sobota, 5 lipca 2014

PROJEKT TATRY (32)

16. POSZLI W GÓRY I NIE WRÓCILI...

Śmierć „Trójki z Pułtuska” - Groza na Babiej Górze - Gdzie się podziała praktykantka? - Wyszedł z domu i znikł... - Ofiary zimy.

Toprowcy uważają - i całkiem słusznie - że w górach ludzie giną tylko i wyłącznie na swe wyraźnie wyartykułowane życzenie i ze swej głupoty. Przykładem jest zagłada zespołu „Poznańskiej Piątki” z lutego 1990 roku, opisana w pkt. 45. Sprawa  jest ewidentna - ci młodzi ludzie poszli po swoją śmierć, wyzwali los i go nie uniknęli. Cena była tylko jedna - ich młode życie...
Historia ma to do siebie, że się powtarza:

100

... i po dziewięciu latach się powtórzyła. W dniu 4 lutego 1999 roku, w Tatrach znika trzech mieszkańców Pułtuska - młodych „ceprów”, którzy zamierzali sobie zrobić wycieczkę ze schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich na Zawrat. Droga biegnie niebieskim szlakiem nr 50 w przewodniku Nyki. Jest ona piękna, ale w panujących wtedy w tatrach Wysokich warunkach pogodowych - śmiertelnie niebezpieczna! Mróz, opady śniegu i w górnych partiach trasy silny, morderczy wiatr najprawdopodobniej przyczyniły się do śmierci tych młodych ludzi. To wydaje się być oczywistym - co zresztą wynika z prasowych raportów. Nie polemizuję z doświadczonymi ratownikami TOPR, ale zastanawia mnie, co się stało z ich ciałami? Czy zasypał je śnieg? Czy zabrała je lawina? A może umierali z zimna o parę kroków od schroniska, jak ś.p. Frysiówna na Babiej Górze? - mając w uszach okrzyki szukających ich ludzi. Kroniki górskie znają nie takie wypadki!
Wedle przewodników i map turystycznych, trasę z Pięciu Stawów do Murowańca pokonuje się w ciągu 2 godzin - ale dotyczy to dobrych warunków pogodowych, przy czystym i wolnym od lodu szlaku. W zimie, przy zaśnieżeniu i olodzeniu szlaków, przy padającym śniegu i silnych zimnych wiatrach, (które wyczerpują bardziej, niż najtrudniejszy i najforsowniejszy marsz, wyziębiają ciało człowieka i powodują załamanie psychiczne), i przy temperaturze rzędu -15oC, czas przebycia trasy wydłuża się niepomiernie, nawet i trzykrotnie, co wiem z własnego doświadczenia. Być może zwłoki trzech nieszczęśników poniewierają się gdzieś pomiędzy Zawratem a Zmarzłym Stawkiem i objawią się dopiero na wiosnę... Jak dotąd poszukiwania trwają i są bezowocne.
Na ratunek trójce z Pułtuska wyruszył dwuosobowy zespół z Kielc. Efekt mógł być tylko jeden. W kilka dni potem znaleziono jedne zwłoki ochotnika. Drugiego z nich nie odnaleziono nigdy...
Dlaczego włączyłem ten wypadek w dossier PROJEKTU TATRY? Ano dlatego, że widzę w nim sporo podobieństw do wypadku „Poznańskiej Piątki”. Tak jak w jej przypadku, przeciwko Pułtuszczanom sprzysięgła się pogoda, ich brawura i - co tu owijać w bawełnę - ich własna głupota, która kosztowała ich młode życie. Ciekawy jestem, czy zostaną znalezione ich zwłoki? Jeżeli tak, to punkt ten zostanie anulowany, jeżeli zaś nie, to... To trzeba będzie zmienić finalny wniosek PROJEKTU TATRY... - ludzie giną tajemniczo także w okolicy Doliny Pięciu Stawów Polskich, gdzie zdarzył się jeszcze jeden tajemniczy wypadek - zob. pkt. 43 - Reykowskiej i Czechowicza. Jest on jako-tako i na upartego wytłumaczalny, ale tylko na siłę i przy dużym natężeniu dobrej woli.
Jak już tu powiedziałem - poszukiwania w toku. Zakończono je 2 maja 1999 roku odnalezieniem wszystkich ofiar w lawinisku pod Zawratem. Niby sprawa wyjaśniona, ale znaki zapytania pozostały.

