poniedziałek, 12 maja 2014

PROJEKT TATRY (5)



8


4 lipca 1976 roku, warszawski ufolog Kazimierz Bzowski wykonał zdjęcie swej małżonce na tarasie DW „Halny” w Zakopanem, przy ulicy Kościuszki. Na pozytywie poza górska panoramą i profilem pani Bzowskiej widać jeszcze... wiszącego nad Doliną Olczyską NOL-a w kształcie ciemnej kropki.
Obserwacja ta została zarejestrowana przez UFO-OSSA w Warszawie, a informację o niej otrzymałem już po zamknięciu PROJEKTU TATRY  w dniu 3 sierpnia 1995 roku od Kazimierza Bzowskiego.



9


To był najbardziej spektakularny i bogaty w literaturę incydent z NOL-em, który na oczach dosłownie całego Zakopanego przedefilował po niebie i wywołał nawet elektryczny „black-out” tamtejszej elektrowni w Kuźnicach. Było to rankiem, dnia 17 stycznia 1979 roku. Nie będę się tu rozpisywał na ten temat, bo przypadek ten ma – jak tu już rzekłem – bogatą literaturę i był opisywany przez m.in. Lucjana Znicza-Sawickiego, a ja przypomnę tutaj to wydarzenie w opisie Krzysztofa Piechoty:

W środę, 17 stycznia 1979 roku, około godziny 06:10 rano, fotograf i dokumentalista z miejscowego Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych[1]- chor. MO[2]Antoni Szreder wyszedł z domu udając się na Równię Krupową do pracy przy ul. Kościuszki, do RUSW Zakopane. W pewnej chwili patrząc w kierunku Tatr, na wysokości około 300 nad stacją IMGW na Kasprowym Wierchu ujrzał   d w a   j a s n o   ś w i e c ą c e   obiekty – jeden niemal idealnie nad drugim. Nagle ten, który tkwił nieco wyżej wykonał gwałtowny ruch w dół (...) i zawisł nad Kasprowym Wierchem. Wszystko trwało nie dłużej, niż trzy sekundy.

W tym samym czasie pełniący dyżur w elektrowni wodnej w Kuźnicach pan Józef Kois[3] przeżywa niesamowite CE2 z BOL-em[4], który:

... porusza się na niewielkiej wysokości i ryczy jak samolot odrzutowy na pasie startowym.

Spotkanie trwa kilkadziesiąt sekund i BOL świecący pomarańczowym światłem odlatuje w kierunku Polany Kalackiej i Kopy Kondrackiej.

Chor. Szreder w tym czasie wykonuje 36 zdjęć ze służbowego aparatu fotograficznego z teleobiektywem o f = 400 mm. Zdjęcia te poszły do analizy w WUSW w Krakowie. Także kilka innych osób obserwuje przelot NOL-a nad ulicami Zakopanego. Ich wypowiedzi odnotowano i pokazano w filmie UFO nad Tatrami.

W tej sprawie zabrali głos uczeni...

WYJAŚNIENIE ALTERNATYWNE:

... którzy oczywiście, a jakżeby inaczej, stwierdzili, iż wszyscy świadkowie widzieli i fotografowali planetę Wenus!!! Na łamach Dziennika Polskiego wypowiedzieli się dwaj fizycy i astronom, którzy w swym artykule krytycznym rozciągnęli czas przelotu NOL-a z kilku sekund na kilka minut, zignorowali fakt, że świadkowie widzieli wyraźnie DWA obiekty, nie mówiąc już o całkowitym zignorowaniu dowodów rzeczowych w postaci zdjęć NOL-a...

Żeby było śmieszniej, to wystąpili oni z hipotezą, że planeta Wenus świecąca nad szczytami o różnej wysokości zda się być raz bliżej, a raz dalej od obserwatora, w zależności od wysokości szczytu, nad którym aktualnie się znajduje!!! Nie ustosunkowuję się do tego – pożal się Boże – „wyjaśnienia”, boż tu potrzeba nie ufologa, ale psychiatry... Faktycznie, Wenus była obiektem na niebie – tym niższym. Wyżej od niej znajdował się NOL, który według zeznań świadków – i to zgodnych co do joty – poleciał w kierunku Kopy Kondrackiej, czyli najniższego i najbardziej wysuniętego na wschód szczytu Czerwonych Wierchów. Ta nazwa jeszcze nie raz przewinie się w tym Raporcie...

