środa, 5 marca 2014

Trójkąty Bermudzkie... (65)

Temu można było zapobiec...

Jak dotąd, amerykański system ostrzegania o tsunami istnieje w północnej i wschodniej części Pacyfiku. Składa się on z kilku stacji sejsmicznych zakotwiczonych na oceanie oraz kilku stacji lądowych. Poza tym powierzchnia oceanu jest obserwowana przez satelity geofizyczne należące do agend rządu Stanów Zjednoczonych: National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAA), US Geological Service (USGS) i Federal Emergency Management Administration (FEMA). Inne kraje regionu: Japonia, Rosja, Australia, Polinezja Francuska i Chiny także mają swe lokalne sieci ostrzegawcze przed wielkimi falami. Niestety – nie było ich na Oceanie Indyjskim w ową fatalną niedzielę 26 grudnia 2004 roku. Gdyby były, te tysiące ludzi nadal by żyły. Może straciliby wszystko, co mieli, ale przynajmniej by żyli...

A teraz popatrzmy sobie na przybliżone zestawienie obrazujące gwałtowne wydzielanie energii w czasie niektórych katastrof ekologicznych:

Tabela II – NAJWIĘKSZE EKSPLOZJE ŚWIATA

Zjawisko
E (w J)
Efekty eksplozji
Impakt Meteorytu Chicxulub

4 x 1023
Wyrzut w atmosferę Ziemi 60.000 km3 materiału skalnego. Obniżenie średniej temperatury Ziemi o 20oC i wymarcie dinozaurów.

Wybuch Mt. Tambora

8 x 1022
Wyrzut 80 – 175 km3 tefry i gazów w atmosferę i obniżenie temperatury Ziemi o 1,5oC. 92.000 zabitych.
Wybuch Krakatau (Rakata)
3 x 1018
Wyrzut w atmosferę Ziemi 20 km3 tefry i materiału skalnego, obniżenie temperatury Ziemi o 0,5oC. 36.000 zabitych.
Eksplozja Tunguskiego Ciała Kosmicznego
1018
Efekty optyczne i geofizyczne w atmosferze ziemskiej, powalenie ok. 5.000 km2 lasu, zabicie kilkunastu osób i kilku tysięcy zwierząt na rażonym obszarze.
Trzęsienie ziemi i sile 8,7ºR
8.36 x 1017
Wyzwolenie energii równe eksplozji 20 Mt TNT.
Eksplozja Czułymskiego Meteorytu
8,5 x 1015
Wybuch wysokościowy, brak znaczących efektów, poza błyskiem i hukiem.
Wybuch wulkanu
Mt. Saint Helens

8 x 1014
Wyrzut 1 km3 tefry w atmosferę – około 100 zabitych.
Eksplozja tzw. Meteorytu Jerzmanowickiego
7,7 x 1011
Brak znaczących efektów. Skutki porównywalne do eksplozji 80-100 kg PMW.

Ciekawe to porównanie pozwala na stwierdzenie, że gdyby to Tunguskie Ciało Kosmiczne uderzyło w Ziemię, a nie eksplodowało w atmosferze, to kataklizm przezeń wywołane mógłby być porównywalny z wybuchem Krakatau, który na lądzie spowodowałby straszliwe terremoto, zaś na oceanie podniósłby ogromne fale tsunami...
 
Tyle fakty podane przez historię oficjalną.

Fakty z drugiego obiegu


A teraz będzie o faktach, które przekazywane są w cieniu hiobowych wieści z Azji, niejako w drugim obiegu.
Pierwszy intrygujący incydent miał miejsce w dniu 19 grudnia 2004 roku, a zatem na tydzień przed katastrofą, w indonezyjskiej Dżakarcie na Jawie. Nazwałem tu to wydarzenie Meteorem Dżakarta, bo tak ochrzciły ten incydent światowe media. Nasz Super Express w numerze z dnia 20 grudnia pisał o tym tak:

NA RAZIE BYŁY TO TYLKO METEORY


Indonezja: Huk eksplozji obudził w niedziele rano mieszkańców Dżakarty i dwóch podstołecznych miasteczek. Wszyscy pomyśleli o najgorszym. Ale rychło okazało się, że to nie zamachy terrorystyczne, lecz prawdopodobnie... deszcz meteorytów! Fakt ten potwierdziło paru mieszkańców „bombardowanych” okolic. Widzieli „duże przedmioty” spadające na ziemię. Ale w Indonezji i tak utrzymuje się alarm. Islamscy maniacy zagrozili, że w okresie świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku wysadzą w powietrze jeden z hoteli sieci Hilton. [...]
Według informacji BBC, CNN i innych agencji, świadkowie faktycznie widzieli jakiś ognisty obiekt z płomienistym ogonem lecący nad miastem o godzinie 07:30 czasu lokalnego (00:30 GMT). Eksperci potwierdzili, że był to okruch materii kosmicznej, który wtargnął w ziemską atmosferę i spłonął.
Kanadyjska CTV stwierdza ponadto, że obiekt ten był widoczny na radarach indonezyjskiej obrony przeciwlotniczej. Ów obiekt znikł jednocześnie z potężnym hukiem, który obudził dżakartyjczyków. Leciał on na wysokości co najmniej 100 km nad Ziemią, z ogromną prędkością ze wschodu na zachód. Nie znaleziono żadnych szczątków kosmicznego „gościa”.
Czym było to „coś”? Meteorytem? Ale jakim? Ciekawym jest to, że meteor ten leciał ze wschodu na zachód, natomiast jedyny promieniujący radiant Komaberenicydów znajduje się na półkuli północnej w miejscu opisanym współrzędnymi RA = 11h39m,6 i DEC = +25º, zaś ich prędkość geocentryczna, czyli Vg = 65 km/s! Są to jedne z najszybszych meteoroidów w okolicach naszej planety. Szybszymi są od nich tylko Orionidy – 66,4 km/s,  eta-Akwarydy – 65,5 km/s oraz Leonidy – 70,7 km/s. Poza Komaberenicydami w grudniu i styczniu na naszym niebie promieniują następujące roje meteorytów:

Tabela III – GRUDNIOWE I STYCZNIOWE ROJE METEORYTOWE

Nazwa roju
Okres aktywności
Maksimum aktywności
N/h
Północne Taurydy
19.XI. – 1.XII.
13.XI.
7
Monocerotydy
27.XI. – 17.XII.
10.XII.

Tau-Hydraidy
3-15.XII.
11.XII.

Ksi-Orionidy Północne
4-15.XII.
10.XII.

Ksi- Orionidy Południowe
7-14.XII.
11.XII.

Geminidy
4-16.XII.
14.XII.
70
Arietydy
8-14.XII.


Komaberenicydy
12.XII. – 23.I.


Ursydy
17-24.XII.
22.XII.
20-110
Kwadrantydy
1-5.I.
3.I.
140
 Delta-Kancerydy
13-21.I.
16.I.


Rzeczony „Meteor Dżakarta” – gdyby należał do roju Komaberenicydów – to powinien lecieć z północy na południe... To jest pierwsza zagadka, ale nie ostatnia, bowiem niezwykłe meteoryty widziano także w Indiach już po ataku fal tsunami, ale o tym za chwilę.

W dniu 22 grudnia 2004 roku, PAP informuje powołując się na Minor Planet Electronic Circular (MPEC) w artykule: Mała planetoida o włos od Ziemi, co następuje:

W niedzielę wieczorem planetoida 2004 YD5 minęła Ziemię w odległości zaledwie 35 tys. km, to tylko 2 tys. km dalej niż odległość orbity geostacjonarnej czyli ponad jedenaście razy bliżej Ziemi niż Księżyc. Planetoidę wypatrzyli astronomowie z amerykańskiego obserwatorium na Kitt Peak w Arizonie cztery godziny po przelocie!


Przemieszczała się ona nad płd. Europą, Afryką i Azją. Czy była samotna? Skąd się tak nagle wzięła? NASA skwitowała pojawienie się nieoczekiwanego gościa wielce optymistycznym stwierdzeniem opartym na obliczeniach prawdopodobieństw przy zastosowaniu satelitów wojskowych: możliwość kolizji Ziemi z planetoidami błądzącymi w przestrzeni kosmicznej może zaistnieć najwyżej raz na tysiąc lat. Badania skoncentrowane były jednak na średniej wielkości planetoidach, czyli takich, których średnica wynosi ok. 50 metrów! Skalę zniszczeń po uderzeniu takiej planetoidy można by porównać do wybuchu bomby wodorowej w terenie gęsto zaludnionym. To za mało widocznie dla tej agencji by odrywać uwagę od misji lądowania sondy na Tytanie. Na domiar złego astrofizycy z Cardiff w Wielkiej Brytanii w Montly Notices of the Royal Astronomical Society dowodzą że, większość komet jest tak czarna, że aż prawie niewidzialna. Niczym kosmiczne duchy przemierzają Układ Słoneczny i grożą niespodziewanym uderzeniem w Ziemię. Czyżby więc kometa?