poniedziałek, 10 marca 2014

Trójkąty Bermudzkie... (68)



Następne wypowiedzi były równie ciekawe:

Myślę, że i Ty też dostałeś list od prof. Pająka. Mam mieszane uczucia i już nie wiem: geniusz czy wariat? Przejrzałem pobieżnie proponowaną witrynę - pobieżnie, bo tego się nie da czytać! Widać wpływy australijskiego „Nexusa” na każdym kroku (np. ufoludki-nordycy!!!). Nie rozumiem, dlaczego ufoludki chciałyby nas zniszczyć? Czy dlatego, że staliśmy się groźni dla reszty kosmosu? Bzdura! Natura da sobie radę z Cywilizacją Sklepikarzy i Dealerów sama, bez pomocy ET i odpalania bomb w regionach sejsmicznych.
Cała sprawa wygląda mi na jeszcze jeden chwyt propagandowy, żeby zmusić podatników do hurrra-akceptacji dalszych zbrojeń. Osama się schował, Saddama załatwili, ZSRR nie istnieje, więc nie ma przeciwko komu się zbroić i bawić się w wojenki "dla zachowania światowego pokoju". Pamiętasz jak było za komuny? My też gorączkowo szukaliśmy Nieprzyjaciela. Byle jakiego, gdziekolwiek. A więc przyszła kolej na ET, choć New Age trąbi, że są pokojowo nastawieni i chcą nam pomóc. Skąd ten nagły zwrot w polityce kosmicznej? A może to tylko ciąg dalszy polityki jak najbardziej ziemskiej, np. New World Order?
Jak można zapobiec trzęsieniom ziemi, wybuchom wulkanów i tsunami? Klęczeć i modlić się do ET o zmiłowanie? A może wziąć za łeb rodzimych polityków. Akurat jedno i drugie jednakowo nieskuteczne.
Pająk twierdzi, że nie będzie gdzie się schować. To jedyna prawda, którą u niego wyczytałem. Jeżeli coś takiego się zacznie na skalę globalną - a wielu o tym mówi coraz głośniej - to faktycznie nie będzie gdzie uciekać, bo tam, gdzie nie dosięgną fale, wulkany, trzęsienia i totalne zatrucie środowiska zrobią swoje. Cóż może zrobić malutki człowieczek? Starać się przeżyć jak najuczciwiej i bogobojnie te parę miesięcy lub lat, które mu pozostały. Z Naturą nikt jeszcze nie wygrał ani siłą, ani po dobroci - zrobi to na co sobie ludzkość zasłużyła idąc owczym pędem za kilkoma bogatymi durniami. Ale człowieczek chce nawet i to wykorzystać i jak najwięcej się nachapać dla siebie, nie myśląc, że może jego pierwszego szlag trafi.
Dziwne, że Pająk nic nie pisze o możliwości upadku bolidu na południowy wschód od Nowej Zelandii, choć to się staje coraz głośniejsze. Jeśli się interesuje tymi sprawami i w dodatku mieszka w tym regionie, to powinno mu się to obić o uszy. Tamte tereny Pacyfiku, to istna bomba zegarowa, chyba nawet potężniejsza niż Hawaje. Gdyby tam się coś stało, to nie tylko NZ zniknie, ale dwukilometrowej wysokości fala przejdzie przez Australię. A może nawet większa - tego nikt nie jest w stanie przewidzieć.
Wielu ludzi ma różne wizje i sny na ten temat. Moja żona ma sny o wielkiej, czarnej ścianie wody sięgającej najwyższych wieżowców od co najmniej 30 lat. Ja od 20 lat mam sny (i nie tylko) nt. tego, co będzie się działo po tych kataklizmach: wielkie tłumy uchodźców, wszystko przewrócone do góry nogami, ruiny, ruiny i jeszcze raz ruiny, bunkry, schrony, ciemności egipskie, ogień z nieba, wybuchy nuklearne, dymy, niewidzialna śmierć czająca się wszędzie, itd. Mam różne kontakty z ludźmi zaawansowanymi i wielu mówi o tym samym. Coś będzie, ale co? Być może mieliśmy właśnie próbkę - Natura zrobiła sobie próbę generalną.
Jak człowiek może zapobiec temu, co zaplanowano w Sztabie Generalnym? Nie mam tu na myśli ET lub jakichś wymyślonych "hierarchii galaktycznych", lecz Moc, która kieruje całym Universum. Ta Moc nie potrzebuje ani ludzi, ani ET, żeby ją wyręczali przy pomocy swoich zabawek. Siła Słowa, czyli naczelnej energii, która wszystkiemu daje życie, tworzy wszystkie formy ożywione i nieożywione, i niszczy gdy zachodzi potrzeba, jest niezmierzona i wszechmocna. Odrobina tej mocy może wywołać na Ziemi i w każdym innym punkcie kosmosu takie kataklizmy, które nie pozostawią ani jednej istoty ludzkiej przy życiu. Patrząc z tego punktu widzenia teorie Pająka są po prostu śmieszne. Jeszcze śmieszniejsze są wszystkie obiecanki New Age i próby zmieniania świata. Świata się nie zmieni, bo ma być takim, jaki jest, a w każdym razie na pewno ludzie go nie zmienią. Jednakże każdy z nas może się zmienić we własnym zakresie i to mu niewątpliwie trochę pomoże, gdy przyjdzie ta „czarna godzina”. Pomoże mu przynajmniej w pogodzeniu się z losem, bo jeśli będzie próbował z nim walczyć, jego przegrana będzie o wiele dotkliwsza.
Ani tsunami, ani inne kataklizmy nie są na Ziemi niczym nowym. Kosmos cały czas ulega przeobrażeniom - jedne światy giną, a inne powstają. Nic w Universum nie jest nieruchome, lecz wszystko jest w nieustannym ruchu, bez przerwy się zmienia.
Myślę, że nadchodzi czas, żeby każdy z nas pomyślał trochę o sobie. Nie o tym, ile jeszcze zgromadzić do gumna i banku, lecz co zrobić, żeby psychicznie, mentalnie i duchowo przygotować się na najgorsze oraz już teraz zacząć sobie zasługiwać na lepsze miejsce zarówno w zaświatach, jak i w Nowym Świecie, gdy wszystko się uspokoi. Żeby sobie gromadzić ten duchowy skarb, który jest jedyną rzeczą, która pójdzie z nami, gdy nasze doczesne szczątki zabierze wielka fala lub jakaś inna cholera. Wtedy będziemy mogli powiedzieć, że nie zmarnowaliśmy czasu, który nam został dany na refleksję i konkretne działanie. To będzie nasze dziedzictwo, które kiedyś przyniesiemy ze sobą, gdy przyjdzie znów wracać do materialnego świata. Na tym będziemy bazować kontynuując naszą ewolucję świadomości. Ten, kto niczego teraz nie zgromadzi, będzie duchowym żebrakiem zarówno w zaświatach, jak i później.
[...]
Piotr Listkiewicz (Australia)

