środa, 21 maja 2014

PROJEKT TATRY (9)




35


I ponownie Czerwone Wierchy. Gdy dawno umilkły salwy II wojny światowej, w dniu 30 lipca 1945 roku, w masywie Czerwonych Wierchów zaginęła bez wieści Antonina Kwiatkowska. Długotrwałe poszukiwania prowadzone przez TOPR i wojsko spełzły na niczym. Nie znaleziono ani żywej kobiety, ani jej zwłok. Istnieje możliwość, że Antonina Kwiatkowska po prostu dokonała NPG i poprzez Tatry i Słowację przedostała się do amerykańskiej Zony Okupacyjnej i dalej na Zachód, jednakże działania operacyjne utworzonego później WOP i UBP dały wynik negatywny. Także Horska Služba i OOŠH CSRS niczego o niej nie wiedziały. Wygląda na to, że Antonina Kwiatkowska rozpłynęła się w skalnym gmachu Czerwonych Wierchów, jak bohaterki Pikniku pod Wiszącą Skałą z książki Joan Lindsay i filmu Petera Weira...


36


Symbol Zakopanego i w ogóle Tatr Polskich, nasza święta góra, majestatyczny Giewont okazał się nieszczęśliwym dla obywatela Niemieckiej Republiki Demokratycznej, 28-letniego Horsta Hagenbartha, który w dniu 22 czerwca 1959 roku zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach na jego północnej ścianie.

Tego Niemca szukano dość długo, ale ci, którzy choć trochę znają Giewont wiedzą, jakie potrafi sprawić trudności, wiedzą jakim problemem jest znalezienie tak drobnego obiektu, jakim jest ciało człowieka na 600-metrowej ścianie, która jest nachylona pod kątem 75-850 i powyginana we wszystkich możliwych kierunkach, a na dobitkę zbudowana przez Naturę z okropnie śliskich po deszczu czy rosie ławic wapiennych... Być może – jak twierdzi stary ratownik TOPR i oficer Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej Kraju – mjr mgr Józef Michalec z Zakopanego – ciało Hagenbartha „objawi się” kiedyś na skale za jakieś pół wieku – jak to czasami bywa w przypadkach typu Rip van Winkle. A jak na razie, to jest on uznany za zaginionego bez wieści i w nieznanych okolicznościach.


37


Znowu słowackie Tatry Wysokie i ponownie fatalna Galeria Gankowa. 18 września 1965 roku dwaj polscy wspinacze: Edward Hełpa – lat 21 i Janusz Flach – lat 37, zostali znalezieni u podnóża Ganku. Ich zwłoki połączone były liną. Wszystko wskazywało na zwykły wypadek taternicki, ale bliższe dochodzenie go   w y k l u c z y  ł o !  Wyglądało na to, że obaj nieszczęśnicy odpadli od ściany lub spadli z Galerii Gankowej z nieznanych przyczyn.


38


I jeszcze raz zwłoki polskich turystów po słowackiej stronie granicy. Tym razem wypadek miał miejsce w Dolinie Cichej, a jego ofiarami byli: Teresa Kowalik – lat 28 i Włodzimierz Czerwiński – lat 31. ich zwłoki znaleziono w dniu 27 grudnia 1965 roku, w Żlebie pod Zakosy, oddalone od siebie o 1,5 km. Przyczyną śmierci było najprawdopodobniej zamarznięcie, ale ratownicy TOPR i lekarze nie byli tego pewni do końca, i ze względu na to wypadek ten zamieściłem w dossier PROJEKTU TATRY. Ich śmierć nadal pozostaje ponurą tajemnicą gór...


39


Ponownie Czerwone Wierchy. W Dolinie Mułowej ratownicy TOPR znaleźli w dniu 6 października 1970 roku zwłoki 33-letniej Danuty Cywińskiej. I tak jak w przypadku Aldony Szystowskiej, nie mogli oni ustalić przyczyny jej śmierci. Nie był to ani upadek z wysokości, ani wyczerpanie, ani wychłodzenie organizmu czy atak serca... Wyglądało na to, że Danuta Cywińska niewiadomym sposobem zeszła na dno Doliny Mułowej i tam po prostu zmarła. Zmarła nienaturalną śmiercią naturalną – jak paradoksalnie wynika z zapisków ratowników w Księdze Wypraw TOPR. Bez żadnej określonej przyczyny. I dlatego właśnie umieściłem ten przypadek w dossier PROJEKTU TATRY, bo kwalifikował się do tego, jak mało który.


40


Niemal w rok później, bo 5 września 1971 roku w rejonie Czerwonych Wierchów zaginęła bez wieści i w nieznanych okolicznościach 44-letnia Teresa Kużel. Ponoć – tak jak Kwiatkowską – widziano ją w okolicy Kopy Kondrackiej i od tej pory wszelki ślad po niej zaginął. Nie zatrzymano jej na Słowacji, nie dała znaku życia za Żelaznej Kurtyny... Po prostu rozpłynęła się w powietrzu wśród rudych sitów i traw stoków Czerwonych Wierchów.

