piątek, 31 stycznia 2014

Trójkąty Bermudzkie... (49)


Z artykułów Cathy Zollo i programów miejscowej WINK-TV oraz radia WNOG-AM wynika niezbicie, że chociaż do dnia 20 marca 2002 roku uczeni nie dociekli przyczyny powstania tego fenomenu.


A oto, o czym pisze Cathy Zollo.


Floryda, to przede wszystkim Everglades National Park z rezerwatami aligatorów i ptaków oraz rezerwaty ryb i ptaków morskich u jej zachodnich i południowych wybrzeży, że wspomnę tylko Florida Keys National Marine Sanctuary, który rozciąga się na obszarze 2.800 mil kwadratowych - czyli około 9.000 km2. Obszar ten niezwykle urokliwy pod względem wartości przyrodniczych stanowi ostoje kilkudziesięciu tysięcy gatunków morskich ryb, ptaków, ssaków i innych zwierząt. Poza tym daje on niemal 1.000 ton doskonałej morskiej żywności, ekologicznie czystej i nieskażonej żadnymi szkodliwymi związkami chemicznymi.


Tymczasem „czarne wody” rozprzestrzeniały się stopniowo, powoli, ale nieubłaganie. Ryby i inne zwierzęta morskie uciekały z zagrożonego akwenu. Jak to widać na zdjęciu satelitarnym z 20 marca, wykonanym przez NASA z satelity SeaWiFS „czarne wody” zajęły już niemal cały akwen Zatoki Florydzkiej (Gulf of Florida) - od Key West i Marathon do Naples - i przepłoszyły z nich wszystkie ryby, a co za tym idzie także ptaki się nimi żywiące, które wyniosły się na bezpieczniejsze miejsca.


Aktualnie czarna plama ma rozmiary stanu New Jersey i wciąż się rozrasta. Co ją spowodowało? Jak dotąd, uczeni tego jeszcze nie wiedzą. Wygląda wszakże na to, że ta klęska ekologiczna została spowodowana przez masowy rozrost jakichś alg - coś w rodzaju „czerwonego przypływu” - które rozrastają się pod wpływem chemikaliów, jakie dostały się do wody Zatoki z wodami Mississippi po silnych jesiennych i zimowych deszczach i spowodowanych przez nie powodziach, a także po wiosennych gwałtownych roztopach śniegu, które także spowodowały lokalne wezbrania Mississippi. Tak jak w Polsce w roku 1997, do wody dostały się składowiska odpadów chemicznych i być może radioaktywnych położonych na brzegach tej rzeki. Całość stworzyła piekielny, toksyczny koktajl, który potem spłynął w wody Zatoki i tam mógł stać się biokatalizatorem dla jakiegoś gatunku alg, który znalazł idealne warunki do swego rozwoju i tak doszło do „zakwitu” tych drobnoustrojów fitoplanktonowych z wiadomym efektem - zagrożenie tego raju na Ziemi przez bezmyślną działalność człowieka!


Wypadek ten ma jeszcze drugą stronę medalu, bo stanowi zagrożenie dla życia ludzi. Lekarze z południowej Florydy twierdzą, że pojawiły się jakieś nowe infekcje bakteryjne i wirusowe, bardzo złośliwe i odporne. Czyżby miały związek z tym fenomenem? Bardzo możliwe...


Badania „czarnego zakwitu wody” w toku. Jak na razie sytuacja przypomina czeski film - nikt nic nie wie...


Pewnym pocieszeniem jest to, że Amerykanie już pomyśleli nad systemem wczesnego ostrzegania przed takimi zjawiskami ukryty pod kryptonimem MEERA - Marine Ecosystem Event Response & Assessment, który zaczął się w chwili pobierania pierwszych próbek „czarnych wód”.


System MEERA został powołany do życia w celu wczesnego ostrzegania uczonych o nietypowych, niebezpiecznych ekologicznych wydarzeniach we Wszechoceanie. W momencie otrzymania ostrzeżenia program zaczyna działać i zagrożenie zaczyna być śledzone przez wszystkich zainteresowanych: rybaków, oceanologów i innych ludzi morza, i przy pomocy wszelkich dostępnych środków - od łodzi z podbierakami do sztucznych satelitów Ziemi.


