niedziela, 6 lipca 2014

PROJEKT TATRY (33)

17. Quasi-bolidy, NOL-e i NOO

Meteor Ochotnicki - Meteoryt Jerzmanowicki - CE w Jurze - Nocne Światła nad Beskidami - Dyski nad Tatrami i nie tylko - NOO nad Małopolską - Meteoryt Skomielna Biała: Kosmiczna pomyłka czy kosmiczny lód?

Jak już to napisałem w pierwszej części PROJEKTU... - dawno temu w Kosmosie szalała straszliwa, bezpardonowa i wyniszczająca wojna. Pisał o tym Aleksander Mora w swej pracy pt.  Atomowe wojny bogów, pisał dr Miloš Jesenský w swej solidnej i dobrze udokumentowanej pracy Bohové atomových válek i kilku innych autorów, a wszystko sprowadzało się do tego, że mniej więcej od 12.000 lat krążą nam nad głowami resztki atlantydzkiego programu SDI, które to resztki nie zostały wykorzystane w morderczych celach... Od czasu do czasu coś spada i sprawia ludziom różnorakie kłopoty: a to jakiś Czarny Mór, a to powalenie pokotem i spalenie kilku tysięcy ha lasów, a to rozwalenie szczytu jakiejś góry czy zawalenie jaskini, itd. itp.

W referacie na II Międzynarodowy Kongres Ufologiczny PYRAMIDA’98 w Pradze, w dniach 1-2 maja 1998 roku, rzuciłem propozycję, która wydała mi się najzupełniej logiczna, a mianowicie: to była kosmiczna wojna pomiędzy dwiema kosmicznymi rasami! - zaś jej ślady spoczywają do dziś dnia na Ziemi i w Kosmosie, tylko że nikt nie chce zwrócić na nie uwagi!

Jednym z owych śladów są dziwnie się zachowujące quasi-bolidy, które od czasu do czasu przemierzają nasz nieboskłon i spadają na Ziemię, powodując niemało zamieszania wśród zamieszkujących ją ludzi i uczonych, którzy mając mózgi oczadziałe dogmatem o naszej   j e d y n o ś c i   w Układzie Słonecznym, a nawet najbliższym sąsiedztwie gwiezdnym, nie dopuszczają do siebie myśli, że obok nas ktoś tu był i jest nieznany Ktoś, kto śledzi każdy nasz ruch i wyciąga wnioski - niezbyt dla nas przyjemne, boż obchodzi się z nami, jak z jako-tako inteligentnymi zwierzętami.

Że co?

Że człowiek jest istotą rozumną?

I cóż z tego, skoro wysiłki garstki intelektualistów zamieszkujących naszą planetę są niweczone przez lobbies kretynów, którzy z przemocy pokazywanej we wszystkich postaciach i emitowanej w Kosmos pokazują naszą cywilizację jako kloakę. Obcy to przechwytują i...

... i potem w czasie CE4 traktują nas dokładnie tak, jak ludzie traktują białe myszki czy chomiki laboratoryjne. Że to niehumanitarne? Zadajmy sobie najpierw pytanie: a czymże sobie zasłużyliśmy na to humanitarne traktowanie? Czym!? - pytam. Wojnami? Zanieczyszczeniem swej planety? A może lotami kosmicznymi, które wykorzystujemy głównie w celach wojskowych albo propagandowych w co najmniej 75%? Nie bądźmy naiwni - Oni nas wcale nie kochają, jak usiłują nam to wmówić niektórzy optymiści. Oni w najlepszym wypadku traktują nas z chłodną obojętnością badacza. Ot i wszystko... - ale ad rem.

Pierwszym dziwnym meteorytem jest...

104

... Meteor Ochotnicki, o którym dowiedziałem się od red. Krzysztofa Strauchmanna z Gazety Krakowskiej. Napisał on do mnie tak:

Szanowny Panie Robercie!

