sobota, 24 maja 2014

PROJEKT TATRY (10)



45


Ta straszliwa tragedia tatrzańska wstrząsnęła nie tylko tymi, którzy związani są z  górami, ale także innych mieszkańców naszego kraju. Sprawa tzw. poznańskiej piątki – ludzi w wieku 17 – 19 lat, z których czworo: Dariusz Dobiegaj, Andrzej Nowak, Jan Nowaczyk i Danuta Misiewicz ponieśli śmierć na Czerwonych Wierchach, zaś piąty uczestnik dramatu: Dariusz Szymkowiat – zaginął bez wieści, a jego zwłok nie znaleziono do dziś dnia...

15 lutego 1990 roku, cała piątka udała się na Czerwone Wierchy i zaskoczyła ich tam kurniawa, która spowodowała rozsypkę całego zespołu. Co było dalej, możemy sobie tylko zgadywać – Darek Dobiegaj zginął na Małołąckiej Przełęczy. Andrzeja Nowaka śmierć dopadła na 400 metrów przed schroniskiem na Hali Kondratowej! Cóż to za potworna ironia losu, chłopiec umierał słysząc odgłosy schroniska, ze świadomością, że ratunek jest tuż... To mi przypomina inną tragedię, która rozegrała się w latach 30. na Babiej Górze, ale o tym później. Zwłoki Danusi Misiewicz i Janka Nowaczyka znaleziono opodal szczytowej kopuły Małołączniaka.

Co było przyczyna tragedii? Niewątpliwie popełniono podstawowy i decydujący błąd – rozdzielono zespół, co w górach   z a w s z e   kończy się nieszczęściem. Członkowie grupy zdezorientowani w śniegu i wietrze kurniawy najprawdopodobniej kręcili się w kółko, aż do wyczerpania i krańcowego wychłodzenia organizmu, a w konsekwencji – do niechybnej śmierci.

OK, ale gdzie są zwłoki Darka Szymkowiata? Niektórzy przewodnicy tatrzańscy , jak np. Alfred Luther czy Adam Aksamit twierdzą, że być może znajdują się one w którejś z niemal 140 jaskiń masywu Czerwonych Wierchów, a szczególnie Małołączniaka. Być może wpadł on do jakiejś „mikro-jaskini Łataka”. Jeżeli rację ma mjr mgr Józef Michalec, mjr SG Józef T. oraz kpt. inż. SG Jerzy K. ze Strażnicy SG w Zakopanem i mjr SG Marian T. oraz por. inż. SG Grzegorz S. z GPK SG Łysa Polana, z którymi rozmawiałem na ten temat, to zwłoki Darka leżą gdzieś na piargach którejś z dolinek na północnych stokach Czerwonych Wierchów – Mułowej, Wantul czy Litworowej. Przeszukiwanie tak urozmaiconego terenu sprawia ogromne trudności, dokładnie takie, jakie istniały w przypadku Horsta Hegenbartha. Wydaje się więc, że dobrze byłoby zastosować się do sugestii Alfreda Luthera i poczekać, aż zwłoki same „objawią się” w górach...[1]

A może wszyscy się mylimy i Darek Szymkowiat żyje gdzieś na innej planecie, wśród porwanych przez ufo-pilotów ludzi z Tatr i innych zakazanych stref. Nadzieja jest słaba, bo słaba, ale istnieje tak długo, póki nie uzyskamy absolutnej pewności, że poniósł on śmierć, tzn. kiedy zostanie znalezione jego ciało.


46


Następny wypadek ze SCHEMATU B. 26 stycznia 1993 roku zaginęły w niewyjaśnionych do dziś dnia okolicznościach, dwie 18-letnie dziewczyny: Ernestyna Wieruszewska i Anna Semczuk.
Jak ustaliło policyjne dochodzenie prowadzone przez RKP Zakopane, ich ślad urywał się na zakopiańskim Dworcu PKP, gdzie widziano je krytycznego dnia, około godziny 14:00, a potem przepadły jak kamień w wodę...

Nie wiadomo do dziś dnia, czy dziewczyny poszły w góry, czy wsiadły do pociągu do Warszawy. Istniało domniemanie tego, że po wykupieniu biletów udały się na Kalatówki, a potem na Czerwone Wierchy, ale wersja ta ponoć nie potwierdziła się w toku dochodzenia. Nie znaleziono ich zwłok, ani nawet strzępka odzieży, którą miały na sobie. Jednym słowem wyglądało na to, że pod nimi rozstąpiła się ziemia... Intensywne poszukiwania prowadzone przez Wydział Operacyjno – Rozpoznawczy RKP Zakopane przy wsparciu Strażnic SG w Zakopanem, Łysej Polanie, Witowie, Jurgowie i Chochołowie oraz pomocy GPK SG Łysa Polana i Chochołów dały wynik zerowy. Także TOPR okazał się być bezsilnym...

Obydwie dziewczyny cieszyły się nienaganna opinią w szkole i miejscu zamieszkania. Nie piły, nie paliły, nie brały narkotyków, nie miały kontaktów z subkulturami młodzieżowymi – słowem dwie zakonnice – jak mówili o nich rówieśnicy. Powinny pod koniec ferii wrócić do domu i szkoły, ale tak się nie stało!...