Zdjęcia wykonane przez chor. Szredera są koronnym dowodem na to, że nie była to planeta Wenus, bowiem Wenus nawet przy swej największej jasności, czyli –4m,2 jest o wiele ciemniejsza od obiektu uchwyconego na zdjęciu, a który jest o wiele jaśniejszy od oświetlonego okna!

Jednym słowem, mimo obiekcji uczonych można stwierdzić, że wszyscy tego ranka widzieli i fotografowali TRUFO, tak prawdziwe, jak to z dnia 13 września 1973 roku.


10


17 marca 1980 roku, w godzinach 23:30 – 24:00 doszło do lądowania NOL-a w pobliżu zakopiańskiego domu znanego artysty Władysława Hasiora. Świadkiem tego wydarzenia była nieżyjąca już zakopiańska artystka malarka pani Maria Hyła.

Relację o tym CE2 zawdzięczamy reporterowi Dziennika Polskiego red. Wojciechowi Jarzębowskiemu, który nagrał telefoniczny wywiad z panią Hyłą na taśmę magnetofonową, dzięki czemu trafiła ona poprzez Jerzego Łataka do mnie.

Poza red. Jarzębowskim, Maria Hyła powiadomiła o wydarzeniu zakopiańską MO, ale jej meldunek chyba nie odbił się żadnym echem w tej instytucji...

Z nagrania sporządzonego przez red. Jarzębowskiego wynika, że świecący słomkowo – żółtym światłem NOL w kształcie kuli wylądował opodal domu Hasiora. Światło emitowane przez NOL-a było tak silne, że sięgało do pokoju pani Hyła i... – prześwietlało ściany, przedmioty i dosłownie wszystko, co tam się znajdowało. Co więcej – czuła ona w powietrzu wyraźny zapach ozonu (O3). Kula pojawiała się i znikała trzykrotnie w zupełnej ciszy. Zdaje się, że poza panią Hyła nikt tego nie widział. Był to klasyczny BOL. Obserwacja zarejestrowana przez Jerzego Łataka.


11


O tej obserwacji pisałem już na łamach Nieznanego Świata nr 7-9,1994. i także w tym przypadku świadkiem obserwacji była kobieta – mieszkanka Jordanowa, pani Lidia K. Wydarzenie to miało miejsce na trasie nr 95 pomiędzy Nowym Targiem a Rdzawką, w okolicach Klikuszowej – w październiku 1981 roku.

Było późne jesienne popołudnie. Pani Lidia K. Jechała swym „maluchem” z Nowego Targu do Jordanowa, kiedy po wyjeździe z Klikuszowej na podjazd wiodący do Rdzawki zauważyła po lewej stronie drogi, nad linią średniego napięcia (15 kV) wiszący ciemny, dwuwypukły dysk. Niestety, z powodu prowadzenia samochodu pani K. nie zdołała zobaczyć więcej szczegółów. Nie wiadomo także, czy w tym czasie nie było „elektrycznego black – out’u” na tej linii, a przypominam, że było to w czasie tzw. „planowych wyłączeń energii elektrycznej w celach oszczędnościowych” – jak eufemistycznie nazywała braki energii propaganda Jaruzelskiego i Urbana.

Wiarygodność tej relacji jest niestety niewysoka, bo świadek zapamiętała zbyt mało szczegółów z tego DD. Nie wiadomo też, czy NOL „ssał” energię elektryczną z przewodów wysokiego napięcia, czy tylko nad nimi przelatywał.


12


Tą relację zawdzięczam mojemu dobremu znajomemu z granicy, nieżyjącemu już niestety, przewodnikowi tatrzańskiemu, literatowi i poecie panu Edwardowi Zawiłło z Krakowa. W październiku 1981 roku wraz z trzema osobami towarzyszącymi obserwował on niezwykłe zjawisko w Dolinie Niewcyrki (Tatry Słowackie). Było to niezwykle silne i jasne światło, którego gradient jasności wzrastał w kierunku Kopy Kondrackiej i Czerwonych Wierchów, a oto tak on to opisuje:

Zdarzenie to miało miejsce w pierwszej dekadzie października 1981 roku, dokładnej daty nie pamiętam, podczas terenowego doszkalania przewodników tatrzańskich...