101

Ten wypadek, w którym na szczęście dwie nastoletnie turystki przeżyły, zdarzył się na szczytowej kopule Diablaka - wyższego szczytu Babiej Góry.
Poniekąd przypomina to zagładę zespołu Frysiów, opisany w pracy UFO na granicy (Kraków 2000), a rzecz dotyczyła śmierci czterech osób w 1935 roku. Tym razem dwie 17-latki z Częstochowy: Anna S. i Olga K. wybrały się na Babią Górę wczesnym rankiem, dnia 30 stycznia 1999 roku. Pomimo niesprzyjającej pogody, zimnego wiatru z północnego-zachodu i temperatury dochodzącej do -20oC, obie dziewczyny w swej głupocie uparły się i podeszły z Markowych Szczawin na Przełęcz Bronę, skąd wspięły się na Diablaka. Dziewczyny osiągnęły, co chciały, ale zejście już zaczęło sprawiać kłopoty. Zamiast wejść na oznakowany czerwono Główny Szlak Beskidzki, który sprowadziłby je na Krowiarki - czyli w kierunku wschodnim - Anna i Olga poszły na południe, na stronę słowacką - gdzie znaleziono je w dniu 31 stycznia. Były zmarznięte, załamane psychicznie, ale żywe!!!...
I znowu - gdyby nie ich ośli upór i wręcz niebotyczna głupota, która gnała je na szczyt Babiej - oszczędziłyby one sobie cierpień i wstydu, zaś ratownikom Beskidzkiej Grupy GOPR oraz funkcjonariuszom polskiej i słowackiej Straży Granicznej wielogodzinnych poszukiwań.
Czy tylko winien był ich upór? Oczywiście był on składową tego wypadku, ale być może, że poza paskudną pogodą i nikłą wiedzą o górach oraz rządzących w nich prawach, a także ignorancją Anny i Olgi być może wzięły tu udział także i inne czynniki - czy nie aby diabły z Diablaka? Babia Góra pod tym względem jest „uprzywilejowana”, a otaczające jej główny szczyt - nomen-omen Diablak - cieszy się paskudną sławą. W jego okolicach rozbił się w dniu 2 kwietnia 1969 roku samolot kursowy PLL LOT An-24, nr lotu LO-165, który - jak tego dowiodłem kiedyś - rozbił się wskutek pomyłki nawigacyjnej popełnionej przez operatora radiolokatora z lotniska Kraków-Balice, zmylonego widocznym na ekranie radiolokatora echem NOL-a lecącego właśnie nad ... Skawiną! Kontroler lotu wydawał polecenia właśnie dla tego obiektu, zaś załoga lecącego o 40 km dalej na południe LO-165 wykonywała je. Efekt tego przy panującej wtedy ohydnej, kwietniowej pogodzie mógł być tylko jeden - samolot werżnął się kilkadziesiąt metrów poniżej głównego szczytu Policy... Teraz jest tam rezerwat przyrody im. Prof. Zenona Klemensiewicza - jednej z ofiar tej katastrofy.
Zła pogoda omal nie doprowadziła do katastrofy innego samolotu pasażerskiego ATR-42, z lotu LO-901, w dniu 5 listopada 1998 roku, kiedy to około godziny 13:54 samolot ów nadleciawszy w NW - znad Osielca - nad jordanowski Rynek wykonał ostry skręt na NE-E i kierując się drogą nr 7 („zakopianką”) odleciał w kierunku Krakowa. Leciał on na wysokości niemal 100 m i z prędkością około 150 km/h. Gdyby pilot leciał wyżej - to uderzyłby maszyną w otaczające Jordanów szczyty Przykca, Hyćkowej Góry czy Hajdówki, bowiem podstawa chmur sięgała nie więcej, niż 700 m n.p.m. Ci ludzie mieli wiele szczęścia!
Przekładając teraz ten przypadek na to, co się przydarzyło Annie S. i Oldze K. można powiedzieć, że skoro doświadczeni piloci mieli kłopoty, to co dopiero dwie młode i głupiutkie dziewczyny?... Uratowało je chyba tylko to, że będąc z Częstochowy były pod szczególną opieką Czarnej Madonny! Wszystko skończyło się happy endem, a przecież gdyby nie zeszły one niżej pod osłonę lasu i gdyby nie znalazły tej sławojki - w której się ukryły - to dwa trupy leżałyby do wiosny w śniegach Babiej Góry!

