czwartek, 26 grudnia 2013

Trójkąty Bermudzkie... (29)

ROZDZIAŁ 5 – Diabelski spisek w diabelskim Trójkącie


Wróćmy na zachodnią stronę Atlantyku.

Cudowne złote od słońca plaże, zaciszny cień uroczych zagajników palmowych, upajający zapach egzotycznych kwiatów, muzyka wiatru, uroda dziewcząt i chłopców, legendy o skarbach, duchach, kult Voodoo, diabły morskie, Syreny i inne morskie stworzenia – jednym słowem operetkowo-cukierkowy widoczek rodem z amerykańskich folderów reklamujących karaibskie wybrzeża USA i innych krajów tego regionu.  Te rajskie obrazki z Karaibów znajdują się tylko w okolicach Miami i innych kurortów, bo kto nie zapuścił się w bagna Everglades N.P., kto nie zapuścił się w rozlewiska Mississippi czy piekło raf Florida Keys, ten nie wiele wie, czym naprawdę jest obszar przyległy do TB i TSJ.

Piękno tych wysp i wybrzeży zostało skazane na zagładę od pamiętnego dnia 12 października 1492 AD, kiedy to na wody Ameryki wpłynęły żaglowce Kolumba. Biały człowiek nie przyniósł tu niczego poza gwałtem, rabunkiem i śmiercią w każdej postaci.

Karaiby są „miękkim podbrzuszem” USA – a teraz także całej strefy NAFTA – a właściwie takim stały się w czasie I i II Wojny Światowej, po komunistycznym przewrocie Fidela Castro Ruz na Kubie i zwycięstwie sandinistów Daniela Ortegi w Nikaragui i objęcie rządów przez prezydenta Hugo Rafaela Chaveza w Wenezueli. Wydarzenia te wydały te tereny na pastwę promoskiewskich komunistów i ich tajnych służb. Doprowadziło to do tego, że w październiku 1962 roku zegar odmierzający czas do atomowego Armagedonu pokazał „za minutę dwunasta”. Po raz pierwszy w historii Zimnej Wojny.

Czy w krajach Mezoameryki był kiedyś spokój? Nigdy. Słabe demokracje nie potrafią się utrzymać, a silne dyktatury nie potrafią istnieć bez pomocy z USA. Krajami tymi co chwilę wstrząsają różne rewolucje, rewolty, pucze i przewroty gabinetowe, pałacowe… - jednym słowem mówiąc, ten rejon jest równie niespokojny, jak rejon Bliskiego, Środkowego Wschodu czy do niedawna Bałkanów. I równie krwawy. Leży jednak zbyt daleko od Europy, by stanowić zagrożenie porównywalne ze Wschodem czy Bałkanami.

Jakie są implikacje tej sytuacji, w tym wrzącym bezustannie politycznym kotle? To proste – przede wszystkim transfer legalnej i nielegalnej broni, materiałów wojennych, pieniędzy, alkoholu, narkotyków, towarów luksusowych i czego tam jeszcze. Na Morzu Karaibskim i w Zatoce Meksykańskiej krzyżowały się i nadal się krzyżują szlaki piratów, szmuglerów, mafiosów wyposażonych w najnowocześniejszą elektronikę i technikę. Nie zmieniły się tylko metody – pozostały takie same od XVII wieku.

Problem piractwa politycznego (w odróżnieniu od „normalnego” piractwa uprawianego dla zysku) pojawił się dopiero w latach 20. XX wieku. Takim klasycznym przykładem jest poruszona przez L. D. Kusche’a sprawa szkunera Carrol A. Deering. Początkowo snuto różne przypuszczenia, co do losów załogi tego szkunera, a po sześciu miesiącach „New York Times”, w dniu 21 czerwca 1921 roku, podaje dosłownie taką informację:

[…] Rząd Stanów Zjednoczonych podjął już energiczne wysiłki w celu wyjaśnienia tej zagadki. W grę wchodzi, zdaniem osobistości oficjalnych, możliwość odrodzenia się praktyk pirackich jakie kiedyś były pospolitym zjawiskiem na wybrzeżu atlantyckim, lub też zawładnięcie tymi statkami na rzecz Rosji Radzieckiej.