Ten przesłodzony obrazek psuje nieco relacja obsługi jednego ze schronisk, która widziała je w towarzystwie narkomanów z Warszawy, Krakowa czy Śląska, co mogłoby sugerować, ze dziewczyny puściły się „na giganta”, lub po prostu dołączyły do którejś z sekt, które po 1989 roku powstały w naszym kraju, jak grzyby po deszczu. Taką opinię wygłosił m.in. mjr SG Marian T. z GPK Łysa Polana.

WYJAŚNIENIE ALTERNATYWNE:

Nie zgadzałem się z tym, bo jest jeszcze jedna – równie paskudna możliwość – Ernestyna Wieruszewska i Ania Semczuk zostały porwane przez członków albańskiej czy serbskiej mafii zajmującej się dostarczaniem Polek, Słowaczek, Czeszek, Ukrainek czy Rosjanek do włoskich, austriackich czy niemieckich burdeli. W ramach prowadzonego przeze mnie rozpoznania realizowanego poprzez tzw. „biały wywiad” na terenie Słowacji[2], udało mi się uzyskać informacje o rozbiciu przez tamtejszą policję serbsko – albańskiego gangu zajmującego się handlem kobietami. Niestety, mój raport w tej sprawie poszedł do kosza – bo wedle oficjalnego poglądu moich szefów – mafii w Polsce nie było i nie ma!!![3] - a był to błąd, bo należało sprawdzić także i ten trop, bowiem na Podtatrzu działał wtedy gang niejakiego Redżepa H. – Albańczyka z Cyrhli Toporowej, którego aresztowała norweska policja w 1995 roku za przemyt do tego kraju heroiny i amfetaminy. W Polsce jego sprawa wlokła się przez kilka lat, bo był on chroniony przez skorumpowana policję i urzędników wymiaru sprawiedliwości...

Po 1990 roku i rozpadzie ZSRR, w sukurs Albańczykom i Serbom (którzy mimo narodowej krwawej waśni doskonale ze sobą współpracują, kiedy chodzi o szmal) przyszli Azerowie, Czeczeni, Ingusze i inne ludy kaukaskie oraz włoska Cosa Nostra, zatem istnieje bardzo realna możliwość, że dziewczyny po prostu porwano i wywieziono z kraju przez „zieloną granicę” lub w jakimś tirze. Ale póki nie będzie na to stuprocentowych dowodów, póty sprawa ta będzie wisieć w dossier PROJEKTU TATRY, jako nierozwiązana zagadka...


47


Dzień 11 sierpnia 1994 roku zapisał się na czarno w annałach Zakopanego, polskiego lotnictwa cywilnego i TOPR. Tego właśnie dnia doszło do ponurej tragedii w Dolinie Olczyskiej, a raczej nad nią. Uległ tam katastrofie najnowszy nabytek TOPR – helikopter Sokół o znakach SP-PSE, darowany przez ówczesnego prezydenta RP Lecha Wałęsę w 1992 roku zakopiańskim ratownikom.

Katastrofa ta miała miejsce na oczach kilkunastu świadków i była nawet sfilmowana kamerą VHS. Brałem nawet udział w części śledztwa w tej sprawie. Przejrzałem kilkanaście razy ten zapis w obie strony i zdumiało mnie jedno, a mianowicie – Sokół najpierw zatrzymał się w powietrzu, a potem po 1-2 sekundach runął w dół – ku reglom Doliny Olczyskiej...
Na miejscu śmierć poniosły 4 osoby.

Dlaczego Sokół w ogóle spadł w Olczyską? Spadł, bo stracił obydwa śmigła: śmigło stabilizujące zostało skoszone przez łopaty śmigła głównego, a to spowodowało z kolei:
1.                             Skrzywienie i w konsekwencji odłamanie płatów głównego śmigła Sokoła i odcięcie wysięgnika ze śmigłem stabilizującym. Brzmi to jak masło maślane, ale tak to właśnie wyjaśnił to jeden z członków komisji śledczej!
2.                             W konsekwencji powyższego, Sokół spadł w Dolinę Olczyską, ale właśnie – nie po linii krzywej, a po prostej, jakby nie zachował momentu pędu. Przecież leciał on z prędkością co najmniej 140 km/h! Co spowodowało jej wyhamowanie do zera?!

Tego właśnie nie wiem. I nikt nie był w stanie mi tego w sposób zadowalający objaśnić! Z tego, co widziałem na video jasno wynikało, że Sokół    z d e r z y ł   się w powietrzu z jakąś niewidzialną przeszkodą, a musiała ona być wystarczająco masywna, by zatrzymać helikopter ważący co najmniej półtorej tony. Czyżby to był NNOL?...

A dlaczego nie? Skoro zawiodły tradycyjne próby wyjaśnienia tragedii Sokoła, to trzeba poszukać wyjaśnień nietradycyjnych – czyż nie? A innego wyjaśnienia – jak wskazują na to artykuły prasowe w lokalnych i centralnych gazetach, jakoś nie widać... A jak długo tego wyjaśnienia nie ma, tak długo sprawa tragedii Sokoła będzie wisieć na tapecie PROJEKTU TATRY. Istnieje bowiem...

