piątek, 27 czerwca 2014

PROJEKT TATRY (29)

APPENDYKS I



W południowo zachodnim kącie województwa małopolskiego, na samej krawędzi powiatu Nowy Targ znajduje się dziwna i tajemnicza kraina zwana Orawą. Od zachodu przylega ona do granicy ze Słowacją, od północy oddzielona jest od reszty kraju potężnym murem Pasma Babiogórskiego Beskidu Wysokiego, od wschodu góry Pasma Podhalańskiego Beskidu, a od południa świerkowe bory i mokradła torfowe - unikat w skali Europy! Orawa wabi swym pięknem i jeszcze w miarę czystym środowiskiem.

Po raz pierwszy ujrzałem Orawę w zimie 1968 roku, kiedy to pojechałem tam kuligiem zorganizowanym przez Dom Wczasów Dziecięcych w Sidzinie. Po ukończeniu Technikum Leśnego w Brynku zostałem skierowany do pracy przez Nadleśnictwo Nowy Targ do Podwilka na Orawie, gdzie pracowałem w obwodzie Lasów Niepaństwowych w Bukowinie-Podszklu, Harkabuzie i Podwilku od kwietnia do września 1975 roku, dzięki czemu poznałem nieźle ten teren. Teraz od czasu do czasu jadąc na spotkania z moimi słowackimi i węgierskimi przyjaciółmi przejeżdżam drogą nr 7 (E-77) przez Orawę od przełęczy Beskid do przejścia granicznego GPK SG Chyżne, gdzie przekraczam granicę. Od czasu do czasu jeżdżę z Jordanowa do Jabłonki via Bystra Podhalańska - Sidzina - Zubrzyca Dolna czy nawet do Zakopanego, kiedy zapchana jest sławetna „zakopianka”...

O obserwacjach UFO nad Orawa dowiedzieliśmy się stosunkowo niedawno, bo w kwietniu 2000 roku, kiedy to otrzymaliśmy pierwszy sygnał od stałego współpracownika MCBUFOiZA mgr Romana Cioka o zaobserwowaniu dziwnych, krążących świateł nad Orawą. Następnego dnia, nasza ekipa w składzie: moja żona Anna Leśniakiewicz i ja, udała się w teren, by zbadać sytuację. Przejechaliśmy się do Jabłonki, Zubrzycy Dolnej, Lipnicy Małej i Chyżnego po to, by stwierdzić, że domniemanym UFO okazały się plamy światła z urządzenia „Sky Rose” zamontowanego na dachu stacji benzynowej po słowackiej stronie granicy - w Trstenie... Niby fałszywy alarm, ale to był sprawdzian gotowości do działania na konkretny sygnał.

Drugi fałszywy alarm miał miejsce jesienią 2000 roku, kiedy to uruchomiono przekaźnik telefonii komórkowej opodal Hali Krupowej - pod szczytem Okrąglicy - 1.239 m n.p.m. a którego ostrzegawcze światło koloru czerwonego sprawiało niesamowite wrażenie dla patrzącego nań z dołu obserwatora i wyglądało rzeczywiście jak jakiś BOL we mgle...

2 lutego 2001 roku, pojechałem do Zubrzycy Górnej wraz z moją siostrą Wiktorią Leśniakiewicz, by zwiedzić słynny Skansen - Muzeum Ziemi Orawskiej umieszczone na miejscy Dworku Moniaków. I tutaj czekała nas miła niespodzianka - zwiedzając galerię obrazów miejscowego artysty-malarza Stanisława W. ujrzeliśmy malarskie wizje niezwykłych zjawisk kosmicznych, atmosferycznych i ... UFO. Te obrazy malowane olejem na 3-milimetrowym szkle sprawiają niesamowite wrażenie. Jest w nich religia i erotyka, egzotyka i ezoteryka, trochę z surrealistycznych płócien Salvatora Dali i  Juana Miro, trochę z grafik Marca Chagalla i pięknych w swej naiwności wizji Nikifora Krynickiego... Jest Ojciec Święty pod Krzyżem i są zbójnicy z frajerkami; jest galeria Świętych pańskich z wyszczególnieniem kto jest od czego i czyim jest patronem, i są pejzaże surrealistyczne wkomponowane w ramy okienne, i grajkowie, i tancerze... A to wszystko w łagodnych, pastelowych - jakby akwarelowych kolorach, i aż się wierzyć nie chce, że to olej na szkle! Pan W. wierzy w istnienie UFO i - jak twierdzi - w młodości widział coś, co mu to UFO przypominało. Ale nie był do końca pewnym, natomiast spotkaliśmy się z mgr Cioka, który opowiedział nam o swoich obserwacjach niezwykłych zjawisk.