Interesującą hipotezę wysunął Jerzy Łatak, którego teoria zasadza się do istnienia w lasach reglowych Tatr Zachodnich mikro-jaskiń, których otwory wylotowe są przykryte gałązkami i liśćmi – zupełnie niewidzialne dla nierozważnego spacerowicza. Gdy taki spacerowicz wejdzie na taki otwór, ten otwiera się i człowiek wpada w mikro-jaskinię na głębokość 3 – 5 m, łamie kończyny i... – i to już koniec dramatu – nie mogąc się wydostać po prostu umiera z głodu, chłodu, wycieńczenia, wychłodzenia, bólu czy wykrwawienia... Nikt nie usłyszy jego krzyku, bo pionowe ściany studni kierują go prosto w niebo, w zenit. A potem już tylko delikwent może czekać na śmierć, która jest wybawieniem od straszliwych męczarni. A tymczasem trwają poszukiwania i w końcu taki delikwent zostaje wciągnięty na listę porwanych przez UFO...

CB-radio czy telefon komórkowy też zdaje się psu na budę, bowiem ultrakrótkie fale radiowe mają słaby stopień ugięcia i idą w zenit, a nie do przekaźnika czy odbiornika, tak wiec wpadając w mikro-szczelinę abonent znika z horyzontu radiowego sieci CB czy telefonii komórkowej i przestaje dla niej istnieć... – z wiadomymi konsekwencjami.

Przyznaję, że teoria ta ma sens i doskonale tłumaczy fakty już nam znane, ale... – nikt takie dziury nie znalazł, no chyba że ten, który ją znalazł nie mógł nas o tym, zawiadomić! Oznaczałoby to, że poza istniejącymi i znanymi nam 138 jaskiniami istnieje jeszcze bliżej nieokreślona ilość „studni Łataka” w stokach Czerwonych Wierchów.


41


Istnienie „mikro-jaskiń Łataka” nie tłumaczy w żaden sposób niewyjaśnionego zgonu 25-letniej Teresy Kraszewskiej, która zmarła na podejściu Kobylarzem na szczyt Małołączniaka, w dniu 11 listopada 1972 roku. W tym przypadku powtórzyła się historia zagłady grupy Kaszniców i Wasserbergera, opisana w punkcie 32. Kraszewkiej towarzyszyła 22-letnia Jadwiga Chyt – która przeżyła. I powiedziała tyle, co Kasznicowa czy Groński – czyli nic, co wskazywałoby na przyczynę śmierci swej towarzyszki. Objawy identyczne – nagłe, skokowe wręcz załamanie czynności życiowych organizmu, gwałtowne wyczerpanie i śmierć wśród majaków. Przyczyna – nieznana...

Przewodnik tatrzański – pan Alfred Luther z Zakopanego sądzi, że wypadki te mogły być spowodowane gwałtowną deterioracją – szybką zmianą wysokości, ale czy dotyczy to także tych, którzy już się w górach zaaklimatyzowali? Tak czy owak, wypadek ten także kwalifikuje się do dossier PROJEKTU TATRY.

42


Co może zabić dwóch 21-letnich młodzieńców po podejściu do północnego otworu jaskini Bandzioch Kominiarski w masywie Kominiarskiego Wierchu (Kominów Tylkowych)?
Czy tych dwóch chłopaków – Andrzeja Knosalę i Mieczysława Wolnego – wykończyło nagłe wyczerpanie po podejściu z dna Doliny Kościeliskiej do otworu jaskini? No to dlaczego kostucha poczekała na to, by rozłożyli tam bivacco?[1] Czy może obaj umierali tak, jak ci biedacy wymienieni w punktach: 32, 33, 34 oraz 41 tego opracowania? I znów należy tu postawić pytanie: co ich zabiło?

Najbardziej sensownie i logicznie brzmi odpowiedź: to było zatrucie. Ale czym? Czy istnieje taka trucizna, która zabija nie pozostawiając śladów? Owszem, na Dalekim Wschodzie czy Ameryce Południowej istnieją takie trucizny, ale trudno przypuścić, by obaj chłopcy sprowadzili je z Wietnamu i popełnili samobójstwo w Tatrach – kompletna bzdura. To było 8 grudnia 1973 roku i na wyjazd do Wietnamu stać w PRL-u było nielicznych – jednym słowem ta hipoteza rozwala się sama...

Los Knosali i Wolnego otacza mgła tajemnicy. Nie było to zatrucie czy wycieńczenie, a wiec co? Ich serca doznały zawału? – tak unisono? OK, ale dlaczego? Przypadek kwalifikujący się do dossier PROJEKTU TATRY.


43


Kolejny wypadek śmiertelny miał miejsce w dniu 21 marca 1976 roku. Tego dnia ratownicy TOPR znaleźli ciała dwojga turystów: 46-letniej Anny Reykowskiej i 57-letniego Jerzego Czechowicza u północnego wylotu Doliny Pięciu Stawów Polskich.

