sobota, 7 czerwca 2014

PROJEKT TATRY (16)


8. TROCHĘ STATYSTYKI



Każda rzeczowa praca nie obejdzie się bez statystyki. W trakcie realizowania programu PROJEKTU TATRY zarejestrowano ogółem:

             TATRY                                                        BESKIDY
     incydenty/świadkowie                                  incydenty/świadkowie


DD            5/21                                                               3/7
RV             6/91                                                               2/2
NL             8/37                                                             10/48
CE0           1/1                                                                 4/5
CE1           1/1                                                                 1 / 4
CE2           2/3                                                                  2/12
CE3                                                                                  2/52
CE4             8
CE5
CE6          12/7/36 ofiar

R-m          43/161/36 ofiar                                              24/130

Ogółem                                                 67/291


W powyższym zestawieniu uwzględniono wypadki „pewne”, czyli te wiarygodne. Gdyby odrzucić przypadki „nabijające statystykę” w Tatrach, a chodzi tutaj o incydenty typu CE4 i CE6, to wynikałoby z tego, że stosunek ilości incydentów w Tatrach do ilości incydentów w Beskidach ma się tak, jak 23/24! - a zatem nasuwa się pierwszy wniosek:
·                            Tatry nie są jakimś wyszczególnionym obszarem Ziemi przez Obcych. Nie ma się tym co martwić, bo dzięki temu można było dojść do kilku ważkich wniosków, z których pierwszym jest ten, iż...
·                            ... zdecydowana większość tajemniczych przypadków zniknięć i tajemniczych zgonów ma miejsce w rejonie masywu Czerwonych Wierchów i Rysów;
·                            w Tatrach umiera więcej mężczyzn niż kobiet;
·                            w Tatrach znika w tajemniczych okolicznościach więcej kobiet, niż mężczyzn;
·                            pasażerowie UFO nie interesują się gatunkiem Homo sapiens sapiens jako gatunkiem dominującym na tej planecie, a raczej jako elementem jej biosfery;
·                            pasażerowie NOL-i nie są istotami żywymi. Dlaczego? To wyjaśnię i uzasadnię w dalszej partii tej pracy;
·                            Ufici nie pożądają kontaktu z ludźmi, bo nie jesteśmy jeszcze gotowi do Kontaktu z Nimi, jesteśmy zbyt prymitywni.

Smutno to wszystko brzmi, ale niestety na to wskazują fakty wynikające nie tylko z tych, które zawarłem w tym Raporcie... , a także ze światowej literatury ufologicznej.
W toku PROJEKTU TATRY potwierdzono fakt pozostawiania przez NOL-e anomalii promienistych w postaci lekkich skażeń gruntu i roślinności po Lądowaniach. Z tym faktem wiąże się następny rozdział niniejszego Raportu...



9. NOL-e, GRZYBY I CZARNOBYL


Pytanie do Radia Erewan: Czy to prawda, że jabłka z okolic Czarnobyla są niejadalne?
Radio Erewan odpowiada: Ależ skąd! Oczywiście, że są jadalne, ale obierki i ogryzki należy po jedzeniu zakopać na dwa metry do ziemi!...
Radio Erewan odpowiada - Moskwa 1987