102

„Gdzie się podziała praktykantka!” - pytanie za 64.000 dolarów płatne czekiem bez pokrycia...
jeszcze w dniu 13 listopada 1998 roku, o godzinie 7:15 wyszła z domu i dotychczas nie powróciła mieszkanka Knurowa - 17 letnia Maria Guroś, która miała podjąć praktykę zawodową w Waksmundzie. Wprawdzie to nie Tatry, ale Podhale, niemniej jednak sprawa jest o tyle ciekawa, że ostatni ślad dziewczyny urywa się na dworcu PKS w Nowym Targu. Ponoć widziano ją w Katowicach w towarzystwie młodego mężczyzny w kilka dni później. Czy to ma jakiś związek z wydarzeniami w Tatrach?
A tak - ma - i to znaczący! Proszę, przypomnij sobie Czytelniku sprawę zniknięcia dwóch młodych dziewcząt - też 17-latek - Ernestyny Wieruszewskiej i  Anny Semczuk z Warszawy i także 17-letniej Renaty Zielińskiej ze Staszowa. Opisałem je w pkt. 46 i 49 sugerując jednocześnie, że dziewczyny wcale nie musiały zaginąć czy zginąć w górach, bądź zostać porwane przez Ufitów. Wyjaśnieniem alternatywnym jest porwanie przez działającą na terenie Podhala i Podtatrza włoską i serbsko-albańską mafię, która szmugluje m.in. polskie kobiety do włoskich, austriackich i niemieckich burdeli. Wszystkie zaginione dziewczyny miały nie więcej, niż 17 lat. Mafia ta działa i ma oparcie w niektórych kręgach niektórych partii o nastawieniu nacjonalistycznym i antyżydowskim w głównych miastach naszego kraju. Oczywiście, służąc jeszcze w SG w latach 1992-94, zwróciłem moim przełożonym uwagę na informacje na ten temat, jednakże moje meldunki w tej sprawie zostały zignorowane (być może nawet celowo) i spoczęły w koszu na śmieci, a ja sam poniosłem tego konsekwencje w postaci przeniesienia ze służby stałej w SG do rezerwy. W ten sposób pozbywano się niewygodnych politycznie (czytaj: tych, którzy mieli swoje własne zdanie i mieli czelność go bronić) funkcjonariuszy z policji, Straży Granicznej i innych służb specjalnych RP.

Bardzo pouczająca jest tutaj sprawa zamieszkałego w Polsce Serba - Redżepa H., który od 1991 roku zajmował się szmuglem narkotyków. Wszyscy o tym wiedzieli i... - i nie było na niego prawa, by go aresztować i tym samym ukrócić jego przestępczy proceder... Oczywiście to było niemożliwe w skorumpowanej do cna Polsce z jej chorym prawem. Redżep H. został zatrzymany na granicy w Norwegii i aresztowany za przemyt kilku kilogramów heroiny. Dlatego jestem zdania, że porwanie, przemycenie i sprzedanie do włoskiego burdelu w Bari czy Brindisi głupiutkiej polskiej dziewczyny nie nastręczałoby mafiosom z Bałkanów   ż a d n e j   trudności! Nieodpowiedzialność i głupota rodziców, ich naiwna wiara w mądrość własnych dzieci   z a w s z e   doprowadza do tragedii! To reguła, od której nie ma odwołania i wyjątku.

Z drugiej strony, ultra-liberalna postawa władz zezwalała i nadal zezwala na pobyt i działalność w Polsce mieszkańców krajów byłej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii, Albanii i innych krajów, którzy powiązani są z organizacjami przestępczymi na Wschodzie i Zachodzie, kartelami narkotykowymi Ameryki Środkowej i Południowej, lewackimi i islamskimi terrorystami w Kosowa, Albanii i Bliskiego oraz Środkowego Wschodu i co najgorsze - nadaje się im polskie obywatelstwo - co uważam za szczyt głupoty! Wojna potrzebuje pieniędzy, pieniędzy i raz jeszcze pieniędzy - powiedział kiedyś Mały Zdrajca z Korsyki. Albańczycy, Serbowie, islamiści i lewacy bardzo potrzebują szmalu na wzajemne wyrzynanie się nawzajem, a przy okazji także niewinnych ludzi. Mogą je zarobić tylko u nas, bo w Polsce lat 1989-2001 może je zarobić każdy, kto nie ma pecha być Polakiem... Przez granicę odbywa się transfer broni, materiałów wojennych, narkotyków, specjalistów od broni masowego rażenia, kobiet, najemników i innej kontrabandy. Wszystko to są operacje finansowe w skali porażającej wyobraźnię. To właśnie dzięki takim operacjom powstało imperium finansowe Usamy ben-Ladena, który 11 września 2001 roku wypowiedział wojnę Ameryce i całemu cywilizowanemu światu.[1]

