piątek, 20 grudnia 2013

Trójkąty Bermudzkie... (28)

I ostatnia wizyta na polskim wybrzeżu, dosłownie sprzed kilku dni!


„Gazeta Krakowska” z dnia 25.XI.2013 roku donosi:


WALEŃ BĘDZIE ATRAKCJĄ HELU

Naukowcy badaja ciało wala butlonosego, którego morzwe wyrzuciło w Unieściu.

Ostatni taki przypadek na polskim wybrzeżu badacze zanotowali – uwaga – ponad 100 lat temu!

Ostatni taki przypadek na polskim wybrzeżu miał miejsce ponad 100 lat temu. Teraz doszło do kolejnego na plaży w Unieściu (woj. zachodniopomorskie). Mowa o gigantycznym waleniu butlonosym (Hyperoodon ampullatus), który został wyrzucony przez morze martwy na plażę. Te ssaki są bardzo rzadkimi gośćmi na Bałtyku, bo zamieszkuja umiarkowaną strefę Oceanu Atlantyckiego i Oceanu Spokojnego oraz strefę arktyczną.

Zauważył go wędkarz

Gigantyczny martwy wal butlonosy został podniesiony na plaży w Unieściu za pomocą dwóch ciężarówek z napędem na cztery osie, koparko-spycharki, wolontariuszy oraz pracowników UM w Słupsku. Niespotykane w polskim Bałtyku zwierzę przetransportowano na ciężarówce do Stacji Morskiego Instytutu Oceanografii na Helu. Tu jest badane. […]
- Wiemy już wiecej o walu. Ssak ważył 3,2 tony i mierzył 7,45 m – wylicza prof. Krzysztof Skóra. – Ogladajac go dokładnie nie stwierdzono wyraźnych zmian patologicznych, ale nie oznacza to, że zwierzę nie mogło być chore. Wiele szczegółów wykażą badania laboratoryjne – zastrzega.
- W jelicie stwierdzono ślady kalmarów, wiec stosunkowo niedawno żerował poza Bałtykiem – mówi prof. Skóra – zaś samej treści żołądkowej jeszcze nie zbadaliśmy. […]

Wal butlonosy w Bałtyku

Dlaczego wal butlonosy zawędrował do Bałtyku? – poruszamy się wyłącznie w sferze hipotez – twierdzi prof. Skóra. – Sądzę, że w każdym gatunku są osobniki, które penetruja obce obszary. Najwidoczniej ten nasz przepłynął przez wąskie cieśniny z Morza Północnego do Bałtyku i być może nie potrafił się stąd wydostać.

Tomasz Turczyn


Wydaje się nam, że wiemy, co mu się stało. Te walenie żywią się kałamarnicami. W poszukiwaniu pożywienia wal zaczął nurkować w Morzu Bałtyckim i w rezultacie czego trafił na składowisko broni chemicznej, która – jak np. tabun czy sarin – przenikając przez skórę atakują układ nerwowy. Reszta już jest prosta. Waleń uległ porażeniu przez toksyny arseno- i fosforoorganiczne i zginął…  
   

