poniedziałek, 24 lutego 2014

Trójkąty Bermudzkie... (60)


Hmmm… wszystko to pięknie, tylko że wyszło gorzej. Okazało się, że zdjęcia rzekomych zanurzeń batyskafów powstały jeszcze w czasie kręcenia „Titanica” i są zwyczajnym humbugiem. A zatem cała reszta materiału naukowego z tej wyprawy też może być diabła warta… Artykuł ten opublikowano w sierpniu 2007 roku. Niemal jednocześnie z nim w internetowym wydaniu „Russia Today” ukazał się artykuł o niezmiernie interesującym odkryciu. 

Z „Russia Today”, 30 sierpnia 2007, 17:57

Rosyjscy uczeni odkrywają minerał pochłaniający radioaktywność

Rosyjscy uczeni w Chibińskich Górach za Północnym Kręgiem Polarnym dokonali ważnego odkrycia naukowego. Znaleźli oni nowy minerał, który pochłania promieniowanie.
Nie ma on nawet swej oficjalnej nazwy i jest znany tylko pod numerem 27-4. Jest on w stanie pochłaniać promieniowanie z "popiołów" nuklearnych.
- Jest on w stanie wchłaniać substancje promieniotwórcze z każdego wodnego roztworu i to ma ogromne znaczenie praktyczne - powiedział Jakow Pachomowskij, dyrektor Kolskiego Instytutu Badawczego.
Po kontakcie z próbką tego minerału, radioaktywna woda staje się zupełnie bezpieczną. Gdyby ten minerał mieli do dyspozycji lekarzy po katastrofach w Czarnobylu i Three Mile Island, to ich konsekwencje byłyby zupełnie różne od znanych, bowiem w obu przypadkach kontaninowano by radioaktywną wodę.
Jednakże nie jest to takie proste, jak to wygląda na papierze. Uczeni twierdzą, że potrzebują tony tego minerału, a jak dotąd, to znaleźli oni zaledwie kilka gramów. Jednakże mają nadzieję, że uda się odtworzyć skład chemiczny tej substancji i wytwarzać ją w skali przemysłowej.
- Musimy zbadać jego właściwości, by chemicy mogli produkować go w na skalę przemysłową - powiedział Grigorij Iwaniuk z KIB.
Każdego roku za Kołem Polarnym odkrywa się dziesięć nowych minerałów, a 1/3 wszystkich światowych odkryć w tej dziedzinie jest dokonywana właśnie na Półwyspie Kola.
Ostatnie odkrycie może być czymś najważniejszym dla przemysłu atomowego.

A zatem jest się o co bić. Kiedy Robert Leśniakiewicz zamieścił tą informację jako post na swym blogu, to internauci skomentowali to jednoznacznie jako wyjaśnienie przyczyny wyścigu do arktycznej skarbnicy:

„Ostatnie odkrycie może być czymś najważniejszym dla przemysłu atomowego. " 
Nie ma obecnie teorii na pochłanianie promieniowania jądrowego przez substancje inne niż o ciężkich jądrach jak np. ołów. Jeśli to jest prawda to po pierwsze zmienia całą fizykę.
Po drugie co to oznacza że materiał włożony do brudnej wody pochłania 
jej radioaktywność?? Zabiera aktywne atomy i je dezintegruje? Może je tylko od biedy skutecznie ekranować. A jeśli oczyszcza radioaktywne substancje to już drugi przełom. Zobaczymy co będzie dalej, to jest równie ciekawe jak etymolog, który odkrywa antygrawitację. Ale zawsze w takich historiach brakuje małego najważniejszego elementu układanki którą się nazywa "Dlaczego nam to nie działa" :)) 

 ~hapeki, 2007-10-12 15:37

Ciekawe, ale na ile wiarygodne???

 ~Hidalgo, 2007-10-12 19:58

To interesujące, ale także wzbudza podejrzenia, że jest wiadomością o charakterze marketingowym, wygenerowaną przez lobby atomowe.

~ma-ja, 2007-10-14 11:49

Hmmm... - ta informacja w ogóle jest jakaś dziwna, bo co musiałby zawierać taki minerał, który absorbowałby promieniowanie. Jakie promieniowanie: alfa, beta, gamma, rentgenowskie??? Na jakiej zasadzie? To są kluczowe pytania i nie ma na nie odpowiedzi - czyżby kolejny humbug rosyjskich fantastów? Nie podoba mi się to...

robert, 2007-10-14 11:56

Myślę, że te opinie mówią same za siebie.

Najciekawszą z nich zaprezentował Mariusz Fryckowski na swym blogu internetowym - http://www.betagon.blog.onet.pl/2,ID259766234,index.html, gdzie przedstawia on sprawę wyścigu do bogactw Arktyki w kontekście wydobywania z dna morskiego konkrecji polimetalicznych, buł manganowych i innych, z których można pozyskiwać m.in. mangan, żelazo, nikiel, kobalt, miedź…. Polska także ma na Pacyfiku swe poletko konkrecji manganowych, ale oczywiście nie jest w stanie eksploatować ich z trzykilometrowej głębi, bo nie ma – przynajmniej na razie – jak i czym.  

Kolejna sprawa to wyprawa w Arktykę, która miała się odbyć na pokładzie NS Jamał. W roku ubiegłym (2006) świat obiegła informacja o wyprawie na pokładzie atomowego lodołamacza NS Jamał grupy setki uczonych w poszukiwaniu rozwiązania ostatnich dwóch problemów Arktyki: istnienia Ziemi Sannikowa i innych „archipelagów znikających wysp”, jak poetycko nazwał to znany radziecki pisarz Leonid Płatow w swych powieściach „Archipelag Znikających Wysp” (1953) i „Kraina siedmiu traw” (1953). Sprawdziliśmy co się stało z tym pomysłem i ku naszemu serdecznemu żalowi, na stronie internetowej Voyage to Our Hollow Earth - http://www.voyagehollowearth.com/index.html wyczytalismy, że wyprawa została odwołana ze względu na śmierć jej animatora – Steve’a Curreya. Szkoda, bo wyprawa ta zapowiadała się bardzo obiecująco, i choć sceptycznie odnoszę się co do problemu istnienia Wejścia Północnego do Pustej Ziemi, to uważamy, że wyprawa taka odpowiedziałaby na wiele pytań związanych z przyrodą Arktyki…

Godzi się tu wspomnieć o tym, że w tym roku zaginął bez wieści inny Amerykanin – posiadacz duszy dziewiętnastowiecznego eksploratora i wielu rekordów – Steve Fossett. Można tylko mieć nadzieję, że wraz z nimi nie odszedł na zawsze duch eksploracji, a zamiast niego wtargną na te ziemie i wody międzynarodowe koncerny naftowe i wydobywcze, które zniszczą ostatni bastion jeszcze w miarę dziewiczej Przyrody.


Jasne, i tylko pozwalamy sobie postawić pytanie: czy ktoś pytał o zgodę na eksploatację surowców z dna morskiego prawdziwych mieszkańców Wszechoceanu? A co będzie, jak im się to nie spodoba i poczują się zagrożeni? Czy przedsięwezmą jakieś drastyczne środki przeciwko istotom zakłócającym im spokój w oceanicznej głębi? Kto wie, czy do takich działań już kiedyś nie doszło? Czyż nie pasuje to do takich katastrof, jak katastrofa RMS Titanic?