sobota, 15 marca 2014

Trójkąty Bermudzkie... (71)


BROŃ GEOFIZYCZNA – złowieszczy eksperyment


Prawie ćwierć miliona ofiar – taką liczbę podają ratownicy. Liczba ofiar kataklizmu w Azji Południowo-Wschodniej przewyższyła już wszystkie dopuszczalne poziomy. (Aktualne szacunki z 2005 roku opiewają już liczbę ofiar na 300.000 ludzi) Ale to jeszcze – jak widać – nie są dane finalne: likwidacja zawalisk i ruin trwa nadal. Do poszkodowanych krajów z całego świata – w tym z Rosji – przyjeżdżają uczeni, którzy chcą detalicznie ustalić to, jak doszło do powstania trzęsienia ziemi i gigantycznego, niszczycielskiego tsunami.
- Tylko po dokładnym zbadaniu wszystkich śladów na jak największym obszarze będziemy mogli powiedzieć coś o strukturze tego kataklizmu i mechanizmie generującym tsunami  oraz spróbować zrozumieć, dlaczego tak się stało i tym samym spróbować przewidzieć przyszłe zdarzenia tego rodzaju – stwierdził kierownik laboratorium Instytutu Matematycznej Geofizyki Syberyjskiego Oddziału Rosyjskiej Akademii Nauk (RAN) – dr Wiaczesław Gusiakow.


Według słów uczonych, faktycznie stało się to, czym uwielbiają nas straszyć producenci i reżyserzy hollywoodzkich filmów katastroficznych – katastrofa w skali planetarnej! Tragedię na Oceanie Indyjskim uczeni nazwali już „globalnym światowym tsunami”, a to dlatego, że w różnym stopniu uderzyło ono we wszystkie kraje świata. Ogromne fale zostały zarejestrowane przez mareografy na Antarktydzie, Australii, Meksyku i nawet na Wyspach Kurylskich! Wstrząsy nie pozostały obojętne dla obu Biegunów naszej planety i spowodowały, że jej obrót nieco się spowolnił, dzięki temu doba stała się nieco dłuższa...


Przerażające są światowe skutki tej katastrofy. Wielu uczonych jest przekonanych o tym, że ta katastrofa może mieć swe wszechświatowe skutki. I tak np. władze tak lubianych przez turystów Malediwów już oznajmiły, że życie w niektórych rejonach archipelagu jest obecnie niemożliwe, a to dlatego, że znalazły się one pod wodą...


Według danych uzyskanych z satelitarnych zdjęć z NASA, zmieniło się znacznie ukształtowanie krajobrazu nadmorskich części Indonezji.


Po katastrofie w Azji Południowo-Wschodniej pojawiły się inne kataklizmy w różnych punktach globu. Huragan i powodzie w Europie, silne opady i huragany w Ameryce, potop w Sankt Petersburgu, wiosna zamiast zimy w centralnej części Rosji, zima w Szanghaju... - Co się dzieje? – na to pytanie starają się znaleźć odpowiedź specjaliści od klimatu i oceanów.
- Dlaczego tak silne naturalne kataklizmy pojawiły się w tak krótkim odcinku czasu? Z czym jest to związane? Co czeka nas w przyszłości? Czy ma to jakiś związek z tsunami? A może tsunami to tylko szczyt góry lodowej??? 
- Jeden tylko Pan Bóg wie, jakie związki zachodzą w tym przypadku, ale my – klimatolodzy – możemy powiedzieć, że związek pomiędzy tsunami a zmianami klimatycznymi jest mało prawdopodobnym – stwierdził szef Oddziału Dynamicznego Monitoringu Głównego Obserwatorium Geofizycznego Rosyjskiego Instytutu Hydrometeorologicznego – dr Władimir Katcow. - Dlatego też nie można wrzucać to wszystko do jednego koszyka i mieszać jedno z drugim – stwierdził on.

Na zdjęciach satelitarnych zachodniego wybrzeża Sumatry przed i po tsunami widać, że jedna z wysp jeszcze niedawno była półwyspem. Katastrofa z 26 grudnia 2004 roku zmieniła nie tylko mapy geograficzne, ale także wyobrażenia człowieka o jego miejscu w otaczającym go świecie.

To potężne trzęsienie ziemi wpisało się na listę pięciu najbardziej niszczycielskich wydarzeń tego rodzaju. Cztery pierwsze przebiegły w stosunkowo niedługim okresie czasu: 1952 rok – Kamczatka (9,0°R); 1957 rok – Wyspa Andreanof (Alaska, USA – 9,1°R); 1960 rok – Chile (najsilniejsze zmierzone trzęsienie ziemi – 9,5°R – nazwano je terremoto); 1964 rok – Alaska (9,2°R). Wszystkie trzęsienia ziemi miały związek z 11-letnim cyklem aktywności słonecznej.
- Być może jest w tym jakaś prawidłowość, że cztery najsilniejsze trzęsienia ziemi wpisują się w cykl 11-letni. Cykl słoneczny – to właśnie 11 lat, - wyjaśnia kierownik Laboratorium Prognoz Zagrożenia Sejsmicznego Instytutu Fizyki Ziemi RAN  - dr Aleksiej Zawiałow.