Po zwycięstwie nad Trzecią Rzeszą – pisze Fiodor Rudniew w swym artykule „Hitlerowska broń C pod wodą”, materiał ten ukazał się na łamach rosyjskiego czasopisma „NLO” nr 51/2005 w dniu 19 grudnia 2005 roku. - Alianci zaczęli badać wojenne arsenały Hitlera – pisze on. – Znaleźli oni setki ton bojowych środków trujących (BŚT) – głównie gazów bojowych – w pojemnikach na rozmaite chemikalia, pociskach artyleryjskich i bombach lotniczych. Były to najbardziej toksyczne ze znanych w latach 40. BŚT: sarin, iperyt, luizyt, soman, fosgen, adamsyt, tabun... Wiele innych BŚT pojawiło się w laboratoriach chemicznych Wehrmachtu. Ich wzory opracowali najlepsi chemicy Europy. Wielu z nich już po wojnie znalazło się w USA, osiedli oni w centrach badawczych, uniwersytetach i... dalej tam prowadzili swe badania. W niemieckich tajnych składach i magazynach wojskowych znajdowało się około 500.000 ton różnych – najczęściej gazowych – BŚT, które Hitler chciał wykorzystać w celu podboju świata i wyniszczeniu wszelkich niepotrzebnych Aryjczykom narodów. Z tymi strasznymi znaleziskami trzeba było coś zrobić. Armie trzech mocarstw światowych – Anglii, USA i ZSRR – po zakończeniu wojny miały dość innych kłopotów, i dlatego nikt na serio nie pomyślał o problemie unieszkodliwienia tych BŚT. Zadecydowano więc zatopić ten arsenał broni C w Morzu Bałtyckim, rzecz jasna dlatego, że w latach 40. ubiegłego stulecia, uczeni nie potrafili inaczej unieszkodliwiać BŚT w takich ilościach. W tym czasie decyzja o zatopieniu tych kontenerów i pocisków była prawidłowa.
Wszystko to przeprowadzono przy zachowaniu najwyższego stopnia utajnienia. Marynarze nawet nie wiedzieli, jaki ładunek mają na burcie. Nikt też nie wyjaśnił im, dlaczego wydawano im rozkaz „opuścić statek!” – i wszystko, co znajdowało się na pokładach i ładowniach, szło na dno wraz z niemieckim okrętem. Sowieccy marynarze postępowali odmiennie – statki, okręty i barki zostawiali dla siebie, a kontenery z BŚT po prostu wyrzucali za burtę wprost do wody. Alianci w roku 1945 działali bez jakiegokolwiek planu, a map stref zatopienia BŚT nikt nie wykonał. Do ostatnich dni świat nie wiedział niczego o szczegółach tej strasznej operacji i miejsc zatopienia poniemieckich BŚT. Bomby, fugasy, pociski, beczki i kontenery z poniemiecką bronią C wrzucano w wody Bałtyku w ciągu dwóch lat – 1946 i 1947. I tylko wtedy zafiksowano koordynaty miejsc ich zatopienia: cieśniny Skagerrak i Mały Bełt, Zatoka Kilońska, Głębia Bornholmska i Gotlandzka.
Przez 50 lat nikt nie mówił o zatopionych broniach chemicznych Wehrmachtu. Kraje nadbałtyckie sprawiały wrażenie, że są one położone nad brzegami najczystszych wód morskich na świecie i odławiają w Bałtyku najczystsze ryby oraz rozwijają ekologiczną, przyrodniczą turystykę. (Nie jest to prawda, bowiem już w latach 70. i 80. kraje skandynawskie biły na alarm w związku z postępującym zanieczyszczeniem wód Bałtyku ściekami – w przypadku Polski głównie komunalnymi i rolnymi, przemysłowymi – co dotyczyło głównie NRD, RFN i ZSRR oraz radioaktywnymi odpadami stałymi i płynnymi z radzieckich zakładów jądrowych – przyp. tłum.) Na wszelkie informacje na temat zatopionej w tym morzu broni C był nałożony gryf tajności – TAJNE lub TAJNE SPECJALNEGO ZNACZENIA. (W Polsce zaczęto otwarcie mówić o tym problemie po roku 1980, kiedy to ukazało się kilka pozycji książkowych traktujących o problemach ekologii Bałtyku i w ogóle Wszechoceanu) Także międzynarodowa organizacja, która zajmuje się ekologią Morza Bałtyckiego – HELCOM – milczała na temat tych BŚT, jakby nabrała do ust wody bałtyckiej... Przyczyna jest bardzo prosta – informacja o broni chemicznej znajdującej się na dnie morza mogła spowodować społeczne i polityczne katastrofy w krajach, których gospodarka opierała się na turystyce i przetwórstwie ryb. Cóż to za ekologia, kiedy w wody Bałtyku przeniknęło już 7 ton iperytu, sarinu, luizytu, somanu, adamsytu, tabunu...

Morska woda nie daje możliwości zneutralizowania BŚT znajdujących się w hitlerowskiej amunicji. Poza tym pod wodą cały czas trwa proces korozji zżerającej metalowe korpusy bomb, pocisków i kontenerów. Część BŚT, która została przykryta warstwami morskich osadów już nie przedstawia niebezpieczeństwa. Ale ich setki ton leżą na dnie omywane silnymi prądami przydennymi. Tam też toczą się po dnie wraki okrętów puszczonych na dno przez Anglików i Amerykanów, wyładowane po same wręby tym straszliwie toksycznym ładunkiem. Rosyjscy uczeni sądzą, że te podwodne arsenały niosą zagrożenie wszystkim krajom basenu Morza Bałtyckiego. I jak na ironię, niektóre akweny Bałtyku, jak Głębia Gotlandzka i Głębia Bornholmska są tradycyjnymi miejscami intensywnego odłowu ryb. To właśnie w tych miejscach norwescy (???) rybacy wyławiają „najczystszą ekologicznie rybę na świecie”! A w rzeczy samej wyławiają oni nie tylko ryby...

