niedziela, 11 maja 2014

PROJEKT TATRY (4)



4


... wydarzenie z końca września 1957 roku, kiedy to doszło do CE2 z dyskoidalnym NOL-em w rejonie Czerwonego Stawku na Pańszczycy.  Bohaterami tego wydarzenia byli dwaj mieszkańcy Zakopanego: Janusz Kowalewski i nieżyjący już Tadeusz Cukier, którzy krytycznego dnia, około godziny 17:00 schodzili z Orlej Perci drogą nr 52 (według J. Nyki) na Pańszczycę.
Świadkowie zatrzymali się koło Czerwonego Stawku, by nieco odpocząć i coś zjeść. Pogoda była cudowna – jak to bywa na przełomie września i października – i widoczność była doskonała. Świadkowie siedzieli nad brzegiem stawku i patrzyli w wodę. W pewnej chwili stwierdzili, że w wodzie poza niebem i górami coś się odbija... Unieśli wzrok i zdrętwieli z wrażenia. Nad tonią górskiego jeziorka, na wysokości około 30 m unosił się duży, ciemny, metalicznie lśniący obiekt podobny do dysku z kopułką na wierzchniej części i trzema mniejszymi na spodniej – tego akurat Janusz Kowalewski nie jest stuprocentowo pewien, nie pamięta.
NOL nie wydawał żadnego światła ni dźwięku. Świadkowie zdjęci strachem po prostu uciekli z miejsca zdarzenia, a tymczasem NOL oddalił się powoli i spokojnie w kierunku przełęczy Krzyżne i poleciał dalej na wschód – w kierunku Tatr Bielskich. Co ciekawe – analizując ten przypadek doszedłem do wniosku, że NOL poleciał trasą tak wyliczoną, by ominąć wszystkie elementy[1] służby granicznej WOP i OOŠH[2] w tym rejonie Tatr Wysokich! Nie mogli go także spostrzec ewentualni turyści schodzący z gór po obu stronach granicy. Innymi słowy mówiąc – ów NOL leciał tak, by widziało go jak najmniej ludzi, na niewielkiej wysokości nad gruntem – czyli tak, jak pocisk Cruise czy Tomahawk – co gwarantuje mu słabą wykrywalność, czy w terenie górskim całkowitą niewykrywalność przez wszelkiego rodzaju stacje radiolokacyjne... NB, dla obserwatora naziemnego czy powietrznego taki obiekt byłby bardzo trudny do wykrycia! O wiele trudniejszy, niż w czasie normalnego, wysokiego lotu...
27 sierpnia 1995 roku, wraz z Bronisławem Rzepeckim, Marianem Książkiem, Jackiem Sieką z GB NOL Kraków i Jerzym Łatakiem z zakopiańskiego AQUARIUSA udaliśmy się do Janusza Kowalewskiego, w celu przeprowadzenia z nim wywiadu-ustalenia na okoliczność tego CE2. wywiad wniósł niewiele nowego – co jest zrozumiałe, zważywszy fakt, że od tego incydentu upłynęło 39 lat! Samo to, że świadkowie uciekli z miejsca incydentu też nie pomogło im w spostrzeżeniu więcej detali NOL-a... – a ta ucieczka jest zrozumiała i umotywowana psychologicznie – ludzie, którzy przeżyli kataklizm wojny światowej nie czekali na bliższą manifestację czegoś nieznanego, ergo a priori potencjalnie wrogiego...
Incydent ten został zarejestrowany przez Jerzego Łataka i Krakowską GB NOL w 1995 roku.
Z powyższym CE2 koresponduje wydarzenie, które miało miejsce cztery lata później...


