poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Trójkąty Bermudzkie... (85)


* * *

Implikacją istnienia Atlantydy mogły być jej kolonie, które również znikły pod wodą w czasie jednego dnia i nocy okropnej. Ostatnie badania wykazały, że Ocean Indyjski poza Lanką miał swoją Atlantydę w pobliżu Australii…

Artykuł ten autorstwa Iwana Rybakowa ukazał się na łamach rosyjskiego czasopisma „NLO” nr 50/2005 z dnia 12 grudnia 2005 roku. Jest on kontrowersyjny, ale tylko na pierwszy rzut oka, bowiem po dłuższym zastanowieniu się można dojść do wniosku, że coś w tym jest...

Świat zaginiony na „Indyku”


Resztki „zaginionego kontynentu” zostały odkryte na dnie Oceanu Indyjskiego w odległości około 2.500 mil (czyli ok. 4.000 km) na południowy – zachód od australijskiego portu Perth. Okazało się, że wyspa Heard i Archipelag MacDonalda są de facto wierzchołkami kolosalnego masywu lądowego, który teraz znajduje się pod wodą. Dawno temu, w czasie okresu kredowego, ta ogromna wyspa lub mały kontynent był pokryty bujnymi zaroślami paprotników, chodziły po nim ogromne gady i dinozaury.

Ten „Świat Zaginiony”, którego powierzchnia zajmuje powierzchni dzisiejszej Australii, podniósł się z dna oceanu w okresie od 90 do 115 mln lat temu. Straszliwy kataklizm rozpoczęła seria naziemnych i podziemnych wybuchów. W ciągu następnych 20 mln lat ten skrawek lądu dryfował i zmniejszał się sukcesywnie, a po kolejnym straszliwym kataklizmie definitywnie zapadł się na dno oceanu.

Kontynentalne struktury skalne


Do takiego wniosku na temat dawnego kontynentu doszli australijscy uczeni po badaniach dokonanych w lecie 2005 roku na Wyspie Kerguelena, podwodnym grzbiecie górskim, który rozdziela Basen Australijsko – Antarktyczny od Basenu Afrykańsko – Antarktycznego. Przy pomocy specjalnych urządzeń udało się im pobrać w sześciu punktach próbki skał znajdujących się na poziomie 1 km pod powierzchnią dna oceanu. Miało to miejsce na Kergueleńskim Plateau, gdzie głębokość Oceanu Indyjskiego wynosi tylko 73 metry.

Oceanografowie pracujący na statku naukowo-badawczym Resolution, doszli do wniosku na podstawie typów wydobytych skał, że są to skały typu wylewnego, tzn. powstały one w wyniku działalności wulkanicznej i dawno temu ciekła tutaj rozżarzona magma. Skały te są dokładnie takie same, jak struktury kontynentalne Antarktydy i Indii. Poza tym w próbkach skał wydobytych na powierzchnię znaleziono ślady gleby zawierającej skamieniałe szczątki roślinne w postaci kamienia i węgla. Próbki te zbadano w laboratorium Uniwersytetu Sydney. Okazało się, że są to szczątki drzew i drzewiastych paprotników.

Dalsze badania Australijskiej Atlantydy


To ważne odkrycie australijskich geologów i oceanografów pozwoliło na rozszerzenie naukowego wglądu w przeszłość okresu Kredy. Były to niespokojne geologicznie czasy, kiedy to nieustanne wybuchy wulkaniczne ponosiły z dna oceanów ogromne fale tsunami. Ziemia podnosiła się i opadała. Dzisiejszych lądów jeszcze nie było. Dwa ogromne superkontynenty: Laurazję i Gondwanę rozdzielał Ocean Tetydy (Tetys). Kontynenty te były fragmentowane przez ruchy górotwórcze i eksplozje magmy. Od Laurazji oderwała się południowa część Ameryki Północnej, od Afryki odpłynął półwysep Dekan (dzisiejsze Indie), a potem Antarktyda z Australią i Ameryka Południowa. Uformowały się dzisiejsze oceany oraz pojawił się niewielki kontynent, o którym jeszcze niedawno niczego nie było wiadomo geologom. Kierownik australijskiej ekspedycji na Kergueleny, prof. Mikel Coffin zaproponował nazwać ten kontynencik Australijską Atlantydą. W tym roku planuje się wyjazd międzynarodowej ekspedycji, w której będą uczestniczyć australijscy, amerykańscy i brytyjscy uczeni, celem której będą dalsze badania „zaginionego kontynentu”.

