nie ma znaczenia. Mamy bowiem do czynienia z kolejnym mitem ufologicznym, który jeszcze przez wiele lat będzie na swój sposób funkcjonował. Oczywiście ze szkodą dla wizerunku prawdziwej ufologii oraz nielicznej grupy uczciwych badaczy tego zjawiska.

A zatem jednak fałszerstwo? Nie sądzę, bo jednak…


…w tym szaleństwie była metoda!


Oczywiście była metoda, bo być może chodziło nie tyle o same incydenty ufologiczne, ale o zwrócenie uwagi Anglików i zarazem Zachodu na to, co się działo na poligonach wojskowych PRL, na których pierwej Niemcy urządzali próby swych nowych i najbardziej rokujących nadzieje broni masowego rażenia i ich wektorów – samolotów i pocisków rakietowych – znanych ogólnie jako bronie „V”, a potem zostały przejęte one przez Sowietów, którzy te próby kontynuowali. Wystarczy wspomnieć o takich poligonach, jak Władysławowo, Łeba-Rąbka, Ustka czy wyspy Uznam i Wolin, by zrozumieć – szczególnie po rakietowym lecie 1946 roku[1] – że z komunizmem nie ma żartów i jest on bardzo niebezpieczny, szczególnie kiedy stroi się w piórka demokracji socjalistycznej i socjalizmu z ludzką twarzą. Wszak było to po 1956 roku, Powstaniu Węgierskim i Polskim Październiku! W obu przypadkach doszło do rozlewu krwi Polaków i Węgrów. Nie bez kozery ilustratorem relacji opracowywanych przez A-PKBUFO jest węgierski rysownik! To nie jest przypadek!

Osobiście sądzę, że Antoni W. Szachnowski był związany z wywiadem brytyjskim MI-6 i działalność jego organizacji stanowiła jedynie przykrywkę dla operacji wywiadowczych Brytyjczyków w tej części świata. Antoniego W. Szachnowskiego nie ma na „Liście Wildsteina” (na której figuruje tylko niejaki Stanisław Szachnowski – zob. „Lista Wildsteina” -  IPN BU 0912/2143  SZACHNOWSKI STANISŁAW  - http://lista-wildsteina.n8.pl/s/sz.html.) a jeżeli nawet gdzieś jest w dokumentach UBP/SB czy Informacji Wojskowej, to jako figurant[2], a nie agent bezpieki.[3] (Inną rzeczą jest to, że „Lista Wildsteina” jest dokumentem niezbyt wiarygodnym i powoływanie się na nią jest wysoce ryzykowne.) Organizacja Antoniego Szachnowskiego stanowiła jak widać dużą sieć wywiadowczą, a UFO czy USO stanowiły doskonałą „przykrywkę” do jej działalności. Opisane przezeń wydarzenia miały de facto zwrócić uwagę MI-6 na te odcinki polskiego wybrzeża i obszary naszego kraju, w których szczególnie panoszyły się wojska radzieckie. Dlaczego to robił? To oczywiste – przeszedł piekło radzieckiego Gułagu. Lepszej motywacji do tego rodzaju działalności nie trzeba było. Ludzie z tego okresu i pochodzący z Kresów konspirację i nienawiść do Sowietów mieli we krwi, i trudno się im dziwić, że współpracowali z wywiadami NATO.

Kończąc uważam, że jest to sprawa nie tyle dla ufologów, co dla pracowników IPN i jeżeli moja hipoteza jest prawdziwa, a wiele na to wskazuje, to uważam, że Antoni Szachnowski powinien zostać uhonorowany jako bohater Zimnej Wojny, jeden z wielu bezimiennych Polaków walczących z komunizmem. Być może znajdą się jacyś świadkowie i dokumenty potwierdzające lub negujące tą hipotezę?


* * *


Tyle Robert Leśniakiewicz w tej kwestii.  



[1] Zob. R. Leśniakiewicz – „Powojenne losy niemieckiej Wunderwaffe”, Warszawa 2007.
[2] Figurant – osoba podlegająca operacyjnemu (tajnemu) rozpracowaniu.
[3] W dokumentach „Listy Wildsteina” figurują najprawdopodobniej tylko rezydenci, tajni współpracownicy i najważniejsze kontakty operacyjne lub tylko sami rezydenci i TW.