środa, 30 lipca 2014

PROJEKT TATRY (44)

Co do tego mają Dogonowie? Ano to, że zapamiętali przylot Proximidów - a wtedy jeszcze nie Syriusz, ale α Centaura była najjaśniejszą gwiazdą naszego nieba - i to jej oddawali cześć. Opis Syriusza i „baletu” jego składników doskonale pasuje do układu Tolimanów - co udowodniłem w moim referacie praskim. A co do użycia planety do podróży z jednego układu planetarnego do drugiego? Znamy takie „bezpańskie” planety - ot, choćby tą oznaczoną symbolem TMR-1C w gwiazdozbiorze Byka, który to obiekt jest właśnie taką planetą...

Przyznam się szczerze, że kiedy przeczytałem po raz pierwszy o odkryciu obiektu TMR-1C, to od razu pomyślałem o Plejadianach - wszak Plejady są oddalone od nas wprawdzie o 390 ly, zaś TMR-1C o 450-500 ly (rozbieżne dane) i ma masę dwukrotnie większą od Jowisza - czyli około 3,815 x 1027 ton, ale porusza się swobodnie w Kosmosie i co najciekawsze - widać z niej Plejady tak, jak to przedstawiono na sztucznym głazowisku w Odrach na Pomorzu!

Wkrótce dowiedziałem się o innej planecie, którą odkryli Amerykanie w gwiazdozbiorze Centaura, gdzie na tle Drogi Mlecznej porusza się ogromny blok węgla o średnicy 13.000 km i w odległości tylko 17 ly od Układu Słonecznego! Masa tego największego znanego diamentu oznaczonego jako BPM-37093 wynosi niewiele mniej, niż masa Ziemi, czyli 4,05 x 1021 ton![1] A ile z tego byłoby karatów brylantów???... Ciekawe, bo coś takiego przewidział w latach 70. słynny pisarz SF Arthur C. Clarke w trzeciej części swej tetralogii kosmicznej 2061: Odyseja kosmiczna, w której pisze on o diamentach ogromnej wielkości, które mogłyby być odpryskami jąder gazowych gigantów, jak Jowisz czy Saturn. Czyżby BPM-37093 był takim jądrem planety pierwotnie wielkości Jowisza, z której wybuch np. Supernovej zdarł wodorowo-metanową powłokę  i zostało tylko gołe jądro z ogromnego diamentu wielkości Ziemi? Astronomia zna podobne przypadki - bo obserwowano planety odzierane ze swych atmosfer przez odrzucane po wybuchach Supernovych otoczki gazowe w mgławicach powybuchowych, a zatem mielibyśmy do czynienia z jednym z nich w naszym gwiezdnym sąsiedztwie?

   Niestety, na razie nie mamy czym tam dolecieć, by zbadać rzecz in situ. Nasze sondy Pioneer-10 i Pioneer-11 oddaliły się od Ziemi na odległość 66,6 AU (10 mld km) czyli około 9h15m biegu światła, a zatem wyszły już poza orbitę Plutona i zmierzają w kierunku konstelacji Byka. Obie sondy wystartowały w swą podróż niemal 30 lat temu...

Powróćmy jednak do Obcych i Ich aktywności na Ziemi. Niektórzy ufolodzy z „nowej fali” zarzucają mi, że nie wierzę w kilka rzeczy, m.in. w to, że Oni są zaangażowani w nasze sprawy i traktują nas obojętnie. Oczywiście, że tak! Oni traktują nas tak, jak my traktujemy mrowisko. Czy badacz życia mrówek będzie burzył całe mrowisko, by uratować pojedynczą mrówkę? - rzecz jasna nie. Gdyby Oni chcieli ingerować w nasze sprawy tu na Ziemi, to proszę Czytelniku pomyśl, ileż musieliby spełnić naszych życzeń? Sto miliardów? Więcej? A każde z nich zmienia Rzeczywistość... Dlatego całkowicie rozumiem Ich i Ich nastawienie do nas, bo sam zrobiłbym dokładnie tak samo.

I co z tego wynika? Jeden wniosek pesymistyczny: NIE DOROSLIŚMY JESZCZE DO KONTAKTU NA SKALĘ KOSMICZNĄ W OGÓLE.

Uzasadnienie:
Człowiek rozumny (tylko z nazwy) w ciągu swego pochodu cywilizacyjnego potrafił tylko niszczyć wszystko, co miał wokół siebie, nie tworząc niczego, co pozwoliłoby mu na odtworzenie zniszczonych naturalnych zasobów planety - to jest aspekt ekologiczny. W aspekcie etycznym - człowiek obraca wszystkie stworzone przez siebie dobra na zgubę własnego gatunku - wszak giną wciąż ludzie w bezsensownych wojnach etnicznych, ekonomicznych, religijnych i innych - a jego działalność na polu inwentyki obraca się zawsze przeciwko niemu i środowisku w którym żyje.

