czwartek, 2 stycznia 2014

Trójkąty Bermudzkie... (33)


Każde ofensywne działanie jakiejkolwiek armii jest poprzedzone rozpoznaniem, przeprowadzonym bezpośrednio na linii frontu lub na linii granicznej - w przypadku pokoju. W czasie wojny jest to także rozpoznanie bojem. W czasie pokoju rozpoznanie przeprowadza wywiad wojskowy i cywilny (polityczny), który ma obowiązek ścisłej współpracy z wywiadem wojskowym. Ten rodzaj działań siły zbrojne ZSRR opanowały do perfekcji. Nie będę tutaj opisywał historii tych służb, bo nie wchodzi to w zakres tego artykułu, a inni zrobili to o wiele lepiej - że wspomnę tutaj Pierre de Villimaresta, Roberta Conquesta, Johna Barrona i innych.


W przypadku Radzieckich Flot - a jest ich cztery: Bałtycka, Północna, Pacyficzna i Czarnomorska, działania związane z rozpoznaniem przypadły w udziale Morskiej Brygadzie Specnazu GRU Sztabu Generalnego Związku Radzieckiego.  Na Bałtyku wszystko zaczęło się w dniu 21 października 1981 roku, w bazie Szwedzkiej Królewskiej Marynarki Wojennej  w Karlskronie.


Tego ranka, do Karlskrony wszedł radziecki okręt podwodny o numerze taktycznym 137. Był to okręt podwodny o napędzie klasycznym - spalinowo-elektrycznym typu Tango  - jak określa się je na Zachodzie. Zaletami tego typu okrętów podwodnych są: stosunkowo nieduży tonaż, niewielkie rozmiary - a co za tym idzie i duża zwrotność i w ogóle dobra manewrowość, no i nade wszystko to, że okręty te są stosunkowo ciche, a zatem trudno wykrywalne przy użyciu sonaru biernego, dopiero użycie sonaru aktywnego czy sensorów magnetycznych pozwala na jego zlokalizowanie. Tango doskonale nadają się do skrytego podejścia do nieprzyjacielskiego brzegu, wysadzenia tam desantu  lub jej szybkiego, skrytego i cichego ewakuowania, czy przeprowadzenia działań dywersyjno-rozpoznawczych na wrogich wodach terytorialnych. Do tej roboty przeznacza się właśnie jednostki z napędem konwencjonalnym, których nie wyparły oceaniczne kolosy z napędem nuklearnym, jednakże które zostały także wprzęgnięte w działania specjalne, jak np. okręty klasy Mike - które stały się prototypami sławetnego Czerwonego Października z thrillera Toma Clancy’ego. 


Okręt nr 137 też szpiegował - zresztą nie tylko on, bo w okresie pomiędzy 1981 a 1985 rokiem szwedzka armia, flota i policja (w tym także osławiona SÄPO) odnotowały ponad 5.000 obserwacji tajemniczych obiektów podmorskich. Były to najczęściej obserwacje typu CESUB-Ia lub CESUB-Ib dokonywane przez cywilów. Marynarze ze Szwedzkiej Królewskiej Marynarki Wojennej odnotowali kilkanaście obserwacji typu PROSUB-IIa oraz PROSUB-IIb, a w kilku wypadkach nawet PROSUB-IIIb - których ślady pobytu i działalności na dnie morza udokumentowano na zdjęciach i taśmach video... Gros obserwacji koncentrowała się w okolicach Sundsvall, Sztokholmu z jeziorem Melar, wysepek Ornö i Utö - gdzie w bazie Muskö mieści się miejsce kotwicowania okrętu szpiegowskiego HMS Orion należącego do FRA - szwedzkiego radiowywiadu i radiokontrwywiadu, portów: Luleå, Fårosund i Slite na Gotlandii - gdzie mieści się bałtycka centrala FRA; i dalej: Karlskrona - gdzie mieści się największa baza szwedzkiej marynarki wojennej, zatoka Hanö i Ystadbucht oraz wody Kattegattu. Tajemnicze okręty podwodne widziano także w innych krajach skandynawskich. Raport Ole Jonny Brænne’a z 1991 roku mówi o ponad 200 obserwacjach USO na wodach terytorialnych Norwegii. Podobnie było w Danii i Finlandii. Niestety, nie dysponujemy żadnymi danymi z Islandii, ale ostatnio pisał na ten temat tamtejszy ufolog Magnus Skepherdisson, który twierdzi na łamach brytyjskiego „UFO Magazine”, że zaobserwowano w tym samym okresie, kilka dziwnych okrętów podwodnych na wodach Faxaflói, w rejonie bazy USAF w Keflaviku. Na Islandii poza bazą USAF w Keflaviku mieściła się stacja nasłuchowa natowskiego systemu obrony przeciwpodwodnej SOSUS i centrala brytyjskiego SIGNINT - wywiadu radioelektronicznego.[1] Odpowiednio wyekwipowany szpieg, a GRU ma takich najlepiej wyekwipowanych, zebrałby tam wspaniałe żniwo...


