piątek, 14 lutego 2014

Trójkąty Bermudzkie... (56)


* * *

Te słowa napisałem w 2000 roku i ukazały się na łamach „Nieznanego Świata” nr 8/2000 ss. 16-17, kiedy to naiwnie wydawało mi się, że nauka pójdzie naprzód i ta zagadka zostanie rozwiązana w najbliższym czasie. Niestety, nic bardziej mylnego! Nauka obeszła problem bokiem, a znaki zapytania pozostały – ba! – jest ich jeszcze więcej!


Problem Wodnych Ludzi jest marginalizowany ale do czasu, bowiem w miarę coraz szerszej penetracji człowieka we Wszechoceanie czy prędzej czy później, ale nieuchronnie dojdzie do spotkania z tymi istotami i – czego obawiam się najbardziej – konfrontacji, której przedmiotem będą bogactwa dna Wszechoceanu: rudy metali, ropa naftowa i gaz ziemny, hydraty metanowe, zasoby biologiczne i inne. I nie chciałbym, by spełniło się ponure proroctwo i ostrzeżenie Franka Schätzinga, które zawarł on w swej kobylastej powieści „Odwet oceanu”, (Wrocław 2006), a którą polecam zainteresowanym tą problematyką. W każdym razie będąc w czasie wakacyjnych wędrówek nad morzem rozglądajmy się pilnie – a nuż może ujrzymy jakąś Pannę Wodną wygrzewającą się na słońcu? A nawet kiedy się nam to nie uda, to warto rozejrzeć się za bałtyckimi fokami i morświnami, których populacja jest odbudowywana z takim trudem!


Czyżby Utopce, Syreny, Nereidy oznaczały różne miana tego samego zjawiska? Cóż, głębiny wód, a szczególnie oceanów są w równym stopniu mało zbadane, mniej niż powierzchnia Księżyca! Nieprzypadkowo temat Wodnych Ludzi tak często powraca w rozmaitych kulturach i cywilizacjach. Co się za nimi kryje? Oto jest pytanie…


Żeby odpowiedzieć na to pytanie, należy jeszcze raz powrócić do kwestii istnienia Wodnych Ludzi. Oczywiście opowiadania o spotkaniach na morzu z istotami ludzkimi mającymi rybie ogony prawdziwi uczeni kwitują uśmieszkiem pogardy i niedowierzania, albo za Syrenę uważają morską krowę Stellera (+Hydrodamalis gigas) gatunek wybity całkowicie 200 lat temu lub dużą fokę. Ale na szczęście wśród uczonych są także zwolennicy istnienia morskich stworzeń humanoidalnych we współczesnym Wszechoceanie. I tak np. amerykański zoolog Karl Banse (University of Washington, Seattle) opublikował w poważnym międzynarodowym czasopiśmie naukowym „Limnology and Oceanography Bulletin” (nr 35/1990, ss. 148-153) krótki referat na temat zasad biologii Syren „Mermaids – their biology, culture and demise” dostępny w Internecie w formacie PDF. A oto, co on pisze:


Detale wyglądu takich stworzeń mają wiele punktów zbieżnych z opisami [Syren] podanych jeszcze przez Arystotelesa. Typowa Syrena ma stereoskopowe widzenie – jej oba oczy patrzą w tym samym kierunku. Ma charakterystyczny dla człowieka przeciwstawny kciuk, który pozwala na używanie narzędzi. Na wszystkich wyobrażeniach przedstawiona jest duża głowa, w której znajduje się zapewne duży, dobrze rozwinięty mózg. Spodnia część ciała ma wygląd tylnej części ciała waleniowatych, zaś rybi ogon to tylko fałda skórna. Niestety – jak konstatuje zoolog – gatunek ten wymiera ze względu na zanieczyszczenie środowiska wodnego oraz intensywnego rybołówstwa.


Z powyższym zgadzają się także niektórzy rosyjscy uczeni. „Syreny istnieją” – twierdzi, wiodący pracownik naukowy Akademii Bezpieczeństwa Ekologicznego w Sankt Petersburgu – doktor nauk biologicznych Walentin Sapunow – „po pierwsze: Wodni Ludzie mają swe określone regiony występowania, w których zamieszkują. Po drugie: jeżeli odrzuca się takie detale, jak rybi czy delfini ogon zamiast nóg, to Syrena wygląda jak normalny człowiek. Można je zatem nazwać reliktowymi humanoidami.” A zatem: jak Oni powstali?