Jest jednak jeszcze drugi wniosek - optymistyczny: MY, LUDZIE Z PLANETY ZIEMIA, JESTEŚMY JEDYNIE CZĄSTKĄ OGROMNEJ RZESZY RAS GWIEZDNYCH, KTÓRE ZAMIESZKUJĄ WSZECHŚWIAT.

Uzasadnienie:
Skoro Obcy traktują nas z wyrozumiałym spokojem i obojętnością badaczy, to oznaczałoby, iż takich przedmiotów badań jak my sami musi być we Wszechświecie ogromna ilość. Mieliśmy po prostu pecha - wynikającego z rachunku prawdopodobieństwa - zbyt późno się narodzić i jesteśmy tym samym „zasietniałą” cywilizacją, która dopiero - jak noworodek - drze się na cały Wszechświat: PATRZCIE! JESTEM TUTAJ!!!

Silentium Universii zatem, to jeno pozór - ono nie istnieje!

No, a teraz wizje, rewizje i remanenty.

Jerzy Łatak podał za Czasem UFO bulwersującą wiadomość na temat oddziaływania NOL-i na efekty awarii reaktora jądrowego w Czarnobylu. W największym skrócie wygląda to tak, że przy każdym pojawieniu się NOL-a, spadała radiacja nawet o 2,2 R/h! Nie zapominajmy, że katastrofa w CzEJ była źródłem największego w historii świata skażenia promienistego. Okolice fatalnego reaktora numer 4 skażone były wszelkimi produktami rozpadu uranu w wysokości 14,5 MBg/m2 - czyli dziesięć razy więcej  niż po wybuchach w Hiroszimie i Nagasaki!!! No tak, ale tam zdetonowano kilka kilogramów izotopów uranu: 235U + 233U stabilizowanych przez 238U i plutonu - 239Pu stabilizowanego przez 240Pu, zaś w CzEJ było aż 260 ton uranu i produktów jego rozpadu, a czego 99,99% silnie radioaktywne. I to świństwo poszło w atmosferę, a wyniki tego znamy.

W czym rzecz? Ano w tym, że Ufici przewidzieli to, co się stanie w Czarnobylu i to na dłuższy okres naprzód. Rosjanie wybudowali CzEJ na aktywnym sejsmicznie uskoku tektonicznym i że w momencie katastrofy doszło do 7-minutowego trzęsienia ziemi, dokładnie pod „czwórką”. Skok reaktywności stosu atomowego przypadł dokładnie na moment pierwszego wstrząsu, który był przyczyną „rozhulania się” reaktora. Wstrząs uszkodził obieg pierwotny chłodzenia reaktora i to właśnie spowodowało jego przegrzanie, skok reaktywności i w rezultacie ostatecznym „rozsmarowany” w czasie wybuch jądrowy...

Ufici byli świadomi niebezpieczeństwa i - jak sądzę - seria CE4 w latach 70. i na początkach lat 80. miała na celu zbadanie odporności ludzi na działanie promieniowań α, β i γ - a szczególnie tych dwóch ostatnich - które wydzielają radionuklidy 131I*, 136Cs* i 137Cs*, spadające fall-out’em po wybuchu na nasz kraj. Można zatem przyjąć, że CE4 w Golinie i Emilcinie były elementami tej akcji, tego programu badawczego.

Nawiasem mówiąc, to wydaje mi się, że katastrofa w CzEJ została spowodowana przez trzęsienie ziemi, które wywołane zostało podziemnym testem jądrowym przeprowadzonym przez Armię radziecką gdzieś na stepach Ukrainy - lub co jest bardziej prawdopodobne - na stepach pomiędzy Orenburgiem a Orskiem, gdzie znajdował się radziecki poligon atomowy. Zamieszkali w Orenburgu Rosjanie i Polacy niejednokrotnie opowiadali mi, jak w stepie widziano potężne błyski, potem czuli drgania ziemi, huk eksplozji i na horyzoncie wyrastała ogromna chmura w kształcie grzyba czy kalafiora... A potem ludzie zaczynali chorować na dziwne choroby i niektórzy już nie wracali do zdrowia.

