poniedziałek, 21 lipca 2014

PROJEKT TATRY (40)

Prawdziwe kamienne kule znaleźliśmy jednak nie w tym rejonie naszego kraju, ale kilkanaście kilometrów na północ od Szczyrzyca - w kopalni soli w Wieliczce, w 2001 roku! A oto relacja na ten temat, którą zamieściliśmy w Internecie:


ŚLADY OBCYCH W MAGNUM SAL?


27 lutego 2001 roku, po raz trzeci w życiu miałem okazję wraz z moją siostrą Wiktorią Leśniakiewicz i dziesięciorgiem jej uczniów klasy I dG z Wysokiej k./Jordanowa, odwiedzić jeden z cudów naszego kraju, wpisany na listę dziedzictwa kulturowego świata UNESCO, unikat w skali kosmicznej - kopalnię soli w Wieliczce - Magnum Sal. Wcześniej zwiedzaliśmy Wieliczkę jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku, zaś w maju 1989 - dzięki uprzejmości i znajomościom komendanta GPK Łysa Polana - mjr SG Mariana Toty udało się nam zwiedzić kopalnię soli w Bochni. Teraz w Wieliczce przebycie niemal sześciokilometrowej trasy wycieczkowej było dla nas wyprawą w dziwny świat pozbawiony światła, świat szarości, czerni i zieleni przełamanej ostrą bielą wykwitów solnych, świat ciszy łona Ziemi... To była także wyprawa w przeszłość naszego kraju i naszej planety.
Najpierw jednak zwiedziliśmy Muzeum Żup Solnych w Zamku Żupnym, gdzie miły pan przewodnik zapoznał nas z historią regionu - Pogórza Wielickiego - od epoki kamienia łupanego, aż do czasów współczesnych. Następnie z piwnic przeszliśmy na parter, gdzie eksponowano historię miasta Wieliczki i powiatu wielickiego. Najbardziej zajmująca była kolekcja solniczek ze wszystkich kontynentów i krajów świata. Najładniejsze były solniczki miśnieńskie z saskiej porcelany z czasów króla Augusta II Mocnego. Prześliczne farfurki sielankowych pasterek i pasterzy, warte miliony...
Najciekawszą jednak była ekspozycja geologiczna i paleontologiczna na drugim piętrze Muzeum. Zaraz przy wejściu wita gości niewielki dinozaur stojący przy gnieździe pełnym jaj, z których każde na oko ma objętość 3-4 jaj kurzych. W gablotkach znajdują się muszle ogromnych amonitów i belemnitów, kości mamutów i ich ogromne ciosy, obok podobnych do makaronu nitki nietoperzowych kosteczek, tworzących całe brekcje. Tutaj także znajdują się próbki różnych odmian soli, węgli i bursztynów z zatopionymi w nich okazami roślin i zwierząt.
Po dwóch godzinach opuszczamy Muzeum, by wejść w świat podziemi gwarków, koboldów, krasnali i ducha Skarbnika. Nasz przewodnik jest elegancko ubranym w czarny górniczy mundur starszym panem - jak później się dowiadujemy - byłym górnikiem z 30-letnim stażem pracy. Trasa wycieczkowa wiedzie przez kilkanaście komór i liczy sobie prawie 6 kilometrów. Mamy międzynarodowe towarzystwo: jacyś Belgowie i Niemcy, w przejściu mijamy się z grupką Murzynów... Po drodze podziwiamy wspaniałe rzeźby wycięte w zielonej soli przez rzeźbiarzy - amatorów. Zaskakują nas widowiska „światło-dźwięk”, których nie powstydziłoby się żadne europejskie muzeum czy kompleks architektoniczny, ale to wszystko jest w dole, 135 m pod powierzchnią ziemi i 50 mln lat wstecz, i to stanowi o unikalności tego wielickiego cudu świata... Oglądamy tedy  legendę o pierścieniu św. Kingi zmaterializowaną w nadnaturalnej wielkości rzeźbach, wypalających metan „pokutników” - najdoświadczeńszych górników, którzy ryzykując swym życiem, wypalali zastoiny metanowe przy pomocy pochodni na długich drągach - przedstawienia pracy