środa, 19 lutego 2014

Trójkąty Bermudzkie... (57)


Rów Mariański, znany także jako Głębia Mariańska czy Mariańska Bezdeń jest głębiną w rowie oceanicznym, który znajduje się w odległości 182,5 mili morskiej (338 km) na SE od wyspy Guam. Ta rozpadlina skorupy ziemskiej – 10.294 m[1] – jest największą głębią na kuli ziemskiej. Otaczające ją akweny nazywają tam „kręgami ognia”, bowiem znajduje się tam wiele podwodnych wulkanów. Długość Rowu Mariańskiego wynosi 70 km, zaś jego szerokość – 40 km. Jego najgłębsza część przewyższa Mt. Everest.

Odkrycie tego punktu przypadło w udziale brytyjskiemu statkowi RRV Challenger II przy Marianach w roku 1951. Batyskaf należący do US Navy dosięgnął jego dna w 1960 roku, zaś japońska sonda dokonała dokładnych pomiarów głębiny. Podwodny, zdalnie sterowany robot USN Keiko zmierzył Głębię Challenger w maju 1955 roku. Kiedy Keiko opuścił się na dno Rowu Mariańskiego, jego miernik głębokości wskazał na 10.911 m.

Rosyjska gazeta „24 godziny” opublikowała w swym numerze 20/2001 artykuł o niewyjaśnionych podwodnych incydentach w rejonie Rowu Mariańskiego. Informację o nich otrzymano w 1997 roku, ale uczeni do dziś dnia nie odważają się jej komentować. Rok tych wydarzeń jest nieznany – tj. nieujawniony, zatajony – ale można sądzić, że 1996. Amerykańscy badacze spuścili w głębinę na sześciu kablach[2] podwodną platformę, wyposażoną w silne reflektory oraz w ultraczuły sprzęt audio- i video. W czasie 12 godzin od opuszczenia platformy w głębiny, kamery i mikrofony zarejestrowały coś niezwykłego, a mianowicie: sylwetki obcych, dziwnych obiektów o długości od 12 do 16 metrów. W tym samym czasie mikrofony wyłapywały podwodne szumy przypominające tarcie metalu o metal oraz równomierne, głuche uderzenia...

Platforma nie dosięgła dna rowu. Coś jej uniemożliwiało zejście na największą głębokość. Kiedy wyciągnięto ją na powierzchnię, to wyglądała ona zupełnie inaczej – stalowa konstrukcja była pogięta, zaś kabel – przepiłowany! To cud, że Amerykanie ją w ogóle odzyskali!...

Kiedy wydarzyło się to zanurzenie? Kim byli uczeni, którzy brali w nim udział? Dlaczego o tym eksperymencie i jego rezultatach nie powiadomiono opinii publicznej w Rosji i USA? Na te i inne pytanie jak dotąd nie ma odpowiedzi...

Zastosowano batyskaf AGS[3] USS Trieste. Szwajcar z pochodzenia, prof. Auguste Piccard z Uniwersytetu w Brukseli skonstruował statek swoich marzeń – batyskaf, któremu nadał imię Trieste. Prof. Piccard zaprojektował batyskaf jeszcze w 1905 roku. Pieniądze na budowę zdobył od kilku europejskich fundacji i z Ameryki. Batyskaf zbudowano we Włoszech, z najlepszej stali Kruppa i był obliczony na wytrzymanie ciśnienia 7 ton na cal[4] kwadratowy.

Długość Trieste’a sięgała 50 stóp[5], a jego wygląd przypominał fantastyczny okręt podwodny. Statek składał się z pływaków napełnionych benzyną, która jest lżejsza od wody. Na obu końcach Trieste’a umieszczono także zbiorniki z powietrzem, które zapewniały batyskafowi pływalność przed zanurzeniem.

