czwartek, 24 lipca 2014

PROJEKT TATRY (41)

19. ASTRALNE BLISKIE SPOTKANIA


Tajemnicze radiosygnały - O bezsensie SETI - Kręgi zbożowe w Małopolsce - Duchy niepołomickiego cmentarza - Sypialniane téte-à-téte - Co wiedzą Aborygeni? - Teoria Jerzego Łataka


Ta historia wydarzyła się w 1967 czy 1968 roku, w zimie. Nie pamiętam dokładnej daty poza tym, że był to dzień imienin którejś z moich ciotek. I było to na krótko po przeczytaniu przeze mnie książki Marii Kann pt. Błękitna planeta, moralitetu fantastyczno-naukowego, którego bohaterowie - harcerze z Warszawy - spotykają w uroczych plenerach Bieszczadów kosmonautę pochodzącego z planety krążącej wokół słońca Tau Ceti. Jun Atlan - bo tak zwał się ów kosmonauta - był potomkiem Atlantydów i powrócił na Ziemię, by odnaleźć pozostałości po kulturze swych przodków.

Imieniny mojej cioci były standardowe: dorośli jedli, pili, palili i gadali, gadali i jeszcze raz gadali o milionach nieważnych spraw. Miałem wtedy 11 czy 12 lat, i takie imprezy mnie szalenie nudziły. Wyniosłem się tedy do drugiego pokoju, gdzie było wielozakresowe radio i zacząłem - wzorem bohaterów Błękitnej planety - „czesać” skalę radioodbiornika na falach średnich i krótkich. Głosy w radio syczały cos nienawistnie, bełkotały, przemawiały napuszenie w kilkudziesięciu językach. Od czasu do czasu dolatywały do mnie strzępy muzyki i ćwierkliwy głos pracy radiodalekopisów. Lubiłem słuchać tej muzyki - bo telex przekazywał szybciej wiadomości od antycznego aparatu nadawczego Morse’a. tutaj emisja pięciobitowych znaków tchnęła dla mnie urzekającą prostotą: znak /....o/ oznaczał „a”, znak /...oo/ to „b”, /..o.o/ to „c”, /..ooo/ to „d”, itd. itp. - a alfabet Morse’a wydawał mi się w porównaniu z tym szybkim kodowaniem i przekazywaniem informacji czymś żałośnie prymitywnym...

Kręciłem pokrętłem strojenia wsłuchując się w dźwięki otaczającego mnie Wszechświata, patrząc jednocześnie przez okno na nabiegające granatem niebo, na którym wybijały się srebrzyste ćwieki gwiazd wśród nagich koron drzew, jak na obrazach Siódmaka...  Słyszałem ćwierkanie radiodalekopisów - po latach dowiedziałem się, że były to głównie stacje szyfrowe MON, MSW i MSZ, pracujące w ramach Układu Warszawskiego. I naraz złapałem Morse - ktoś nadawał tak wolno, że mogłem wyłapać niewprawnym uchem nadawany znak: kropka, kropka, kropka, kreska, kropka - czyli /...-./ - chwila przerwy i znów ti, ti, ti, ta, ti. Już po imprezie, w domu spojrzałem do którejś z encyklopedii mojego dziadka i wyczytałem, że kombinacja /...-./ oznacza ZROZUMIAŁEM. Hmmm... - za to ja nie rozumiałem jednego - dlaczego ktoś przez niemal dwie godziny tłukł kluczem w eter na fali o długości około 31 metrów (9,5 MHz) jeden i ten sam sygnał: ZROZUMIAŁEM?...

Zaintrygowało mnie to i przez kilka następnych dni „czesałem” fale krótkie we wszystkich dostępnych mi pasmach: 16,8 m, 19 m, 25 m, 31 m, 41 m i 49 m - czyli od 17 do 6 MHz. Wyłapałem kilka takich dziwnych „audycji”, w czasie których przez kilka nawet godzin ktoś puszczał w eter: /..-/ czyli „u”, /..-./ czyli „f”, /-/ czyli „t” oraz /..../ czyli „h”... Nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Teraz myślę, że to któraś z central szpiegowskich wysyłała dla swych agentów sygnały na HF i VHF. Trwała przecież Zimna Wojna i radiostacje szpiegowskie po obu stronach Żelaznej Kurtyny grały jej ponurego walca...