Studiując stare roczniki >>Gazety Podhalańskiej<< natknąłem się na ciekawą relację opublikowaną w dziale >>Kronika<< w numerze 6 z dnia 2 lutego 1913 roku. Podaję streszczenie notatki:

Z Ochotnicy donoszą nam:

Niezwykłe zjawisko obserwowano w nocy 23 stycznia o godzinie 22:30. Cztery osoby wracając księżycową nocą z Ochotnicy widziały silne światło elektryczne na północ od Księżyca, równe mu wielkością, w kształcie kuli bądź tarczy. Światło nagle wydłużyło się ku północy i przesunęło się szybko ku północy, jakby pod chmury, zabłysło czerwonym światłem i znikło. Całość obserwacji trwała około 1 sekundy. Po kilku minutach dalszego marszu ta sama grupa osób usłyszała jakby grzmot, przypominający jakby dudnienie wozu po drewnianym moście. Odgłos trwał około 1 minuty i dawał się słyszeć od strony wschodniej.

Notatka kończy się informacją, że zjawisko to by…o widoczne także w Nowym Targu. Anonimowy autor wyraża nadzieję, że zjawisko to będzie naukowo wyjaśnione. Niestety, do końca 1913 roku GP nie powraca już więcej do tego tematu.
Pozdrawiam -
Krzysztof Strauchmann
Nowy Targ, dnia 05.12.1997 r.

Autor tego listu wrócił do tego tematu na łamach Gazety Krakowskiej z dnia 22 stycznia 1999 roku w kontekście wróżb na Nowy Rok, robiąc przy tym uwagę, że zjawisko to mogło być wróżbą wybuchu I Wojny Światowej... Do tego tematu jeszcze powrócimy przy okazji badań innego meteorytu, ale o tym później.

Co to było naprawdę?

Od razu wykluczam bolid, i to bolid elektrofoniczny, bowiem bolidy elektrofoniczne wydzielają różne odgłosy, ale nie „dudnienia wozu po drewnianym moście”, a poniższe zestawienie ukazuje to dość przekonywująco:

Data
Miejscowość
Zaobserwowane efekty
1706.12.01.
Tobolsk (Rosja)
Przelot ognistej kuli i odgłos zgrzytu.
1898.VII.
Finlandia
Przelot ognistej kuli i odgłos darcia papieru.
1928.VI.
Laredo (USA)
?, przeciągły jęk.
1929.03.01.
Chmielowka (Rosja)
Błysk światła, szelest i grzmot.
1937.08.10.
Omsk (Rosja)
Błysk światła, ognista kula i silny szum.
1944.V.
Aszchabad (Turkmenistan)
?, wycie w coraz wyższej tonacji.
1950.10.04.
Missouri (USA)
?, gwizdy i jęki słyszane tylko przez dzieci!
1978.04.07.
Sydney (Australia)
Przelot ognistej kuli, trzaski i gwizdy.
1982.
Isikule (Rosja)
Przelot ognistej kuli, dźwięk dartego płótna.
1993.01.14.
Jerzmanowice (Polska)
Przelot ognistej kuli, gwizd i huk.
2000.05.06.
Polska i Republika Czeska
Przelot ognistej kuli i gwizd.
2001.06.30.
Skomielna Biała (Polska)
?, ryk i odgłos łamania gałęzi.
(Opracowano na podstawie: Lucjan Znicz-Sawicki - Goście z Kosmosu - NOL, t.3, Gdańsk 1988 i materiałów własnych MCBUFOiZA o. Jordanów.)

Do sprawy Meteorytu Jerzmanowickiego jeszcze wrócimy, bo wcale nie jestem przekonany, że był to meteoryt elektrofoniczny...

Jak to wyliczył prof. L. P. Drawert, który wprowadził do oficjalnej nauki pojęcie „meteorytu elektrofonicznego”, do roku 1950 spadło ich na Ziemię aż 267! To znaczy, o tylu wiemy, bo prowadzimy obserwacje na kontynentach, ale nie zapominajmy, że Antarktyda jest niemal niezamieszkała, podobnie jak Grenlandia i arktyczne wyspy. No i ¾ powierzchni Ziemi zajmuje je Wszechocean, a zatem liczbę tą można spokojnie pomnożyć przez 4 - w wyniku czego otrzymamy już 1068 - w przedziale czasowym 1706-1950, czyli 244 lat. Zatem rzecz całkiem możliwa, że był to meteoryt elektrofoniczny, ale czy rzeczywiście???...

