niedziela, 26 stycznia 2014

Trójkąty Bermudzkie... (47)

ROZDZIAŁ 8 – Powrót Godzilli?


Godzilla to słynny potwór z japońskich i amerykańskich filmów, które już od ponad 30 lat straszą i śmieszą nas z ekranów kin i TV. Jak wiadomo, jest to przerośnięty wskutek efektów genetycznych promieniowania jonizującego po amerykańskich próbach jądrowych na jednym z atoli Pacyfiku Tyranosaurus rex. Mutacja dała mu jeszcze możliwość ziania ogniem atomowym i do tego inteligencję na poziomie modliszki, co pozwala mu na obracanie w niwecz za każdym powrotem co najmniej połowy Japonii, albo przynajmniej kilku kwartałów Nowego Jorku.


Godzilla zawsze spędza czas wolny od zajęć śpiąc na dnie Rowu Mariańskiego. Czasami się jednak budzi i płynie w kierunku lądu powodując przy okazji małe tsunami. Jej obudzenie się i płynięcie do Japonii jest obserwowane z satelitów i helikopterów i wygląda to tak, jakby ogromna czarna masa przesuwała się pod powierzchnią wody. Tym właśnie potwór manifestuje swoją obecność.


W czasie naszej pracy natrafiliśmy na dwa przypadki pojawienia się właśnie takich czarnych mas, zwanych przez Amerykanów blob (galareta, kisiel) oraz goo (bryja), o których chcielibyśmy teraz opowiedzieć. Ma to ścisły związek z działalnością człowieka, a nie kosmitów i jest odpowiedzią Wszechoceanu na naszą bezrozumną działalność.


Pierwszy przypadek przez nas śledzony wydarzył się na wodach Zatoki Meksykańskiej w roku 2002. Tak opisał to Robert Leśniakiewicz na łamach „Nieznanego Świata”:


„CZARNY PRZYPŁYW” I INNE DZIWNE ZJAWISKA NA WODACH KARAIBÓW I ZATOKI MEKSYKAŃSKIEJ



Przeciętnemu polskiemu Czytelnikowi Floryda kojarzy się głównie z przepięknymi plażami i rezerwatami przyrody znanymi z filmów o delfinie Flipperze i jego przyjaciołach z Bal Harbor. Innym Floryda kojarzy się z kosmicznym portem Ameryki, skąd startują w swe loty wahadłowce i międzyplanetarne sondy kosmiczne. Dla ufologów i łowców Nieznanego, Floryda to przede wszystkim część tajemnicy Trójkąta Bermudzkiego. I właśnie o tajemnicach tych wód traktuje ten artykuł napisany przez byłego marynarza US Navy, oficera policji i ufologa, potomka imigrantów kubańskich Alberta Rosalesa z Miami, który materiał ten opracował specjalnie dla Czytelników „Nieznanego Świata”.

* * *

Poranne wydanie dziennika „Miami Herald” z dnia 20 marca 2002 roku, przyniosło artykuł Curtisa Morgana na temat dziwnej „inwazji”, która dotknęła wody Zatoki Meksykańskiej u wybrzeży Florydy.

 Tajemnicza, gargantuiczna plama czarno zabarwionej wody dryfuje na zachód od Florida Keys. Doniesienia na jej temat złożyli jako pierwsi miejscowi rybacy, właściciele łodzi wycieczkowych i ich pasażerowie, którzy w czasie rejsów zaobserwowali coś, co opisali jako „wodę pokrytą ropą naftową” czy „czarną mieliznę”, która stanowiła przykry kontrast z cudownym, przeźroczystym szmaragdem czystych wód Zatoki Meksykańskiej i przypominała dość dokładnie „bloba” z katastroficznego filmu pod tym samym tytułem, tyle, że czarnego. Tymczasem uczeni chcą wyjaśnić to niezwykłe dziwo i potwierdzić jego istnienie. Podniósł się alarm, bowiem obawiano się, że ów czarny zakwit alg i wodorostów może być równie niebezpieczny, jak osławiony „czerwony przypływ”, który zabija ryby i inne zwierzęta morskie już to poprzez zapychanie im skrzeli, już to skażając wodę morską neurotoksynami. Rychło jednak okazało się, że czarne wody nie są zabójcze dla środowiska.