US Navy przejęła Trieste’a do służby w 1958 roku. Po przyjęciu go, w dniu 23 stycznia 1960 roku, batyskaf wysłano do Rowu Mariańskiego w celu dokonania rekordowego zanurzenia z załogą w składzie: syna prof. Piccarda – Jacquesa Piccarda i porucznika US Navy inż. Donalda Walsha. Pokonując długą drogę, batyskaf osiągnął dno Głębiny Challengera w Rowie Mariańskim. Była to podróż w ciemnościach, bo im głębiej się opuszczał batyskaf, to tym bardziej czarno robiło się wokół niego. Załoga osiągnęła rekordową głębokość – 35.800 stóp, a zjazd w dół trwał 4h48m. Wyprawa przebiegała spokojnie i bez niespodzianek. Przez iluminatory obserwowali życie w głębinie - przy czym udało im się zobaczyć krewetkę i jakąś płastugę, zanim miękko „wylądowali” na dnie. Potem okazało się, że jeden z iluminatorów (o grubości 8 cali!!!) pękł od ciśnienia w czasie zanurzania, co spowodowało „wybuchowe” wstrząśnienie całego aparatu. Załoga przeżyła strach i przerażające ciśnienie hydrostatyczne, ale okazało się, że ta konstrukcja jest w stanie wytrzymać ciśnienie milionów atmosfer. Podróż powrotna trwała 3h17m.

Piccard i Walsh w swym wspaniałym batyskafie zwyciężyli największą głębinę Wszechoceanu – hydrosfery naszej planety – ustanowili rekord, któremu nikt nie dorównał i po nich już nikt nie pogrążał się w takie głębiny.
 
Pozwól Czytelniku, że przerwiemy na chwilę Autorowi. Czyż nie przypomina to wszystko wypraw księżycowych? To samo: osiągnięto powierzchnię Księżyca i... – i to wszystko. Nie ma żadnej bazy księżycowej czy chociażby stacji naukowej. Tak samo w Rowie Mariańskim – ludzie przejechali się w jego głębię i też nic. Ustanowiono tylko rekord i nic nadto... Ale oddajmy głos Waleremu Klitnyjemu...
 
W roku 1963, Trieste brał udział w poszukiwaniach zatopionego w odległości setek mil od Cape Cod amerykańskiego SSN USS Thresher, i jeszcze w tym samym roku US Navy dostała na wyposażenie nowocześniejszy batyskaf USN Trieste II. Jednostka ta okazała się być niezbędną w misji poszukiwawczo-ratowniczej zatopionego SSN USS Scorpion, który leżał na dnie Atlantyku, na głębokości 11.500 stóp. W tej katastrofie zginęło 12 oficerów i 87 marynarzy. Według oświadczenia amerykańskiej admiralicji, USS Scorpion zatonął wskutek całego szeregu usterek i błędów, które popełniono w drodze powrotnej do bazy w Norfolk (VA). Uważa się, że podmorski system hydronasłuchu – SOSUS – wychwycił jakieś dziwne szumy podwodne w momencie katastrofy USS Scorpion. Komisja śledcza rozpatrzyła 23 wersje tej katastrofy, w liczbie których znalazły się hipotezy o trafieniu okrętu przez torpedę wystrzeloną z innego okrętu czy eksplozję własnej torpedy na pokładzie.[6]

USS Scorpion i USS Thresher – to jedyne SSN, które Amerykanie stracili w trakcie 40 lat podwodnych operacji US Navy. Czy wiemy wszystko o misji Trieste’a na dnie Rowu Mariańskiego? Dobrze byłoby, gdyby US Navy wreszcie odtajniła wszystkie odkrycia dwóch odważnych badaczy na jego dnie...

