poniedziałek, 17 marca 2014

Trójkąty Bermudzkie... (73)

Tsunami w historii świata

W roku 1737 tsunami uderzyło we wschodnie wybrzeża Kamczatki. W brzeg uderzyła ogromna fala o wysokości 70 metrów, największa ze znanych nam do dziś dnia. Ten region świata zawsze był i jest wciąż narażony na tego rodzaju katastrofy. Silne tsunami uderzyło jesienią 1952 roku w Kuryle i południowe wybrzeża Kamczatki. Epicentrum trzęsienia ziemi znajdowało się w okolicach oceanicznego Rowu Kurylsko-Kamczackiego. Fale szybko dosięgły Kurylów i na wyspie Paramuszir (Paramushiro) osiągnęły wysokość 18 metrów. Na miasto Siewiero-Kurilsk spadły dwie fale o wysokości 5 i 10 m.

Po wyrwaniu się z oceanu na płyciznę czy plaże tsunami osiąga wysokość 40-60 metrów, a czasem i więcej. W czerwcu 1958 roku, straszliwa katastrofa miała miejsce w jednej z zatok południowo-wschodniej Alaski. Trzęsienie ziemi spowodowało oderwanie się potężnych gór lodowych z lodowca, które runęły w wody zatoki. Masy wody wydźwignęły się do wysokości 50 metrów. Ich energia była tak wielka, że fale poszły wzdłuż zatoki, zalewając zbocza gór. Uderzenia fal były wprost nieprawdopodobnie silne i literalnie ogoliły stoki gór z rosnących tam drzew, tam gdzie rósł gęsty las reglowy, teraz sterczały gołe skały i takie zniszczenia dosięgły wysokości 600 m n.p.m.!
Niemniej niszczycielskimi mogą być tajfuny i spowodowane przez nie fale wiatrowe i pływowe. W centrum huraganu zawsze widać pogodne niebo i powiewa słabiutki wiaterek lub w ogóle jest sztil. To właśnie tutaj znajduje się oko cyklonu – obszar bardzo niskiego ciśnienia, które wynosi 550 – 570 mm słupa Hg. Przypominam, że norma wynosi 760 mm Hg – tj. 1013 hPa. Średnica tego „błękitnego oka” wynosi zazwyczaj około 20 km. Otoczone jest ono ścianą wiatru i deszczu i jest swego rodzaju trąbą odsysającą powietrze. Przy zmniejszeniu się ciśnienia atmosferycznego w oku huraganu podnosi się poziom wody oceanicznej i kiedy tajfun wpada na wybrzeża w czasie przypływu, to zatapiane są ogromne terytoria. Powodzie takie są powodowane przez ogromne fale wiatrowe, które napędza energia tajfunu.

I na zakończenie tematu tsunami jeszcze jeden aspekt zagrożenia metanem naszego świata – a nawet dwa aspekty:


Czy to eksplozja metanu zrujnowała Japonię?


Pamiętnego dnia, 11.III.2011 roku, o godzinie 14:46 JST/05:46 GMT – u nas była wtedy 06:46 CET, potężne trzęsienie ziemi nawiedziło Japonię. W epicentrum znajdującym się w Rowie Japońskim, ok. 130 km na wschód od wybrzeży prefektury Sendai miało ono siłę 9˚R. Było to jedno z największych trzęsień ziemi, jakie kiedykolwiek zarejestrowano na świecie! Jego skutkiem stała się ogromna fala tsunami, która przy wybrzeżach Japonii osiągnęła wysokość ponad 10 m i była dostrzeżona nawet na otwartym oceanie! Po około 30 minutach osiągnęła ona brzegi prefektury Sendai…