Brian Keller koordynator naukowy Florida Keys National Marine Sanctuary stwierdził w wywiadzie dla gazety, że: Mogę tylko scharakteryzować to zjawisko jako masowy rozród planktonu roślinnego (fitoplanktonu). Nie dokonaliśmy jeszcze analiz, które powiedziałyby nam nieco więcej na temat rodzaju planktonu, który jest odpowiedzialny za to zjawisko.

Plaga rozrodu alg, niezbyt jeszcze zbadana, jest wspólnym problemem na akwenie Florida Bay i całego południowo-zachodniego wybrzeża Florydy. Jak dotąd, to jeszcze nikt nie widział takiej masy glonów, którą po raz pierwszy zaobserwowano pod koniec stycznia u wybrzeży Marco Island u zachodnich brzegów Florydy. Obserwacji tej dokonali rybacy, którzy opisali to jako ogromną przestrzeń czarnych wód z wielkimi żelatynowatymi bąblami na powierzchni.

Przez ostatni tydzień, czarna masa dryfowała z prądem ku południowi i była - jak to się oceniało - wielka na kilkaset mil kwadratowych, a której krawędzie sięgały wysp Marquesas z jednej strony, Florida Keys na 30 mil (55 km) na zachód od Key West i nieco na zachód od miasteczka Marathon (Środkowe Keysy) - patrz zdjęcia satelitarne. To było coś takiego, co spotkał na tych wodach rybak i długoletni właściciel turystycznej łodzi Peter Gladding z Key West, który spotkał ten czarny kisiel rozłażący się na mile po powierzchni krystalicznie czystego morza. To wyglądało, jak czarna mielizna - oświadczył później. I dodał, że łowił tam marliny i  tuńczyki od 30 lat i nigdy na tych wodach nie widział czegoś tak niezwykłego. Jego wzrok przenikał tylko do pięciu stóp (1,5 m) w głąb wody i nie widział w niej żadnych śniętych ryb, ale nie było tam także żadnej żywej ryby i to przez całe 60 mil (111 km), które przepłynął w swej łodzi w kierunku zachodnim.

Zaalarmowani przez coraz bardziej wzrastającą ilość doniesień o zjawisku, które napływały od kapitanów statków i innych jednostek, biolodzy morza i uczeni z całej Florydy zaczynają dochodzić, co się właściwie dzieje. No i ruszyła lawina problemów - jak powiedział Beverly Roberts z Florida Marine Research Institute (FMRI) w St. Petersburg na Florydzie. Naukowcy zrazu nie mogli wykryć tego czarnego fenomenu ani na zdjęciach satelitarnych, ani także z samolotów, które latały nad podejrzanymi akwenami parę dni temu. Kiedy ów „blob” zostanie dokładnie zlokalizowany, to naukowcy pobiorą jego próbki, które zostaną zanalizowane w FMRI. Uczeni są przekonani, że północne wody Zatoki Meksykańskiej są praktycznie „martwą strefą” dla wszelkiego życia na akwenie wielkości New Jersey u brzegów Luizjany, odkąd wody powstałe z roztopionych gwałtownie śniegów, opadów deszczów i powstałej w ich wyniku powodzi przyniosły ze sobą w wody Zatoki miliony ton toksycznych zanieczyszczeń, które spłynęły z biegiem Mississippi. Poza tymi ‘czarnymi wodami” dziennikarze rozpisują się na temat dziwnego świecenia morza, która to fosforencja wydaje się być spowodowaną przez miriady żyjątek morskich - jak sądzi Keller.