Okazując się jednym z absolutnych liderów w dziedzinie badań Oceanu Światowego, Japonia skoncentrowała swe zainteresowania na Rowie Mariańskim. Dla tego narodu badania te stanowią żywotny interes. Japońskie Centrum Badań i Technologii Morskich (JAMSTEC) pracuje nie tylko w szerokim wachlarzu głębokowodnych badań, ale także nad komercjalnym wykorzystaniem Wszechoceanu. Do JAMSTEC należą dwa znane na całym świecie statki: załogowy statek podwodny DSV Shinhai – z możliwościami zanurzania się do 6500 m – oraz bezzałogowa sonda Keiko. Dane zebrane dzięki tej ostatniej jednostce w czasie badań w roku 1995 są bezcenne. Teraz uczeni nie tylko wiedzą, jaka jest maksymalna głębokość rozpadliny, ale także i strefa ciśnienia, ponad 1.000 razy większa od ciśnienia panującego na powierzchni morza. Temperatura wód przydennych wynosi ciut więcej od 0°C zabezpiecza życie i rozwój około 180 gatunków mikroorganizmów. Spadający na dno pokarm (podobny do padającego śniegu – sic!) przyciąga uwagę wielu mieszkańców królestwa abysalu. Ludzie, którzy obserwowali to przez TV z pokładu statku, ucieszyli się widząc, że ryby pojawiają się także w takiej głębinie! Potem, kiedy eksperci obejrzeli nagrania z dna oceanu okazało się, że to nie były żadne ryby, tylko przedstawiciele rodziny krewetkowatych. Ale czy ludzie widzieli tajemnicze, gigantyczne robaki czy inne podwodne gigantyczne stworzenia, które unieszkodliwiły platformę TV? Jeżeli nawet tak, to oni o tym milczą...

Japończycy szczególnie są zainteresowani eksploatacją bogactw mineralnych Wszechoceanu, bowiem na ich wyspach są one na wyczerpaniu. Oto dlaczego milczą oni na temat gigantycznych mieszkańców Rowu Mariańskiego. Być może, że rządy USA i Japonii założyły knebel na informacje do dziś dnia, póki nie dowiedzą się czegoś więcej o stworzeniach, które swego czasu zaatakowały platformę.[7] Można zrozumieć rozmach tych oceanicznych ekspedycji badawczych, które Japończycy przedsięwzięli ostatnimi czasy. Głębokowodne naftowe i mineralne zasoby dna Wszechoceanu są przyczyną tajnych bitew o zawładnięcie nimi w przyszłości. Projekty opanowania dna oceanicznego i stworzenia tam warunków dla egzystencji człowieka, jakie panują na matce-Ziemi stanowią wyzwanie równe wyjściu człowieka w otwarty Kosmos. Nie jest wykluczone, że zasłoną tajemnicy można uzasadnić istnienie milionów nowych żywych stworzeń, które do dziś dnia nie zostały odkryte w Oceanie Światowym. Kto jeszcze uczestniczy w wyścigu?




[1] Przyjmuje się, że Rów Mariański ma de facto głębokość 11.022 m (Głębina Challenger), aczkolwiek najnowsze badania wykazują, iż jest ona mniejsza i sięga tylko 10.911 m.
[2] Tu: na stalowych linach.
[3] Auxiliary Submarine – podwodna jednostka pomocnicza.
[4] 1 cal = 25,4 mm.
[5] 1 stopa = ok. 30 cm.
[6] Nawiasem mówiąc, podobne hipotezy wysunięto w czasie prac spec-komisji dochodzeniowej rosyjskiej marynarki wojennej po zatonięciu w Morzu Barentsa rosyjskiego SSGN K-141 Kursk w sierpniu 2001 roku.
[7] Ciekawe wyjaśnienie tego problemu podał swego czasu amerykański pisarz  Steve Alten w swej powieści hipotetycznej pt. „MEG – Potwór z głębin” (Warszawa 2000), w której twierdzi on, że tajemniczymi istotami widzianymi w głębinach Rowu Mariańskiego były reliktowe rekiny mezozoiczne Carcharodon megalodon o długości 15-20 m i masie 20 ton, które wyginęły około 100.000 lat temu.