A zatem to nie UFO porywa polskie i słowackie, czeskie, ukraińskie, litewskie, rosyjskie dziewczyny, ale ludzie „cichych donów” z Kosowa i Belgradu, wspierani przez rosyjskie służby specjalne. Wszak Jewgienij Primakow zapowiedział nam, że zrobi wszystko, by Polska miała jak najtrudniejszą drogę do Unii Europejskiej i NATO.[2] Działalność rosyjskiej mafii w Polsce jest też do pewnego stopnia kierowana i koordynowana z Kremla, o czym ostrzegałem już w 1991 roku, tyle że tego wtedy nikt nie rozumiał, boż w Sejmie RP i w Senacie III Najjaśniejszej była aborcja, dekomunizacja, lustracja i kształt korony na głowie Orła Białego i inne bzdury - jakże śmieszne w porównaniu z zalewającą nasz kraj powodzią - ba! - całym oceanem niekompetencji, głupoty, korupcji i przestępczości zorganizowanej i indywidualnej. Nie było i nadal nie ma polityka - może poza Samoobroną i jej liderem Andrzejem Lepperem, który by wreszcie przerwał ten obłędny i zaklęty krąg niemożności, nieopłacalności, partyjniactwa i niekompetencji - i który potrafiłby spojrzeć globalnie na naszą politykę krajową i zagraniczną. Co gorsza, rządy koalicji Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności przy wsparciu Kościoła katolickiego w latach 1997-2001 doprowadziły do pogłębienia się negatywnych zjawisk i zmiany taktyki działania grup przestępczych, które z prymitywnych metod dokonywania przestępstw na modłę zbója Madeja przeszły do wyrafinowanych przekrętów finansowych - co doskonale ukazuje serial Ekstradycja. To także ogromne - ponad trzymilionowe bezrobocie i roztrwonienie majątku narodowego w ramach tzw. prywatyzacji, z której zyski zasilały niejednokrotnie kieszenie mafii mającej oparcie w parlamencie RP!

W Polsce rocznie znika bez wieści 17.000 osób - jak mówią statystyki Fundacji „Itaka” - z czego po pewnym czasie znaczący procent zostaje odnaleziony. Jak nie w kraju to za granicą. A zatem tych dziewcząt nie należy szukać w kraju, ale za granicą i to w rynsztokach włoskich, szwajcarskich, niemieckich czy austriackich. Być może nici tego handlu żywym towarem sięgają dalej - na Bliski i Środkowy Wschód... Poszukiwania należy zatem prowadzić przez EUROPOL i INTERPOL.

Dopiero kiedy wykluczymy tę możliwość, to możemy wypatrywać ich wśród gwiazd...

103

A jednak nie tylko dziewczyny znikają na Podhalu, boż historia zna przypadek zaginięcia mężczyzny w sile wieku - 48-letniego Andrzeja Fronczaka z Zakopanego, który wyszedł z domu i dotychczas nie powrócił, w dniu 23 listopada 1998 roku. Prowadzone w tej sprawie policyjne śledztwo utknęło w martwym punkcie. Udało się ustalić, że zniknięcie Andrzeja Fronczaka miało miejsce po godzinie 23:00 w Poroninie, w okolicy DW „Wena”.

Co się z nim mogło stać? Czy został on porwany przez Ufitów? Jeżeli tak, to gdzie? Może to być, że Andrzej Fronczak cierpiacy na cukrzycę zasłabł gdzieś po drodze i wpadł w zaspę, ale jeszcze wtedy śniegu nie było! Może ktoś go potrącił i zabił, a ciało ukrył czy zakopał - takie rzeczy też się zdarzają. A może rzeczywiście porwali go Ufici? Na to pytanie nie odpowiemy wcześniej, jak znajdziemy jego ciało lub jego żywego - co wydaje się być mało prawdopodobnym. Śledztwo w toku.