w kopalni soli od najdawniejszych czasów przy pomocy naturalnej wielkości manekinów ludzi i... koni. W muzeum oglądamy narzędzia pracy, pamiątki po sławnych ludziach, którzy odwiedzali tą kopalnię - od króla Kazimierza Wielkiego do Ojca Świętego Jana Pawła II i prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego oraz naszych noblistów. Jest tam także kolejka konna, w której obwożono po kopalni cesarza Franciszka Józefa i drewniane sprzęty obrośnięte decymetrowymi kryształami białej i przeźroczystej soli.
Najciekawszą jest jednak ekspozycja geologiczno-mineralogiczna, gdzie czekała nas największa niespodzianka. Pokazano na niej sól wszelkich odmian z kopali w Wieliczce, Bochni, Wapna, Kłodawy i Inowrocławia. Niby zwyczajna NaCl, a ile jej odmian! Są tam ogromne, ponad 100-kilogramowe monokryształy halitu białego, czerwonego, zielonkawo-czarnego, szarego i brązowego koloru, a także niemal zupełnie przeźroczystego, z niebiesko-fioletowymi przebarwieniami spowodowanymi obecnością radioaktywnego potasu-40. Skąd się on tam wziął? Z Kosmosu? Z wnętrza Ziemi? Poza solą można zobaczyć tam kryształy gipsu, apatytów, siarki, getytu i innych minerałów, które występują wraz z solami. Poza tym obejrzeliśmy tam jeszcze utwory typowe dla jaskiń krasowych: stalaktyty, stalagmity i stalagnaty solne. I wreszcie najbardziej tajemniczy obiekt - duża, lekko spłaszczona kula kamienna, której wiek wynosi około 22,5 mln lat. Druga, ale mniej regularna leżała opodal - vide zdjęcia. Tylko dwa razy widziałem takie dziwne kule - w kamieniołomach słowackich Javorników, odkrytych w 1996 roku przez dr Miloša Jesenský’ego - i na Diablim Kamieniu w Smykalni k./Szczyrzyca, gdzie znalazła je ekipa Marcina Mioduszewskiego z MCBUFOiZA Kraków. Moi koledzy z MCBUFOiZA Ropczyce: Arkadiusz Miazga i Marcin Mierzwa odkryli je także na Diabelskim Kamieniu koło Ryglic w województwie podkarpackim. Jak dotąd nie ma zadowalającego wyjaśnienia, co do powstania tych niezwykłych obiektów! Ponoć są one dowodem na to, że w Miocenie w naszym rejonie Małopolski była tu pustynia...
Zastanawiamy się nad tymi dwoma dziwnymi faktami. Obecność radioaktywnego potasu-40 można od biedy wytłumaczyć tym, że w okolicach Inowrocławia, Wapna i Kłodawy - skąd rzeczone próbki zostały przywiezione - znajdują się także pokłady sylwinu - soli potasowej KCl - a więc może to dlatego? Potas-40 rozpada się wydzielając promieniowanie beta minus w ciągu 1,25 x 109 lat, więc mógł się tam zachować od 270 mln lat. A może promieniował tam nie tylko potas-40, a jeszcze inne pierwiastki promieniotwórcze, np. uran, tor i pierwiastki ziem rzadkich? Kto wie, czy znalazły się tam w wyniku rozumnego i celowego działania Obcych? - przecież Oni też mogli używać energii jądrowej - jak my teraz - i pozbywając się odpadów promieniotwórczych wyrzucając je wprost do permskiej solanki, z której potem powstały pokłady soli pod Kujawami. A może - co jest równie prawdopodobne - statek kosmiczny Obcych rozbił się nad Kujawami 270 mln lat temu, a do nas dotarło jedynie echo tej katastrofy w postaci przebarwionych na fioletowo-niebieski kolor kryształów halitu...  