Nie, to nie mógł być meteor elektrofoniczny, bowiem sęk w tym, że bolidy elektrofoniczne wydają dźwięki - a raczej fale radiowe odbierane przez ludzki mózg jako wrażenie dźwiękowe - w czasie przelotu przez ziemską atmosferę. Tylko!   N i g d y    p o        p r z e l o c i e !  Natomiast w opisywanym przypadku świadkowie słyszeli odgłosy turkotu w kilka minut   p o   przelocie dziwnego obiektu...

Czy był to NOL - oczywiście tak, bo nie mógł to być żaden bolid czy uczciwy meteor. Obiekt ów emitował w czasie lotu   b i a ł e   ś w i a t ł o   - jak elektryczne - więc musiało ono być rzeczywiście białe z domieszką błękitu, a potem błysnęło ono czerwono i znikło. Ż a d e n  szanujący się meteoryt czy bolid   t a k   się nie zachowuje!

No, ale niech będzie, że to meteor. Z jakiego roju on pochodził? W opisywanym czasie promieniują dwa roje meteorytowe, pierwszy z nich to rój δ-Kancrydów promieniujących w dniach 13-21 stycznia z maksimum 16 stycznia, z punktu określonego współrzędnymi[1]: RA = 8h24m i DEC = +20o (dla epoki 1950,0), których meteory poruszają się z Vg = 28 km/s w stosunku do naszej planety; drugi to rój Komaberenicydów, które spadają w dniach 12 grudnia - 23 stycznia z punktu o współrzędnych: RA = 11h39m54s i DEC = +25o, które pędzą z ogromną Vg = 65 km/s! Wprawdzie δ-Kancrydy skończyły się jakieś dwa dni przed obserwacją, ale możemy założyć, że mógł to być jakiś maruder, który leciał za głównym potokiem meteorów i wpadł w pole przyciągania Ziemi. Resztę znamy. Obydwa radianty znajdują się na północnej hemisferze nieba, a zatem mogą ostrzeliwać północną półkulę Ziemi. Nie mogą zatem lecieć z południa na północ. To pewnik. Poza tym huk czy też turkot, który słyszeli świadkowie nie mógł pochodzić od eksplozji meteoru, bowiem w tym przypadku musieliby ją ujrzeć, a tego nie widziano. NB, huk tej eksplozji dobiegł świadków ze wschodu, a nie północy - gdzie bolid znikł.

A zatem nie mogło to być zjawisko naturalne.

105

Tzw. Meteoryt Jerzmanowicki stanowi jedną z największych zagadek, z jaką się zetknąłem. Badali ja astronomowie-profesjonaliści i astronomowie-miłośnicy oraz meteorytolodzy, którzy nie mogli dojść do ładu z tym problemem i roboczo założyli, że był to meteoryt elektrofoniczny. Na sprawie też połamali sobie zęby wojskowi. Rzecz w tym, że nie mogąc sobie dać rady z zagadką - bo jak nazwać to inaczej? - uczeni zaklasyfikowali Meteoryt Jerzmanowicki jako meteoryt i na tym koniec.

A co się tam stało naprawdę?

Jerzmanowice, to wieś położona w gminie Przeginia, w odległości 19 km na północny-zachód od Krakowa w stronę Olkusza. Można tam łatwo dojechać drogą krajową nr 94 [E-40] - przebiegającą tutaj pomiędzy Ojcowskim Parkiem Narodowym a rezerwatem Dolinki Krakowskie. Nie są to Tatry czy Beskidy, ale Jura Krakowsko - Wieluńska, kraina niezwykłych białych skał wapiennych, pamiętających okres Jury (J1-2), a zatem mające za sobą od 208 do 144 mln lat istnienia...

14 stycznia 1993 roku, około godziny 19:00 wielu mieszkańców Jerzmanowic i okolicznych miejscowości ujrzało coś, co wyrżnęło w szczyt ostańca skalnego zwanego tutaj Babią Górą, i rozwaliło go na strzępy w postaci niewielkich białych kamieni, które zasłały okoliczne pola w promieniu kilkuset metrów - pole rozlotu odłamków miało kształt elipsy o dłuższej osi równej 700 m! Uczeni obliczyli, że taki efekt niszczący można było osiągnąć detonując 80-100 kg TNT!