Czy są na to dowody?


Bezpośrednich dowodów oczywiście nie ma - a przynajmniej nie ma ich dla zwyczajnych śmiertelników i „kanapowych detektywów” jak my - nie licząc rzecz jasna przechwyconego w Szwecji okrętu Tango o numerze taktycznym 137. Nie ujęto nikogo żywego czy martwego i nie zatopiono żadnej obcej jednostki - a jeżeli nawet, to jej nie wydobyto, bo akcje podnoszenia wraków w głębokich i skalistych fiordach norweskich są wyjątkowo trudne i niebezpieczne.  Szwedzi, którzy podeszli do sprawy najbardziej serio - pamiętając nauczkę z lata 1946 roku - zebrali i udokumentowali wszystkie pro i contra w pracy wydanej książkowo oraz w archiwach FRA, SSI i SÄPO.


Pierre de Villemarest w swej pracy „GRU – Sowiecki superwywiad” pisze wprost, że:

Te miniaturowe łodzie podwodne podlegają jednostkom morskim Specnazu, którymi dysponuje każda z czterech głównych flot ZSRR. Pierwsze próby na Bałtyku sięgają początków lat 80., lecz można przypuszczać, że te miniaturowe okręty podwodne zyskały pełną operatywność poczynając od 1984 roku. Trzeba było czekać aż do grudnia 1987 roku, aby rząd w Sztokholmie zdecydował się zastosować nowe środki ochrony wybrzeży, a przecież w ciągu poprzedniego roku   udowodniono 40 przypadków wtargnięcia na wody terytorialne Szwecji.


I tutaj mała dygresja: to, co zmusiło szwedzki rząd i premiera Ingvara Karlssona do zastosowania tych środków było wykrycie miniaturowego okrętu podwodnego w okolicy letniej rezydencji królewskiej nad jeziorem Melar!!! To się nazywa tupet!


I dalej:


Tak więc do prób infiltracji drogą naziemną i napowietrzną dołącza się jeszcze droga morska, zarówno w czasie pokoju, jak i w czasie wojny, gdyż te miniłodzie podwodne mogą wypuszczać na ląd po trzech ludzi do konkretnych operacji sabotażowych lub zostawiać ich na miejscu, „jako uśpionych agentów”.


Od siebie dodamy, że nie tylko agentów można było zdesantować - można było także z brzegu kogoś zabrać, np. mordercę premiera Olofa Palmego... Nie twierdzimy bynajmniej, że Palmego rozwalono na polecenie Moskwy, ale zastanawia nas raport końcowy komisji prowadzonej przez komisarza Hansa Holméra, która przyznaje się do swej bezradności, jakby mordercy premiera rozpłynęli się w nocy i mgle, albo... w wodach Bałtyku.