Nie liczyłem na to, że wychwycę w tym zgiełku Znak z Kosmosu i wreszcie spasowałem, ale... jednak pewnego dnia udało mi się wychwycić coś niezwykłego. Brzmiało to tak, jak melodyjka złożona z trzech rodzajów tonów: krótkiego /./, średniego - /-/ i długiego /__/. Przelewało się to-to gdzieś na skraju pasma 49 metrów, pomiędzy 5,8 a 6,0 MHz i brzmiało to mniej więcej tak:
.__-.--__-__.  .__-. ---.__  __-  ..__ __ __  ... ---.__.--. __..-..__ __.--  __..-__ __ itd.

Co to było? Nie wiem. Brzmiało to chwilami melodyjnie, jak pozdrowienie ze świata, którego już nie ma... Być może to był jakiś nowy rodzaj kodu albo szyfru stosowanego przez którąś ze służb specjalnych albo agencję kosmonautyki? A może to była próba Kontaktu? Mogę to tylko zgadywać. W jakiś czas potem wpadła mi w ręce książka SF jakiegoś francuskiego pisarza pt. Planeta Kalgar - w której ów autor także pisał o takich sygnałach, a zatem mógł to być jakiś żart radioamatora? A może to autor słyszał to samo, co ja i to zainspirowało go do napisanie tej książki?

W szkole średniej zainteresowała mnie także radioastronomia, jako potencjalne narzędzie zdobywania wiedzy o Obcych Cywilizacjach i ewentualnego Kontaktu z Nimi. Jeszcze wtedy naiwnie wyobrażałem sobie, że odbędzie się to przy pomocy fal radiowych. W prasie technicznej czytałem o programach OZMA, CYCLOPS, CETI - szczególnie to ostatnie działało mi na wyobraźnię: Communication with Extra Terrestial Intelligence! Później zrobiono z tego SETI - Searching for Extra Terrestial Intelligence - poszukiwanie pozaziemskich cywilizacji - a wszystko to opierało się na nasłuchiwaniu Kosmosu na pewnych zakresach fal radiowych. Brzmiało to wszystko obiecująco i  przekonywująco. Mamy nasłuchiwać Kosmosu na fali 21 cm, bo to fala rozgłośni „Radio Kosmos 1”, a że  częstotliwość 1420 MHz to pasmo wolnego wodoru (H), którego jest najwięcej w Kosmosie, to bez ochyby wszystkie rozumne istoty całego Wszechświata muszą się na niej porozumiewać! Rychło do tej częstotliwości doszło „Radio Kosmos 2” - czyli pasmo hydroksylowe - OH o częstotliwości 1661 MHz i długości fali 18 cm, „Radio Kosmos 3” to pasmo wodne - H2O o częstotliwości 22,23522 GHz i długości fali 1,35 cm. A jeszcze pasma o długościach fal 18,2 cm, 12,6 cm czy 31,4 m...

I co? I nic. Znaku z Kosmosu jak nie było, tak nie ma - jeżeli nie liczyć zagadkowych radioech van der Pola - Störmera. To ochłodziło mój entuzjazm, ale go nie podkopało. Doszedłem bowiem do wniosku, że nasłuchiwanie Kosmosu traci sens ze względu na to, że - zważywszy kosmiczne odległości - fala radiowa obrzydliwie „wlecze się’ z prędkością tylko tych 300.000 km/s i komunikacja z najbliższą gwiazdą zajęłaby nam 10 lat!