Hmmm... – krytyka miażdżąca, ale w wielu punktach słuszna. Przy bełkotliwych ostrzeżeniach różnych nawiedzonych XX-wiecznych proroków i przepowiadaczy przyszłości brzmi to wszystko bardzo rozsądnie i klarownie. Ja też mam od czasu do czasu katastroficzne sny à la „Ostatni brzeg” Nevila Shute’a (1899-1960), ale mogą to być reperkusje dwóch filmów pod tym samym tytułem, do których chętnie wracam i wiedzy o skutkach konfliktu jądrowego. Dodajmy – konfliktu jądrowego, który w aktualnej sytuacji politycznej na Bliskim i Środkowym Wschodzie oraz Korei Pn. jest piekielnie realny! Zimna Wojna trwa nadal, tylko zmieniły się bieguny konfliktu, a – co gorsze – bomba A, H czy N oraz tzw. „brudna bomba” staniała i może sobie pozwolić na nią każdy, kto ma wystarczająco dużo kasy, zaś instrukcje jej budowy bez trudu można znaleźć w Internecie... Takim ostrzeżeniem o możliwości eskalacji konfliktu jądrowego są wypadki z końca lat 90. ub. wieku, kiedy to Hindusi i Pakistańczycy zdetonowali 10 ładunków jądrowych pod powierzchnią Pustyni Thar w Radżastanie. W kilka dni później zakołysała się ziemia w Turcji. Wstrząsy zmieniły Izmit w morze gruzów, pod którymi znalazło śmierć ponad 30.000 ludzi. I trzeba do tego Kosmitów? Wystarczą opętani fanatyzmem i chorymi ambicjami, krótkowzroczni i tępi politycy...  

I kolejny głos w dyskusji:

