poniedziałek, 13 stycznia 2014

Trójkąty Bermudzkie... (40)


To wszystko jednak blednie w porównaniu z tym, co Rosjanie urządzili na Nowej Ziemi. Przerażające eksperymenty „nowego radzieckiego człowieka” doprowadziły do wyrzucenia na jej brzegi 17 reaktorów jądrowych, zatopienie dwóch statków wyładowanych po wręby tysiącami ton „gorących” „popiołów” z reaktorów jądrowych, o wiele bardziej szkodliwych i toksycznych od cyjanku potasu (KCN). Przypominamy, że radioizotop plutonu – Pu-238 jest 100.000 razy bardziej toksyczny od KCN i jeszcze bardziej niebezpieczny ze względu na swoją radioaktywność!


Jeszcze godzi się tu wspomnieć o kilkuset tysiącach hektolitrów skażonej trytem[1] wody wpuszczanej wprost do Morza Ochockiego. Podobnie postępują Francuzi wpuszczając skażoną trytem wodę do Kanału La Manche. Zgroza!!!


Poza tym we Wszechoceanie znajdują się jeszcze wraki kilku okrętów podwodnych z napędem jądrowym lub wyposażonych w rakiety i torpedy z głowicami jądrowymi lub termojądrowymi. W drugiej połowie XX wieku, głębiny oceaniczne wprost kipiały od nuklearnych okrętów podwodnych z rakietami balistycznymi (ICBM) na pokładach (SSBN). Teraz też ich jest niemało, ale jest ich już tak dużo w porównaniu z tą ilością, która była kiedyś. Nafaszerowane rakietami z głowicami jądrowymi i termojądrowymi te podwodne monstra stanowiły niebezpieczeństwo nie tylko dla potencjalnego nieprzyjaciela w przypadku rozpoczęcia wojny nuklearnej, ale całej Ludzkości w przypadku jakiejś poważnej awarii technicznej. I takie przypadki zdarzały się od czasu do czasu, przy czym w swej skali i następstwach te katastrofy przyćmiewały te, które miały swe miejsce na lądzie.[2]


Trzeba wiele czasu, by omówić wszystkie morskie katastrofy, nawet gdyby opowiedzieć tylko o tych, które mają związek z techniką rakietową. Dlatego też ograniczymy się do tych najgorszych związanych z zatonięciem czy poważnymi uszkodzeniami SSBN.


Większość informacji zaczerpnąłem z książki N. G. Mormułja pt. „Katastrofy pod wodoj” (Murmańsk, 2001), którą można uważać za najpełniejszy zbiór informacji na ten temat.[3] Będzie tutaj tylko o wypadkach radzieckich i rosyjskich SSBN, bo Amerykanie zaliczyli tylko dwie poważne wpadki. U nich niejednokrotnie dochodziło do kolizji ze statkami handlowymi i tylko kończyło się na niewielkich szkodach. Bywały inne przypadki, ale żaden (!!!) amerykański SSBN nie poszedł na dno. Specjalnie podkreślam SSBN, bo tylko takie nie tonęły.

S-80 – jak w Trójkącie Bermudów...


Dla radzieckiej floty podwodnej ponura kronika katastrof zaczyna się od zatonięcia okrętu podwodnego S-80. Ten SSB (rakietowy okręt podwodny z konwencjonalnym napędem dieslowskim) zaginął bez wieści w Morzu Barentsa w dniu 27 stycznia 1961 roku. Wraz z nim zaginęła cała załoga – 86 ludzi.


SSB S-80 należała do typu Projekt 613 – w natowskiej nomenklaturze była to klasa Whisky – okręty tego typu były budowane w Leningradzie, Nikołajewie, Gorkim i Komsomolsku nad Amurem. Wszystkiego takich okrętów „naklepano” 215 jednostek. Wiele z tych okrętów przebudowywano i przezbrajano w nowe typy uzbrojenia. I tak np. sześć jednostek z tej serii – w tym S-80 – przebudowano na okręty rakietowe Projektu 644.


Oczywiście natychmiast po zniknięciu S-80, została powołana specjalna komisja śledcza po auspicjami samego marszałka Związku Radzieckiego K. K. Rokossowskiego – który w tym czasie był głównym inspektorem MON ZSRR. Ale nie udało się jej odnaleźć S-80 i poznać przyczynę jego zagłady.


Zagadka została rozwiązana zupełnie zwyczajnie po ośmiu latach. Rybacy łowiący w Morzu Barentsa niejednokrotnie donosili o tym, że rwą sieci na pewnym akwenie o jakiś niezidentyfikowany obiekt podwodny. Hydroakustyczny zwiad potwierdził, że na dnie znajduje się jakiś metaliczny obiekt podobny do okrętu. Ratownicy z Floty Północnej szybko ustalili, że chodzi tu o okręt podwodny. Głębokowodne nurkowanie potwierdziło to ustalenie i okazało się, że na dużej głębokości spoczywa tam S-80...


Operacja podniesienia wraka rozpoczęła się w dniu 24 czerwca 1969 roku. Z okrętu ratowniczego Karpaty wzięto wrak okrętu w „kleszcze” i przeniesiono go na płytkie miejsce, skąd na pontonach przeniesiono go na dok. Powołano następną komisję, której przewodniczył stary podwodniak, bohater Związku Radzieckiego wiceadm. G. I. Szedrin, który osobiście zajął się wyjaśnieniem przyczyn katastrofy.


Katastrofa wydarzyła się w nocy 27 stycznia 1961 roku, o godzinie 01:20 MSK.[4] W tym czasie S-80 znajdował się na poligonie na Morzu Barentsa na trawersie Teriberki. Pogoda była mroźna, lekko sztormowa. Uzupełniwszy zapas sprężonego powietrza, okręt podwodny pogrążył się w głębinach. Jednakże na zaworze podajnika powietrza do diesli woda zamarzła i zawór ten nie zamykał się całkowicie. Do kadłuba sztywnego okrętu zaczęła wlewać się woda. W centrali okrętu załoga okrętu mogła zapobiec nieszczęściu – wystarczyło tylko zamknąć zawód w III przedziale. Niestety, za późno to odkryto. Zaburtowa woda chlusnęła pod ciśnieniem i zatopiła V przedział. Wachtowi z piątki usiłowali uratować okręt, ale okazali się bezsilnymi. Potem ich znaleźli razem... Jak wykazały obliczenia, załoga spóźniła się z przedmuchaniem głównego balastu o 30 sekund i to zadecydowało o życiu wszystkich ludzi na pokładzie.


Referat na temat zagłady S-80 został odczytany w Komitecie Centralnym  Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Potem na wszystkich szczeblach nastąpiły techniczne konferencje obejmujące każdego: od marynarza do admirała. Wrak postanowiono wysadzić w powietrze, nie miał on na pokładzie jądrowych ICBM.





[1] Radioizotop wodoru H-3 o T1/2 = 15,3 roku.
[2] Tu i dalej wg A. Żeleźniaków – „Tajny rakietnych katastrof”, Moskwa 2004.
[3] Polskiemu Czytelnikowi polecamy dwie popularne prace autorów rosyjskich: L. Żilcow, N. Mormułja, L. Osipienko – „Podwodne dramaty”, Poznań 1995 oraz N. Zatiejew – „SOS z głębin”, Warszawa 2000. Wszyscy tu wymienieni autorzy byli dowódcami okrętów podwodnych.
[4]  Czas Moskiewski - MSK = GMT+4h