O tym, co wydarzyło się w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej w nocy 26 kwietnia 1986 roku wiedzą dziś wszyscy. Ukazał się cały szereg prac i publikacji od tych katastroficznych aż do tych durnie - hurraoptymistycznych, w których stwierdza się, że właściwie nic się nie stało, a cała sprawa, to jedynie nieodpowiedzialność mediów i ma wydźwięk propagandowy. Te ostatnie publikacje są związane z odradzającym się w Polsce lobby atomowym, które grupuje fizyków - atomistów i niektórych polityków związanych z prawicą i lewicą - ci ostatni bardzo chcieliby, aby Polacy zapomnieli o całej sprawie i haniebnym w niej udziale ówczesnych włodarzy PRL - a raczej podnóżków Moskwy, co jest bardziej prawdziwe, bo serwilizm wobec Kremla i tamtejszej sitwy zdecydował o zdrowiu i życiu 37-milionowego narodu. Szczególnie przerażające są artykułu z Wiedzy i Życia autorstwa prof. dr hab. Zbigniewa P. Zagórskiego, w których broni on francuskich testów jądrowych na atolu Moruroa (Mururoa)! - jakby zapomniał on, że atol ów leży w tzw. Ognistym Pierścieniu Pacyfiku i każda eksplozja może spowodować naruszenie i tak już kruchej równowagi skorupy naszej planety... Po francuskich testach na Moruroa i na chińskim poligonie Łob-nur (Lop-noor), ziemia na Podhalu odpowiedziała wstrząsami o mocy do 50MSK. Nie było tego wiele, ale zarysowały się ściany i zakołysały żyrandole, poszło kilka szyb, i to wystarczyło, by spowodować niepokój wśród górali z Czarnego Dunajca i Bukowiny Tatrzańskiej, co miało miejsce jesienią 1995 roku, tuż przed wyborami prezydenckimi w Polsce, co niektórzy wzięli za zły omen...[1]

Ziemia trzęsła się także na Słowacji i Węgrzech, a tutaj wielce uczony pan profesor pisze:
Eksplozje na Mururoa mają większy wydźwięk propagandowy, niż fizyczny.[...] Nawiasem mówiąc, nasz Bałtyk wykazuje większą promieniotwórczość, niż wody atolu Mururoa.
No cóż, sprzedajnych idiotów z tytułami profesorskimi w Polsce - jak widać na załączonym obrazku - nie brakowało i nie brakuje.[2]

Profesorowie swoje, a Przyroda swoje. Ludzi da się oszukać, ale Natury nigdy... - nawet największe chciejstwo debili z tytułem naukowców Jej nie oszuka, bo Ona kieruje się swoimi odwiecznymi prawami, których jeszcze nie zrozumieliśmy do końca i długo nie zrozumiemy, a to miedzy innymi dzięki bałwanom zamkniętymi w swych wieżach mądrości z kości słoniowej...

Jednym z indykatorów poziomu skażeń radioizotopem cezu - 137Cs - są grzyby. Kumulują one cez, szczególnie podgrzybki brunatne - Xerocomus badius - w skórce kapelusza i jedząc je wprowadzamy radionuklid do naszych kości, z wiadomym skutkiem. Uczeni pocieszają nas, że trzeba zjeść na rok co najmniej 15 kg suszu grzybowego, by odczuć negatywne skutki, ale... - czas połowicznego zaniku czyli t1/2 dla cezu-137 wynosi około 30, 2 roku, a że materia kości nie wymienia się, więc cez pozostaje emitując do organizmu cząstki β- czyli elektrony. Podobnie sprawa się ma z radioaktywnym jodem - 131I, którego t1/2 wynosi tylko 8 dni - ale spustoszenia, jakie poczynił są nieodwracalne i nastąpił skok o 70% ilości zachorowań na nowotwory tarczycy wśród dzieci i młodzieży urodzonej po 27 kwietnia 1986 roku, a przecież - jak zapewniał mnie w Makowie Podhalańskim w dniu 15 maja 1996 roku prof. dr hab. Kazimierz Jeleń z AGH w czasie dyskusji po swym wykładzie na temat ekologicznych skutków awarii w Czarnobylu - na Polskę spadły jedynie    t r z y   g r a m y    radioaktywnego jodu-131!!! Ile spadło cezu, tego jakoś żadne źródła nie podają - ciekawe dlaczego? Czyżby bali się panowie uczeni? Jod wypłukiwano z organizmów „Lugolą” - a co z cezem? A co z innymi radionuklidami, które wydobyły się z reaktora CzEJ? Przecież poza jodem i cezem wydobyły się także takie izotopy, jak m.in.: stront-90 z t1/2 = 19,9 roku; cez-136 z t1/2 = 13,1 dnia, i inne pozostałości po rozpadzie uranu czy plutonu. Do tego jeszcze należy dołączyć niebezpieczny węgiel-14 z t1/2 = 5.740 lat, a który odkłada się we wszystkich organizmach żywych, a czego efektami są wszelkiego rodzaju nowotwory i alergie. Ze znanych ogółem około 1.800 izotopów i izomerów, tylko około 270 jest trwała - a cała reszta jest radioaktywna w mniejszym czy większym stopniu. Wszystkie powstają we wnętrzach reaktorów jądrowych i tej fatalnej nocy 26 kwietnia 1986 roku, zostały one uwolnione do atmosfery Ziemi, z której potem spadły na jej powierzchnię w postaci bardzo „gorącego” fall-out’u. Radioaktywny opad skaził całą północna hemisferę i wszystko, co się na niej znajdowało, a jakiś niedouk z tytułem profesora pisze, „ że właściwie to nic się nie stało”. Zgroza! Oczywiście! - po eksplozji nic nikomu się nie stało, ale po latach będą wychodzić jego skutki! Szermuje się wskaźnikami umieralności ludzi po katastrofach w Seveso (Italia) i Bhopalu (Indie), ale w tym przypadku skażenie chemiczne szybko opanowano i zlikwidowano, zaś skażenie po wybuchu w Czarnobylu zaczyna dopiero swe żniwo i najgorsze dopiero przed nami - w 10-15 lat po wybuchu! Jakże celną była i jest nadal dziecięca wyliczanka, którą wyliczały się dzieciaki na ulicach polskich miast: Dylu, dylu na badylu - pier...nęło w Czarnobylu - raz, dwa, trzy - raz, dwa, trzy - a na raka umrzesz ty!... Od kilku lat obracam się w środowisku farmaceutów i wiem, jak bardzo ostatnimi czasy wzrosło spożycie leków przeciwrakowych, przeciwbólowych i witaminy C, w porównaniu do czasów sprzed 1986 roku. Więc żaden utytułowany bałwan nie wmówi mi, że jest dobrze, jak wiem, że jest akurat dokładnie odwrotnie!