Jak na razie program ten otrzymał rządowy grant w wysokości 60.000 USD, z czego wydano już 48.000 USD, a w perspektywie czeka jeszcze kolejne 40.000 USD na kontynuowanie programu - pisze red. Zollo w swych artykułach.


* * *


A co to ma do nas? - może zapytać jakiś eko-sceptyk - Przecież to jest tak daleko i nas właściwie nie dotyczy???...


Owszem, nie dotyczy    n a    r a z i e   - bo proszę nie zapominać, że taki problem może w każdej chwili wyrwać się spod kontroli. Co gorsza, jeżeli te algi rozrosną się na cały Wszechocean, to właściwie nikt nie ma pojęcia, jakie mogą być implikacje takiego faktu. Zatoka umiera, wciąż umiera i nic tego na razie nie powstrzyma - pisze pani Zollo. Coś takiego może w każdej chwili uderzyć i w nas. Powodzie w Polsce z lat 1997 i 2001 stanowiły ostrzeżenie dla nas i dla Bałtyku, a Polska - niestety - jest jednym z największych producentów zanieczyszczeń, które idą do naszego jedynego morza... Sytuacja poprawiła się nieco w ostatnich latach, ale to jest wciąż jeszcze mało. I dlatego miejmy się cały czas na baczności, aby siwych i zielonych wód Bałtyku nie poplamiła czarna zaraza...


Po raz drugi Clive Cussler po wizjonersku przewidział w powieści „Sahara” konsekwencje naszych nieprzemyślanych czynów. Pierwszy raz przewidział on atak na gmachy World Trade Center w Nowym Jorku w swej ostatniej powieści, wydanej w 2001 roku w Polsce pt. „Cerber”, którą napisał on w 2000 roku. Czyżby i tym razem przewidział katastrofę ekologiczną na kilka lat naprzód? 


Nie trzeba Trójkąta Bermudzkiego, tajemniczych meteorytów czy pasażerów z UFO. Wystarczy ludzka bezmyślność, chciwość i głupota... I tutaj rację przyznaję Piotrowi Listkiewiczowi, który twierdzi, że cywilizacja kupczyków i dealerów wykończy się sama, bez niczyjej pomocy z zewnątrz i to nie z hukiem, ale ze skowytem...


Sprawa ma swój ciąg dalszy, bo w dniu 27 marca 2002 roku, otrzymuję kolejny email od Ala Rosalesa. Donosi on, że:


Dzisiaj, w dniu 27 marca, w „Miami Herald” pojawił się kolejny artykuł na temat tego fenomenu. Donoszą w nim, że strefa umierających gąbek i korali została zlokalizowana w okolicach Key West.


Potwierdzono zatem po raz pierwszy całkowite wyginięcie podwodnego życia, co spowodowało podniesienie już całkiem serio alarmu, iż ten niezwykły „blob” może doprowadzić do niesłychanej destrukcji podwodnych istnień w czasie swego dryfu przez Zatokę Meksykańską oraz Zatokę Florydzką w czasie kilku miesięcy. Martwe gąbki były zaobserwowane  w czasie weekendu w północno-zachodnim kanale Key West przez Kena Nedimyera, pracownika i członka Rady Doradczej Sanktuarium, który zbiera je w celach handlowych do akwariów. Relacjonuje on to następująco:


„Woda była niespodziewanie zielona na powierzchni i po pewnym czasie, kiedy  dosięgłem dna stała się nagle ciemna. Zauważyłem sześć gatunków gąbek, które były wyraźnie chore, w 50-75 procentach zniszczone oraz kilkanaście innych gatunków gąbek i korali, które w mniejszym czy większym stopniu były zniszczone lub umierające. Korale madreporowe i rozgwiazdy również wyglądały na chore. Jednakże ryby na tym akwenie wyglądały zdrowo, ale nie żerowały. Wyglądało także na to, że masy ‘czarnej wody’ skurczyły się.”