Tak poważna gazeta, jak NYT nie pozwoliłaby sobie na zamieszczenie na swych łamach takiej blagi… Pisze się o statkach, a nie o jednym statku, bowiem poza Carrol A. Deering zaginął w tym czasie także SS Hewitt. Możliwe, że któremuś z naszych autorów zrobiła się zbitka pojęciowa i zamieścił oznaczenie SS przed nazwą Carrol A. Deering, który był żaglowcem. I jeszcze raz oddajemy głos dziennikarzowi z „New York Timesa” w ciągu dalszym jego korespondencji:

Ministerstwo Handlu ujawniło dzisiaj, że zaginęły jeszcze dwa inne amerykańskie statki. Stało się to w okolicznościach, które nakazują przypuścić, że statki te […] nie zatonęły. Przyznano otwarcie, że podejrzewa się porwanie przez piratów [lub] sympatyków komunizmu. […] Nie podano nazw obu statków, a na pytania o okoliczności zaginięcia statków rzecznik ministerstwa odpowiadał nader mgliście.

Oczywiście, boż czy mówi się otwarcie o faktach, kiedy toczy się rutynowe śledztwo? Trudno posądzać ludzi z FBI o kretynizm w tej i innych sprawach, a nie była to pierwsza sprawa tego rodzaju, co wynika z artykułu w NYT w dniu następnym, tj. 22 czerwca:

Ministerstwo Handlu dołączyło dziś nazwy trzech kolejnych statków, zaginionych ostatnio na Atlantyku w tajemniczych okolicznościach do listy przypadków […] mniej lub bardziej związanych z prawdopodobnym porwaniem załogi amerykańskiego szkunera Carrol A. Deering […] Nie jest co prawda pewne, że wszystkie statki rzeczywiście padły ofiarą piratów czy też zwolenników bolszewizmu […] niemniej fakt, ze zniknięcia te miały miejsce mniej więcej w tym samym czasie, uważa się za bardzo znaczący […]

Jesteśmy szalenie ciekawi, co zawierały ocenzurowane fragmenty artykułów oznaczone […] przez redaktora wydania? I co z tego wynika? Ano to, że tych statków „widm” było więcej, bo już aż pięć!

L. D. Kusche by zdyskredytować rzetelność informacji na temat możliwości porwania załogi Carrol A. Deering przez komunistów, piratów czy Pozaziemian podaje jeszcze jedną ciekawą informację, a mianowicie:

Nowojorska policja oświadczyła 23 czerwca, że już rok wcześniej organizacja o nazwie Związek Robotników Rosyjskich w USA i Kanadzie zaleciła swym członkom, by zaciągali się na statki, namawiali do buntu i w razie ich powodzenia kierowali je do portów rosyjskich. W związku z tym przypomniano również, że mniej więcej w tym samym czasie załogi paru statków odmówiły posłuszeństwa, a William O’Brien, który z tego powodu musiał nawet na jeden dzień zawrócić do portu, po ponownym wyjściu w morze znikł na dobre.

No cóż, takie postawienie sprawy było już nie do przyjęcia przez L. D. Kusche’a, który wolał zwalić wszystko na karb huraganów i sztormów.

