wtorek, 25 lutego 2014

Trójkąty Bermudzkie... (61)

  


Duchy istnieją. Wiem, bo sam widziałem jednego z nich w porannej mgle. Z niedowierzaniem patrzyłem, jak przesuwa się przed moimi oczami, niby monstrualne, wygnane w piekła widmo. Spowite w niewidzialny całun dawnej tragedii, z unoszącymi się wokół duszami tych, co na nim zginęli...
Jego widok sprawiał, że czuło się jednocześnie dumę i żal...

Clive Cussler – „Podnieść Titanica

To miał być najwspanialszy statek świata. Nie największy, nie najszybszy – najwspanialszy. Jego pierwszy i zarazem ostatni rejs, mimo morza wypisanego atramentu i kilku lasów zamienionych na papier, jest owiany mgłą Tajemnicy – takiej pisanej z dużego T. I o tej Tajemnicy chcemy tutaj opowiedzieć...

Jak dotąd, to nie spełniła się – i bardzo dobrze – literacka wizja podniesienia RMS  Titanic, którą tak plastycznie opisał amerykański pisarz-marynista Clive Cussler. Spełniło się za to inne marzenie całych pokoleń eksploratorów – do wraka pogrążonego na głębokości ponad czterech kilometrów zanurzył się batyskaf Alvin i dokonał rekonesansu. Wiemy, że po wśliźnięciu się pod powierzchnię wody, Titanic rozpadł się na dwie części i opadł na dno stając się grobem dla 1.513 osób.

RMS Titanic był statkiem stanowiącym według słów ówczesnych komentatorów – pływający hotel klasy „Ritz”, a to ze względu na luksusy – rzecz jasna dla pasażerów I klasy. Miał on 66.000 ton wyporności, pojemność brutto – 46.328 ton, długość – 270 m, szerokość – 28 m, wysokość od stępki do mostka kapitańskiego – 32 m. dwie maszyny parowe i turbiny o łącznej mocy 51.000 KM, trzy śruby napędowe, 29 kotłów, 11 pokładów i 2.500 miejsc dla pasażerów. Ta całość pchana potęgą pary, na której ogrzanie potrzeba było każdej doby 800 ton bunkru węglowego, poruszała się z prędkością podróżną 22 węzłów (kts) – czyli 40,7 km/h.

Statek wyruszył w swój dziewiczy rejs w dniu 10 kwietnia 1912 roku po trasie: Southampton (Anglia) – Cherbourg (Francja) – Queenstown (Irlandia) – Nowy Jork (USA). Po doembarkowaniu pasażerów w Cherbourgu, w czwartek, dnia 11 kwietnia, statek oddał cumy i ruszył ku brzegom Irlandii, skąd południową trasą ruszył przez Atlantyk. Prowadzony pewną ręką kapitana Smitha oraz dwóch oficerów: Murdocha i Lightollera potężny transatlantyk ruszył w swój pierwszy – i jak się potem okazało – także ostatni rejs do Ameryki...

Nie będę opisywał tego, co się działo na pokładach Titanica w czasie rejsu – inni zrobili to lepiej ode mnie. Skupię się jedynie na ostatnich minutach przed katastrofą. 2.207 załogantów i 1.400 pasażerów ufnie mknie ku temu, co było nieuchronne. Marynarze na bocianim gnieździe zauważyli dwuwierzchołkową górę lodową na kursie i...

... dnia 14 kwietnia 1912 roku, o godzinie 23:40, na pozycji 41°46’N - 050°14’W, pędzący z prędkością 22 kts, RMS Titanic uderza prawą burtą w górę lodową. W dwie godziny potem idzie na dno.

Tak głoszą wszystkie wersje tego wypadku. Nurkowanie ekipy prof. Boba Ballarda w 1985 roku nie wyjaśniło niczego, a wręcz odwrotnie – postawiło jeszcze więcej znaków zapytania. Przypuszczano, że Titanic poszedł na dno wskutek rozdarcia kadłuba o ostrą krawędź góry lodowej na długości 60 m, co w rzeczywistości wystarczyłoby na wysłanie togo kolosa w objęcia Davy Jonesa... Ale nie, stwierdzono w kadłubie tylko 6 niewielkich otworów o wywiniętych na zewnątrz krawędziach, co sugerowało raczej wybuch we wnętrzu kadłuba. A zatem, co? Sabotaż?...

