niedziela, 23 lutego 2014

Trójkąty Bermudzkie... (59)


Bezprecedensowa akcja

Jak dotąd, to niewielu ludzi rozumie, dlaczego tak nieoczekiwanie 26 lipca 2007 roku, Rosja przedsięwzięła wielką ekspedycję do Bieguna Północnego, z zaplanowanym międzynarodowym zanurzeniem batyskafów USN Mir-1 i USN Mir-2 na dno Północnego Oceanu Lodowatego. A cóż to za potrzeba wyrażenia roszczeń Rosji do Bieguna Północnego i przedsięwzięcia „największej morskiej wyprawy w historii badań Arktyki”?

Okazuje się, że potrzeba taka istnieje i jest to potrzeba ogromna! Nieprzypadkowo w wyprawie uczestniczy statek flagowy Rosgidromietcentra (rosyjski odpowiednik polskiego IMGW) RV Akademik Fiedorow prowadzony przez lody przez potężny  lodołamacz NS Rossija. Na pokładzie motorowca znajduje się ekipa uczonych o różnych specjalnościach zdolnych do wypełnienia zadania zbadania rosyjskiego szelfu kontynentalnego na wysokich szerokościach geograficznych. Szczytowym punktem ekspedycji jest podjęte w dniu 29 lipca zanurzenie batyskafu Mir-1 na głębokość 4.700 m, podjęte przez trzyosobową rosyjską załogę, którą dowodził deputowany do Dumy Państwowej – Artur Czilingarow. Poza nim na pokładzie znajduje się dr n. techn. Anatolij Sagalewicz oraz Władimir Gruzdiew.

Kim jest Władimir Gruzdiew? Trzeci członek załogi – człowiek dla podwodnej ekspedycji – na pierwszy rzut oka – zupełnie niepotrzebny. Jest on członkiem  Komitetu Dumy ds. Prawa Obywatelskiego, Arbitrażowego, Administracyjnego i Procesowego. A po co? A jest po co! Ale o wszystkim po kolei.

Mówiąc o historii problemu należałoby zacząć od roku 2002, kiedy to Rosja przekazała notę do speckomisji ONZ w sprawie prawa do władania strefą szelfu kontynentalnego w rejonie Grzbietu Łomonosowa i Grzbietu Mendelejewa. Tak zatem wysunęliśmy swoje pretensje do podwodnego terytorium ograniczonego linią przebiegającą od Półwyspu Kola do okolic Czukotki. Społeczność międzynarodowa odrzuciła je twierdząc, że argumentacja nasza (rosyjska) jest niedostateczna. ONZ wyznaczyły termin uzupełnienia dokumentacji do roku 2009. Oczywiście ożywiło to konkurencję – a szczególnie USA. Stanom Zjednoczonym nie podobała się rosyjska aktywność w Arktyce. Dziennik „Time” wprost oświadczył, że Rosja zamierza wprost zaanektować cały Biegun Północny. Natomiast członek Komitetu ds. Zagranicznych Kongresu USA  Richard Lugar stwierdził, że Ameryka powinna natychmiast dołączyć się do Konwencji Prawa Morskiego, aby Moskwa nie położyła swej ręki na arktycznych złożach ropy i gazu.

Problem polega na tym, że na wszystkich XX-wiecznych mapach, ów łakomy kąsek jest oznaczony jako terytorium ZSRR. I to jest ten problem: w roku 1997 w przyjętej jednogłośnie Konwencji Prawa Morskiego ONZ ta ogromna strefa morskiego dna należącego do ZSRR skurczyła się naraz do 200-milowej strefy ekonomicznej… No i do tego dna morskiego zgłosiły swe pretensje inne kraje.

A wartość tego jest ogromna! Na tym spornym szelfie oceanicznym o powierzchni równej terytorium Niemiec, Włoch i Francji razem wziętych czeka na swój czas 100 mld ton węglowodorów. A inne bogactwa? A Wielka Północna Droga Morska przejściem północno-wschodnim z Europy do Ameryki i Azji? Jak widać problem ten ma ściśle geopolityczny charakter. I dlatego w roku 2009 Rosja musi przedstawić twarde dowody na to, by mogła powiedzieć całemu światu: To wszystko jest nasze, i nie zamierzamy się tym z nikim dzielić!