Przyznaję, że lektura całej dostępnej nam literatury na temat działalności radzieckiego GPU i OGPU nie przyniosła nam odpowiedzi na pytanie, czy w latach 20. XX w. miała miejsce tego rodzaju operacja dywersyjna u wybrzeży amerykańskich. Nie jest to takie dziwne zważywszy fakt, że ta właśnie organizacja którą będziemy dalej nazywać po prostu KGB zajmowała się rozpoznaniem i dywersją w Europie i Ameryce Północnej. Istnieją przesłanki, że rzecz taka była możliwa, bowiem młoda Republika Rad po zakończonej wojnie domowej i przegranej wojnie z Polską w 1920 roku biorące udział w interwencji kraje Europy Zachodniej i Ameryki Północnej – szczególnie USA i Kanada – były wrogami numer jeden i coś takiego byłoby oczywistym – atakowanie statków wroga na ich własnych wodach i porywanie ich pod zmienioną banderą, nazwą i wyglądem do swoich portów. To akurat jest wykonywalne i całkowicie możliwe. Czemuż by nie? – nauka Włodzimierza Ilicza Lenina pouczała, że w walce z kontrrewolucją cel uświęcał każde środki. Nie zapominajmy, że szefem radzieckiej „czerezwyczajki” był Feliks Edmundowicz Dzierżyński – towarzysz Edmund – człowiek Lenina i zbrojne ramię Rewolucji Październikowej. Czy mógł wpaść na taki szalony pomysł? Oczywiście mógł, bo był do tego zdolny. Zainteresowanym polecam powieść polskiego pisarza Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego pt. „Lenin” (Poznań 1930), w którym ukazuje on także portret Dzierżyńskiego jako diabelskiego zbrodniarza i pomoże Czytelnikowi zrozumieć mentalność członków dworu tego „czerwonego cara Wszechrosji”, jakim był Lenin w jego pisarskiej wizji. Już tak nawiasem mówiąc, gdyby któremukolwiek z sanacyjnych bonzów chciało się ją przeczytać, to zapewne marszałek Rydz-Śmigły nie wydałby tego fatalnego w skutkach, najgłupszego i najgorszego z możliwych rozkazu: z Sowietami nie walczyć…, a którego efektem był Katyń i inne miejsca masakry Polaków na Wschodzie.

W poprzednich rozdziałach pisze się o zaginięciu w rejonie TB kutra Sno’ Boy. L. D. Kusche stwierdza przy tym, że nader dziwnym jest fakt, że na 63-stopowej (21 m) łodzi rybackiej było aż 55 osób! Sno’ Boy płynął z Kingston na Jamajce do Northeast Cay w grupie wysp Pedro Banks. Idziemy o zakład, że prawdziwym celem podróży ludzi ze Sno’ Boy była Floryda, a kuter przewoził nielegalnych emigrantów do USA. Był rok 1963, i zaczął się masowy exodus ubogiej ludności karaibskiej do USA – jedynego bogatego kraju w regionie. Porównanie tego przypadku z tym, co się dzieje na Bałtyku daje dużo do myślenia, ale o tym później.  

Trzecim przypadkiem do omówienia tutaj, a który cytuje L. D. Kusche, jest przypadek frachtowca MS El Caribe. Gazeta San Juan Star z dnia 16 października 1971 roku niedwuznacznie sugeruje, że El Caribe został po prostu porwany na Kubę. Ciekawym i znaczącym jest fakt, że szedł on z Barranquili w Kolumbii do San Juan w Dominikanie. Zapamiętajmy to sobie. Statek zaginął w 1971 roku i to też sobie zapamiętajmy. Oficjalnie El Caribe wiózł ładunek cementowego klinkieru, ale co tam było naprawdę?

W Rozdziale 2 nie ujęto zaginięcia statku czy łodzi rybackiej Linda, którą rzekomo zatopiły złe siły Trójkąta Bermudzkiego. Prawda wedle L. D. Kusche’a jest taka, że po ataku kubańskich uchodźców na kubańskie łodzie i kutry rybackie w rejonie Starego Kanału Bahamskiego, na których znaleziono radioelektroniczna aparatura do prowadzenia nasłuchu radiowego (przypominamy, że KGB i GRU używały kutrów i trawlerów rybackich do prowadzenia RRE) przypuszczenie takie nie było bezzasadne, bowiem władze kubańskie w odwecie zaaresztowały kuter bandery USA – właśnie Lindę i Gracia a Dios, które trzymano na Kubie!

I kto powiedział, że Karaiby to sielanka??? Jak widać, była to zwykła, rutynowa operacja wywiadowcza i represyjna toczona pomiędzy specsłużbami Kuby i USA. Gdzie tutaj jest miejsce na Legendę TB?

Dużo tutaj napisaliśmy o Kubie, i nie bez racji, bowiem Kluba i jej historia pozwala zrozumieć to, co się naprawdę dzieje w rejonie TB – przynajmniej od 1945 roku. ale zanim opowiemy o Kubie, to opowiemy najpierw o narkotykach w Trójkącie Bermudzkim.


a