Niektórzy ufolodzy, tak rosyjscy jak i zachodni, sądzą iż Wodni Ludzie, to sztucznie wyhodowana rasa humanoidów. Tysiące lat temu (a opowieści o Syrenach wywodzą się już z antycznej Grecji – pisał o nich m.in. Homer w „Odysei”) pewni mieszkańcy nadmorskich krain – w tym także Atlantydy – zostali zmuszeni do powrotu do morza. Najwidoczniej ówcześni uczeni byli w stanie dokonywać transformacji – być może na drodze inżynierii genetycznej – swoich ciał i przystosowywać je do życia w środowisku wodnym. Założono, że Istoty te zamieszkiwały początkowo ciepłe wody basenu Morza Śródziemnego. Potem, ratując się przed pochodem technologicznej cywilizacji niektórzy przenieśli się w inne – spokojniejsze regiony Wszechoceanu naszej planety. Przy tym najbardziej przyjaznym dla nich stało się ciepłe i czyste Morze Karaibskie, i to właśnie dlatego tak często spotyka się tam wiele tajemniczych wodnych stworzeń.


Ludziom do poruszania się w wodnej toni jest potrzebny rybi ogon zamiast nóg. Poza tym musiała zmienić się konstrukcja płuc, która stała się podobna do budowy płuc delfinów i wielorybów, która to budowa umożliwia długie przebywanie pod wodą. Podobne zmiany musiały dotyczyć skóry, która normalnie nie znosi długiego kontaktu z wodą. Dlatego też Wodni Ludzie przy pomocy inżynierii genetycznej zostali wyposażeni w nową skórę chroniąca ich przed czynnikami zewnętrznymi, o połysku której tak często wspominają marynarze, którzy spotkali te Istoty, który także mógłby powstać w wyniku pokrycia skóry specjalną wydzieliną chroniącą ją przed długotrwałym kontaktem z wodą morską.


Przejście z lądowego do wodnego środowiska mogło mieć miejsce jeszcze w czasach, kiedy nasi przodkowie wychodzili z wody na ląd. Człowiek nie posiada anatomicznej konstrukcji pozwalającej ssakowi lądowemu na życie w wodzie – twierdzi francuski nurek Jacques Magnolle, który strawił dziesięciolecia na to, by nauczyć się długo przebywać pod wodą. Tym niemniej człowiek posiada ukryte możliwości, które mogą być rozwijane. Wszak w głębi naszych organizmów ukryte są refleksy, które związane są z naszą historią jako gatunku, z nasza morską przeszłością. Są one częścią naszego genetycznego bagażu. I tak np. u człowieka, którego ciało poddaje się zwiększonemu ciśnieniu pojawia się «refleks głębinowy» – krew zaczyna intensywnie odżywiać tylko serce, mózg i płuca, ignorując peryferyjne części ciała. To oznacza, że ludzki organizm zaczyna pracować w reżimie takim, jak u morskich ssaków, które wypracowały optymalną ekonomikę dystrybucji tlenu w organizmie.


Tyle doświadczony nurek. A wizje przyszłości? Nie jest tajemnicą, że wszystkie armie świata pracują nad tym, by człowiek mógł się przystosować do życia i działania w wodzie. Opracowywane są fantastyczne plany przebudowy ludzkiego organizmu – np. zastąpienia krwi teflonem, co umożliwiałoby człowiekowi oddychanie pod wodą płucami… Wielkie nadzieje pokłada się w inżynierii genetycznej, która umożliwiłaby to, co opisał już w latach 30. ubiegłego wieku Aleksander Bielajew w swej powieści „Ichtiander”, którą sfilmowano w 1962 roku i film wszedł na nasze ekrany pt. „Diabeł morski” (reż. Władimir Czebotariow). Oczywiście w powieści Bielajewa chodziło o wszczepienie człowiekowi skrzeli rekina, a współczesnym Ichtianderom będą – być może – takie skrzela wyhodowane, kto wie? Wiele wskazuje na to, że tacy Wodni Ludzie istnieją, o czym już pisałem na łamach „Nieznanego Świata” i być może – dzięki efektowi cieplarnianemu i podnoszeniem się poziomu wód Wszechoceanu – spotkamy je także w Bałtyku? Wszak kiedyś Syreny tu mieszkały, o ile wierzyć nadmorskim baśniom i legendom Słowian, Germanów i Skandynawów, a może powrócą? Obawiam się jednak, że środowisko wodne Bałtyku jest zbyt skażone przez bezrozumną działalność człowieka i będziemy musieli na to długo czekać… A teraz spójrzmy na najniższy punkt naszej planety.  



Zajmując 70% powierzchni Ziemi, Wszechocean wciąż jeszcze pozostaje najmniej znanym obszarem naszej planety. Wszechocean poraża naszą wyobraźnię, jego piękno i siła wymusza szacunek, jednocześnie oczarowują niezliczone pokolenia ludzi. Niektórym problemom z nim związanym autor poświęca ten artykuł Walerija Klitnego, który ukazał się na łamach „Kalejdoskopu NLO” nr 21/2003 z dnia 19 maja 2003 roku.