Jest to   j e d y n y   wytłumaczalny jako tako wypadek w górach, który jednakże kwalifikuje się do dossier PROJEKTU TATRY.

Wytłumaczalność tego wypadku zasadza się do tego, że oboje zmarli byli w wieku, który raczej nie służy wyczynowi sportowemu, a na dodatek pogoda była paskudna – kurniawa – co mogło spowodować ich śmierć. Ale tak tylko   b y ć   m o g ł o   - i nie wiadomo tego, jak naprawdę   b y ł o. Przyczyn tej tragedii nie docieczono do dziś dnia.


44


Tej dziwnej sprawie zaginięcia w Tatrach dwojga 20-latków: Piotra G. i Justyny T. poświęcono cykl artykułów na łamach Nieznanego Świata. Dziewczyna i chłopak literalnie rozpłynęli się wśród regli Doliny Kościeliskiej, dokąd wybrali się feralnego dla nich dnia 2 marca 1981 roku. Poszukiwania spełzły na niczym. Psychotronicy, którzy ich poszukiwali, podawali miejsca przebywania ich zwłok od Doliny Chochołowskiej i Grzesia aż do Wantul i masywu Giewontu i Czerwonych Wierchów. Jest to obszar o powierzchni niemal 45 km2 terenu nader urozmaiconego. Ciekawe jest zaś to, że jedna z lokalizacji – Przysłop Miętusi znajduje się w miejscu, z którego widać doskonale trzy tutaj wymienione „podejrzane” miejsca: Giewont, Czerwone Wierchy i Kominiarski Wierch...  A nie zapominajmy, że tutaj właśnie widziano tajemnicze NOL-e...

Przysłop Miętusi jest węzłem dróg turystycznych, wiodących na gmach Czerwonych Wierchów i należące doń doliny reglowe. W sezonie letnim i zimowym panuje tutaj ogromne natężenie ruchu turystycznego, a mimo tego, zdarzają się dziwne przypadki zaginięć czy tajemniczej śmierci ludzi.
Jaki był los Piotra i Justyny? Mogli oni być porwani przez NOL-a, co swego czasu wylansowało dwoje jasnowidzów z Lublina (dane personalne zastrzeżone), którzy w transach   w i d z i e l i   moment samego porwania ich na pokład NOL-a, a potem pobyt na nieznanej planecie wśród nieznanych Istot o zupełnie różnej od nas mentalności... Jak bardzo jest to prawdziwe? – tego nie wiem. Być może lubelscy jasnowidze maja rację i Piotr z Justyną rzeczywiście żyją na innej planecie czy w innym wymiarze Rzeczywistości.

Niestety, nie jestem takim optymistą. Być może wpisali się oni w SCHEMAT A i ich zwłoki poniewierają się gdzieś na dnie lasów reglowych Kościeliskiej, albo leżą połamane w jakiejś „mikro-jaskini Łataka”.

Mogli oni spotkać się z fatalnym dla nich skutkiem, z jedynym tatrzańskim zwierzęciem, które jest w stanie zagrozić człowiekowi – z niedźwiedziem brunatnym – Ursus arctos. Co więcej – głodny miś, podobnie jak śp. Kuba Kondracki  czy Magda Roztoczanka – szuka towarzystwa człowieka, bo wie, że dostanie od niego smaczny kąsek, co akurat wiem z własnych doświadczeń z niedźwiedziami, kiedy służyłem jeszcze na Łysej Polanie... NB, obydwa te misie są już historią, bowiem zabiła je źle pojmowana miłość do zwierząt, która obróciła się przeciwko nim...  Marzec jest miesiącem przebudzenia tych zwierząt ze snu zimowego i być może, jakiś głodny niedźwiedź spotkał się z Piotrem i Justyną. Dobrze, ale co się stało z ich rzeczami? Nie wyobrażam sobie misia, który pożarłby człowieka wraz z plecakiem i ubraniem. Coś zawsze   m u s i a ł o b y   zostać!

Istnieje jeszcze jedna ponura strona tego medalu – Piotr i Justyna mogli paść ofiarą ludzi. Kogo? Przede wszystkim chodzi mi tutaj o kłusowników i przemytników, którzy bardzo nie lubią, kiedy podgląda się ich „przy robocie”.

Druga możliwość, to mord polityczny. Oboje zaginieni byli silnie zaangażowani w ruch niepodległościowo-solidarnościowy, a zatem polska SB czy radziecka KGB mogły wykorzystać fakt ich wyjazdu w góry, by ich „uciszyć” – raz na zawsze, jak np. ks. Jerzego Popiełuszkę...

Zagadka zniknięcia Piotra i Justyny w dalszym ciągu pozostaje nierozwiązaną. O ich domniemanych losach pisano na łamach Nieznanego Świata.




[1] Z włoskiego: mały, zaimprowizowany biwak.