No, ale wróćmy do grzybów i cezu-137. O ile wierzyć prof. dr hab. Zbigniewowi Jaworowskiemu z CLOR Warszawa[3], to teren Podhala i w ogóle województwa małopolskiego został skażony cezem-137 w ilości około 15 kBq/m2 - co dostało się przede wszystkim szczytom Beskidu Wysokiego - a nade wszystko Babiej Górze - oraz Beskidu Wyspowego - Luboniowi Wielkiemu i Małemu, zaś na pozostałym obszarze wynosiły one od 3 do 8 kBq/m2. W górnym biegu Dunajca było około 3 kBq/m2, a Tatrom dostało się maksymalnie 8 kBq/m2. To bardzo mało, bo np. w Oleśnie było pomiędzy 45 a 60 kBq/m2, a w Nysie ponad 65 kBq/m2. Czemu to wszystko piszę i zanudzam Czytelnika tymi danymi? Chodzi mi o to, że rejony objęte PROJEKTEM TATRY nie zostały tak skażone, jak reszta kraju, a jednak stwierdziliśmy kilka anomalii, które są co najmniej dziwne i stawiają wszystko pod znakiem zapytania...

Zacznę od tego, że w rejonie Łysej Polany w Tatrach, w dniu 28 czerwca 1994 roku, znaleźliśmy grzyby podobne do rydzów - Lactarius deliciosus (L. ex Fr.) S. F. Gray - z tym, że były one do nich tylko podobne, bo chyba nimi nie były - owocniki były ze sobą „zlane”, a z miąższu ciekło mleko szybko czerniejące, nie jak u „prawdziwych” rydzów. Co więcej - z doświadczenia wiem, że rydze na Łysej Polanie pojawiały się   z a w s z e   po 15 września! Czyżby grzyby te wyrosły po radioaktywnych majowych deszczach, które powodowały lokalne skażenie gleby do 12 μR/h  przy tle radioaktywnym Ziemi dla tego rejonu wynoszącym od 5 do 8 μR/h.