Eksplozja jądrowa spowodowała uaktywnienie się uskoków - a w okolicach CzEJ zbiegają się ich aż trzy! - i w rezultacie trzęsienie ziemi o sile 7-8oMSK w epicentrum i 2-3oMSK na obrzeżach - co odczuli mieszkańcy Czarnobyla. Hipoteza ta wyjaśnia, dlaczego KGB „wyciszyło” (mimo trwającej „pierestrojki”! - sic!) wszystkich fizyków, którzy mówili o trzęsieniu ziemi w obawie, by nie wyszedł na jaw test jądrowy przeprowadzany w Europie i obecność w rejonie CzEJ trzech supertajnych stacji sejsmicznych, których zadaniem było podsłuchiwanie geofonami krajów NATO i USA - a dokładnie prób jądrowych i testów ciężkich rakiet wielogłowicowych MIRV. Podobnie rzecz może się mieć w przypadku Ignalina EJ na Litwie, która jest równie głupio i niebezpiecznie usytuowana na zbiegu dwóch uskoków tektonicznych...

Taką aktywność NOL-i zaobserwowali nasi koledzy ze Słowacji, gdzie w okolicach Bohunickiej EJ w Bohunicach także obserwowano częste przeloty NOL-i.[2]

Nieco inaczej było w ówczesnej Niemieckiej Republice Demokratycznej[3], gdzie na jej bałtyckim wybrzeżu znajdowała się elektrownia jądrowa „Nord IV” w Lubminie k./Greifswaldu. Elektrownia ta miała reaktory typu RBMK-1000 - takie same, jak w CzEJ - zaś jej awaryjność - wedle osób, które w niej pracowały - była niesamowita - 1191 awarii w czasie zaledwie 2 lat, z czego 7 było BARDZO POWAŻNYCH, co oznacza, że o stopień wyżej było to, co w CzEJ...

„Nord IV” EJ była pilnowaną przez poza tajnymi służbami enerdowskimi STASI, także przez radziecką KGB. No i - jak się okazuje - także przez Obcych. Służąc w GPK Świnoujście słyszałem niejednokrotnie od ludzi morza historie o obserwacjach dziwnych obiektów latających i pływających nad i na oraz w wodach Zatoki Gdańskiej, Pomorskiej i Greifswalder Bodden. Szczytem wszystkiego było rzekome ostrzelanie polskiego promu pasażersko-samochodowego MF Wawel w dniu 19 marca 1986 roku. Tak naprawdę, to chodziło tam być może o zrzut aparatury kontrolno pomiarowej w wody Zatoki Pomorskiej przez Ufitów na 40 dni przed eksplozją w CzEJ i w warunkach ciągłego zagrożenia identyczną katastrofą ze strony „Nord IV” EJ. W latach 1992-94 „Nord IV” EJ została rozebrana i właśnie w tym czasie nad Greifswalder Bodden i Zatoką Pomorską pojawiły się czarne latające trójkąty z białymi i czerwonymi światełkami konturowymi - co filmowali Polacy, Rosjanie, Japończycy i Niemcy... Wyglądało na to, że Obcy chcieli się upewnić, czy rzeczywiście Niemcy i Rosjanie rozbrajają tą bombę ekologiczną!

Czarne trójkąty pojawiły się także w latach 90. właśnie nad krajami, które znacznie rozwinęły swoją energetykę jądrową: kraje UE i NAFTA. Wydaje się, że Ich monitoring naszego przemysłu jądrowego wszedł w nową fazę i zamiast dyskoidalnych NOL-i pojawiły się na niebie czarne latające trójkąty ze światełkami. Najczęściej widywano je właśnie w pobliżu instalacji jądrowych - tutaj znamienne są dwa przykłady: francuskiej Le Hauge EJ nad Kanałem La Manche i Irvine EJ nad Morzem Irlandzkim.

W przypadku Le Hauge EJ chodzi o skażenie wód Kanału radioizotopem superciężkiego wodoru 3H* albo T (od słowa Tryt) w ilości 155 MBq/l wody morskiej! Tło radioaktywne morza wynosi 10-20 Bq/l, zaś norma WHO przewiduje maksymalne skażenie w wysokości 7 kBg/l. W opisywanym przypadku doszło zatem do skażenia przekraczającego normę o 22.143 razy! Nie dziwota więc, że co trzecie dziecko nad francuskimi brzegami Kanału ma białaczkę radiogenną, a nad Francją i Belgią przelatują stada czarnych trójkątnych UFO...



[1] Masa Ziemi wynosi ok. 5,97 x 1021 ton.
[2] Inż. Miroslav Karlik - UFO nad elektrownią jądrową - referat na IV Środkowo-Europejski Kongres Ufologiczny, Košice 1995.
[3] Dzisiaj są to trzy landy wschodnie Niemiec oraz miasto Berlin.