Pierwsze przypadki zatrucia rybaków odnotowywano jeszcze w latach 50. W sieciach wraz z rybami zaczęły się pojawiać pojemniki, pociski, kontenery z niemieckimi napisami i symbolami. Rybacy zatruwali się lub odnosili oparzenia chemiczne. W czasie ostatnich 5 lat odnotowano 360 przypadków, kiedy rybacy z różnych krajów postradali zdrowie od broni chemicznej, którą zatopiono pół wieku wcześniej. Skandynawscy lekarze najgłośniej mówią o tym, że w ich krajach zwiększyła się zapadalność na choroby nowotworowe i genetyczne. I tak np. jedna z najczystszych ekologicznie krain świata – Szwecja – wyszła na pierwsze miejsce w zakresie zachorowań na raka. Wskaźnik ten wynosi tam 3.000 zachorowań na 100.000 ludzi, co wynosi aż 16-krotny wzrost w stosunku do lat poprzednich.

Rosyjscy uczeni badający składowiska BŚT na dnie Bałtyku rysują straszne obrazy na przyszłość. Morska woda przeżre wreszcie korpusy bomb i pocisków z bronią C. Już od kilku lat proces korozji idzie ku temu, że chemiczny ładunek przeniknie wreszcie do wody i nastąpi autentyczny atak chemiczny na Ludzkość w niedalekiej przyszłości. W Bałtyku znajduje się tyle BŚT, że są one unicestwić wszystkie żywe istoty w morzu i na jego brzegach co najmniej sześciokrotnie! Pierwszym etapem tej chemicznej wojny będzie wymarcie wszystkich organizmów żywych w wodach Bałtyku i na jego wybrzeżach. Drugi etap, to przenikniecie gazowych BŚT do atmosfery i skażenie nimi krajów Europy i Rosji aż do Uralu. Składowane środki bojowe Hitlera może rozprzestrzenić się do Morza Śródziemnego i Afryki Północnej oraz Bliskiego Wschodu na południu, zaś do Ameryki Północnej na zachodzie. Rozprzestrzenienie się tych BŚT można porównać tylko z jej masowym użyciem w pełnoskalowej wojnie chemicznej.


Informacje o niemieckich wojennych arsenałach broni C przestała być tajną. O hitlerowskich BŚT na dnie Bałtyku piszą gazety na Litwie, Łotwie, Polsce i Estonii. Dno Bałtyku badają rosyjscy uczeni. No, ale żeby monitorować i unieszkodliwić wszystkie te pociski i bomby potrzebny jest wysiłek wszystkich krajów basenu Morza Bałtyckiego, a także całego świata. Uczeni już opracowali technologie pozwalające na zneutralizowanie setek ton BŚT, bez uszczerbku dla ekologii Ziemi.

Moim zdaniem powinni płacić ci, którzy to świństwo wyprodukowali i ci, którzy je topili. No, ale to już kwestia dla prawników – to jest ich działka. Najśmieszniejsze i zarazem najgroźniejsze jest to, że producenci tych gazów i ci, którzy je topili zamierzają teraz poruszyć tą puszkę Pandory kładąc gazociąg na miejsca składowania tychże BŚT i obłudnie wzywają społeczność międzynarodową do pokrywania kosztów tych brewerii, hipokryzja podniesiona do n-tej potęgi! Ale nie o tym mowa.


* * *


Ten wieloryb, to tylko kolejna ofiara i nie ma się co uspokajać, że w morzu dojdzie do naturalnego rozkładu i finalnego zneutralizowania tego morderczego ładunku. Tak może myśleć tylko człowiek pozbawiony wyobraźni. Trucizny składowane w Bałtyku są naprawdę niebezpieczne i gaworzenie różnych „ekspertów” o ich nieszkodliwości jest próbą uciszenia ich brudnych sumień. Nie ma i nigdy nie było nieszkodliwych bojowych środków trujących! Każdy z tych BŚT został opracowany właśnie dokładnie tak, by jak najtrudniej było go zneutralizować, bo po to je wyprodukowano, by zabijały wszelkie żywe istoty, a w szczególności ludzi. Dzisiaj umierają wieloryby – jutro ludzie. A chemiczna bomba tyka na dnie Bałtyku i czeka na kolejne ofiary. Kto i kiedy ją wreszcie rozbroi?


Białe wieloryby, to nie okręty podwodne, a te ostatnie, to nie USO. W artykule w „Gazecie Krakowskiej” nie pisze się nic o obserwacjach okrętów i tajemniczych łodzi podwodnych w skandynawskich fiordach, bo w roku 1988 jeszcze był to u nas temat tabu. I nawet teraz niewiele się o tym mówi i pisze, a to oznacza, że musi być po temu jakiś ważki powód. Ale o tym w następnych rozdziałach.


a