I tylko za bardzo nie jest wiadomo, jak wysoka aktywność słoneczna może powodować tak silne trzęsienia ziemi. O ile uczonym wiadomo, to aktywność ta ma wpływ na procesy zachodzące w górnych warstwach atmosfery naszej planety, i na żywe organizmy. Poza tym uczeni ustalili, że największe trzęsienia ziemi mają miejsce pod koniec roku i w środku lata, tj. wtedy, gdy Ziemia znajduje się w aphelium i peryhelium – w tych miejscach jej orbity nasza planeta zmienia prędkość swego ruchu – najpierw zwalnia, a potem znów przyspiesza i wtedy wyzwala się część jej energii kinetycznej właśnie w postaci wstrząsów.

No i pojawiła się hipoteza głosząca, że istnieje nowa BMR – GFO/GPW! Oczywiście, nie ma żadnego związku pomiędzy tragedią na Oceanie Indyjskim, a innymi naturalnymi kataklizmami na świecie. Rzecz w tym, że to trzęsienie ziemi spowodowało przemieszczanie się Biegunów i tym samym spowolniło ruch obrotowy Ziemi o kilka sekund. Wielkość niby nieduża, ale wystarczająca, by spowodować na naszej planecie naturalne kataklizmy, jakie obserwujemy teraz. To jest jedno z możliwych wyjaśnień.


Ale wielu ludzi, (w tym także autor tego tekstu), wyznaje pogląd, iż trzęsienie ziemi w Oceanie Indyjskim i następująca po nim seria naturalnych kataklizmów mogły być następstwem eksperymentów z nową BMR – ГеоФизическое Оруже/GeoPhysical Weapon - GFO/GPWBronią Geofizyczną! W środku lat 90. XX stulecia, ludzie posłyszeli o jakiejś tajemniczej broni geofizycznej Pentagonu, którą rozmieszczono na Alasce. (Autorowi chodzi o system HAARP, o którym już było na łamach Nieznanego Świata) Jest to ogromna sieć elektromagnetycznych promienników, przy pomocy której można wywoływać nie tylko huragany i trzęsienia ziemi, ale można także doprowadzić do przebiegunowania naszej planety. Wszystko wskazuje na to, że były to emitory fal elektromagnetycznych, pracujące na wysokich, rezonansowych częstotliwościach. Na razie jednak mało mówi się o tej instalacji i hipoteza ta na razie jest nie do sprawdzenia...

Według innych danych, Amerykanie przejęli technologię sterowania pogodą od Pozaziemian, którzy rozbili się swym Latającym Dyskiem w lipcu 1947 roku, pod Roswell w Nowym Meksyku, ale to już jest zupełna fantastyka. Sami Amerykanie boją się uruchomić i testować tą instalację, a przynajmniej się bali. Ale według nieoficjalnych danych, w roku 2001 Amerykanie postanowili jednak wypróbować ją, i tak ów rok stał się rokiem wielu anomalii w Przyrodzie i klimacie, i tak np. w grudniu, w Nowosybirsku padał deszcz, a zaś w Algierii w tym samym czasie spadł śnieg! Natomiast w roku 2002 zarejestrowano wiele dziwnych trzęsień ziemi, powodzi i huraganów, dla których nie można było znaleźć wyjaśnienia i uzasadnienia. A co się mogło stać, jeżeli w 2004 roku Amerykanie postanowili powtórzyć ten złowieszczy eksperyment – którego efekty obserwujemy do dziś dnia?

Rzecz jasna, ta wersja wydarzeń brzmi fantastycznie, ale nie można jej wyrzucić do kosza na śmieci. Wciąż jeszcze w rejonie uderzenia fali pracuje tysiące ratowników, lekarzy, członków organizacji humanitarnych i uczonych – w ich liczbie także Wadim Czernobrow – badacz zjawisk anomalnych i UFO, którzy być może dadzą nam odpowiedź na pytanie, co tak naprawdę zaszło w Oceanie Indyjskim i jaki to będzie miało wpływ na losy naszej planety. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że w przyszłości to się już nie powtórzy i wszystkie rany zostaną zabliźnione...

* * *


Niestety – wszystko wskazuje na to, że taki kataklizm może się powtórzyć i to w każdej chwili. Nie wynika to ze złej woli Rosjan, Chińczyków, Amerykanów czy Kosmitów, ale z procesów zachodzących na powierzchni i w głębi kuli ziemskiej. To one, a nie HAARP są odpowiedzialne za to, co się stało w głębinach Ziemi pod dnem Oceanu Indyjskiego – i tylko one.