No, ale lipcowa wyprawa na Biegun Północny, to tylko pierwsza jaskółka w tej sprawie. W maju 2007 roku, lodołamacz NS Rossija przyjął na pokład ekspedycję Instytutu Oceanologii z Sankt Petersburga udającą się do Arktyki Wschodniej. Tak więc 50 uczonych pod wodzą dyrektora instytutu Walerego Kaminskiego przez półtora miesiąca badało morskie dno i zebrali oni dowody na potwierdzenie terytorialnych roszczeń Rosji do tej strefy. Ekspedycja „Arktyka 2007” miała za zadanie zakończyć sprawę i wykazać, że podwodne bogactwa znajdują się na terytorium, które jest podwodnym przedłużeniem Syberyjskiej Platformy Kontynentalnej. To nasza „podwodna ziemia”, o którą rozpoczęła się bezpardonowa  geopolityczna wojna!

Także w samej Rosji mamy doświadczenia „małej wojny”. Dokładniej chodzi o spór z Norwegią w sprawie rozgraniczenia szelfu pod Morzem Barentsa. I w tym sporze, który ciągnie się przez 40 lat pora postawić kropkę nad „i” i wreszcie powiedzieć wprost, komu przynależy 155.000 km² dna morskiego, na którym znajduje się około 3 tryliony m³ gazu ziemnego w hydratach metanowych! A na ciernistej drodze walki o podwodne bogactwa zdarzały się też i wpadki. I tak w roku 1990, ówczesny minister spraw zagranicznych ZSRR Eduard Szewartnadze podpisał dokument pt. „Umowa z USA o akwenie Morza Beringa” i nieopatrznie podarował Ameryce 2/3 cieśniny i Morza Beringa. Zaiste carski prezent! Na szczęście rząd w porę się opamiętał i nie ratyfikował tej umowy…

Szczególna rola w ekspedycji „Arktyka 2007” przypadła rosyjskim głębokowodnym batyskafom, które doskonale potwierdziły swe wysokie walory. Znany reżyser James Cameron zaczynając swe zdjęcia do swego znakomitego filmu „Titanic” (1997), zwrócił się do Rosjan z prośbą o wynajęcie statku badawczego RV Mstisław Kiełdysz i USN Mir-1 oraz USN Mir-2, w celu nakręcenia tam swego uhonorowanego 11 Oscarami filmu. Batyskafy te wykonały 12 zanurzeń na głębokość 3600 m i odpracowały za każdym zanurzeniem 15 minut. Ich kadłuby wytrzymywały w tym czasie potworne ciśnienie rzędu 1,5 mln kg na powierzchnię ich zewnętrznego poszycia. Te rosyjskie konstrukcje powstały w roku 1987 i przypominają one swym kształtem cygara i dzięki tytanowym kadłubom są w stanie wytrzymać ciśnienie milionów kilogramów na metr kwadratowy powierzchni. Możemy być z nich dumni, bowiem są one w stanie zanurzyć się z trzema uczonymi na głębokość aż 6 km. Takich aparatów na świecie z takimi możliwościami jest wszystkiego 5 egzemplarzy…

* * *

Pozwolimy sobie tutaj na pewną kąśliwą uwagę – a mianowicie: jakoś tych cudownych aparatów zabrakło w pamiętnym sierpniu 2000 roku, kiedy to w zimnych głębinach Morza Barentsa zatonął okręt podwodny K-141 Kursk. Gdzie one były wtedy, kiedy były najbardziej potrzebne!? Można by dzięki nim uratować co najmniej 35 członków załogi, którzy pozostali przy życiu na jego pokładzie. To, co napisano powyżej o Mir-ach brzmi w tym kontekście, jak zwyczajne tromtadractwo…

* * *

I dalej. Naszym oceanologom przyjdzie zanurzać się na głębokości od 4200 do 4700 m, więc specjalnych problemów z tym nie powinno być. Pierwsze zanurzenie zaplanowano na 29 lipca – a na rekordowym zanurzeniu zadanie do wykonania: opuszczenie na dno tytanowej kapsuły z flagą Federacji Rosyjskiej. Zanurzenie międzynarodowej załogi z przedstawicielami Szwecji i Australii uprości rozmowy w ONZ.


Początek wyprawy okazał się niezbyt szczęśliwym: w dniu 26 lipca RV Akademik Fiedorow stracił napęd i stanął w dryfie – uszkodzony wał napędowy śrub… Awarię usunięto. Ale wszystko się opóźniło w stosunku do harmonogramu…