Zatopienie: celowe i z rozmysłem RMS Titanic byłoby i było de facto węzłowym punktem historii – wszak na jego pokładzie znajdowało się pokaźne stadko VIP-ów – w tym aż 57 milionerów z J. J. Astorem, B. Guggenheimem, I. Straussem i G. Wiedenerem na czele. Był tam doradca prezydenta USA TaftaA. Butt, prezes White Star Line i konstruktor TitanicaTh. Andrews, główny udziałowiec tegoż przedsiębiorstwa – J. B. Ismay i „unsinkable” Molly Brown – milionerka z Montany, o której pisał nasz niezapomniany kapitan żeglugi wielkiej Karol Olgierd Borchart w swej książce „Znaczy kapitan”. Był tam także słynny dziennikarz i pisarz brytyjski William I. Stead, przy której to postaci zatrzymamy się nieco dłużej przy omawianiu przyczyn katastrofy.

Wszyscy ci ludzie wieźli ze sobą pieniądze, złoto, kosztowności i papiery wartościowe zdeponowane w kapitańskich sejfach, o wartości szacowanej na około 300 mln USD. I to wszystko poszło na dno w dniu 15 kwietnia 1912 roku, o godzinie 02:20... Towarzystwa ubezpieczeniowe wypłaciły rodzinom ofiar 14 mln GBP - sumę niebotyczną na owe czasy.

Katastrofę próbowano wyjaśnić na różne sposoby. Oczywiście arogancja i chore ambicje szefów White Star Line oraz brawura kapitana Smitha przyczyniły się do zagłady transatlantyku, ale nie tylko. Gdybyśmy byli zwolennikami spiskowej teorii dziejów, to skupilibyśmy się na tych 57 milionerach i innych VIP-ach, którzy podróżowali na jego pokładzie. Śmierć wielu z nich zatrzęsła ich imperiami finansowymi i z całą pewnością znacząco zmieniła bieg historii. Być może wpłynęła ona na wybuch i przebieg obu Wielkich Wojen XX wieku, a także późniejsze dzieje świata. Ciekawe, jak potoczyłyby się losy świata, gdyby Titanic   nie zderzył  się z górą lodową owej fatalnej nocy?...

Z przyczyn nienaturalnych – czyli leżących poza naszym światem – można wymienić dwie. Pierwszą z nich wymienił William I. Stead – zemsta mumii żony jednego z faraonów, która rzuciła klątwę na wszystkich, którzy zakłócają jej spokój.

Inny pisarz twierdził, że na Titanicu znajdował się posążek samego Szatana i na dobitkę wszystkie przyrządy do odprawienia czarnej mszy... Na dodatek bluźniercze napisy w rodzaju: Tego statku nawet sam Pan Bóg nie zatopi!, czy Nie ma Boga, który byłby w stanie ten statek w odmętach morskich pogrążyć!, co stanowiło jawne wyzwanie rzucone wszystkim siłom ciemności i musiało się zakończyć tylko w jeden, jedyny i fatalny dlań sposób... Poza tym – żeby było już całkiem makabrycznie – w jednej z przegród wodoszczelnych, NB tej samej, którą rozpruł lód – miały znajdować się zwłoki jednego z niterów, którego zamknięto tam żywcem... Przypadek czy celowa ofiara dla Księcia Ciemności???... Tak czy inaczej – statek nie dotarł do celu. Zatopił go sam Szatan in persona, który postawił na jego kursie górę lodową i spowodował zupełny sztil, zero wiatru i morze gładkie jak oliwa – nie było nawet długiej atlantyckiej fali, co samo w sobie jest fenomenem! Żeby było jeszcze ciekawiej – marynarze na bocianim gnieździe byli zdani tylko na własne oczy – nie mieli nawet lornetki!!! Kapitan Smith nie wystawił posterunku na oku, który uzupełniałby obserwatorów z mostka i bocianiego gniazda. Nie widział potrzeby, wbrew ostrzeżeniom o dryfujących lodach... Wyglądało na to, że sama Natura sprzysięgła się przeciwko transatlantykowi i ludziom, którzy nim podróżowali.