Poszukiwania meteorytu spełzły na niczym. Nie znaleziono nawet pyłu po meteorycie. Dopiero badania próbek śniegu przy pomocy mikroskopów elektronowych ujawniło jakieś mikrocząstki metalu, które różniły się dość znacznie od typowych pyłów przemysłowych i składały się z aliażu 90% Al. : 10% Fe. Nie było śladu potasu i krzemu, a zatem nie były to pyły ziemskiego, poprzemysłowego pochodzenia.

I tutaj pierwsza sensacja - otóż   w s z y s c y   świadkowie - a było ich wielu z miejsc położonych od kilkunastu metrów do 66 km od miejsca impaktu - twierdzą, że widzieli przelot i upadek ognistej kuli na szczyt Babiej Góry, zaś badanie wykonane przez krakowskich astronomów i innych specjalistów udowadnia coś przeciwnego: ŻADNEGO METEORYTU NIE BYŁO!!!

Według ich orzeczenia było coś innego, uderzenia dwóch wyładowań atmosferycznych, co zarejestrowało Obserwatorium Geofizyczne UJ w Ojcowie: pierwsze z nich o godzinie 18:58.54, zaś drugie o 19:00.17! Zeznania świadków umiejscawiają w czasie impakt Meteorytu Jerzmanowickiego na godzinę 18:55 - a zatem niemal 3-5 minut przed uderzeniami wyładowań. Uczeni zbadali sejsmogramy powstałe pomiędzy godzinami 18:30 a 19:30 i nie stwierdzono żadnych wstrząsów poza dwoma już tutaj wymienionymi...

Hipoteza meteorytowa zakłada, że było to małe ciało o masie ok. 2 kg lecące z prędkością 3,5 km/s - jak to było m.in. w przypadku Meteorytu Pułtuskiego (spadł w 1868 roku), Sterlitamak (1990) czy Mbale (1992), Sichote-Aliń (1947) czy Přibram. W literaturze meteorytycznej   n i e   m a   czegoś takiego, co przypominałoby impakt Meteorytu Jerzmanowickiego!

Ciekawym jest to, że na około 15 minut przed impaktem, czyli o godzinie 18:40, nad lotniskiem Kraków-Balice widziano lecący na wysokości około 1.400 m piorun kulisty. Być może to on, jak twierdzą autorzy raportów - spowodował eksplozję w Jerzmanowicach...

Astronomowie: T. Ściężor i J. Płeszka w swym raporcie nadmieniają, że ów meteoryt mógł być ciałem towarzyszącym asteroidzie 6344 P-L, która w dniu 14 stycznia 1993 roku była w perygeum. Pisze o tym także K. Włodarczyk.
Istnieje możliwość, że był to meteoryt z roju δ-Kancryd lub Komaberenicydów. Powołani autorzy podają jeszcze trzeci potok meteorytowy α-Lynxidów, który pozostaje w związku z kometą z 1533 roku - jednakże ten rój jest już jedynie fotograficznym i jego świetność dawno przeminęła, ale być może na pożegnanie przesłał nam on fajerwerk!...

„Wydarzenie Jerzmanowickie” - bo tak nazwali je astronomowie - idealnie wpisuje się w schemat „gwiezdnych wojen bogów”, o których pisali m.in. Aleksander Mora, dr Miloš Jesenský czy  Jan Krzyściak w swych pracach. Jest oczywistym, że teoria ta - potwornego w swych skutkach konfliktu zbrojnego w łonie Supercywilizacji, która nas poprzedzała 12.000 lat temu - tłumaczy wiele, jeżeli nie wszystko. Wydarzenie to jest podobne do spadku Tunguskiego Ciała Kosmicznego w dniu 30 czerwca 1908 roku. Mieszkańcy Jerzmanowic mieli szczęście - dużo szczęścia![2]

Wróćmy jednak do Beskidów i Tatr. Chciałbym teraz zapoznać Czytelników z tym, co zaobserwowano nad naszymi górami w ciągu ostatnich kilku lat, jednakże zacznę od wydarzenia, które miało miejsce wiele lat temu...





[1] W dalszych partiach tekstu opracowania używam następujących skrótów: AZ = azymut, H = elewacja, RA = rektascensja i DEC = deklinacja.
[2] Zainteresowanych Czytelników odsyłam do antologii pt. Bolid Syberyjski pod moją redakcją, zamieszczoną w Internecie na stronie www.ufo-centrum.prv.pl