Powyższe fakty podałem do publicznej wiadomości w tygodnikach Tygodnik Podhalański, Nasze Strony i w miesięczniku Nieznany Świat z prośbą o podanie wyjaśnienia fenomenu tych quasi - rydzów. Otrzymałem dwie odpowiedzi, których nie przytoczę, boż pisali to ludzie bez wyobraźni i podstawowej wiedzy, a zatem nie będę im robił reklamy... I byłoby całkiem fajnie, gdyby nie to, że badając miejsce CE2 w Spytkowicach, natknęliśmy się na czarcie koła owocników grzyba z gatunku wieruszka zatokowata - Entoloma sinutatum (Bull. ex Fr.) - Rhodophyllus lividus (Bull. ex Fr.) Quélet. Te grzyby były całkiem normalne, tj. nie wykazywały żadnych odchyleń od normy, ale obecność wielu czarcich kręgów w pobliżu miejsca Lądowania dawała wiele do myślenia. To było 25 maja 1996 roku.

W kilka dni później, na jordanowskim cmentarzu, znaleźliśmy nieprawdopodobny okaz grzyba z gatunku krowiak podwinięty albo olszówka - Paxillus involutus (Batsch ex Fr.) Fr. - którego owocnik z barwy przypominał olszówkę, ale pokrojem był całkowitym jej zaprzeczeniem! Zwyczajny Paxillus involutus ma cienki trzon i dość szeroki kapelusz, zaś ten okaz miał dokładnie na odwrót - gruby trzon i mikry kapelusik zredukowany jedynie do milimetrowego kołnierzyka! Gdyby to była olszówka, to wyrosłaby ona w połowie lipca - czyżby więc promieniowanie pobudziło i zdeformowało ten owocnik?...

I jeszcze jeden niesamowity okaz - tym razem borowika ceglastoporego - Boletus erythropus (Fr. ex Fr.) Pers. - Boletus miniatoporus Secr. - który zdawał się być (i był) zrośnięty z trzech owocników, choć najadekwatniejszym słowem byłoby tu raczej „zlany”, dokładnie tak, jak tajemnicze „rydze” z Łysej Polany. Okaz ten znaleziono w dniu 12 lipca 1996 roku w Majerzowym Lesie rosnącym pomiędzy Jordanowem a Bystrą Podhalańską.

W tym lesie znajdowaliśmy różne dziwne i chronione grzyby: szmaciaka gałęzistego - Sparassis crispa (Wulf. ex Fr.) Fr., który rósł na świerku, a przecież wiadomo, że pasożytuje na sośnie; piestrzenicę infułowatą - Gyromitra infula (Schaeff.: Fr.) Quél.; ogromne worki uchówki zajęczej - Otidea leporina (Batsch.) Fuckel - Otidea abietina; wyglądające jak ukwiały z jakiejś fantastycznej rafy koralowej owocniki gałęziaków - Ramaria flava (Schff. ex Fr.) Quél. i R. formosa (Pers. ex Fr.) Quél. NB, niemal na samym jordanowskim rynku można znaleźć wielkie - do 40 cm średnicy! - owocniki będącej na Czerwonej Liście Gatunków Ginących purchawicy olbrzymiej - Langermannia gigantea (Batsch. ex Fr.) Rostkor.! Nie muszę chyba dodawać, że wszystkie te gatunki są prawnie chronione na mocy Rozporządzenia Ministra Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa z dnia 6 kwietnia 1995 roku, Dziennik Ustaw nr 41/95, poz. 214 - co podaję, by nikt nie miał co do tego żadnych wątpliwości. Wiem, że to wszystko brzmi, jak reklama walorów naszych lasów - odkąd zamknięto trującą nas niewiarygodnie toksycznymi emisjami Hutę Aluminium w Skawinie - do naszych lasów wróciły grzyby, których istnienia u nas nawet nie podejrzewaliśmy, lub które dawno znikły, co stanowiłoby dowód na to, że Natura jest w stanie choć w części zaleczyć zadane jej przez Homo ponoć sapiens straszliwe rany. Chodzi mi tutaj o to, że nad wszystkimi tutaj wymienionymi miejscami zaobserwowano przeloty czy Lądowania NOL-i!