Zdałem sobie z tego sprawę po przeczytaniu zdumiewającej  swym rozmachem wizji, powieści Krzysztofa Borunia i Andrzeja Trepki Zagubiona przyszłość, Proxima i Kosmiczni bracia - w której to „trylogii proximiańskiej” autorzy z drobiazgową dokładnością rozpracowują techniczne aspekty wyprawy Ziemian do układu Tolimana, którego trzy składniki są odległe od Ziemi o 4,3 ly. Ich statek kosmiczny - Astrobolid pokonał trasę Słońce - Proxima Centaura (Toliman C) w czasie 132 lat, lecąc z prędkością podróżną 50.000 km/s. Bohaterowie korzystali z  napędu jonowego, a dokładniej z jonowo-magnetycznego. W drugiej części podróży, pomiędzy Proximą a układem Tolimana A i B, posługiwali się już rakietą o napędzie fotonowym, która osiągała prędkość relatywistyczną  równą około ½c - czyli około 150.000 km/s, a i wtedy przebycie odległości wynoszącej 10.400 AU (czyli 2 miesięcy biegu światła) zajęło im dwa miesiące - wskutek interwencji mieszkańców układu Tolimana... Mimo wręcz czasami nachalnej komunistycznej łopatologii ideologicznej - bez której ta powieść nie miałaby szans ukazać się przed 1956 rokiem - czyta się to wszystko interesująco, nawet dziś - w XXI wieku. Autorzy wylewają potężny kubeł zimnej wody na głowy nie tyle zwolenników podróży międzygwiezdnych, ile zwolenników łączności radiowej z Obcymi w Kosmosie.  Meldunki na Ziemię były przekazywane z niemal cztero i pół-letnim opóźnieniem, co oczywiście czyniło ekspedycję skazaną wyłącznie na samą siebie, i życzliwość Obcych. I co najciekawsze - stojący od nas wyżej technicznie Urpianie (zamieszkujący Układ Tolimana) posiadali jednak sposób łączności ponadprogowej... Autorzy nie napisali tego wprost, ale dali delikatnie do zrozumienia, bowiem dla marksizmu-leninizmu tych czasów było to bluźnierstwem! Wysłannicy pyłowi Urpian mido mogły operować w Układzie Słonecznym, Układzie Procjona i Układzie Proximy w   c z a s i e    r e a l n y m !   A zatem   m u s i a ł y   mieć jakiś sposób na łączność ponadświetlną, której nośnik przemieszczał się z v >> c!

Oczywiście nie mówi się tego wprost, a tylko napomyka aluzyjnie... - np. promieniowania sisimi i fadoremi są jedynie promieniowaniami towarzyszącymi właściwemu przekazowi dodomi energii i informacji dla mido. Aby jednak mogły one funkcjonować należycie i w   c z a s i e   r e a l n y m   -    m u s i a ł y   one być instruowane i ładowanie energetycznie z v >> c i w T = 0. Inaczej po prostu   b y ć   n i e   m o g ł o! Bez tego Urpianie nie mogli prowadzić efektywnej kontroli nad załogami Astrobolidu i RER  w Układzie Proximy i budować agregatów Pamięci Wieczystej - superkomputera zawierającego wszelką wiedzę Urpian - na planecie Tolimana B. na tym polega urok tej „trylogii proximiańskiej” - poza jej aspektami stricte technicznymi , autorzy rozpatrują tam aspekty czysto filozoficzne Kontaktu: ludzi z XX wieku ze sztucznej planetki Celestia z ludźmi z XXVI wieku, dla których ci drudzy stanowią cos w rodzaju bogów dzięki przewadze technicznej; ludzi z Temidami - którzy są na poziomie kamienia jeszcze nie rozłupanego; ludzi z Urpianami z planety Juventa - którzy to Urpianie przerastają nas cywilizacyjnie o kilka stuleci; i wreszcie ludzi w cywilizacją Silihomidów, która niemal opanowała układ Ziemia - Księżyc niekonwencjonalnymi metodami walki. I tutaj kolejna ciekawa uwaga: i Urpianie i Silihomidzi posługują się   t e l e p a t i ą !   Tym środkiem łączności, który został wyklęty przez wszystkich racjonalistów! - a który był najprawdopodobniej w powszechnym użyciu na Ziemi   z a n i m   w y k s z t a ł c i ł a   s i e   m o w a ! Polecam tą ciekawą powieść choćby dlatego, że jest ona dla mnie źródłem inspiracji.