Kamienne kule mogłyby być rezultatem „wietrzenia kulistego” czy osadzania się masy skalnej wokół jądra krystalizacji - konkrecji. Przyszedł mi do głowy jeszcze jeden pomysł - otóż ich obecność dziwnie zbiega się w czasie z powstaniem pól rozrzutu tektytów Mołdawitów-Vltavitów w Czechach i na Słowacji - 14,7 mln lat temu i Epizodem Wielkiego Wymierania. Czyżby więc były to namacalne ślady jakiejś kosmicznej katastrofy z Miocenu? Może te ogromne stacje i statki kosmiczne, o których pisze w swych pracach mgr Andrzej Kotowiecki zostały zniszczone przez meteory w kształcie kamiennych kul, które teraz zalegają w złożach Wieliczki i Bochni? Te kamienne kule to meteoryty, które doleciały do powierzchni Ziemi dlatego, że „wśliznęły” się do atmosfery pod odpowiednim kątem i niemal nienaruszone dotarły do mioceńskiej solanki, która potem stała się złożem soli... - a także w piaski na lądzie, które potem stały się piaskowcami magurskimi. Już na Słowacji uderzyło mnie to, że są one zupełnie gładkie, jakby polerowane - to pęd rozcinanego w czasie spadku na Ziemię powietrza tak je wygładził!
No właśnie, z tego, co wiem na temat poszukiwań meteorytów, to nikt nie starał się ich szukać w warstwach i pokładach kopalin. A przecież to właśnie tam powinno ich być najwięcej - im starsza warstwa geologiczna, tym większa ilość meteorytów powinna się w niej znajdować! Powód? - bardzo prosty: dawniej było więcej „kosmicznych odpadów” po akcie kreacji Układu Słonecznego, innymi słowy mówiąc - Ziemia krążąc wokół Słońca „pochłaniała” jak wielki odkurzacz wszystkie te „kosmiczne śmieci”, które powinny znajdować się teraz w pokładach skalnych pod naszymi stopami. Ciekawy jestem, ile takich okazów meteorytów zostało bezpowrotnie straconych w czasie eksploatacji naszych kopalni? Ile artefaktów po naszej Protocywilizacji (czy nawet Protocywilizacjach) albo pobycie Obcych zostało zniszczonych, lub po prostu wyrzuconych na hałdy?
Wydaje mi się, że jeżeli mamy szukać artefaktów paleoufologicznych, to szukajmy ich właśnie w naszych kopalinach: solach, węglach i rudach metali - a zwłaszcza w okolicach  złóż tych ostatnich, bo metale były potrzebne każdej cywilizacji!...
Potem już tylko krótki odpoczynek, zakupienie pamiątek i wyjazd windą na górę... Po wycieczce pozostaje nam wspomnienie piękna, tajemnicy i przygody, pamiątki oraz zdjęcia z tego niezwykłego świata ciemności i ciszy, a także miłej i fachowej obsługi na światowym poziomie.
Ta wycieczka dała mi przeświadczenie o tym, że jeszcze mamy szanse dokonać niejednego odkrycia nie tylko na drodze do innych planet - a w perspektywie do innych gwiazd - ale nade wszystko we wnętrzu naszej własnej planety, która jest jednym ogromnym archiwum z księgami zapisanymi w innych językach i rzecz w tym, by umieć te księgi przeczytać...
Pod koniec marca 2001 roku spotkałem się z kilkoma inżynierami-górnikami w Jaworznie, którzy podzielili mój punkt widzenia, a zatem rzecz jest całkowicie możliwa do przeprowadzenia i rokowania są jak najpomyślniejsze. Dobrze byłoby przeszukać kopalniane hałdy w poszukiwaniu „reliktowych” meteorytów, które mogły się tam znaleźć w trakcie sortowania węgla kamiennego, jako kamienie. Możemy znaleźć tam jedynie meteoryty kamienne, bowiem żelazno-niklowe dawno uległy utlenieniu i zmieniły się w tlenki żelaza i niklu. Trwałość przystoi kamieniom, a zatem to one powinny ostać się w pokopalnianych hałdach...
Osobiście uważam, że takie wycieczki edukacyjne dają dzieciom (i dorosłym) więcej, niż wielogodzinne ględzenie i wkuwanie z nudnych podręczników, co daję do rozważenia naszym pedagogom i wychowawcom młodzieży.