Nie tak dawno kilka stacji telewizyjnych wyemitowało filmy zrobione przez świadków tych wydarzeń w kilku miastach portowych Japonii oraz przez telewizję NHK. Obraz jest przerażający – jakby ocean naraz wystąpił z brzegów, a czarna woda zalewała całe połacie ziemi – miasta, pola uprawne, drogi, linie kolejowe… Ten potop słonej wody zmieszanej z glebą, nawozami sztucznymi i naturalnymi, śmieciami i odpadkami, toksycznymi komponentami i innymi chemikaliami zabił kilka tysięcy mieszkańców tego kraju. Najgorzej dostało się północno-wschodnim prefekturom, na które obróciła się siła żywiołu. W jego efekcie doszło do jednej z największych katastrof nuklearnych – zatopienia przez tsunami i co za tym idzie do awarii w elektrowni jądrowej Fukushima I – największej w Japonii. Jej skutki są usuwane do dziś dnia i są porównywalne do tych z Czarnobyla. I podobnie jak w Czarnobylu, nie ma podanych do publicznej wiadomości dokładnych wyników pomiarów radioaktywnych skażeń, a przecież energia i energetyka jądrowa jest taka bezpieczna…!

No i od razu po tej katastrofie, podobnie jak w pamiętnym grudniu 2004 roku po trzęsieniu ziemi i tsunami w Azji Południowo-Wschodniej, pojawiły się hipotezy, które starały się objaśnić to, co tam zaszło. Oczywiście poza geologicznymi i tektonicznymi pojawiły się egzotyczne teorie, którymi epatowano publiczność, a były to m.in.:
v Hipoteza o aktywności UFO i USO w okolicy Rowu Japońskiego, która to aktywność spowodowała silne ruchy dna oceanicznego w rejonie Rowu Japońskiego i prefektury Sendai, a co z kolei wywołało trzęsienie ziemi i tsunami;
v Trzęsienie ziemi zostało wywołane na wskutek eksperymentów z bronią mikrofalową znana jako HAARP. Test wymknął się spod kontroli, co spowodowało pionowe ruchy dna morskiego i w rezultacie potężne trzęosienie ziemi i tsunami.
v Trzęsienie ziemi zostało spowodowane przez eksplozję radioaktywnych materiałów składowanych w Rowie Japońskim.
v Trzęsienie ziemi zostało wywołane przez upadek meteorytu w rejon Rowu Japońskiego, co wyzwoliło przesunięcia tektoniczne i co za tym idzie – wstrząsy o ogromnej mocy.

Niestety, żadna z tych hipotez nie tłumaczy dewastującej siły tego ciągu fal tsunami, które uderzyło w Japonię tego feralnego dnia. Nie sądzę, by przeciwko Japończykom – podobnie jak przeciwko Indonezyjczykom i Tajom czy Hindusom w 2004 roku – użyto jakiejś broni geofizycznej – w skrócie GPW/GFO[1], co spowodowałoby takie skutki i takie zniszczenia. Nie sądzę, by istniał sposób na wymuszenie przemieszczania się fragmentów płyt tektonicznych przy pomocy promieniowania radiowego. Przede wszystkim wymagałoby o ogromnej ilości energii idącej w peta- (1015) czy eksadżule (1018), lub nawet więcej. To jest po prostu niemożliwe do wykonania w warunkach panujących na Ziemi. Ale jest za o niezwykle medialne i doskonale się sprzedaje…

Nie sądzę także, by była to jakakolwiek interwencja Obcych z Kosmosu używających GPO/GFO przeciwko ludziom, bowiem byłoby to całkowicie bezcelowe i bez sensu. Japonia (podobnie jak Azja Południowo-Wschodnia czy Indie w 2004) nie została najechana przez Obcych. Nie pokazała się żadna Godzilla czy inna Paskuda. Ktoś mógłby oczywiście powiedzieć, że celem były japońskie elektrownie jądrowe na wybrzeżu Pacyfiku, ale znowu – katastrofie uległa tylko jedna – wprawdzie największa, bo mająca 6 reaktorów jądrowych – ale tylko jedna elektrownia atomowa. Pozostałe ostały się falom, albo odniosły niewielkie uszkodzenia, które dało się szybko i skutecznie naprawić.

Zagadką pozostaje jednak fakt powstania 10-metrowych fal tsunami, które okazały się być tak niszczycielskie. Uczeni japońscy zastanawiają się, dlaczego te fale były aż tak wielkie. Pewne wyjaśnienie naukowcy znaleźli w strukturze osadów dennych na styku dwóch płyt tektonicznych w Rowie Japońskim. Osady te w momencie pojawienia się wstrząsów dawały dodatkowej energii wodzie, która wzburzyła się i wypiętrzyły nad epicentrum. Było to coś w rodzaju soczewkowania fali sejsmicznej i w rezultacie czego doszło do jej wzmocnienia. Mnie takie wyjaśnienie wydaje się być zbyt ciągniętym za włosy i przyczyny upatruję gdzie indziej.