5


... pod koniec sierpnia 1961 roku, w rejonie przejścia granicznego GPK WOP Łysa Polana. Tym razem bohaterem incydentu jest 20-letni żołnierz WOP – szer. Leszek Ł. – aktualnie zamieszkały w Chicago (USA).
Krytycznego ranka, około godziny 04:30, szer. Leszek Ł. pełnił służbę patrolową pomiędzy Łysą Polana a Palenicą Białczańską wzdłuż drogi nr 961. W pewnym momencie zauważył on ciemnego NOL-a w kształcie dwuwypukłego dysku z kopułką na wierzchniej części, który powoli nadlatywał z kierunku południowego – w schodu – czyli od strony Doliny Białej Wody. NOL bezgłośnie podleciał na odległość około 1 km od budynków przejścia granicznego i zawisł na około 30 sekund na wysokości 100 – 150 m, zupełnie nieruchomo i bezgłośnie. Po upływie tego czasu, NOL odleciał z dużą prędkością w kierunku Rysów – cały czas nie przekraczając granicy państwowej. Ponieważ NOL nie dokonał nielegalnego przekroczenia granicy (w nomenklaturze WOP i SG oznacza się to skrótem NPG), szer. Ł. Nie meldował tego wydarzenia Dyżurnemu Operacyjnemu Strażnicy WOP Łysa Polana na Palenicy Białczańskiej.
Tymczasem był jednak drugi świadek przelotu NOL-a – był to dowódca Strażnicy WOP Łysa Polana – kpt. T. B., który potem zwierzał się swym przyjaciołom z GPK Łysa Polana – por. Stanisławowi P. – który z kolei opowiedział ja mnie w 1988 roku.
NOL odlatując w stronę Rysów wydał z siebie dźwięk przypominający syk uwalniającego się gwałtownie sprężonego gazu – co kpt. B. porównał to do pracy pneumatycznego hamulca kolejowego.


6


Ten przypadek został zarejestrowany przez UFO-Video z Warszawy, już po zamknięciu prac PROJEKTU TATRY, w dniu 8 kwietnia 1995 roku. Dowiedziałem się o tym incydencie z nadawanej przez Polskie Radio S.A. w Programie I audycji Radio nocą – nasza jest noc o godzinie 02:00. Nieznana z nazwiska osoba przedstawiła następujące wydarzenie:
To CE1 czy CE2 miało miejsce w październiku 1969 roku u wylotu Doliny Strążyskiej w Tatrach Zachodnich. Dwoje świadków obserwowało przylot i lądowanie NOL-a w kształcie „tradycyjnego” dysku z wieżyczką, z mnóstwem światełek i antenami teleskopowymi umieszczonymi na kopułce. Lądowanie pozostawiło poza sobą materialne ślady w postaci wgnieceń trawy. NOL nadleciał znad Krokwi i znikł za drzewami porastającymi stoki doliny. Niestety, tyle tylko udało się dostrzec obserwatorom...
A szkoda! Takich przypadków musiało być o wiele więcej na terenie Tatr i całej reszty kraju...