To wydarzyło się w lecie - najprawdopodobniej w lipcu 1979 roku. Mgr Ciok pomiędzy godziną 22:00 a 23:00 wyszedł przed swój dom w Orawce i nad jedną z gór na zachodzie stwierdził obecność jakiegoś dziwnego prostokątnego obiektu, który świecił na jasno-granatowym już niebie łagodnym, żółtym światłem. Obiekt ten wisiał całkiem nieruchomo i po jakichś 5-7 sekundach znikł, jakby zgasł. Niemal w tej samej chwili, nad Orawskim Jeziorem Zaporowym zapalił się drugi obiekt, tyle że był on w kształcie kręgu o średnicy porównywalnej z tarczą Księżyca w pełni. Nocne Światło było biało-żółte i bardzo jasne, oświetlało dokładnie wody jeziora, a zatem znajdowało się nad Słowacją. Świadek wpadł do domu wołając żonę, by wyszła. Po chwili oboje wybiegli na dwór, ale już wszystko się skończyło. Po obiekcie nie zostało nawet śladu na niebie i ziemi. Całość zjawiska trwała około pół minuty.

Drugie spotkanie z Nieznanym pan Ciok zaliczył jesienią 1996 roku, w Zubrzycy Górnej. Pewnego wrześniowego ranka, świadek znalazł na mostku nad potokiem kupkę biało-szarej galarety, stosunkowo twardej i nie wydzielającej żadnego zapachu. Pobrana próbkę zbadał miejscowy nauczyciel chemii, ale nie był w stanie podać, z czego ta galareta się składała - stwierdził on jedynie, że była to jakaś substancja nieorganiczna. Galareta ta nie wchodziła w żadne reakcje i nie rozkładała się. Zabrała ją dopiero woda z wiosennych roztopów. Drugi kopczyk tej samej galarety - wedle słów świadka - wpadł w wysokie zarośla i tam po pewnym czasie znikł, jakby wsiąkł w glebę. Nie było żadnych efektów ubocznych, bo zarośla stoją jak stały i nie stwierdzono jakiegoś szkodliwego oddziaływania na rośliny. Mgr Ciok zrobił zdjęcie galarecie, ale nie pobrał próbek, bowiem - jak powiedział - obawiał się jej toksycznego działania... Nie dziwię mu się, bo sam zachowałbym jak najdalej idącą ostrożność...

Kiedy się o tym dowiedziałem, to od razu złapałem za komórkę i rozesłałem SMS-y do wszystkich znajomych ufologów. Czytałem w pracach Lucjana Znicza-Sawickiego o tym, ze takie „puce” galarety spadały od czasu do czasu w Wielkiej Brytanii i USA. Red. Stanisław Barski dodał do tego jeszcze opady galarety w Brazylii. O galarecie w Ameryce powiedział mi także red. Robert Bernatowicz. Najciekawszą informację przysłał mi Arek Miazga z MCBUFOiZA o/Ropczyce, który zarejestrował na terenie Podkarpacia aż dwa przypadki znalezienia jakichś galaretowatych pozostałości na drzewach i glebie po lądowaniach Nieznanych Obiektów Latających... Najdziwniejsza relacja nadeszła z Australii, gdzie w ogrodzie Piotra Listkiewicza znalazł on coś, co przypominało galaretowaty cielęcy móżdżek. Ów „móżdżek” powoli rozłożył się zatruwając miejsce, gdzie leżał na 2 lata, co w warunkach bujnej australijskiej przyrody jest fenomenem, jako że na zabliźnienie ran zadanych szacie roślinnej potrzeba zazwyczaj 2-3 tygodni... Rzecz ciekawa - tego „czegoś” panicznie bał się jego pies. Czyżby wyczuwał poza-ziemskość tego „czegoś”?...  Ze swej strony przypomniało mi się znalezienie przeze mnie na wschodnim stoku góry Ciosek w okolicach Jordanowa, całego pniaka świerka pokrytego kilkoma kilogramami kleistego, przeźroczystego śluzu, który opalizował niebiesko-fioletowo. Jednakże nie wiążę tego z obecnością UFO, a z występowaniem grzybów śluzowców, które nadzwyczaj obrodziły w ów deszczowy i ciepły lipiec 1997 roku... W przypadku galarety z Podkarpacia i Orawy chodzi dokładnie o to samo - galareta przypomina krochmal i jest stosunkowo twarda, nierozpuszczalna.

