niedziela, 2 marca 2014

Trójkąty Bermudzkie.... (63)

No i nawet gwiazdy nie sprzyjały Titanicowi...

Pomijając wszelkie dywagacje na temat ochrzczenia tego transatlantyku wyzywającym mianem Titanic, co dla niektórych już było samo w sobie bluźnierstwem należy dodać, że statek ten nie miał nawet chrztu morskiego! Jest to obrządek uroczystego nadania imienia jednostce pływającej polegający na wypowiedzeniu uroczystej formułki nadania imienia i rozbicie o burtę, lub wylanie na burtę, butelki szampana, wina, soku z winogron czy wody morskiej. Tego właśnie nie zrobiono, a zatem statek był już przeklęty na samym początku...

Czeska pisarka i astrolożka Zoša Klinkorová sporządziła horoskop tego statku i najważniejszych momentów jego „życia”. Wszystkie aspekty tego horoskopu wskazują na to, że Titanic już od samego początku był unlucky ship i jego rejs   m u s i a ł   się skończyć tragedią...

Zacznijmy od horoskopu współwłaściciela i głównego udziałowca White Star Lines Johna Piermonta Morgana, który był wielkim mistykiem i bez szczegółowego horoskopu nie zaczynał czegokolwiek. Jak widać, tym razem gwiazdy zawiodły także i jego... Wynika z tego horoskopu, że już w chwili położenia stępki został wydany wyrok, który został wykonany w trzy lata później... To jest bardzo fatalny układ planet i gwiazdozbiorów zodiakalnych.

Czy można w to wierzyć? Kto chce, to niech wierzy, kto nie chce, to nie. Jeden fakt pozostaje bezspornym – czy były takie czy inne układy gwiazd, planet i domów horoskopu – Titanic leży teraz na dnie Atlantyku i powoli zamienia się w kopiec rdzewiejącego żelastwa...

No i wreszcie clou tego problemu – Wodni Ludzie. Nie wierzę w taki wpływ gwiazd na ludzkie życie i istnienie wytworzonych przez niego maszyn, a więc przejdźmy do tematu Wodnych Ludzi. Oni rzeczywiście istnieją, czego dowodzą tajemnicze wydarzenia, które rozgrywały się – i nadal rozgrywają – na wszystkich akwenach świata. Wodnym Ludziom poświęcił swój pierwszy bestseller pt. „Hawajski wir” słynny amerykański pisarz powieści sensacyjno-marynistycznych Clive Cussler. Telewizja Polska kilka lat temu wyemitowała niesamowity film na temat m.in. Wodnych Ludzi, a ja napisałem potem artykuł do „Nieznanego Świata”. Wyglądałoby zatem na to, że we Wszechoceanie istnieje rasa rozumnych istot przypominających ludzi i od czasu do czasu tychże ludzi porywająca. Tak przynajmniej twierdzi Robin Cook w swej książce pt. „Uprowadzenie”, w której pisze on, że pochodzą oni z Interterry – legendarnej krainy podziemnej tak namiętnie poszukiwanej przez SS-Reischführera Heinricha Himmlera i jego specjalistów-speleologów w czasie II Wojny Światowej, a którą można utożsamiać z tajemniczą Szamballą czy Aghartą albo Atlantydą. Czy te istoty można posądzić o manipulację w wyniku której Titanic zatonął w swym dziewiczym rejsie? Oczywiście! Oni wiedzieli, jakie słabości ma ten statek i jakie ma możliwości. Taka wiedza to połowa sukcesu. Aby osiągnąć drugą połowę, wystarczyło podciągnąć górę lodową na kurs Titanica i czekać, aż się z nią zderzy, co się stało. A może nawet jej pomogli zderzyć się z Titanicem – stąd właśnie spostrzeżenie, groteskowe, ale wbrew pozorom prawdopodobne – że statek został uderzony górą lodową, a nie na odwrót. Ten statek X, to właśnie była jednostka Interterran, która śledziła z oddali rozwój wypadków. A jego załoga mogła nim nawet sterować...

Co było celem tej operacji? Oczywiście zmiana istniejącej rzeczywistości. Podobnie zresztą postąpiono na początku lat 50. ubiegłego wieku, kiedy to zatopiony został inny pasażerski liniowiec SS Andrea Doria. Jak to było możliwe, by dwa nowoczesne liniowce, posiadające radar i inne urządzenia nawigacyjne, widzące się nawzajem! – staranowały się niemal u wejścia do portu w Nowym Jorku!!!???... Pytanie godne Hamleta! Oczywiście zwalono winę na radar i wymyślone naprędce zjawisko zaburzeń propagacji fal radiowych na tym akwenie, zwane polaryzacją fal radarowych. Nie wyjaśnia to niczego, a już najmniej to, dlaczego dziób MS Stockholm rozpruł burtę Andrea Dorii i posłał go na dno...  Kto wie, jak potoczyłyby się dzieje świata, gdyby nie doszło do tych dwóch katastrof morskich? I kilku innych, pomniejszych, ale równie tajemniczych też... Możemy teraz tylko gdybać, bo jesteśmy mądrzy po szkodzie – dobre i to.

Zagłada Titanica wyszła Ludzkości na dobre, stając się przestrogą przed nadmiernym zaufaniem w swe własne możliwości z jednej strony, zaś z drugiej stając się potężnym bodźcem do rozwoju udoskonalanych z dnia na dzień systemów nawigacji, wykrywania i ostrzegania przed górami lodowymi, sztormami czy innymi dopustami Bożymi na akwenach całego Wszechoceanu. Pozwoliło to uniknąć wielu powtórek z tej tragedii.

A jednak statki wciąż toną...
     


a