Badania Kazimierza Bzowskiego z warszawskiego UFO-Ossa wskazują na to, że po lądowaniu NOL-a powstaje skażenie gleby rzędu >18 μR/h, co jak widać wystarczy do pobudzenia grzybni i rozrastanie się jej w czarcie kręgi, lub spowodowanie mutacji i gigantyzmu - jak w przypadku pieczarek polnych - Agarica arvensis Schff. ex Fr., które znaleziono w Suwalskim, a które osiągnęły tam rekordowe rozmiary i masę - a przecież na Suwalszczyźnie skażenia po katastrofie w CzEJ wynosiły około 8 kBq/m2...[4]

Wydaje się więc, że w miejscach lądowań NOL-i powinny znajdować się czarcie kręgi owocników grzybów i de facto zamiast miejsc spotkań czarownic i czarowników z diabłami były to miejsca spotkań ludzi z UFO!... A nie zapominajmy, że na dobitkę niektóre gatunki grzybów z rodzin Amanitaceae, Inocybeae i Entolomataceae służyły szamanom, czarownicom, itp. do produkcji napoi odurzających halucynogennych. Nawet Niemcy w czasie II wojny światowej dawali SS-manom pigułki zrobione z grzybów, których działanie znosiło lęk i tłumiło instynkt samozachowawczy z wiadomym efektem - szli w bój w stanie berserkowskiego szału.[5] Inna rzecz, że niewiele im to pomogło... - bo kompot z amanityny, falliny, falloidyny i muskaryny powodował szybką śmierć takiego berserka i to bynajmniej nie od kuli wroga, a z powodu zatrucia pokarmowego...

Obserwacje zależności pomiędzy wzrostem i rozwojem grzybów, a aktywnością NOL-i potwierdzają w pełni teorię o nuklearnym napędzie tych ostatnich. Być może jest to napęd termojądrowy, wykorzystujący fuzje lekkich jąder atomowych np. wodoru w hel - proces ten zachodzi w jądrach gwiazd i bombach wodorowych, albo jest to napęd anihilacyjny - jak postulował to niegdyś prof. Jacques Vallée. Reakcje te są wydajne energetycznie i w obu przypadkach powstają kwanty twardego promieniowania γ. Wygląda to następująco:

1.              H + H → He + β+ + ν + 1,44 MeV
2.              D + D → T + H + 3,25 MeV
3.              D + D → 3He + n + 4 MeV
4.              D + T → He + n + 17,6 MeV
5.              4H → He + 2β- + 26 MeV

Gdzie D to deuter - 2H, T to tryt - 3H - obydwa są izotopami ciężkiego i superciężkiego wodoru, β to szybki elektron (-) lub pozyton (+), a ν to neutrino, zaś n to neutron.
Inaczej sprawa się ma z anihilacją, bo produktem tej reakcji jest już czysta energia, wedle wzoru:

1.                e- + e+ → 2γ

Ilość energii uzyskanej w procesie anihilacji można obliczyć z einsteinowskiego wzoru na równoważność materii i energii:

2.                E = mc2

Oczywiście ulega tej transmutacji wszelka materia znajdująca się w Kosmosie, gdy tylko spotka pewną ilość antymaterii. Tym m.in. usiłuje się wytłumaczyć fenomen Meteorytu Tunguskiego, jednak tłumaczenie to napotyka wciąż na piętrzące się pytania i wątpliwości, i jest jak dotąd jedynie hipotezą. Nie dotyczy to jedynie fotonów, które są dualistycznymi tworami - falami i cząstkami jednocześnie, chociaż... popuśćmy na chwilę wodze wyobraźni i wyobraźmy sobie    a n t y f o t o n y !   Jak zachowałoby się takie anty - światło w naszym świecie? Czy byłoby ono czarne, tak jak normalne światło jest białe? W relacjach o spotkaniach z NOL-ami i ich Pasażerami wspominało się często o czarnym świetle. A jak takie światło zachowałoby się w nocy??? - sądzę, że ono powinno przenikać przez materię. I takie rzeczy się obserwowało, nawet w Tatrach - vide relacja pani Marii Hyła - a co więcej, twierdziła ona, że w pokoju czuć było ozon. Oczywiście! - reakcja anihilacji musiała jonizować powietrze i stąd właśnie powstawały trójatomowe cząsteczki ozonu - O3!