Grudzień 1998 roku i styczeń 1999 roku potraktował nas stosunkowo łagodnie. Prawdziwe uderzenie zimy przyszło pod koniec stycznia i na początku lutego 1999 roku, kiedy to temperatury w dzień spadły do -15oC, a obfite opady śniegu jak zawsze sparaliżowały komunikację drogową w całym kraju. U nas trwała walka o przejezdność dróg nr 47 „zakopianki”, 28 ze Śląska do Przemyśla i 7 na odcinku do Chyżnego. Droga nr 7/47 stanowiła arterię życia dla Nowego Targu i Zakopanego... Najgorsze było to, że zginęło w Polsce w tym czasie aż 209 osób - głównie z biedy... Być może niektóre z nich zmarły wskutek Bliskiego Spotkania z NOL-em, ale tego nie dowiemy się nigdy. Skąd to przypuszczenie? - ano stąd, że w latach 1996-1999 NOL-e wykazywały znaczną aktywność - o czym dalej.

Chciałbym teraz zapoznać Czytelnika z interesującą hipoteza sformułowana przez znanego dolnośląskiego badacza UFO, mgr Jarosława „Foxa Muldera” Krzyżanowskiego  z Legnicy, który w swym liście z dnia 6 marca 1999 roku pisze tak:
Moje hipotezy odnośnie UFO są następujące:
1. UFO wykorzystuje zawartą w skałach kwarcowych energię piezzoelektryczną - jak wiadomo, NOL-e są przyciągane przez źródła naturalnej i sztucznej energii elektrycznej. Jeżeli tak dobry dielektryk, jak granit czy barek tytanu są zdolne do absorbcji dużej ilości energii bez przekazania jej otoczeniu, to grupa skał dielektrycznych może być akumulatorem energii, wzmacniającym grawitację Ziemi i przekształcającą ją w energię elektromagnetyczną, stanie się akumulatorem naturalnym.
2. W naszej atmosferze występuje pomiędzy jonosferą a troposferą tzw. „warstwa użyteczna”[3] o odpowiedniej sile przyciągania grawitacyjnego, która jest stała dla wysokości nad Ziemią na całej planecie. Podnoszący się górski teren, siłą rzeczy styka się z tą najczęściej używaną przez NOL-e warstwą atmosfery, która nad nizinami rozciąga się na wysokości 600 - 1.500 m n.p.m., a w górach styka się bezpośrednio ze skałami. Jest to najprawdopodobniej tzw. warstwa zmiany pola grawitacyjnego w atmosferze. Bardzo możliwe, że anteny dipolowe atakujące sygnałami radiowymi atmosferę niszczą, bądź uszkadzają tę wykorzystywaną przez Obcych warstwę.[4] Stąd częste obserwacje UFO nad terenami stosowania broni meteorologicznej - nad górami!!![5]
3. Cykliczne zaburzenia fizykochemiczne atmosfery (burze magnetyczne, promieniowanie kosmiczne, grawitacyjne, itp.) powodujące powstanie <<okien>> czy <<dziur>> czasoprzestrzennych.
4. wyładowania na krawędzi troposfery wzmocnione oddziaływaniem pola energii piezzoelektrycznej powodują łatwiej przewidywalne miejsca powstania <<okien>> w inny wymiar lub tuneli czasoprzestrzennych.

Ta interesująca teoria tłumaczy zarazem to, co się dzieje na akwenach Trójkąta Bermudzkiego i na szczytach Czerwonych Wierchów! Niestety, będzie można ją zweryfikować jedynie wtedy, kiedy odrzuci się uprzedzenia wynikające z teorii i dogmatów ortodoksyjnej nauki.

A teraz pozwól Czytelniku, że przejdę do następnego rozdziału.



[1] Szerzej na ten temat napisałem w opracowaniu „Ufologia a polityka”.
[2] Negatywne nastawienie Rosji co do sprawy rozszerzenia UE i NATO zmieniło się nieco na mniej sztywne po wydarzeniach 11 września 2001 roku, kiedy to Rosja przystąpiła do koalicji antyterorystycznej.
[3] W oryginale Jarosław Krzyżanowski używa pojęcia „warstwa tarciowa”.
[4] Aluzja to amerykańskich eksperymentów z systemem HAARP i radzieckim/rosyjskim ELIPTON-em.
[5] Autor, podobnie jak J. Krzyżanowski domniemywa, że w lipcu 1997 i lipcu 2001 roku przeciwko Polsce użyto broni meteorologicznej, co spowodowało gigantyczne powodzie.