 A może było tak, że po Wielkim Konflikcie Bogów-Astronautów sprymitywizowana Ludzkość przestała używać telepatii, więc rozwinęła mowę?... To dokładnie tłumaczy, dlaczego ludzki mózg pracuje zaledwie 10% swej objętości! I dlaczego Neandertalczyk miał większy o 400 g mózg od Homo sapiens sapiens... Po prostu Neandertalczyk porozumiewał się telepatycznie z innymi osobnikami i być może niektórymi gatunkami zwierząt, NB co stało się być może przyczyną jego zguby, a dzisiaj tylko resztki przedstawicieli jego cywilizacji straszy ludzi jako Ałmas, Yeti, Bigfoot czy Sasquatch...

Jaka z tego płynęła nauka dla mnie? Wyciągnąłem wniosek, że te wszystkie programy w rodzaju CETI, SETI i im podobne są jedynie wyciąganiem pieniędzy z kieszeni podatnika przez uczonych bez elementarnej wyobraźni! Dlaczego? A dlatego, że   ż a d n a   istota nosząca szczytne miano istoty rozumnej  n i e   b ę d z i e   posługiwać się   n a j m n i e j   efektywnym środkiem komunikacji, jakim jest wykorzystanie fal elektromagnetycznych. Fala radiowa na potwornie wielkich dystansach kosmicznych mierzonych okresem biegu światła, które w czasie 1 roku przebiega dystans zaledwie 9,46053 x 1012 km wlecze się i nie może być  efektywnym narzędziem wymiany informacji, a zatem musi to być coś innego - tym czymś wydaje się być zjawisko łączności biologicznej - właśnie telepatii.

Telepatia istnieje, i wykazał to m.in. eksperyment przeprowadzony przez Nieznany Świat i Nautilius Radia Zet w 1998 roku, kiedy to obraz nadany przez medium w studio radiowym, odebrało wielu ludzi, którzy nawet niczego o tym eksperymencie nie wiedzieli!!! Ale to jeszcze nic, w porównaniu z sensacją, która wyszła już po ukończeniu eksperymentu, kiedy w czerwcu 1998 roku omawialiśmy go w gronie przyjaciół w czasie odwiedzin naczelnego Nieznanego Świata w Jordanowie. Redaktor Marek Rymuszko  pokazał mi rysunek, który został nadany telepatycznie ze studia Nautiliusa Radia Zet. Przedstawiał on żółto-pomarańczowe Słońce na niebieskim tle i z wydłużonym, żółtym kleksem pod jego płomienistą grzywą. Namalowała go dziewczynka z jednej z warszawskich szkół. Zaintrygował mnie on, bo odnosiłem niejasne wrażenie, że gdzieś już widziałem taki obraz. I w przebłysku natchnienia pamięć podrzuciła mi rozwiązanie - rysunek ów był niemal identyczny ze zdjęciem komety Ikeya-Seki zbliżającej się do Słońca, w dniu 21 października 1965 roku, o godzinie 03:35 GMT! Ciekawe - kto „nadał” ten komunikat autorce rysunku, która zapewne w życiu nawet nie słyszała o tej komecie?!

W jednym z moich artykułów dla Nieznanego Świata rzuciłem projekt wysłania w Kosmos, na orbitę wokółsłoneczną o promieniu 150 AU - a zatem poza zasięgiem wpływów grawitacyjnych planet Układu Słonecznego - stacji kosmicznej Radiozwiadowcy Ziemi, której to misji celem byłoby wychwycenie wszelkich emisji w zakresach fal VHF i UHF z modulacja AM i FM pochodzących z gwiazd położonych w odległości do 20 ly od Słońca. W zasięgu anten RZZ znalazłyby się wszystkie podejrzane gwiazdy o posiadanie układów planetarnych z potencjalnymi CNT - jeżeli owe CNT posługują się radiem, to bardzo szybko dałoby się je zlokalizować i spróbować się z nimi dogadać. Nasz RZZ w pierwszym rzędzie podsłuchałby: Tolimana A, B i C (Proxima); Procjona A i B; Syriusza A, B i ewentualnego Syriusza C oraz inne gwiazdy w naszym najbliższym sąsiedztwie.