Szanowni Przyjaciele,

Po kolejnym już liście w sprawie Wielkanocnego tsunami, jakiego spodziewa się Pan Pająk, zdecydowałem się również wziąć udział w dyskusji na ten temat.
Na samym początku chciałbym przyłączyć się do opinii Pana Kazimierza Bzowskiego, i tak jak on, nie uważam, aby wszyscy Ufonauci czyhali na nasze życie, bo wielu z nich nas ochrania, a poza tym to powinniśmy się zająć przede wszystkim znalezieniem sposobu na nawiązanie z nimi łączności i odkryciem sposobu poruszania się w kosmosie z prędkością większą od prędkości światła.
Powracając do tematu tsunami to, chociaż zapowiadane są od stuleci dramatyczne kataklizmy, to nikt nie jest w stanie określić daty tych tragicznych wydarzeń. Dlaczego?
Bo to nie daty wyznaczają zdarzenia, tylko zdarzenia wyznaczają daty. Za bardzo chcemy sobie życie uprościć, chcielibyśmy wszystko podporządkować naszemu gregoriańskiemu kalendarzowi.
Co do samych przemian jakie mają nastąpić na ziemi, to przepowiedni na ten temat jest wiele, dawniejszych jak Sybilli, Nostradamusa, Caycego a nawet w Biblii: „… i będzie głód, mór, a miejscami trzęsienia ziemi. Ale to dopiero początek boleści”. (Mat. 24,7) A także współczesnych, w których Matka Boska przepowiada katastroficzne zdarzenia przez dzieci w Fatimie, Madjugorie, Garabandal i in.
Z racji faktu, że oprócz mego zafascynowania sprawami UFO jestem również przedstawicielem stowarzyszenia im. Edgara Cayce’go, chciałbym w paru zdaniach przybliżyć wam jego postać i zapowiedziane przez niego wydarzenia:
Edgar Cayce (1877-1945) urodził się w Ameryce, Po dwudziestym roku życia potrafił sam wprowadzać się w stan pewnego rodzaju transu i wówczas odpowiadał na pytania na każdy temat. Przez pierwsze dwadzieścia lat zajmował się tylko leczeniem i robił to fenomenalnie. Leczył skutecznie choroby, o których nawet lekarze nie słyszeli, podając w transie sposób i nazwy leków, których normalnie nie znał. Kiedy zorientowano się, że może również opowiadać o zdarzeniach z przeszłości zadawano mu pytania o starożytny Rzym, Egipt, Atlantydę, nawet początki istnienia człowieka na Ziemi. Wiarygodność jego przekazów była sprawdzana i potwierdziła się wiele razy. Pozostawił po sobie ponad 14 tysięcy spisanych przekazów, które są od lat studiowane przez naukowców wielu dziedzin, a przede wszystkim medycyny, historii ziemi, biblistów, psychologów i teozofów.
Cayce mówił o wcześniejszych wielokrotnych zmianach biegunów Ziemi, co zresztą potwierdzone zostało już naukowo. Jak powiedział, nagłe przesunięcie się biegunów 50.780 lat temu spowodowało gwałtowną zmianę temperatury i zamarznięcie olbrzymich zwierząt. Potwierdzeniem tego faktu było późniejsze odnajdywanie na Syberii zamrożonych w lodzie mamutów, które w treści żołądka miały świeżą trawę.
Zapowiedź przez Caycego kolejnych tego typu zmian na Ziemi brzmi katastroficznie. Pojawią się nowe lądy na Atlantyku i na Pacyfiku, część zachodniej Europy zostanie zalana morzem, część lądu Japonii wsunie się do oceanu, Ameryka zostanie zniszczona zarówno na wschodzie jak i na zachodzie, wody Wielkich Jezior przeleją się do Zatoki Meksykańskiej, będą trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów, przesuną się bieguny.
Pytanie, kiedy to nastąpi? Cayce stwierdził, że to już następuje. Zaczęło się od zmian klimatycznych, obrotu jądra wewnątrz Ziemi, przesuwania się pola magnetycznego i przesuwania się osi Ziemi, co zresztą potwierdzają obserwacje naukowe. W ciągu ostatnich 30 lat lodowce w Peru skurczyły się o 1 km tylko z powodu wzrostu temperatury. Naukowcy przewidują, że do końca tego wieku średnia temperatura Ziemi wrośnie od 1,4ºC do 5,8ºC. Taki wzrost temperatury musi spowodować wręcz katastroficzne w skutkach zmiany w życiu biologicznym planety.
Jeśli chodzi o dokładną datę, to jest ona trudna do określenia zważywszy, że tego rodzaju kataklizmy zdarzają się co kilkadziesiąt tysięcy lat. Cayce powiedział, że może się to zacząć około 2000 do 2001. Zmiany na Ziemi już są zauważalne, szczególnie wzmogła się ilość trzęsień Ziemi. Geolodzy uważają za przełomowy rok 1914. Po tym roku stwierdzono znaczny wzrost wstrząsów. Jeżeli od roku 856 do 1914 czyli w okresie ponad 1050 lat zdarzyły się zaledwie 24 trzęsienia ziemi, w których zginęło 1.973.000 ludzi, to od 1915 do 1978 w ciągu zaledwie 63 lat było już 43 wielkich trzęsień ziemi i śmierć poniosło około 1.600.000  ludzi. Obecnie uczeni szacują, że na świecie rocznie ma miejsce około miliona wstrząsów, z czego 15 do 25 silnych. Cayce dał pewną przestrogę z której Amerykanie mogą skorzystać, powiedział bowiem, że kiedy jednocześnie wybuchną dwa wulkany Etna i Mt. Pele wówczas mieszkańcy Kalifornii będą mieli tylko 90 dni na to, aby opuścić zagrożony teren.
Cayce przepowiedział jeszcze wiele innych zdarzeń m.in. początek i koniec II Wojny Światowej, śmierć prezydenta Johna Kennedy’ego. [...]
Pozdrawiam –

Jerzy Łatak (Zakopane)