Co to było? Może był to jakiś produkt uboczny ufozjawiska w rodzaju np. naszych smarów czy paliwa? Najdalej posunęły się moja żona i siostra, które stwierdziły, że mogły to po prostu być...  odchody Ufitów! Wisia to uzasadniła całkiem prosto: skoro Ufici, którzy porwali w Emilcinie Jana Wolskiego jedli jakieś przeźroczyste, ciągliwe, ciasto, które rwało się i bezgłośnie łamało jak właśnie galareta, to po przeróbce chemicznej w żołądkach Ufitów jego pozostałością mogły być takie twardawe, koloidalne ekskrementy... Nie wiem dlaczego, ale ciągle większości ufologów i szerokiej publiczności się wydaje, że Oni są Bogami tej planety. Nic podobnego! - kulą w płot! Jeżeli są to istoty żywe, to chcąc czy nie - muszą jeść - by uzupełnić energię. A to oznacza także, że muszą wydalać substancje zużyte czy toksyczne ze swych organizmów. I co najciekawsze - zjawisko to jest znane już starożytnym Druidom, bo nazwano je w językach celtyckim i gaelickim „pwdre ser” - gwiezdne odchody... Wniosek jest oczywisty: Ich organizmy są podobne do naszych i funkcjonują w oparciu o podobne zasady. Drugi wniosek narzuca się automatycznie - Oni wcale nie muszą być Kosmitami w potocznym tego słowa znaczeniu - Oni mogą pochodzić z Ziemi sprzed 30.000 lat lub za 30.000 lat. Czas jest pojęciem względnym, jak pouczał nas prof. Albert Einstein, ergo podróże w czasie są możliwe, co wynika z Ogólnej i Szczególnej Teorii Względności. Punctum.

Kolejny przypadek incydentu z UFO miał miejsce 13 sierpnia 1995 roku. Tego dnia wraz z żoną udałem się na wypad w Beskid Wysoki - z Jordanowa via Sidzina i Psia Dolina na Halę Krupową, i z powrotem górami do Bystrej Podhalańskiej za czerwonymi znakami Głównego Szlaku Beskidzkiego. Na Hali Krupowej byliśmy około 06:30. Widok był piękny, południowy horyzont zamykał postrzępiony mur Tatr. Zrobiłem kilka zdjęć - w tym jedno w kierunku południowym. Po wywołaniu okazało się, że nad lasem widocznym po lewej stronie kadru wisi jakiś ciemny obiekt... Nie jest to ani ptak, ani samolot, czy inny latawiec. Czyli normalne UFO lub... skaza na negatywie. Niestety, ten ostatni już gdzieś wyrzuciłem i teraz już się nie da go zbadać... Zakładam, że było to UFO. Proszę nie zapominać, że to właśnie w odległości piętnastu minut marszu znajduje się miejsce katastrofy samolotu pasażerskiego AN-24, oznaczonego SP-LTF, z lotu nr LO-165, który w niewyjaśnionych do dziś dnia okolicznościach rozbił się na północnym stoku Policy, późnym popołudniem dnia 2 kwietnia 1969 roku...

Następne dziwne wydarzenie miało miejsce latem 1989 lub1990 roku. Wspomniany już tutaj artysta-malarz Stanisław W. znalazł niedaleko miejscowości Podwilk kręgi trawiaste - takie jak w Japonii, co opisywał w naszym Nieznanym Świecie i Czasie UFO japoński ufolog dr Kiyoshi AmamiyaAnia i ja popełniliśmy swego czasu na ten temat artykuły do Czasu UFO i Echa Jordanowa. Okazało się, że w Podwilku, pomiędzy Madejową Górą a Beskidami, we wklęsłości terenu znajdowały się nie jeden, ale trzy kręgi trawiaste ustawione w trójkąt równoboczny. Niestety, mgr W. nie miał ze sobą aparatu fotograficznego, by to uwiecznić, zresztą wtedy nawet nie zdawał sobie zbytnio sprawy z niezwykłości zjawiska, na które patrzył... Ciekawym jest to, że podobny krąg widziała mieszkanka Jordanowa - pani Krystyna B. mniej więcej w tym samym czasie na wschodnim stoku Hyćkowej Góry pomiędzy Jordanowem, Sidziną i Toporzyskiem.[1]