Zacznę od tego, że analizując wydarzenia w Trójkącie Bermudów zwróciłem uwagę na to, że występują tam całe złoża hydratów metanowych – czyli klatratów metanowych – CH4 · nH2O, które osadzają się na dnie morza. Hydraty metanu – jak podaje Wikipedia – powstają przy spełnieniu dwóch warunków:
v obecności odpowiedniej ilości metanu (gazu ziemnego) i wody (w jednym z trzech stanów skupienia),
v odpowiedniej temperaturze i ciśnieniu parcjalnym gazu wchodzącego do struktury.
Naturalne hydraty metanu na Ziemi występują licznie na szelfach kontynentalnych i w wiecznej zmarzlinie, gdzie woda jest ogólnie dostępna. Metan pochodzi z dwóch źródeł – powszechnej fermentacji anaerobowej lub mniej rozpowszechnionych ekshalacji termogenicznych. Klatraty z pierwszego źródła zawierają niemalże czysty metan bogaty w lekki izotop węgla 12C. W drugim przypadku zróżnicowanie składu chemicznego i izotopowego gazów jest znacznie większe. Globalnie hydraty metanu tworzą się poniżej strefy stabilności hydratów gazu GHSZ (ang. Gas Hydrate Stability Zone), która w zależności od temperatury rozciąga się od głębokości poniżej ok. 300 m w wodach arktycznych do 1100 m w głąb sedymentu, choć odnaleziono złoża występujące już na głębokości 60–100 m. W wiecznej zmarzlinie hydraty metanu są stabilne od 150 do 2000 m pod powierzchnią.

Mówiąc krótko – pokłady te znajdują się właśnie w morzach okalających Japonię. W związku z ociepleniem klimatu rozpatruje się potencjalne zagrożenia, jakie stwarzają klatraty. Metan jest gazem cieplarnianym, którego zdolność zatrzymywania ciepła (potencjał cieplarniany) jest dwudziestokrotnie większa niż w przypadku dwutlenku węgla. Ulotnienie się go ze złóż hydratów, które zawierają szacunkowo 3000 razy więcej metanu niż wynosi jego ilość w atmosferze ziemskiej, znacząco podniosłoby temperaturę na Ziemi. Podejrzewa się, że metan doprowadził do gwałtownego podwyższenia temperatury o 7°C w późnym paleocenie 55 MA temu, co doprowadziło do wyginięcia wielu gatunków organizmów morskich. Paleobiolodzy z Instytutu Paleobiologii PAN wysunęli hipotezę, że klatraty metanu odpowiadają za większość gwałtownych zmian klimatu w historii Ziemi.

Innym zagrożeniem mogą być wywołane przez osunięcia fale tsunami. Około 6100 lat p.n.e. rozpad złóż klatratów doprowadził do przesunięcia się do Morza Norweskiego masy skał ze stoku kontynentalnego o objętości ocenianej na 5300 km³ o 800 km, co wywołało potężną falę. Jej efekty są do dzisiaj zauważalne na północy Anglii. Zagrożone są między innymi Bahamy, które od wschodu opadają stokiem 5000 m w głąb oceanu i klatraty są utrzymującym je spoiwem.

Zagrożenie wynika z ocieplenia wody oceanicznej, co może prowadzić do przekroczenia granicy stabilności. Przyczyną uwolnienia się metanu może też być zdestabilizowanie zasobów w wyniku prac wydobywczych, jednak jest to możliwe jedynie w szczególnych warunkach geologicznych.

Klatraty metanu stały się przyczyną niepowodzenia próby zablokowania wycieku ropy z platformy wiertniczej Deepwater Horizon w Zatoce Meksykańskiej w maju 2010 roku.

Tyle na ten temat mówi Wikipedia.




[1] GeoPhysical Weapon/GieoFiziczieskoje Orużje.