wtorek, 28 stycznia 2014

Trójkąty Bermudzkie... (48)


 Następną jest relacja dr Sergio Cervera, któremu kubański rybak opowiedział nieprawdopodobną historię o tym, jak to łowiąc ryby w okolicach Hawany zauważył, że woda za rufą jego łodzi zaczęła gwałtownie wrzeć i w odległości około 20 jardów (18 m) od niej wystrzelił z morza wielki srebrzysty dysk, który wzniósł się w górę i odleciał z niesamowicie wielką prędkością. Po jakichś 10 minutach, rybak patrząc w wodę zauważył kilka człekokształtnych postaci, ubranych na czarno. Postacie te okrążyły łódź i znikły z widoku. Incydent ten miał miejsce w 1959 roku.


W sierpniu 1968 roku, dwaj bracia z bahamskiej wyspy Exuma wracali do domu późną nocą, kiedy usłyszeli dziwny hałas. Rozglądając się wokół, zauważyli pod pobliskim drzewem kilka karłowatych stworzeń z wielkimi głowami. Przerażeni mężczyźni rzucili się do ucieczki.


Obszary te są także nafaszerowane archeologicznymi znaleziskami i tajemnicami. (Przypominają one do złudzenia niektóre epizody ze znanych także i u nas seriali TV w rodzaju „SeaQuest” czy australijskiego „Dziewczyna z oceanu” oraz „H2O – wystarczy kropla wody…”, których bohaterowie odkrywają dziwne podmorskie budowle, mające związek z Kosmosem i zamierzchłymi cywilizacjami.) I tak w 1970 roku, dr Ray Brown z Mesa (Arizona) nurkował wraz z przyjaciółmi w okolicach wyspy Bari w archipelagu Bahamów, w pobliżu słynnej formacji dna oceanicznego zwanej Tongue of the Ocean (Język Oceanu). W czasie jednego z zejść pod wodę, dr Brown stracił towarzyszy z oczu i zaczął ich szukać. Po chwili dał za wygraną, bo naraz ujrzał przed sobą wielki piramidalny kształt skąpany w akwamarynowym blasku. Potem dr Brown opowiedział badającym ten przypadek, że zdumiała go przede wszystkim lustrzana gładkość powierzchni kamieni, z których zbudowano tą piramidę, a których połączenia były całkowicie niewidoczne. Opływając ją dookoła wzdłuż ornamentu, który wydawał się być zrobiony z lapis-lazuri, dr Brown znalazł jakieś wejście do środka piramidy i zdecydował się wpłynąć do niej. Płynąc poprzez ciasny korytarzyk, znalazł się on wreszcie w prostokątnej komnacie z sufitem w kształcie ostrosłupa o podstawie czworokąta. Zdumiewającym było to, że ścian komnaty nie porastały algi i koralowce, jak to było z innymi wewnętrznymi ścianami piramidy. Były one całkowicie gładkie. (!!!) Zaś na dodatek, dr Brown nie miał latarki podwodnej, a mimo to mógł on widzieć wszystko na własne oczy. Pomieszczenie to było dobrze oświetlone, ale nigdzie nie było widać źródła światła.


Uwagę dr Browna przyciągnął mosiężny pręt o średnicy jakichś 3 cali (ok. 7,5 cm) zwisający w dół z najwyższego punktu sufitu. Koniec tego pręta był ozdobiony wielo-fasetowym czerwonym kamieniem szlachetnym. Tuż poniżej tego pręta i klejnotu, na samym środku komnaty, znajdował się rzeźbiony kamień zakończony od góry płaskim jak stół blatem, ze skręconymi końcami. Na tym stole znajdowała się para wykutych w brązie rąk naturalnej wielkości, które wyglądały jak osmolone czy opalone, jakby były wystawione na straszliwy żar. W dłoniach tych rąk, położonych jakieś cztery stopy pod czerwonym klejnotem, znajdowała się kryształowa kula o średnicy około 4 cali (10 cm). Dr Brown usiłował wyrwać z sufitu ten pręt, ale było to niemożliwe. Zabrał się zatem za kryształową kulę, i ku swemu zdumieniu stwierdził, że dała się łatwo zabrać z uścisku brązowych dłoni. Z kulą w prawej ręce wypłynął z wnętrza piramidy. Kiedy wypływał, to czuł czyjąś niewidzialną obecność i słyszał głosy mówiące, by tam już nigdy nie wracał. Obawiając się, że amerykańskie władze odbiorą mu cenny artefakt, dr Brown zataił istnienie tej dziwnej kuli z kryształu i nie wyjawił prawdy o swym odkryciu aż do roku 1975, kiedy to pokazał po raz pierwszy swe znalezisko na metapsychicznym seminarium w Phoenix.


W roku 1969, odkryto kamienne schody prowadzące w głąb morza na wyspie Bimini na Bahamach. Wielu badaczy stwierdziło, że są to jakieś resztki ruin pochodzących z czasów Imperium Atlantydy. Podobne schody odkryto także na zachodnim Puerto Rico i w kilku miejscach archipelagu bahamskiego.


