wtorek, 31 grudnia 2013

Trójkąty Bermudzkie... (32)

Jest jeszcze druga strona tego medalu, a mianowicie - w sierpniu 1996 roku, TVP pokazała kanadyjski film pt. „Trójkąt Bermudzki” w reżyserii Johna Stonemana, w którym to filmie udowadnia on wprost, że znalezione przez niego w okolicy wyspy Bimini wraki statków są jedynie ofiarami przestępczego zatopienia, a nie np. złej pogody, Kosmitów, czy innych nienaturalnych czynników, co jednak nie wyklucza ich istnienia...


W zrozumieniu tego, co się naprawdę dzieje na styku Stanów Zjednoczonych z wodami Zatoki Meksykańskiej pomógł mi odcinek 9 z I serii serialu „JAG – Wojskowe Biuro Śledcze”, którego bohaterowie uwikłali się w machinacje jednego z karteli narkotykowych, którzy wykorzystał jedna z opustoszałych baz lotniczych w Teksasie na przetwórnię kokainy. Surowiec podstawowy był dowożony samolotem zamaskowanym jako UFO, zaś produkt końcowy rozwożono czarnymi helikopterami bez oznaczeń... Oczywiście dzielny kapitan (później komandor) marynarki Harmon Raab i jego piękna asystentka rozpracowują producentów „białej śmierci”, a przy okazji zostaje obalona jeszcze jedna legenda o UFO. To wcale nie jest takie głupiutkie, jak się na pierwszy rzut oka wydaje, a jest pewnym rozwiązaniem tajemnicy pojawiania się NOL-i i czarnych helikopterów nad południowymi stanami USA!


Badania wód Atlantyku przy Florydzie wykazało, że na tym akwenie zatopiono łącznie 130 samolotów typu TBM Grumman Avenger, które służyły jako tarcze strzelnicze czy cele powietrzne, albo były po prostu wyrzucone do oceanu jako złom - jak sugeruje to Dermott Purgavie na łamach „The Daily Mail” i „UFO Magazine” nr I-II/1996.


A u nas w Polsce? A u nas sytuacja wygląda podobnie, jak na akwenach Trójkątów. Z terenów byłego Związku Radzieckiego do krajów zachodnich przewożone są ogromne ilości narkotyków - głównie z Afganistanu, Pakistanu i Iranu - które to obszary stanowią tzw. „złoty półksiężyc”- także drogą morską z Obwodu Kaliningradzkiego do Danii i Szwecji.


Nieodpowiedzialność i głupota liberalnych polityków doprowadziła po 1989 roku do otwarcia naszych granic na przemyt narkotyków, broni, materiałów wybuchowych, materiałów rozszczepialnych, itd. itp. Otwarcie granic sprzyja rozwojowi handlu międzynarodowego, ale w polskim przypadku wybitnie nam zaszkodziło, bo cieniutki strumyczek narkotyków zmienił się w gigantyczną Amazonkę, a mikre grupki szmuglerów - w mafie narkotykowe. Błogi spokój bonzów z MSWiA  - którzy z uporem maniaka wmawiały ludziom, że mafii w Polsce nie było i nie ma - został wreszcie przerwany w czerwcu 1998 roku, kiedy to z ręki jakiegoś mordercy zginął gen. Marek Papała. Przyszło opamiętanie i wymierzono mafii kilka solidnych ciosów, chociaż walka z nimi przypomina walkę z hydrą - odrąbanie jednej głowy powoduje odrośnięcie trzech nowych. Likwidacja mafii pruszkowskiej czy wołomińskiej spowoduje powstanie głębiej zakonspirowanych silnych grup przestępczych, kto wie, czy nie powiązanych ze światową międzynarodówką terrorystyczną Osamy ben-Ladena...[1] Coś takiego właśnie miało miejsce w USA i nie widzę przeszkód, by nie miało się wydarzyć także i u nas. No, ale to już osobny temat na inną balladę...


Na szczęście nie wszystkie USO poruszające się we Wszechoceanie naszej planety są Cделано в CCCP. Są także jeszcze prawdziwe Nieznane Obiekty Podmorskie, których nie można złapać w sieci czy zatopić przy pomocy okrętów, helikopterów czy samolotów ZOP. Tymczasem będziemy usiłowali dowieść, że niejednokrotnie w historii Ludzkości ufozjawisko było wprzęgane w służbę polityki. Tym razem chcemy opowiedzieć o tym, jak pod płaszczykiem ufozjawiska zakamuflowano przygotowania do wybuchu III Wojny Światowej.


Powracamy nad Bałtyk. Rzecz dziwna - ale nie mylił się Wiktor Suworow alias Władimir Bogdanowicz Rezun,  major z genewskiej rezydentury GRU, który w latach 70. przeszedł na stronę Zachodu - co do tego, że nie planowano zawczasu obrony strategicznej - wszak to obrona strategiczna w wykonaniu radzieckim, to właśnie głęboka operacja   uderzeniowa - czyli mówiąc po ludzku - zaplanowany i ściśle co do minuty przeprowadzony   n a p a d   na niczego się nie spodziewającego nieprzyjaciela.