Hipoteza anihilacyjna - antymaterialna, doskonale tłumaczy także niesamowite możliwości manewrowe NOL-i w atmosferze i poza nią, a także ich ogromne prędkości. „Sercem” silnika NOL-a jest przyspieszacz (akcelerator) cząstek elementarnych, który przyśpiesza nie cząstki, ale antycząstki , które w myśl transformacji Lorenza nabywają nie masy, ale antymasy... Myśl nie jest nowa, boż wyraził ją Stanisław Lem  w powieści Astronauci już w latach 50., a więc dlaczegóżby nie mieli tego używać Ufici? Wyglądałoby zatem na to, że Obcy opanowali technologię przemysłowej produkcji antymaterii i zastosowali ją do napędu własnych statków kosmicznych, atmo- i hydrosferycznych.[6] Implikacją tego faktu jest to, że coś takiego, jak katastrofa w Roswell   j e s t   niemożliwa - a to dlatego, że nieszczęsny NOL musiałby ulec anihilacji, przy której wybuch największej rosyjskiej megatonówki, to mięta... Innymi słowy mówiąc, Bobek Lazar naopowiadał ludziom bzdur o sławetnej Area 51 i S-4 Zone, a ci ostatni w to uwierzyli bez zastrzeżeń... Utrzymanie antymaterii w warunkach ziemskich pochłaniałoby tyle energii, że wątpliwe jest to, że wszystkie elektrownie USA byłyby w stanie wytworzyć takie ilości prądu na utrzymanie wysokiej próżni i super-silnych pól magnetycznych na utrzymanie antycząstek.

Kolejnym dowodem na to, że Oni posługują się antymaterią jest oscylacja otaczającego NOL-e pola magnetycznego. Oni nauczyli się skupiać lokalnie bardzo silne pola magnetyczne, dzięki czemu stworzyli właśnie pułapki magnetyczne na antymaterię. Także ślady wypaleń po lądowaniach NOL-i mogły zostać wykonane przy pomocy antymaterii czy nawet antyfotonów... Oczywiście fizyk jądrowy zaraz powie, że antyfotony to bzdura, OK., ale zatem dlaczego promienie światła emitowane przez NOL-e przenikają przez ściany, a świetle dnia są one czarne? Posiadanie przez Nich władzy nad antymaterią doskonale to wszystko może wytłumaczyć...




[1] Po „atomowej wojnie” pomiędzy Indiami i Pakistanem w 1998 roku doszło do naruszenia równowagi na granicy Płyty Azjatyckiej i straszliwie niszczącego trzęsienia ziemi w Turcji i Japonii, a słabsze wstrząsy podziemne odnotowano w Grecji i Italii. Było kilkaset ofiar w ludziach, a kilka tysięcy osób pozbawiono dachu nad głową. Strat moralnych nie liczył nikt...
[2] Dowodem wprost na powyższe jest opublikowany na łamach Wiedzy i Życia nr 5,1999 list otwarty 13 polskich atomistów, w którym protestują oni przeciwko emisji w TVP filmu telewizji BBC pt. Igor dziecko Czarnobyla, w którym ukazano los małego ukraińskiego chłopca straszliwie okaleczonego jeszcze w łonie matki przez letalne działanie promieniowania po wybuchu w CzEJ.
[3] Centralne Laboratorium Ochrony Radiologicznej.
[4] Rzecz ciekawa - gigantyczne grzyby, jak donosiła prasa w latach 1998 - 2000, rosły najczęściej w byłych bazach wojsk radzieckich na terenie zachodnich województw naszego kraju - czyżby to był skutek napromieniowania gleby przez magazynowane tam głowice broni rakietowo - jądrowej albo nieznane urządzenia jądrowe Armii Radzieckiej?
[5] W mitologii germańskiej i skandynawskiej niektórzy bohaterowie w walce wpadali w szał, w którym byli absolutnie niewrażliwi na zmęczenie i ból z zadanych im ran. Nazywano ich berserkami.
[6] Znany polski ufolog prof. dr inż. Jan Pająk dodaje do tego także statki litosferyczne, tj. poruszające się w skorupie ziemskiej!