A przecież gdyby I oficer Titanica William Murdoch dał przed zderzeniem „całą wstecz” i trzymał kurs na lód, to skończyłoby się to zderzeniem i zmiażdżeniem dwóch dziobowych komór wodoszczelnych, co skończyłoby się przegłębieniem statku na dziób, które można by było zrównoważyć zalewając dwie komory rufowe, by statek stanął na równej stępce. Pozostałe 12 komór zapewniłoby mu pływalność na tyle, by uratować wszystkich pasażerów i załogę. Niestety, Murdoch dał „całą wstecz” i przełożył ster „lewo na burtę”, przez co wystawił całą prawą burtę na uderzenie lodu. Efekty znamy – statek poszedł w dwie godziny na dno z piętnastoma hekatombami ofiar.

Ekipa prof. Ballarda ustaliła ponad wszelką wątpliwość, że statek nie miał rozprutej burty czy części dennej kadłuba – jak domniemywano jeszcze do lat 80. XX wieku, ale zaledwie 6 rozdarć płyt poszycia burty, nieco poniżej linii wodnej, których krawędzie były wywinięte, ale do zewnątrz! Być może spowodował to wybuch kotłów i spowodowana nimi fala uderzeniowa, która wypchnęła blachy i wygięła je na zewnątrz. Wiadomo, para uwięziona pod ciśnieniem 150 atmosfer w kotłach transatlantyku wybuchła, kiedy ściany kotłów zostały schłodzone przez lodowatą wodę Atlantyku. Woda ta miała temperaturę –2°C, temperatura powietrza spadła z +6°C do 0°C, co spowodowało, że rozbitkowie w wodzie nie mieli właściwie żadnych szans na przeżycie. Umierali z zimna... Naprężenia termiczne w ścianach kotłów rozrywały je, zaś ciśnienie pary dopełniało dzieła zniszczenia.

Co otworzyło drogę wodzie? Oczywiście uderzenie statku o lód i rozprucie poszycia burtowego. To oczywiste. Najdziwniejsze jest to, ze ani załoga, ani pasażerowie właściwie prawie nic nie poczuli, a przecież walnięcie w lód o twardości skały masą 66.000 ton musiałoby być zauważalne! Tymczasem ludzie poczuli lekkie drgania i usłyszeli jakby odgłos dalekiego wybuchu.

A mogło to być tak: RMS Titanic nie uderzył o górę lodową, a   został uderzony  przez Nieznany Obiekt Podmorski – USO. Żeby to zrozumieć, musimy się cofnąć do pierwszych stron powieści Juliusza Verne’a pt. „20.000 mil podmorskiej żeglugi”, w której pan Verne podaje kilka niezmiernie interesujących przypadków zderzenia się statków pasażerskich z nieznanym obiektem podwodnym, który nazwał on „uciekającą skałą”. Najsłynniejszym z nich był wypadek Scotii, która została uderzona w godzinach przedpołudniowych, dnia 13 kwietnia 1867 roku, na pozycji 45°37’N - 015°37’W, nieznanym narzędziem, które pozostawiło po sobie idealnie trójkątny otwór w czysto rozciętej blasze poszycia burtowego, nieco poniżej linii wodnej. To właśnie wydarzenie jest punktem startowym powieści Juliusza Verne’a. Cała seria niezrozumiałych katastrof morskich układa się w logiczny ciąg wydarzeń, kiedy założymy, że we Wszechoceanie buszują Nieznane Obiekty Podmorskie. Oczywiście na Titanicu i Scotii się sprawa bynajmniej nie skończyła...

Śledztwo w sprawie katastrofy Titanica wykazało, ze w okolicy owego fatalnego dlań punktu określonego koordynatami: 41°46’N - 050°14’W znajdował się statek SS Californian, który w tym czasie stał na pozycji 42°40’N - 050°07’W – i przez wiele, wiele lat uważano, że była to geograficznie najbliższa jednostka morska, która mogła udzielić mu pomocy. Jednakże okazało się, że...