Zastanawia skala i cel operacji przeprowadzonej przez GRU na wodach Półwyspu Skandynawskiego. Skala jej jest ogromna - obejmuje cały Północno-Europejski TDW, co dowolnie potwierdza tezę o szykowaniu się Związku Radzieckiego do wojny z Europą Zachodnią. Po okresie detente lat 70. XX wieku, klimat lat 80. mało co przypominał pokojowe współistnienie. Wojownicze wypowiedzi padające z obu stron Żelaznej Kurtyny, powstanie „Solidarności”, papież-Polak na stolicy Piotrowej, Afganistan, Salwator, Angola, Bliski Wschód, SDI/NMD i jej radziecki odpowiednik - to już nie było nawet Zimną Wojną - to było preludium do wojny „gorącej”...


Celem tych działań było z całą pewnością „wyzwolenie” Europy Zachodniej. Proszę, nie zapominaj Czytelniku, że do roku 1985 - a więc do śmierci genseka Konstantina U. Czernienki - włodarzami Kremla byli: Leonid I. Breżniew - okaz betonowego, twardogłowego aparatczyka, który wepchnął ZSRR w zastój zwanym od jego nazwiska „zastojem breżniewowskim”; po jego śmierci tron obejmuje były szef KGB - Jurij W. Andropow i jak na czekistę przystało - reorganizuje cały aparat bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego. Nie trwa to długo, bo po jego śmierci na jego stolec zasiada ex-stalinowiec K. U. Czernienko. Podejrzewam, że to na jego rozkaz wyczyszczono wszystkie archiwa radzieckich tajnych służb z niewygodnych dokumentów, bowiem Czernienko zamierzał doprowadzić do procesu rehabilitacyjnego dobrego imienia Stalina - a co za tym idzie, musiały zniknąć wszelkie obciążające go dokumenty z Łubianki, Chodynki i innych siedzib oraz agend terenowych wszechwładnego KGB, GRU, MWD i in. Poza tym to byli starzy dogmatycy partyjni, dla których słowa „Międzynarodówki”: Gdy związek nasz bratni ogarnie ludzki ród... nie były pustym frazesem, a wręcz odwrotnie - traktowano je jak dogmat realizowany konsekwentnie w Polsce, NRD, Czechosłowacji, na Węgrzech, SFRJ, Albanii, Rumunii, Bułgarii, Mongolii, Korei Pn., Angoli, Afganistanie, Salwatorze, Chile, Libii, Nikaragui, Kubie, itd. itp. ... - czyli wszędzie tam, gdzie powstawały promoskiewskie rządy i reżimy, utrzymujące się i istniejące dzięki „bratniej pomocy” ZSRR i do pewnego czasu także Chin - co atoli jest osobną sprawą. Mimo oficjalnego potępienia stalinizmu na XX Zjeździe KPZR w tezach referatu Nikity S. Chruszczowa - nieoficjalny kurs polityki ZSRR był wciąż bez jakichkolwiek zmian. Co więcej - nie mógł się zmienić - bo wtedy wszystkie komunistyczne dogmaty Marksa, Engelsa i Lenina straciłyby wszelki sens i co za tym idzie - nie uzasadniały by sensu istnienia nomenklatury partyjnej i jej przybudówek w postaci rozdętej do nonsensownych rozmiarów biurokracji, aparatu policyjnego, kompleksu militarno-kosmiczno-przemysłowego. Obronie tego właśnie porządku miała służyć III Wojna Światowa. Z drugiej strony tzw. „wolny” świat chciał za wszelką cenę doprowadzić obóz krajów socjalistycznych do upadku po to, by mieć nowe – hermetyczne dotąd – rynki zbytu. I – nie miejmy złudzeń – to tylko o nie chodziło.




[1] Aktualnie pozostały tam tylko urządzenia SIGINT i SOSUS, zaś baza USAF w Keflaviku została zamknięta.