 ... świecący dotychczas Księżyc schował się za chmury, które opadły nisko, zrobiło się zupełnie ciemno, więc oświetlaliśmy sobie drogę latarkami elektrycznymi. Rozmawiając cały czas beztrosko dotarliśmy do szlaku wiodącego do leśniczówki w Trzech Studniczkach, kiedy to niespodziewanie w otaczający nas mrok wdarła się olbrzymia jasność, która poraziła nas swym blaskiem.

Myśleliśmy, że to halogeny jadącego przed nami samochodu lub jakieś silne reflektory, ale wnet stwierdziliśmy nasza pomyłkę. Tymczasem dookoła zrobiło się tak jasno, jak w słoneczny dzień. Spojrzeliśmy w górę i stwierdziliśmy, że niebo jest pokryte kłębiastymi chmurami i jest podświetlone jakimś dziwnie niebieskawym światłem.  Blask ten był podobny do blasku spalanej magnezji. Zauważyłem też, że największe natężenie tego dziwnego światła wywodzi się z naszej prawej strony, to jest gdzieś znad szczytu Krzyżnego Liptowskiego – 2.040 m n.p.m. Pochodzenia tego światła nie mogłem ustalić, gdyż Dolina Koprowa jest głęboko wcięta pomiędzy zalesione zbocza z lewej strony Krywania – 2.496 m n.p.m. i z prawej strony rozległego masywu Kopy Koprowej i Krzyżnego...

Zjawisko trwające w sumie około jednej minuty pod koniec trochę osłabło i znikło. Wszystko to trwało w absolutnej ciszy i już więcej się nie ukazało.

Tyle pan Edward Zawiłło – człowiek znający i kochający góry. Patrząc na to przez pryzmat swej wiedzy i doświadczenia wykluczył on od razu wszelkiego rodzaju zjawiska elektryczne w rodzaju ogni św. Elma. Pozostało mu tylko UFO, co napisał wprost w swej książce pt. I ja zostanę przewodnikiem (Kraków 1990).

Niestety, mimo poszukiwań nie znalazłem innych świadków tego Nocnego Światła, co akurat nie jest takie dziwne, zważywszy fakt, iż noc była wietrzna, deszczowa i zimna, a w taka pogodę w góry idzie ten, kto   n a p r a w d ę   i ś ć   m u s i ...


13


         
Ten DD zaobserwowałem z 4 peronu Dworca PKS w Zakopanem wraz z 5 osobami. Było to wczesnym rankiem 8 sierpnia 1988 roku, w godzinach 06:00 – 06:05.

Czekałem właśnie na autobus do Nowego Sącza. Stojąc pod wiata peronu skierowałem spojrzenie na zachód, gdzie pysznił się w porannym słońcu szczyt Kominiarskiego Wierchu. W pewnej chwili, pomiędzy Kominiarskim W. a Gubałówką na niebie coś dziwnie zamigotało... Przyjrzałem się temu czemuś uważnie i zdumienie moje wzrosło niepomiernie – to „coś” leciało obniżając swój lot i wyglądało, jak rozpędzone w ruchu wirowym łopaty śmigła głównego helikoptera – z tym, że nie widziałem ani kadłuba tego domniemanego śmigłowca, ani nie słyszałem huku jego silników i wizgu turbin...

Tymczasem NOL przeleciał na tle zalesionego stoku Gubałówki, i ponownie doznałem uczucia nierzeczywistości – miał on kształt dysku z kopułką, co do tego nie miałem żadnych wątpliwości, ale jego kolor był taki, jak przeźroczysta woda, z tym, że na jego krawędziach uginał się obraz drzew porastających stok Gubałówki... NOL przeleciał bezszelestnie nad miastem i przepadł gdzieś na kierunku Poronina.