Jak dotąd: „Jest to zjawisko, co do którego nie jesteśmy niczego pewni” powiedział Beverly Roberts z Florida Marine Research Institute w St. Petersburg.


Uczeni są bezsilni wobec tego fenomenu. Red. Andrzej Zalewski sądzi, że to być może sama Ziemia dokonuje samooczyszczenia i następnym gatunkiem, który podlegnie procesowi zredukowania, jak to ma miejsce np. z lemingami,  będzie Homo sapiens sapiens, który przetrzebi się albo w kolejnej wojnie, albo w pandemii jakiegoś dopustu Bożego jeszcze gorszego od HIV czy Eboli... 


Ale to jeszcze nie koniec zdziwień, jako że w dniu 28 marca 2002 roku, światowe media przyniosły informację o gigantycznej ośmiornicy z gatunku Haliphron atlanticus wyłowionej u wybrzeży Nowej Zelandii, w okolicy wysp Chatham. Ośmiornica ta miała 4 m długości, ważyła 75 kg i wyłowiono ją z głębokości prawie 1 km! Co ciekawsze - jest to gatunek niespotykany na Pacyfiku i występuje tylko na Atlantyku...


Pytanie: co wygoniło te ośmiornice z ich pierwotnych legowisk i zmusiło do zmiany środowiska? Czy to nie ten sam czynnik, który spowodował powstanie czarnych „blobów” na wodach Zatoki Meksykańskiej?... Wody Pacyfiku są stosunkowo czyste, oczywiście poza radioaktywnym skażeniem na Bikini, Mururoa, Amchitki czy Enivetok, na których swego czasu odpalano ładunki nuklearne i termonuklearne, zatem ośmiornice atlantyckie przeniosły się właśnie do mało zbadanych wód w okolicach Nowej Zelandii. Podejrzewam, że takich niepokojących faktów stwierdzimy coraz więcej we Wszechoceanie z biegiem czasu.


Następne, dostarczone mi przez Łukasza Świercza, artykuły Cathy Zollo potwierdziły jedynie tezę o całkowitej bezradności uczonych, co do zidentyfikowania powodu tego niezwykłego zakwitu. Przypuszcza się, że wybuchowy rozwój tych alg został spowodowany przez związki azotowe, które zostały wpłukane do wody z gleb masowo sypanych nawozami sztucznymi. Zjawisko znane nam z polskich rzek, gdzie występuje zazwyczaj w czerwcu masowy zakwit wód na kolor jasnozielony, ustępujący po pewnym czasie. Ale Bałtyk to nie Zatoka Meksykańska z jej zasoleniem i insolacją, które to czynniki także powodują masowe rozrody alg i glonów. Poza tym Bałtyk jest morzem niemal zamkniętym, natomiast w Zatoce znajduje się zachodnia odnoga Golfstromu, która „wymiata” wodę na otwarty ocean i dalej w kierunku Europy, a konkretnie Islandii, Norwegii i Szpicbergenu. To szybki i silny prąd morski, który porusza się z prędkością niemal 4 kts. Istnieje zatem poważne niebezpieczeństwo rozniesienia się tego czarnego zakwitu i co za tym idzie katastrofy ekologicznej na cały północny Atlantyk! Sprawą tą powinni natychmiast zająć się i europejscy uczeni! Ta sprawa dotyczy także i nas! 


Wydaje mi się, że stoimy w przeddzień kolejnych odkryć potwierdzających niepokojącą tezę, że globalne ocieplenie - czego dowodem jest szybsze „cielenie się” lodowców Antarktydy, że wspomnę ostatnie oberwanie się lodowej góry giganta o powierzchni województwa świętokrzyskiego -  zatrucie chemiczne środowiska i wybuchy jądrowe powodują migracje zwierząt w wodach Wszechoceanu.



No cóż, pozostało nam tylko czekać na rezultaty dalszych badań.