środa, 22 stycznia 2014

Trójkąty Bermudzkie... (44)


K-159 – ofiara niekompetencji?


Kursk nie jest ostatnim atomowym rakietowym okrętem podwodnym, który znalazł swój grób na dnie morza. W trzy lata później, w lecie 2003 roku, w basenie Morza Barentsa, przy transporcie na złomowisko doszło do katastrofy kolejnego SSBN – K-159. I chociaż na jego pokładzie nie było już rakiet, a reaktory były wyłączone, zaś załoga zredukowana do minimum – w tej katastrofie zginęło 10 marynarzy. Tylko jeden załogant uszedł z życiem...

Śmierć tych młodych ludzi kładzie się ponurym cieniem na historię floty ZSRR i dzisiejszej WNP. Oni zginęli w imię wielkomocarstwowych mrzonek swych przywódców, którym marzy się powrót do czasów, kiedy świat był podzielony na dwa obozy, co przynosiło władcom Kremla ogromne korzyści, których odmawiali oni tym, którzy za nich umierali w lodowatych głębinach Wszechoceanu. I tylko żal mi ich młodego życia...

I jeszcze jedno ciekawe wydarzenie, tym razem na dalekim Wschodzie:

4 maja 2002 roku, media przyniosły wiadomość o kolejnej podwodnej tragedii, która rozegrała się tym razem w głębinach Morza Żółtego. Ofiarami stali się chińscy marynarze – w liczbie 70 osób - z konwencjonalnego okrętu podwodnego, zbliżonego do radzieckiego typu Romeo – NB, zerżniętego z hitlerowskiego U-boota typu XX czy XXIII (źródła mówią o tym rozmaicie), którzy zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Co ciekawe – okręt został odnaleziony i odholowany do bazy! Jak podały polskie media, śmierć 70 marynarzy z chińskiego okrętu podwodnego jest w dalszym ciągu niewyjaśniona i wypadek ten bada specjalna rządowa komisja. Przyczyną ich śmierci były „problemy mechaniczne” – jak enigmatycznie podała agencja Xinhua. Mówi się, że załoga zatruła się albo gazem trującym, albo czadem powstałym w wyniku pożaru na pokładzie.

Zainteresowała mnie ta sprawa, no bo jak to być może, że okręt podwodny tonie, a jego załoga ginie w niewyjaśnionych okolicznościach, przy czym wrak zostaje wydobyty i odholowany do bazy. To znaczy, że okręt został podniesiony z dna Morza Żółtego? A może dryfował on na pewnej – niedużej – głębokości i mógł zostać po prostu uruchomiony przez ekipę poszukiwawczo ratunkową? Co spowodowało śmierć załogi tak szybko, że nie zdołała ona wynurzyć okrętu? Te i inne pytania pozostawały bez odpowiedzi, więc postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat. Niewiele myśląc rozesłałem emaile do moich znajomych w tamtym regionie: Kiyoshi’ego Amamia z Japonii oraz dr Ahmada Jamaludina i Patricka Monceleta z Malezji, a także nieocenionego w takich akcjach Alberta Rosalesa z Miami na Florydzie.

 Nie czekałem długo – niezawodny Al Rosales przysłał mi całą masę danych z amerykańskich mediów, m.in. „Miami Heralda”, zaś Pan Amamiya z „Tokyo Timesa”. W świetle tego, co napisano na temat tej katastrofy, sprawa przedstawiała się następująco:

Na początku maja, dokładna data nie jest znana – jak podała japońska  agencja Kyodo za chińską agencją prasową Xinhua – na Morzu Żółtym doszło w czasie ćwiczeń do awarii okrętu podwodnego chińskiej marynarki wojennej, w wyniku „problemów technicznych” zginęło 70 załogantów. Okręt został odholowany do swego macierzystego portu. To wiemy także z komunikatów PAP.

Następnego dnia, 4 maja, Reuters podaje następne informacje, z których wynika, że awarii uległ okręt podwodny typu Ming o numerze taktycznym 361 u północno-wschodnich wybrzeży Ch.R.L. Chińczycy mają 13 tego typu okrętów, które budowano wzorując się na jednostkach radzieckich. Według „Jane’s Defence Weekly” chińska marynarka posiada 90 okrętów podwodnych w ogóle, z czego większość, to konstrukcje radzieckie. W przyszłości marynarka ta wejdzie w posiadanie 8 okrętów podwodnych klasy Kilo – też poradzieckich – jak twierdzą specjaliści z JDW. Okręt 361 jest jednym ze starszych okrętów podwodnych w służbie chińskiej marynarki wojennej i strata jego załogi jest największą katastrofą podwodną w Chinach od 1949 roku.