Ta niezwykła sytuacja jest tylko ostatnią w długiej historii niesamowitych wypadków, które rozegrały się w tej okolicy i na tych akwenach Zatoki Meksykańskiej, Karaibów i części Atlantyku aż do Mona Channel pomiędzy Puerto Rico a Hispaniolą czyli Haiti. Akwen ten jest nazywany grobem setek, jak nie tysięcy, imigrantów dominikańskich i haitańskich, którzy są wciągani w wodę lub w inny sposób znikają bez śladu. Nie tak dawno, bo w grudniu 2001 i w styczniu 2002 roku, dwa statki wyładowane po brzegi Haitańczykami i Dominikańczykami znikły bez śladu na tej przestrzeni oceanu. Samoloty i helikoptery US Coast Guard nie znalazły niczego, żadnych skupisk rekinów, szczątków statków czy czegoś podobnego, co sugerowałoby katastrofę. W czerwcu 1980 roku, na tychże samych wodach zaginał bez wieści wraz ze swym samolotem portorykański pilot E. Maldonado. Zanim jednak to się stało, zameldował on wieży kontrolnej, że jego samolot jest ścigany przez groźnie wyglądający, metalicznie lśniący nieznany obiekt latający. Ta rozmowa została nagrana na taśmę przez portorykańskiego kontrolera lotów i tamtejszy badacz UFO Jorge Martin mógł dokładnie zbadać ten incydent. Wydarzenie to było dokładną repliką słynnego zniknięcia Valenticha z 1978 roku nad akwenem cieśniny Bassa w Australii. (Opisanego w „Nieznanym Świecie” nr 4/2002.)

Poza zniknięciami bez wieści i śladów oraz tajemniczymi czarnymi „blobami”, na tych akwenach miało miejsce kilka nieprawdopodobnych spotkań z dziwnymi stworzeniami i istotami. Wczesną wiosną 1969 roku, dr Dimiti Rebikoff badał Golfstrom wzdłuż wybrzeży Florydy przy pomocy miniaturowej łodzi podwodnej. W czasie jednego z rejsów napotkał on na coś, co wydało mu się być żyjącą skamieniałością, a na pewno było jakimś rodzajem niewielkiego wodnego dinozaura z długą i cienką szyją jak plezjozaur. Zwierzę przepłynęło obok łodzi podwodnej dr Rebikoffa kompletnie nie zaszczyciwszy go uwagą i znikło w wodnej dali.

O jeszcze dziwniejszym spotkaniu dowiedział się E. Randall Floyd, który tak opisał je w swej książce „Great Southern Mysteries”:


W roku 1988, kilka mil od wybrzeży Florydy na Oceanie Atlantyckim, zawodowy nurek Robert Foster nurkował w kierunku zagadkowych podmorskich formacji dennych, kiedy zauważył jakąś turbulencję w wodzie. Kiedy skierował ku niej wzrok, zauważył on dziwną postać zmierzającą ku niemu. Woda nagle została silnie poruszona i osady denne silnie ją zmąciły. Kiedy stworzenie to ruszyło ku niemu, zauważył on, że istota ta płynie wężowatym ruchem, a nie szybuje w wodzie. Kiedy istota ta zbliżyła się na odległość około 20 jardów, nurek ujrzał coś zaskakującego w jej wyglądzie. Miała ona macki w kształcie ramion, a każda z nich była zakończona szponiastą dłonią. W pewnym momencie istota ukazała się w całej swej okazałości i Foster zdębiał ze zdumienia, bowiem miała ona kobiece piersi, długie rozpuszczone włosy, gładką skórę i rybi ogon od pasa w dół. Wyglądała ona dokładnie tak, jak syrena. Później Foster oświadczył: „Nigdy wcześniej jeszcze nie widziałem takiej nienawiści i wściekłości w oczach żadnego człowieka czy zwierzęcia.” Zanim to stworzenie dopadło go, Foster wynurzył się i wskoczył na pokład swej łodzi. Nigdy więcej już potem nie spotkał takiego stworzenia.