Rzecz ta byłaby do zrobienia nawet dzisiaj - w listopadzie 2001 roku - gdyby przeznaczyć na to środki wydawane przez Ludzkość na zbrojenia przeciwko sobie samej i grzęznącej w durnych i niepotrzebnych konfliktach, które jej nie przyniosły niczego dobrego... Jeżeli wyliczenia niektórych egzobiologów są prawidłowe, to RZZ powinien wychwycić kilkadziesiąt CNT w Galaktyce.

Ktoś mógłby zapytać, że skoro CNT i SCNT posługują się masowo telepatią, to dlaczego my nie odbieramy Ich telepatem? Odpowiedzi może być kilka:
v Gatunek Homo sapiens sapiens   p o s i a d a ł   te właściwości, ale utracił je po Wielkim Konflikcie Bogów-Astronautów 12.000 lat temu. Tych, którzy byli w stanie je odbierać mimo regresu ogółu, wymordowała w przeszłości Święta Inkwizycja jako czarownice i czarowników kontaktujących się z diabłem - szacuje się, że ogółem zamordowano 10 mln ludzi za rzekome czary. Hipoteza o najwyższym stopniu prawdopodobieństwa.
v Ludzie nie są w stanie odbierać telepatem, bo ich mózgi nie są w stanie ich przyjmować i funkcja ta rozwinie się dopiero z biegiem czasu - hipoteza najmniej prawdopodobna.
v Telepatemy te są nadawane na kanałach łączności telepatycznej, których nasze mózgi nie odbierają.
v Ludzkie mózgi odbierają telepatemy, ale nie jesteśmy w stanie ich rozumieć, gdyż są kodowane i przez to niedostępne dla prymitywnych psychozoów - którymi w końcu jesteśmy.
v Nie odbieramy żadnych telepatem, gdyż ich odbiór jest celowo blokowany przez Obcych, z powodów jak wyżej.
v Mózg człowieka jest w stanie odbierać telepatemy Obcych CNT i SCNT tylko w stanach odmiennych świadomości: sen, trans, OOBE, itp. - a czego nie zdajemy sobie świadomie sprawy i bierzemy te informacje za twory własnej imaginacji, a nie za realne przesłania...

Starczy...

Osobiście podejrzewam, że Obcy kontaktują się z nami nie tylko na płaszczyźnie fizycznej, ale przede wszystkim na płaszczyźnie tzw. astralu.

Czy mamy na to dowody? Oczywiście. Są nimi osławione kręgi i piktogramy zbożowe pojawiające się na polach uprawnych całego świata.


Wbrew temu, co pisze się pod koniec lat 90. XX wieku i początku lat 10. XXI wieku, te tajemnicze rysunki na polach nie są hitem ostatnich lat bo jak pisze w swej pracy UFO-mysteriet: från flygande tefat till cirklar i sädesfälten szwedzki ufolog Clas Svahn oraz Colin Andrews i Pat Delgado  w pracy Circular Evidence (w dostępnej mi włoskiej edycji L’Enigma delle trace circolari) - pierwsze kręgi zbożowe pojawiły się już w 1590 roku w rejonie miasta Assen w Holandii, zaś pierwsze wzmianki o kręgach pochodzą z angielskich kronik z 1499 roku! Już w XV wieku! - a zatem nie może być mowy o nowej formie kontaktu, bowiem zjawisko to towarzyszyło Ludzkości od zarania jej dziejów, tylko relacje o nim zatarł czas, zniszczyły liczne wojny i działania Kościoła - nie tylko katolickiego...