* * *

Ten świat zaginiony mógł istnieć naprawdę! I kto wie, czy to właśnie o nim w swych delirycznych wizjach pisał Howard Phillips Lovecraft (1890-1937) opisując podwodne miasta R’Lyeth i antarktyczne miasto czarnych wież Kaddath, o którym napisano już na łamach „Nieznanego Świata”. (H. P. Lovecraft – „Zew Cthulhu” oraz „W górach szaleństwa”) Jak dowodzą tego badania historyków literatury, niejednokrotnie zdarzało się, że intuicja i niezwykle barwna wyobraźnia pisarzy jest w stanie tworzyć wizje, które w wysokim stopniu pokrywają się z faktami. W takich przypadkach mówi się o wizjonerach, jakim był np. nieodżałowanej pamięci Stanisław Lem (1921-2006).

Z mapy batymetrycznej wynika, że istotnie – wyspy Kerguelena i cały Archipelag MacDonalda znajduje się na podmorskim wyniesieniu, które doskonale wychodzi na plastycznej mapie dna Wszechoceanu. Kiedyś faktycznie mógł to być całkiem sporej wielkości ląd ze swym własnym unikalnym środowiskiem. Kto wie, czy nie zachowały się na nim jeszcze jakieś niedobitki dinozaurów po wielkiej katastrofie, którą spowodował impakt asteroidy i możliwe gigantyczne eksplozje superwulkanów pod Dekanem i Indonezją? Wiele wskazuje na to, że ów tajemniczy ląd mógł być taką oazą życia, która przetrwała nawet zimę poimpaktową i/albo także poeksplozyjną. Nie zdziwiłbym się zbytnio, gdyby w osadach trzeciorzędowych znaleziono jeszcze sfosylizowane kości przedstawicieli leinazaurów i driozaurów pospolitych na półkuli południowej w Górnej Kredzie. Kergueleńskie Plateau wystawało zapewne ponad poziom oceanu jeszcze 12.000 lat temu, kiedy wielka ilość wód oceanicznych było uwięzione w lodowcach na Półkuli Północnej naszej planety. Jeżeli istniała cywilizacja Atlantydy, to mogła tam istnieć jej kolonia, która po stopieniu lodowców podzieliła los Imperium Atlandydzkiego w czasie „jednego dnia i jednej nocy okropnej”, jak to barwnie opisał Platon. Zresztą takich „wysp widm” jest więcej i dokładna analiza reliefu dna Wszechoceanu powinna dostarczyć nam więcej danych o ich lokalizacji. A jak na razie, to czekam na rezultaty tej najnowszej ekspedycji w 2006 roku.

W wakacje 2009 roku światowe media obiegła niesamowita wieść:

Tajemnicze odkrycie na dnie Atlantyku

Sieć krzyżujących się linii została odkryta na dnie Oceanu Atlantyckiego w odległości 620 mil od północno-zachodnich wybrzeży Afryki - pisze „Daily Telegrach”.

Tajemniczy obiekt o idealnie prostokątnym kształcie, o wielkości terytorium Walii, można znaleźć na współrzędnych geograficznych: 31°15'15”,53 N - 024°15'30”,53 W.

Eksperci, którzy od lat poszukują Atlantydy twierdzą, że ten teren jest jednym z możliwych miejsc, na którym mogła być legendarna wyspa. Taką hipotezę opisał starożytny grecki filozof Platon.

Dr Charles Orser, kurator archeologii w New York State University powiedział, że znalezisko jest fascynujące i wymaga dalszych wnikliwych badań - informuje „Daily Telegrach”.

Legenda zaginionej Atlantydy od wieków ekscytuje naukowców. W ciągu ostatnich lat "dowody" na istnienie utraconego królestwa stwierdzono u wybrzeży Cypru i w południowej Hiszpanii.

Platon określił Atlantydę jako wyspę, która jest "większa niż Libia i Azja razem wzięte". Na Atlantydzie miało się znajdować ogromne bogactwo. Wyspa miała być zniszczona przez trzęsienia ziemi i potopy przed 11 tysiącami lat - donosi „Daily Telegrach”. (Onet.pl)

* * *

Faktyczne, we wskazanym w notatce miejscu faktycznie znajduje się obszar, na którym widać wykreślone równe, równoległe i prostopadłe do siebie przeprowadzone linie wyglądające jak jakaś sieć dróg czy kanałów. Wygląda więc na to, że Platon nie kłamał i nie fantazjował[1] - fantastyczna wyspa zapadła się w otmętach Atlantyku pozostawiając po sobie tylko legendy... – jak wszystkie inne wyspy-widma.

No właśnie – wyspy-widma! Pisze o nich Robert Leśniakiewicz na łamach „Nieznanego Świata”. choć trudno się dopatrzeć w nich bezpośredniego dowodu na istnienie Atlantydy, to jednak rzecz jest bardzo interesująca, bowiem może rzucić istotne światło na kwestię istnienia pacyficznej odmiany Atlantydy – Pacyfidy lub Mu. A pisze on tak:




[1] O śladach tego kataklizmu, które znajdują się w Polsce, Słowacji i Czechach piszemy w książce Tajemnica Księżycowej Jaskini, Cackatoo 2006.