... w tym czasie panował tam ruch, jak w Rzymie!

W pobliżu tonącego transatlantyku znajdowały się także następujące statki: SS Almerian, SS Mount Temple, SS Paula, SS President Lincoln, a nieco dalej także: SS Carpathia, SS Frankfurt, RMS Olympic – siostrzany statek RMS Titanic, zaś ponadto jeszcze cała plejada mniejszych jednostek rybackich. Innymi słowy mówiąc, w pobliżu tonącego olbrzyma panował ruch, jak w Rzymie, albo na Trafalgar Square w Sylwestrowy wieczór, a pomimo tego Titanic tonął sam, w nierealnym otoczeniu kry i spokojnego, gładkiego morza. Aż się wierzyć nie chce!

Stało się jedno pewnym – pomiędzy tonącym Titanicem, a stojącym w dryfie Californianem znajdował się jeszcze jeden statek, który widzieli załoganci z obu tych jednostek biorąc go już to za Titanica, już to za Californiana! Śledztwo wykazało bowiem, że i jeden i drugi statek nie mogły się widzieć nawzajem – ich odległość od siebie była zbyt duża, by widzieć nawet swe światła topowe! Czyżby więc statkiem-widmem widzianym przez załogi obydwu statków był sprawca całego nieszczęścia – ów tajemniczy USO? Niemożliwe – a jednak historia zna przykłady obserwacji takich tajemniczych statków-widm na wszystkich akwenach Wszechoceanu, nie wykluczając nawet naszego maleńkiego, ale bardzo groźnego i strasznego w swym gniewie Bałtyku, co wiem z osobistego doświadczenia...

Jak już o powieściach mowa, to warto wspomnieć, że kilku pisarzy przewidziało tragedię Titanica na wiele lat przed tym wydarzeniem. Należy tutaj wspomnieć powieść Morgana Robertsona, który opisał identyczną tragedię ogromnego liniowca pasażerskiego, który poszedł na dno wskutek kolizji z górą lodową. Książka nosiła tytuł „Próżność”.

 Jakże pasował on do tego, co rozegrało się na Atlantyku w kilkanaście lat później!
Wspomnienie tej tragedii uratowało życie niejednemu marynarzowi, który pomny losu Titanica wytężał wzrok, gdy jego statek zbliżał się do feralnego akwenu w kwietniowe noce.

A jak już o sztuce mowa, to warto przytoczyć wykaz filmów , które nakręcono z inspiracji tą katastrofą:

1.       Atlantis – reż. August Blom (1913, Dania) – fabularny;
2.      Atlantic – reż. E. A. Dupont (1929, Wk. Brytania) – fabularny;
3.      Titanic – reż. H. Selpin i W. Klinger (1943, Niemcy) – fabularny;
4.      Titanic – reż. Jean Negulesco (1953, USA) – fabularny;
5.      A Night to Remember – reż. Roy Baker (1958, USA) - fabularny;
6.      SOS Titanic – reż. William Hale (1979, USA) – fabularny, dla TV;
7.      Rise the Titanic – reż. Jerry Jameson (1980, USA) na podstawie powieści Clive Cusslera, fabularny;
8.      Titanic: A Question of Murder – reż. Alan Ravenscroft (1983, USA) – paradokumentalny;
9.      Secrets of Titanic – reż. G. Hurley, R. Ballard, L. N. Noxon (1987, USA) – dokumentalny;
10.    Titanic – reż. Stephen Low (1991, USA) – fabularny;
11.     Titanic – reż. Melissa Beltier (1995, Francja-USA) – paradokumentalny;
12.     Titanic – reż. Robert Liebermann (1996, USA) – fabularny;
13.     Titanic – reż. James Cameron (1997, USA) – fabularny.


Jak zatem widać z załączonej listy, żaden z tematów wykorzystywanych na kanwę scenariuszy filmowych nie doczekał się takiej ilości filmów, jak właśnie tragedia z 14 kwietnia 1912 roku! Czyżbyśmy wszyscy ulegli magii tego wydarzenia i stworzyli swoisty syndrom nieuchronnej zagłady – syndrom Titanica, który szczególnie nasilił się po 11 września 2001 roku?