wtorek, 14 stycznia 2014

Trójkąty Bermudzkie... (41)

K-19: "podwodna Hiroszima"



W roku 1961 dochodzi do awarii na pokładzie pierwszego radzieckiego SSBN K-19, którego marynarze nieoficjalnie nazwali „Hiroszima”. To był odporny okręt – przeszedł wszystkie możliwe awarie, jakie mógł przejść okręt podwodny z napędem nuklearnym: kolizja na i pod wodą, pożar, awaria głównych urządzeń jądrowej instalacji energetycznej okrętu, awaria reaktora jądrowego, rozszczelnienie kadłuba lekkiego, wdarcie się wody zaburtowej do wnętrza kadłuba sztywnego. I bez względu na to, przez 30 lat wchodził on w skład Czerwonej Floty!


K-19 był okrętem zbudowanym w oparciu o Projekt 658 – wg klasyfikacji NATO – typ Hotel I. Stępkę pod niego położono w 1958 roku w Siewierodwińsku, zaś kadłub zwodowano w 1960 roku, i w tymże roku okręt wszedł na stan Floty Północnej. Wyporność K-19 pod wodą wynosiła 5.300 ton, załoga – 104 ludzi. Napęd jądrowy. Uzbrojenie stanowiły 3 ICBM typu R-13.


Można powiedzieć, że wszystkie nieszczęścia wzięły się – podobnie jak w przypadku nieszczęsnego Titanica – z pewnego symbolicznego epizodu przy wodowaniu okrętu: tradycyjna butelka szampana nie rozbiła się o burtę podczas ceremonii chrztu. Nie trzeba było długo czekać: jeszcze w czasie urządzania okrętu doszło do pożaru, w czasie którego dwóch specjalistów odniosło ciężkie oparzenia...


Następna awaria okazała się również poważna. W czasie prac na stoczni doszło do rozszczelnienia się pierwotnego obiegu chłodzenia reaktora. [...] Awarię udało się ukryć przed ludźmi.


Nie bacząc na te incydenty (a były jeszcze inne poza opisanymi powyżej – sic!) okręt włączono w skład Floty, a po ośmiu miesiącach wziął on udział w ćwiczeniach na północnym Atlantyku. 4 lipca 1961 roku, dał o sobie znać system pierwszego obiegu chłodzenia reaktora, co groziło eksplozją. Załoga walczyła na Atlantyku o życie swoje i okrętu „nie szczędząc sił i życia”...

K-19 utrzymał się na wodzie, z wyłączonym jednym reaktorem i przedziałami skażonymi radioaktywnymi gazami. Łączności z brzegiem nie było, bo zerwano izolację anteny. Na szczęście wołanie o pomoc usłyszały inne radzieckie okręty uczestniczące w ćwiczeniu i pospieszyły na pomoc tonącemu okrętowi. Załoga okrętu została ewakuowana, a K-19 wzięto na hol i dociągnięto do radzieckich brzegów. (Historię tą ukazuje film w reżyserii  Kathryn Bigelow pt. „K-19 z gwiazdorską obsadą w rolach głównych – przyp. tłum.) Prawdę powiedziawszy, decyzję o holowaniu podjęto nie od razu. Kilka dni się zastanawiano: taszczyć do bazy, czy zatopić na miejscu? W końcu zwyciężył rozsądek i okręt odholowano do portu. W końcu można było w każdej chwili odciąć hol i otworzyć zawory denne gdzieś po drodze... Po sześciu dniach holowania K-19 stanął przy pirsie w Zapadnoj Lice.


Żeby zakończyć moje opowiadanie o „Hiroszimie” (zwanym przez Amerykanów jako widowmaker – dosł. wdoworób) wspomnę pokrótce o jeszcze jednej awarii na jego pokładzie. Miała ona miejsce w 11 lat po powyżej opisanej katastrofie i spowodowała ona więcej ofiar, niż ta w 1961 roku. Stało się to 24 lutego 1972 roku, o godzinie 10:23 MSK, na głębokości 120 m. Okręt wracał z bojowego patrolu na północnym Atlantyku. Do powrotu do bazy pozostało 8 dób.


Pożar zaczął się w IX przedziale. Od razu zaczęła się akcja gaśnicza, instalacja ppoż. była sprawna i działała we wszystkich przedziałach. Jednakże pożar rozprzestrzeniał się. Do gaszenia IX przedziału rzucono wszystkich ludzi, których się tylko dało. Okręt wynurzono i wyłączono obydwa reaktory trakcyjne, ich obsługę ewakuowano, gdyż przedział był wypełniony toksycznym dymem. W X przedziale zostało odciętych od świata 12 ludzi. Musieli tam przebywać do 18 marca (!!!). Jedyna pomoc, którą oni otrzymali, to powietrze o średnim stopniu sprężenia, podane im przez rurę.


Operacja ratunkowa K-19 była jedną z największych w historii ZSRR i wzięło w niej udział 27 okrętów. Z załogi ewakuowano 52 marynarzy przy użyciu kanału, a 32 przy pomocy śmigłowców, ale 28 podwodniaków spłonęło żywcem. Poza tym zginęło dwóch ratowników: jeden z krążownika Aleksandr Newskij, a drugi z okrętu-bazy Magomied Gandżew. Spłonęły całkowicie przedziały nr V, VIII i IX.



2 kwietnia okaleczony okręt doholowano do bazy. A dalej był remont, modernizacja, nowe rejsy i nowe wypadki.