WYJAŚNIENIE ALTERNATYWNE:

... i jest prostsze, niż wszystkie te łamańce, które podali eksperci. 11 sierpnia 1994 roku, helikopter TOPR Sokół zderzył się nad Doliną Olczyską z Niewidzialnym NOL-em. Ich obecność nad Tatrami jest udowodniona, a w moim Raporcie pisałem o tym w punktach 8, 13, 15, 16 i 98 – o czym będzie dalej. Wszak Kazimierz Bzowski sfotografował NNOL-a lecącego czy też wiszącego nad Doliną Olczyską!!!


48


15 sierpnia 1994 roku, w Tatrach Wysokich po stronie słowackiej znika bez wieści 28-letnia Litwinka z Wilna Auszra Gustaite. Nawet za bardzo nie wiadomo, gdzie ta młoda kobieta zaginęła, bo jedni mówią, że w okolicach Lodowego Szczytu, a inni mówią o Gerlachu...
Auszra Gustaite była poszukiwana przez polskie i słowackie służby ratownicze – TOPR i HS, policje i służby graniczne. Bezskutecznie. Najciekawsze jest to, że towarzyszyli jej trzej młodzi Litwini. W pewnej chwili Auszra Gustaite oddaliła się od nich i... – i to wszystko, co wiadomo. Wszelki ślad po niej zaginął.

Byłaby to ucieczka do innego kraju? Nie, to bez sensu, boż Litwa stała się wolnym i demokratycznym krajem i jej obywatele mogą podróżować po całej Europie bez wiz. Morderstwo? Być może, ale kto zatem go dokonał? Kłusownicy? Mafia? Jej koledzy?...
Porwanie? OK, ale dlaczego nikt nie zażądał za nią okupu?

Pozostają dwie możliwości:
1.                             Delikwentka wpadła do jakiejś „mikro-jaskini Łataka” i tam dokonała swego żywota, albo...
2.                             ... została uprowadzona przez Ufitów.

Nie zapominajmy, że Lodowy leży w pobliżu Doliny Jaworowej i Ganku, gdzie działy się dziwne rzeczy i dochodziło do niewyjaśnionych tragedii tatrzańskich, które znajdują się w dossier PROJEKTU TATRY jako „niewyjaśnione”.


49


W sierpniu 1995 roku, do dossier PROJEKTU TATRY załączyłem jeszcze jeden przypadek zaginięcia bez wieści 17-letniej Renaty Zielińskiej ze Staszowa, która znikła w okolicach Zakopanego w grudniu 1994 roku, o czym informacja pojawiła się w dniu 28 grudnia 1994 roku na łamach Tygodnika Podhalańskiego nr 51-52,1994. nie ma żadnego śladu, jakby dziewczyna rozpłynęła się gdzieś w górach...

---oooOooo---



Nie dziwi mnie fakt górskiej śmierci turysty, kiedy ów turysta idzie nie wyekwipowany należycie na górska wycieczkę. Sam pamiętam kilka przypadków, kiedy np. pogoniłem z Kopy Kondrackiej dwie siostry zakonne, które w cieniutkich, wiatrem podszytych habitach i trepkach wspięły się na ten szczyt w podmuchach halnego! Głupota? Oczywiście - i to ewidentna! Rozumiem, że te dwie młodziutkie zakonnice zawierzyły swe bezpieczeństwo Panu Bogu, ale osobiście uważam, że było to karygodne nadużycie Jego dobroci... A tej dobroci nadużywa multum letnich i zimowych wycieczkowiczów, którzy pakują się bezmyślnie w góry, często pod wpływem alkoholu czy innych środków odurzających, co kończy się z reguły tragicznie, jak skończyło się to dla 40-letniego W. Charytonowicza z Warszawy, który w stanie nietrzeźwym zmarł w Dolinie Białego, w lutym 1992 roku.

Jeszcze raz podkreślam, że gros opisanych w Raporcie ofiar nie była „zielonymi turystami” i mieli oni jakieś doświadczenia górskie czy nawet taternickie, ale z gór nie wrócili. Być może jest to jakiś nieznany nauce i medycynie wysokościowy efekt psychosomatyczny, rodzaj alergii na wysokość, pogodę, wysiłek i stres, którego działanie synergiczne może doprowadzić człowieka do zguby... Ale czy to wszystko wyjaśnia te wypadki? Chyba nie.


---oooOooo---





[1] Jak dotąd – wrzesień 2000 r. zwłok Darka Szymkowiata nie odnaleziono.
[2] „Białym wywiadem” nazywamy uzyskiwanie informacji przy pomocy nie-agenturalnych metod pracy operacyjnej, w oparciu o powszechnie dostępne źródła informacji: prasa, radio, TV i inne media.
[3] Ten pogląd zmienił się dopiero w 1998 roku po zabójstwie na zlecenie Komendanta Głównego Policji – gen. Marka Papały i po rozbiciu gangu pruszkowskiego w 2000 r.