Co to było? Być może był to Niewidzialny NOL – NNOL, których obecność sygnalizowali onegdaj Clas Svahn ze Szwecji i Alferdo Lissoni z Italii. Osobiście nie wierzyłem w istnienie tego rodzaju obiektów, ale tym razem skapitulowałem wobec oczywistego faktu – NNOL-e sa rzeczywistością! Jak dotąd, to nie wymyśliłem żadnego zadowalającego wyjaśnienia alternatywnego – wprawdzie mój australijski krytyk moich prac Pan Piotr Listkiewicz zasugerował[5], że miałem do czynienia ze zwartym stadem ptaków – jednak jest to wyjaśnienie niezadowalające. Z NNOL-ami przyszło mi się spotkać jeszcze nieraz, ale o tym w dalszej części tej pracy.


14


Pod koniec sierpnia 1988 roku, nad Zakopanem 4 świadków zaobserwowało przelot dziwnego, promieniującego różowym światłem NOL-a. Świadkami byli pracownicy PPKS w Zakopanem: kierowcy – J. B.  z Poronina, S. T.  z Dzianisza, strażnik T. S. z Murzasichla oraz funkcjonariusz Straży Granicznej – por. SG Eugeniusz W.  z Zakopanego. Wszyscy tu wymienieni świadkowie widzieli NOL-a, który przeleciał nad miastem na wysokości około 1.000 m znad Furmanowej w kierunku Tatr Wysokich i zniknął nad Kasprowym Wierchem. Trzech świadków twierdzi, że w trakcie przelotu NOL-a słychać było szum, a po zniknięciu za Tatrami dał się słyszeć głuchy huk, jakby bardzo odległej eksplozji... Było to pomiędzy 23:00 a północą. Trzech świadków widziało NOL-a z Dworca PKS w Zakopanem, a czwarty z autobusu jadącego z Furmanowej do Zakopanego.

WYJAŚNIENIE ALTERNATYWNE:

Obserwatorzy mogli widzieć przelot pocisku rakietowego odpalonego przez Wojska Rakietowe należące do Północnej Grupy Wojsk Radzieckich w Polsce, gdzieś z okolic Bydgoszczy, ewentualnie z pokładu okrętu nawodnego/podwodnego z sowieckiej Floty Bałtyckiej na Morzu Bałtyckim, a który to MRBM był wycelowany w lądowisko poligonu rakietowego bazy wojsk sowieckich w okolicach Liptowskiego Mikulasza. Rozwiązanie zagadki podpowiedzieli  mi słowaccy pogranicznicy (stopnie i nazwiska zastrzeżone) oraz niektórzy pracownicy słowackiego UC (dane personalne zastrzeżone). Hipoteza odpału ICBM czy tez MRBM jest uzasadniona o tyle, że w 1990 roku senator senatu Stanów Zjednoczonych A. P. Sam Nunn oświadczył, że Sowieci dokonali kilku próbnych odpaleń ICBM i MRBM na obszarze państw b. Układu Warszawskiego i co najmniej dwóch samoczynnych odpaleń takowych. Jednym z nich mógł być tzw. Wielki Bolid Polski z dnia 20 sierpnia 1979 roku, aczkolwiek – jak tu już nadmieniłem – mogła to być „zapomniana” głowica jądrowa z czasów Wielkiej Wojny Bogów – Astronautów... „Bolid Zakopiański”  raczej nie mógł być taka głowicą, bo nie było ofiar epidemii czy zatrucia po jego upadku, a zatem to mogła być ziemska rakieta w rodzaju pocisku SCUD, albo... NOL. Prawdopodobieństwo tej pierwszej jest o wiele wyższe od tego drugiego, ale w obu przypadkach   w y ż s z e   o d   z e r a  - a to już jest coś, wobec czego nie wolno nam przejść do porządku dziennego!...



[1] Ówczesny odpowiednik dzisiejszej Rejonowej Komendy Policji.
[2] Milicja Obywatelska – dziś Policja.
[3] Niektóre źródła podają pisownię Kojs.
[4] Z ang. Ball Of Light – kula światła.
[5] Na stronie internetowej: http://www.uq.net.au./~zzplistk/.