Diabelskie moce dają znać o sobie, na co przykładem są obserwacje NOL-i lub fenomenów z NOL-ami kojarzonych w okolicach Szczyrzyca.

I tak jest we wszystkich przypadkach tych diabelskich kamieni! Zawsze w ich pobliżu czy tez przy nich odbywały się obrzędy pogańskie i kontr-obrzędy chrześcijańskie. I dziwnym przypadkiem   w s z y s t k i e   te głazy i wychodnie wpisują się w siatkę linii Ley’a na terenie naszego kraju, a to już jest coś więcej, niż tylko przypadek...

Uczeni prostacy wyjaśniają to tym, że ludzi fascynował ogrom głazów i ich tajemnicze kształty, ale to tylko pół prawdy, bo dlaczego czczono je również tu - w górach, gdzie kamieni i wychodni pod dostatkiem? Proszę odpowiedzieć na to pytanie, a to już jest wyższa szkoła jazdy - i nie da się zbyć tego pytania prostym wyjaśnieniem godnym dziecka z podstawówki...

Najgorszym jednak w tym wszystkim jest to, że opisane tutaj kule na Słowacji i niektóre artefakty w Polsce zostały zniszczone częściowo przez okoliczną ludność, której wmówiono, że kawałki tych kul są panaceum na bezpłodność... W moim Memorandum nr 1/1999 podałem tą informację do wiadomości wszystkich liczących się ufologów w Polsce.[1] Podejrzewam, że za zniszczeniem tych artefaktów stoją „ludzie w czerni” - niewiele jednak mający wspólnego z pozaziemskimi czy agartyjskimi MiB-ami, ale z najbardziej reakcyjnymi i zachowawczymi odłamami Kościoła katolickiego lub twardołbymi, dogmatycznymi uczonymi, przed działalnością których ostrzegają nas badacze przeszłości Ludzkości w rodzaju Michaela Cremo... Obydwu tego rodzaju oszołomom artefakty te są nader niewygodne ze względu na to, że prawda, którą niosą - bije w ich osobiste przekonania i wyznawane dogmaty naukowe czy religijne. Dlatego też niszczą oni wszystko, co może mieć związek z Obcymi, ziemskimi Precywilizacjami, dowodami na Ich istnienie i działalność na naszej planecie.

I tak należałoby patrzeć na ten problem.

Sprawa sanktuariów kamiennych została wyjaśniona - to te kamienie pozostały po Wielkim Konflikcie Bogów-Astronautów w roku 10.000 przed Chrystusem - o czym przetrwała pamięć w postaci mitów, legend i podań czy wierzeń. Być może 12.000 lat temu na tych miejscach znajdowały się lotniska, miasta i kosmodromy? Takim kosmodromem mógłby być z powodzeniem płaskowyż Tybetu czy Marcahuasi. W Jerzmanowicach mogła istnieć jakaś stacja radarowa systemu obronnego Atlantydów czy ich przeciwników, którzy mieli w nią wycelowana głowicę oślepiającą. Spełniła ona swe zadanie, tyle że po upływie 12.000 lat od końca konfliktu... Podobnie mogło być w Tatrach Wysokich i Zachodnich. Pozostałością po nich mogą być tunele pod górami i jaskinie wyłożone nieznanymi aliażami metali...

Tak czy owak, Atlantydzi i współcześni Ufici posługują się tajemniczym rodzajem energii, który przenika cały Wszechświat i pozwala na tworzenie takich rzeczy, o których się nawet komputerom nie śniło, a które nas tak zdumiewają w ufozjawisku. I o tym traktuje następny rozdział.




[1] Memorandum to jest dostępne w Internecie na stronie MCBUFOiZA.