7


O obserwacji tego NOL-a pisałem już na łamach miesięcznika WOP Granica nr 1,1989, Nieznany Świat nr 7-8,1993 oraz Sfinks nr 3,1991.
Świadkami tego wydarzenia byli profesorowie i uczniowie i Technikum Leśnego w Brynku k/Tarnowskich Gór: mgr inż. leśnik  Zbigniew D., mgr inż. chemik Rudolf Dz. wraz z 36 uczniami i przewodnik tatrzański z żoną. Byłem w tej grupie. Nasza klasa IVB pojechała wtedy na tydzień do Zakopanego i w Tatry. 12 września 1973 roku załamała się pogoda i musieliśmy się wycofać z Wąwozu Piekło w drodze na Giewont. Klasyczna „załamka” pogody: najpierw gwałtowny wzrost zachmurzenia, potem deszcz a w końcu deszcz ze śniegiem i śnieg. Jego pokrywa rychło osiągnęła grubość 5 cm. Na szczęście nie trwało to zbyt długo i wieczór powitał mas pogodą i widokiem wschodzącego nad Granatami Księżyca w pełni.
13 września mieliśmy w planie wypad do Morskiego Oka, a potem via Świstówkę Roztoczańską do Doliny Pięciu Stawów Polskich, gdzie mieliśmy postój w schronisku na popas. Następnie zejście Roztoką do Włosienicy i powrót do Zakopanego. Pogoda była cudowna i na niebie nie było ani jednej chmurki. Byliśmy zachwycenia wspaniałym majestatem surowej, górskiej przyrody. Około 10:00 wspięliśmy się na grzbiet Kępy i zaczęliśmy się rozglądać. Przed sobą mieliśmy widzieliśmy zerwy Granatów, kar Dolinki Buczynowej i ponure urwiska Wołoszynów. Na dole pięć odbić paryskiego błękitu w taflach Stawów Polskich, zaś na niebie...
Na niebie, nieco powyżej szczytów Granatów wisiał sobie jaskrawobiały na tle lazurowego nieba, równoramienny trójkąt, zwrócony najostrzejszym kątem w dół.
-To balon meteorologiczny – wyraził ktoś przypuszczenie.
-E, chyba nie – powiedział nasz przewodnik patrząc na obiekt przez 7-krotną lornetkę. Patrzyliśmy na to prawie wszyscy. Trójkąt był w opalizującym kręgu lornetki oślepiająco biały i nie było widać żadnego innego szczegółu. Musiał być bardzo wysoko.
Później pochłonął nas cudowny widok dookoła i nie zajmowaliśmy się już więcej tym NOL-em. Jedynie jeszcze około godziny 13:00 stwierdziliśmy jeszcze jego obecność na niebie z dna Doliny Roztoki, a potem nie zaprzątaliśmy sobie tym głów.
Aż do dnia następnego.
14 września była sobota i wyjeżdżaliśmy już z Zakopanego. Jeden z kolegów kupił Gazetę Południową (tak w latach 70. nazywała się Gazeta Krakowska), w której przeczytaliśmy o tym, że wielu ludzi zaobserwowało w dniu poprzednim NOL-a nad województwem krakowskim i znaczną częścią Słowacji. co najważniejsze – ów NOL był zaobserwowany również przez dwóch zawodowych astronomów z Krakowskiego Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego – prof. dr hab. Kazimierza Kordylewskiego – słynnego na cały świat odkrywcy Pyłowych Księżyców Polskich w punktach L4 i L5 oraz jego asystenta prof. dr hab. Zbigniewa Dworaka. NB, prawdziwość tej obserwacji potwierdził mi prof. Kordylewski w czasie Walnego Zjazdu PTMA w  dniu 12 października 1974 roku.
Z ich pomiarów wynikało, że NOL unosił się nad Ziemią na wysokości około 100 km, a jego rozmiary wynosiły co najmniej 100 m od podstawy do wierzchołka, bowiem jego kształt przypominał ostrosłup.   Ż a d e n   ziemski balon stratosferyczny nie ma takiego kształtu!... Przypominają mi się doniesienia z przełomu lat 60. i 70. XX wieku o niezwykłych obiektach tego rodzaju widzianych nad Sofią i Budapesztem.
I jeszcze jedno – w dniach 12 i 13 września 1973 roku w Krakowie miało miejsce sympozjum naukowe na temat MOŻLIWOŚCI ISTNIENIA ŻYCIA POZAZIEMSKIEGO!!! A żeby było jeszcze ciekawiej, to nadmieniam, że podobny obiekt latający widziałem w 1966 roku nad wodami Zalewu Szczecińskiego z pokładu statku wycieczkowego na trasie ze Szczecina – Dąbia do Świnoujścia. Niestety, nie udało mi się ustalić, czy w tym czasie w Szczecinie albo Międzyzdrojach nie odbywało się jakieś sympozjum na „nieziemski” temat... Podobne obserwacje miały miejsce w latach 1984 i 1985 nad Świnoujściem, co opisałem w opracowaniu UFO nad granicą.
Opisywany w tym punkcie NOL był widziany także przez nauczycieli miejscowej Szkoły Podstawowej w Jordanowie, co zostało odnotowane w jej Kronice szkolnej przez panią Aleksandrę Leśniakiewicz.
Reasumując, było to klasyczne TRUFO[3], potwierdzone obserwacjami wielu niezależnych od siebie świadków, w tym dwóch zawodowych obserwatorów- astronomów, którzy podali informacje o tym wydarzeniu mediom.



[1] Elementami służby granicznej nazywamy wszystkie rodzaje patroli, podsłuchy, dozory, punkty obserwacyjne wzrokowe i techniczne, patrole pogotowia, itp. działające na obszarze służbowej odpowiedzialności Strażnic, Granicznych Placówek Kontrolnych i Oddziałów SG.
[2] Obraná a Ohraná Štatných Hranic – czechosłowacki odpowiednik WOP. Po rozpadzie Czechosłowacji przemianowano tę formację na Policję ds. Cudzoziemców.
[3] Od słów TRUe UFO – czyli „prawdziwe UFO”.