Ciekawym jest to, że na tego typu okrętach podwodnych znajduje się 9 oficerów i 46 marynarzy – a zatem 55 osób załogi – kim zatem było pozostałych 15 osób na pokładzie 361? Czyżby powtórzyła się historia z 1968 roku i świat znów stanął na krawędzi wojny jądrowej???

W dniu 6 maja chińska CCTV nadała reportaż z wizyty na pokładzie okrętu 361 dwóch najwyższych rangą dygnitarzy Komunistycznej Partii Chin i rządu: prezydent Ch.R.L. Hu Jintao i przewodniczący Centralnej Komisji Obrony Narodowej Jiang Zemin, którzy zwiedzili go przedział po przedziale w bazie morskiej Floty Północnej w Dalian (Talian), prowincja Liaoning.

Tymczasem rosyjska agencja prasowa Interfax, cytując wysokich wojskowych w Pekinie pisze, że: ...na pokładzie okrętu 361 wybuchł pożar spowodowany krótkim zwarciem w instalacji elektrycznej. Jednakże nie było widać żadnych śladów ognia w czasie transmisji CCTV z wizyty obydwóch chińskich dostojników w Dalian...

Pod koniec tej korespondencji, agencja Kyodo podała, że strona chińska nie podała daty tego wypadku, ale gazeta „Mingbao” wychodząca w Hong-Kongu stwierdziła, że katastrofa ta miała miejsce gdzieś pomiędzy 20 a 26 kwietnia 2003 roku.

Tego samego dnia, agencja Associated Press w swej korespondencji z Pekinu podała, że: Stan zastany na pokładzie okrętu podwodnego pozwala na stwierdzenie, że załoga zatruła się jakimś toksycznym gazem albo dymem, lub ewentualnie wskutek wadliwego działania instalacji oczyszczania powietrza i klimatyzacji. [...] Zagraniczni eksperci stwierdzili, że jest to bardzo dziwne, iż nie przeżył nikt z załogi okrętu 361, i że nikt nie opuścił go, mimo tego, iż okręt ten był płytko zanurzony w wodzie. Potwierdzałoby to tezę, że załoga udusiła się lub zatruła. Jedna z teorii sugeruje, że to woda morska dostała się do akumulatorni okrętu podwodnego i w reakcji z kwasem siarkowym z baterii akumulatorów wytworzył się chlorowodór, który spowodował śmiertelne zatrucie załogi. Inni specjaliści wojskowi twierdzą, że winę za śmierć załogi ponosi nieszczelna instalacja wydechowa silników dieslowskich, wskutek czego załoga zatruła się tlenkiem węgla. W takim przypadku musiałoby dojść do zatkania tzw. „chrap” i wydmuchu spalin do wnętrza okrętu.

Tymczasem dzienniki „Boston Globe” i fiński „Helsingin Samomat” opublikowały wiadomość, że wypadek ten miał miejsce w dniu 16 kwietnia, ale okręt z martwą załogą zlokalizowano dopiero 26 kwietnia 2003 roku! Okręt ten brał udział w ćwiczeniach, których celem było unikanie wykrycia przez jednostki nawodne, podwodne i helikoptery ZOP, dlatego też załoga miała zakaz podawania swej pozycji. Z tego powodu nie można było zlokalizować jej od razu. Śmierć załogi musiała nastąpić nagle, bowiem wszystkich ludzi znaleziono na ich stanowiskach.

Japońska gazeta „The Hoshijima Daily Report” powołując się na prasę z Hong-Kongu twierdzi, że tragedia załogi okrętu 361 nastąpiła następująco: załoga udusiła się wskutek skokowego obniżenia się zawartości tlenu w powietrzu wewnątrz okrętu podwodnego, o czym poinformowały wysoko postawione osobistości z chińskiego Sztabu Generalnego. Okręt ten brał udział w 13-dniowych ćwiczeniach połączonych sił marynarki wojennej i lotnictwa wojskowego na akwenach zatoki Bo-Hai (Pohaj), Zatoki Koreańskiej i Morza Żółtego. Miał on za zadanie przepłynąć z Dalian do bazy morskiej w Wei (Weihai) na płw. Shandong tak, by nie został namierzony. Dochodzenie w sprawie śmierci załogi wykazało, że mogło dojść do zatrucia spalinami pochodzącymi z silnika dieslowskiego, który napędzał okręt idący na małej głębokości pod wodą.


Tyle informacji agencyjnych nadesłanych do mnie z USA i Japonii. A teraz z innej beczki.