Innego rodzaju ślady Lądowania znaleźliśmy z Anią i red. Bronisławem Rzepeckim na miejscu spektakularnego CE2 na Górze Golgota w Spytkowicach. Były to 3 kręgi świeżej trawy i trójkąt równoboczny, zwrócony ostrym kątem ku północy. I tutaj wszystko wskazywało na to, że miało tutaj miejsce przesunięcie czasowe o co najmniej 5-6 miesięcy w przeszłość lub przyszłość. A tak, bo to CE2 miało miejsce w grudniu 1995 roku, a kiedy przybyliśmy tam 21 kwietnia 1996 roku, to na szarawej zeszłorocznej trawie widać było jeszcze zwarzone mrozami (a te w styczniu 1996 roku sięgały do -330C) ciemnozielone źdźbła trawy, która musiała wyrosnąć w czasie tego CE! Potem zwarzyły je mrozy. Ślady tego właśnie zjawiska znalazła nasza ekipa.

Podobne ślady znajdowano także w przypadkach CE w okolicy wsi Wysoka k./Jordanowa. Zresztą w wielu przypadkach obserwacje UFO nad Jordanowem miały swój początek lub koniec właśnie w kierunku Orawy - a dokładniej - głównego szczytu Babiej Góry - Diablaka! I nie dziwota, bo tam właśnie miał znajdować się otwór wejściowy do podziemi planetarnych, które polski ufolog działający na Nowej Zelandii - prof. dr inż. Jan Pająk opisał w swych pracach. Wejście do Agharty ma znajdować się po słowackiej stronie Babiej, na wysokości ⅔ wysokości względnej góry, czyli gdzieś pomiędzy warstwicami 1.550 - 1.650 m n.p.m. Jak dotąd, nikt nie znalazł tego wejścia, ale możliwe, że zostało ono zawalone przez radzieckich żołnierzy ze SPECNAZU GRU czy OSNAZU NKGB, którzy po wojnie czegoś intensywnie szukali w rejonie Babiej Góry, w 1946 roku. Być może właśnie wejścia do Agharty... Teren ten mógł interesować funkcjonariuszy NKGB, GRU a nade wszystko GKNIIR[2], którzy wiedzieli, że na Krowiarkach w 1943 roku odbywały się próby z super-działem V-3, z którego strzelano w odległy o 50 km masyw Tatr... Tunel w stoku Babiej Góry znajdował się także w zainteresowaniu innej sowieckiej tajnej służby - SMIERSZ[3] - której chodziło o zamknięcie drogi hitlerowskim zbrodniarzom wojennym i potencjalnym szpiegom z Zachodu. Jak widzimy, władze radzieckie miały wielki interes w tym, by nie dopuścić ludzi do Tunelu o Szklistych Ścianach w stoku Diablaka!

Jak widać, dzięki współpracy wielu ludzi z terenu Orawy i spoza niego, zapełniają się ostatnie białe plamy na ufologicznej mapie Polski, z których jedną była właśnie Orawa. Mam nadzieję, że ten materiał zainteresuje także kolegów ze Słowacji, bowiem dotyczy on także i terenu Orawy słowackiej. O ile dobrze pamiętam, to krótko po wojnie na tym terenie zarejestrowano jedną z pierwszych obserwacji UFO w kształcie klasycznego latającego dysku, co później dało nam podstawę do przypuszczeń, że był to prototyp niemieckiego dyskoplanu „Vril” czy „Haunebu” - jednym słowem V-7, którego lądowisko mogło znajdować się w okolicach polskiej wsi Grzechynia.[4] No, ale to już inna historia i temat na inną balladę...






[1] Dokładny raport w tej sprawie znajduje się w Internecie na stronie www.ufo-centrum.prv.pl.
[2] Gławnyj Komitiet Naucznoj I Issliedowatielnoj Rozwietki - radziecki wywiad naukowo-techniczny  - wspólna dla KGB i GRU organizacja wywiadowcza zajmująca się wywiadem naukowo-technicznym, koordynująca pracę operacyjną obu tych instytucji w tym zakresie.
[3] Skrót od SMIERt’ SZpionom! - Sekcja Kontrwywiadu NKGB ds. Szpiegostwa i Zbrodni Hitlerowskich - późniejsza II Dyrekcja Generalna KGB (Kontrwywiad).
[4] Zob. Miloš Jesenský & Robert K. Leśniakiewicz - WUNDERLAND: Pozaziemskie technologie w Trzeciej Rzeszy, Ústi nad Labem, 1998.