Zgodnie z kilkoma niezależnymi źródłami prasowymi, w tym Agencji Reutera, w lipcu 2000 roku kubańscy i kanadyjscy uczeni używając specjalistycznego sonaru panoramicznego odkryli wielkie podwodne plateau, na którym znajdowały się formacje przypominające ruiny miejskiej zabudowy, częściowo zasypane przez piasek i muł. Znajdowały się tam budowle przypominające piramidy, drogi i wysokie budynki. A zatem opowiadanie dr Browna nie było aż tak fantastyczne, jak się wydaje! Znaleziono je u wybrzeży Kuby w prowincji Pinar del Rio, w rejonie miasteczka Guanacabibes. Przy pomocy miniaturowej łodzi podwodnej, badaczom udało się potwierdzić istnienie podwodnych budowli, które przypominały piramidy, a które leżały na zurbanizowanym terenie. Znajdowały się one na głębokości około 2.100 stóp (czyli 700 m) i były wybudowane około 6.000 lat temu, co oznacza, że były one starsze o prawie 1.500 lat od Wielkiej Piramidy Cheopsa w Gizie pod Kairem. To naprawdę jest cudowna budowla, która wygląda jakby znajdowała się w środku silnie zurbanizowanego obszaru - powiedziała urodzona w Związku Radzieckim kanadyjski inżynier konstrukcji morskich Paulina Zielickij z Kolumbii Brytyjskiej.


W 1998 roku, pewien deweloper z Miami czyścił teren pod budowę nowego, luksusowego osiedla dla multimilionerów, kiedy dokonał mimowolnie jednego z największych odkryć w całej amerykańskiej archeologii. Tzw. Miami Circle został znaleziony w odległości dosłownie stu stóp od ujścia Miami River. Archeolodzy i specjaliści gorączkowo kopali w poszukiwaniu artefaktów, by je potem zabezpieczyć, co tylko się dało. Chociaż mówi się, że to miejsce było zabudowane przez Indian z plemienia Tequesta i używano go jako miejsca kultowego, to pozostaje ogromne pytanie dotyczące wyraźnych wpływów Majów na architekturę tych budowli. Tequestowie żyli na tych terenach około 500 lat temu i znikli krótko po okupacji Florydy przez Europejczyków. Jednakże artefakty tam znalezione wskazują na to, że to stanowisko archeologiczne jest jeszcze starsze, a niektóre próbki skalne wskazują na Mezoamerykę. Testy wykazały niezbicie, że wiek Miami Circle wynosi co najmniej 2.000 lat, na co wskazują próbki znalezionego tam węgla drzewnego. Naukowców zdumiały jeszcze dwie bazaltowe siekiery, które znaleziono tamże. Problem w tym, że bazaltu nie ma na Florydzie, na której nie ma w ogóle żadnych skał wulkanicznych. Natomiast znalezione skorupy żółwi i muszle wskazują na to, że było to kiedyś miejsce uprawiania kultu religijnego.


I jeszcze na zakończenie opowieść o humanoidzie, który pilnował tych ruin. Zgodnie z relacją archeologa dr Virgilio Sancheza Ocejo, w sierpniu 1967 roku, na tym samym obszarze u ujścia Miami River, pewien rybak usłyszał głośny plusk i ujrzał kogoś, kto wyskoczył z wody i podążał w jego kierunku. Była to jakaś wysoka na 7 stóp (210 cm) włochata postać z płonącymi czerwonymi oczami. Przerażony człowiek dał drapaka do swego samochodu i zobaczył, jak stworzenie to przesadziło jednym susem wysoki na 240 cm płot i wskoczyło do rzeki. Świadek oświadczył potem, że podeszli do niego dwaj policjanci na patrolu i opowiedzieli mu, że widzieli to samo stworzenie już kilka razy przed tym incydentem na tym terenie.

Miami, 23 marca 2002 roku


* * *



Tyle nasz przyjaciel Albert S. Rosales. Faktycznie - ostatnie doniesienia medialne potwierdzają to, co pisał w swym artykule na temat tajemniczych budowli u wybrzeży Kuby. Sprawa czarnego zakwitu wody zainteresowała mnie nie tylko jako ekologa, ale także jako ufologa. Zwróciłem się z prośbą o pomoc do kolegów z CBZA, i na efekty nie przyszło mi długo czekać. Dzięki pomocy naszego geniusza komputerowego Łukasza Świercza z Krakowa (któremu w tym miejscu chciałbym podziękować za materiały) już w kilka godzin miałem w poczcie elektronicznej trzy artykuły red. Cathy Zollo pracującej dla „Naples Daily News” w Naples na Florydzie, a które dotyczyły pojawienia się i ekspansji „czarnej wody” z czarnymi „blobami” na jej powierzchni. W międzyczasie wymienialiśmy poglądy z naszymi współpracownikami i sympatykami: Tomkiem Niesporkiem z Katowic, który rzucił myśl o samooczyszczaniu się Gai, red. Andrzejem Zalewskim z „Eko Radio”, który zwrócił uwagę na możliwość zatrucia wód Zatoki jakimiś nieznanymi toksynami i Staszkiem Sawkiewiczem z Bytomia, który sądził, że może to mieć związek ze źródłami hydrotermalnymi, których aktywność mogła wyrzucić „chmurę” bogatej w związki chemiczne wody na powierzchnię Zatoki, co zaowocowało rozrostem alg... Staszek przysłał mi od razu cały wykaz filmów, których tematem jest pojawienie się na wodach dziwnych galaretowatych tworów już to przybyłych z Kosmosu, już to wyprodukowanych na Ziemi. Ze swej strony zaproponowałem spadek w wody Zatoki jakiegoś meteorytu o niezwykłym składzie, którego związki chemiczne mogły podziałać jak biokatalizator na glony - jak to miało miejsce w powieści i filmie  Clive’a Cusslera pt. „Sahara”, gdzie takim czynnikiem był kobalt spływający z biegiem Nigru do Zatoki Gwinejskiej, wszak w pobliżu Ziemi przeleciały ostatnio trzy asteroidy: 1998 WT24, 2001 YB5 i 2002 EM7, 2005 YU55... Teraz coś podobnego wyzierało ze zdjęć satelitarnych wykonanych przez satelitę SeaWiFS, i przyznaję - resztki włosów na głowie stanęły mi dęba ze strachu...