Obrona w wydaniu radzieckim jest jedynie atakiem mającym na celu obezwładnienie siły żywej (piękny eufemizm oznaczający wymordowanie niczego nie spodziewających się cywilów i żołnierzy strony przeciwnej) i wyeliminowanie sprzętu technicznego, co jest możliwe jedynie dzięki zmasowanemu i nagłemu a nade wszystko niespodziewanemu uderzeniu sił konwencjonalnych, które byłoby w stanie przełamać obronę nieprzyjaciela, albo uderzenie Broniami Masowego Rażenia (BMR) - co wychodzi na jedno... - linie obrony zostaną przełamane, teren za nimi spustoszony, a armie radzieckie prą coraz to dalej i dalej do przodu... To właśnie tego lodołamacza czy „walca drogowego” obawiali się wszyscy stratedzy europejscy od czasu Napoleona I i straszliwego manto, jakie spuściły mu armie rosyjskie... 


Radziecka strategia lat 80. XX wieku niewiele zmieniła się od czasów panowania na Kremlu towarzysza Josifa Wissarionowicza Dżugaszwilego vel Józefa Stalina, w której podstawowym i jedynym sposobem obrony był atak, atak i jeszcze raz atak, a wszystkie scenariusze III Wojny Światowej rozgrywane przez sztabowców Układu Warszawskiego nieodmiennie zakładały kryzys w Berlinie Zachodnim, czy na granicy NRD - RFN, następnie atak wojsk NATO na państwa UW. Kolejnym krokiem była błyskawiczna rekontra ze zmasowanym użyciem BMR, która ma za zadanie złamanie ataku wojsk NATO, likwidację ich zgrupowań i związków strategicznych, likwidację zaplecza i w rezultacie tego w ciągu 14 dni dojście wojsk UW - a dokładniej wojsk radzieckich, bo wojska polskie, czechosłowackie, węgierskie, itd. były spisane na straty już w pierwszych godzinach wojny - do Atlantyku i Pirenejów.  Ale żeby uzyskać powodzenie na lądzie, najpierw należało uzyskać je na morzu. Tylko odcięcie Europy od szlaków komunikacyjnych z Ameryką gwarantowało pełny sukces tej operacji na kontynencie, bowiem należało pierwej odciąć NATO od USA i Kanady, a potem dopiero po odcięciu dostaw przez Atlantyk, można było unicestwić siły NATO w Europie Zachodniej. To było dokładnie to coś, do czego dążył Hitler, a czego mu się nie udało dokonać i w rezultacie rozłożyło na obie łopatki III Rzeszę.


Admirał Wolfgang Wegener napisał kiedyś, że Niemcy przegrali I Wojnę Światową dlatego, że nie opanowały one wtedy Norwegii. Führer III Rzeszy Adolf Hitler uległ sugestii zawartej w jego książce i uderzył w pierwszym rzędzie na państwa skandynawskie już w kwietniu 1940 roku, po zajęciu Polski. Efektem tego posunięcia była niemal czteroletnia Bitwa o Atlantyk, którą Niemcy przegrały tylko dlatego, że Hitler (na szczęście) nie rozumiał tajników morskiej strategii.


To, czego nie rozumiał Hitler, doskonale rozumiał jego alter ego - Josif Wissarionowicz Stalin i jego następcy. To właśnie temu celowi - wyprowadzeniu Bałtyckiej Floty na Ocean Atlantycki służyć miała ogromna „poroniona” – według wielu komentatorów – inwestycja, jaka zdaniem niektórych sowietologów był Kanał Białomorski. Chodziło o możliwość uzyskania przestrzeni operacyjnej dla niej w przypadku zablokowaniu Cieśnin Duńskich i Kanału Kilońskiego... Radzieccy admirałowie rozumieli doskonale, że opanowanie Skandynawii daje im panowanie nad szlakami północnego Atlantyku i co za tym idzie - możliwość bezkarnego podbicia Europy. Proszę nie zapominać, że w dalszym ciągu po śmierci Wodza Narodów obowiązywała ideologia, której naczelnym dogmatem było rozszerzanie komunizmu na cały świat. Dlatego też skandynawski przyczółek był czymś skrajnie ważnym w planach sowieckich bogów wojny. Doświadczenie wyniesione z Bitwy o Atlantyk kazało im poszukiwanie sposobów szybkiego zdobycia kluczowych pozycji na Półwyspie Skandynawskim i Islandii, a potem wyprowadzenie miażdżącego uderzenia pancernych armii uderzeniowych na kierunkach: RFN - Benelux - Francja i Austria - Włochy i Bałkany. W latach 80. ubiegłego wieku ZSRR wciąż mówiąc o pokoju szykował się do wojny, dokładnie tak, jak to było w 1941 roku. Scenariusz czerwonego sztormu napisany w 1984 roku przez Toma Clancy’ego stał się piekielnie realny, a Związek Radziecki zaczął pisać go już w roku 1980 - w czasie trwania przemian w Polsce i po powstaniu programu SDI - „High Frontier”, który odbierał Sowietom możliwość zadania Zachodowi strategicznego ciosu za pomocą BMR. Sygnałem do rozpoczęcia przygotowań do wywołania III Wojny Światowej i kolejnego „wyzwolenia” Europy było powstanie polskiej „Solidarności”... – przy politycznym poparciu i finansowym wsparciu Watykanu i CIA.




[1] Zob. I. Witkowski – „Al Kaida – teraz Polska”, Warszawa 2005. Na szczęście jak na razie ta ponura prognoza nie spełniła się.