wtorek, 29 lipca 2014

PROJEKT TATRY (43)

20. ZAKOŃCZENIE


Jeszcze o Wielkiej Wojnie - Co ukrywają Dogoni? - Meteoryty i wieczne lody - Tropy wiodą w Kosmos - Znów wojna światów? - Wizje i rewizje lokalne - Złudzenia alchemików kolejnym dowodem.


Powróćmy jeszcze do hipotezy wielkiej wojny bogów. Wielu autorów zajmujących się zakazana archeologią, astrologia, atlantologią i naukami pokrewnymi zauważa, że rodzaj ludzki miał swe wzloty i upadki, i na dodatek jest o wiele starszy, niż się to ortodoksyjnym uczonym wydaje. Takie poglądy reprezentuje m.in. sir Brinsley le Poer-Trench lord of Clancarty, Aleksander Mora, dr Miloš Jesenský, Richard Mooney, Hans Bellamy, Jan Krzyściak, Klaus Aschenbrenner, Johannes von Buttlar, Michael Cremo, Alec MacCellan i wielu, wielu innych - w tym niżej podpisany.

Osobiście podejrzewam, że człowiek ma za sobą nie 3 mln lat rozwoju - jak głosi oficjalna nauka - a co najmniej 50 mln lat, i że pierwsze hominidy pojawiły się w czasie pierwszej eksplozji populacyjnej ssaków po tragicznym dla gadów impakcie asteroidy  sprzed 65 mln lat, dzięki której powstała na Jukatanie poimpaktowa formacja Chicxulub. Wyjaśnia to m.in. wszystkie odciski ludzkich stóp w kredowych skałach z poziomu wczesnego Trzeciorzędu - Tre-f na granicy paleocenu i eocenu, które znaleziono w okolicach Martina na Słowacji. Innym podejrzanym okresem w historii naszej planety są zlodowacenia - znane pod nazwą Epok Lodowych. Nie trafia do mnie to, że Ziemia przechodziła poprzez ciemne mgławice czy zmieniała się stała słoneczna, bo nie ma na to dowodów astronomicznych. Nie prościej byłoby założyć, że zlodowacenia są wynikiem działania na Ziemi kilku cywilizacji przedludzkich, i że każda z nich doprowadziła się do samozagłady swoją działalnością - za każdym razem wywołując efekt cieplarniany środowiska, a potem zlodowacenie. NB, nas czeka dokładnie taki sam los, jak pozostałe cztery cywilizacje przedludzkie.

Spójrzmy na Kenozoik: dzieli się on na dwie nierówne części: Trzeciorzęd - Tr i Czwartorzęd - Q. Trzeciorzęd zaś dzieli się na: Paleogen i Neogen. Człowiek powstał zatem już na początku Paleogenu - gdzieś na granicy Paleocenu i Eocenu - jakieś 55-50 mln lat temu. Poprzez pozostałe podokresy: Oligocen, Miocen i Pliocen ludzie rozwijali swoją cywilizację, aż doszło do pierwszego Wielkiego Kryzysu, który wyznaczył granicę Tr/Q1 od której zaczął się epizod lodowcowy Pleistocenu, zwany Günz-Menap, który zaczął się 1,7 mln lat temu i skończył się 600.000 lat temu. Interglacjał Kromer trwał około 100.000 lat, a po nim przyszedł drugi glacjał: Elster-Mindel - trwający 200.000 lat. W interglacjale Holstein nasza planeta odpoczęła sobie na kolejne 100.000 lat od lodów, które następnie zaatakowały Europę w czasie glacjału Sal-Ris na kolejne 100.000 lat. Potem się ociepliło na 50.000 lat w interglacjale Em, by w roku 50.000 przed Chrystusem nastało ostatnie - czwarte zlodowacenie Vislan-Würm, które skończyło się najprawdopodobniej katastrofą Atlantydy, Mu i Lanki w roku 10.000 przed Chrystusem. Obecnie żyjemy w kolejnym interglacjale i Ziemia dzięki naszym wysiłkom zmierza ku kolejnemu efektowi szklarniowemu i... następnemu zlodowaceniu, które zakończy dzieje naszej cywilizacji za kilka tysięcy lat, o ile sami nie wykończymy się wcześniej.

Ale nie tylko w Czwartorzędzie atakowały nas lody, bo zlodowacenia następowały także w następujących okresach: Prekambr (Wend) - 570 mln lat temu, Karbon - 362 mln lat temu i Perm - 290 mln lat temu. I co najciekawsze - w warstwach należących do tych okresów geologicznych znajdowano dziwne ślady i niezwykłe artefakty, wskazujące na istnienie w tych czasach jakiejś cywilizacji. Takim dziwnym śladem są np. ozokeryty, które nijak nie pasują do teorii o powstaniu złóż węgla kamiennego. Pisze się, że powstały one dzięki ropie naftowej, która powoli ulegała przemianom w warunkach wysokiego ciśnienia, temperatury i braku dostępu tlenu. OK., ale czy na pewno? Bardziej przemawia do mnie to, że ozokeryty, to są po prostu masy plastyczne, które zostały kiedyś po prostu zakopane i uległy metamorfozie w wyżej wspomnianych warunkach, co jest nie do przyjęcia przez ortodoksyjną naukę...

Zainteresowanych odsyłam do lektury książek Michaela Cremo i Thomasa de Jeana. Wychodzi zatem na to, że nie jesteśmy tutaj pierwsi!  - jak dotąd sądziliśmy to z naiwnością dzieci Wszechświata!

Najbardziej szokującym jest to, że około 600 mln lat temu Ziemia przeszła rewolucyjną zmianę życia. Znikła flora i fauna ediakariańska i ewolucja wystartowała niemal od zera! Niektórzy przypuszczają, ze stało się to za przyczyną planety Luna, która stała się naszym Księżycem i odtąd wiernie nam towarzyszy. Do tego jeszcze wrócimy, wszystko wskazuje na to, że Księżyc ma niejedną tajemnicę!

Podsumowując można powiedzieć, że życie na Ziemi rozwijało się swoją drogą, ale od czasu do czasu, wskutek kosmicznych bitew między cywilizacjami dochodziło do zagłady wielu gatunków i wymrożenia planety. Tak właśnie można wyjaśnić tajemnicę Wielkich Wymierań, jako rezultatów upadku Cywilizacji Przedludzkich. Ostatni Epizod miał miejsce 12.000 lat temu, kiedy to wskutek planetarnego konfliktu doszło do zalania kontynentów (no, bez przesady - po prostu archipelagów dużych wysp) Atlantydy, Lanki i Mu. Każda taka kosmiczna bitwa czy kosmiczna katastrofa ekologiczna - co na jedno wychodzi - spowodowana działalnością Ziemian i Obcych powodowała wymieranie gros gatunków na naszej planecie, ale jednocześnie dawała „ewolucyjnego kopa”, co powodowało błyskawiczny rozwój i opanowywanie opuszczonych nisz ekologicznych. W planetarnych wojnach bogów-astronautów używano wszelkich znanych nam i nieznanych broni masowego rażenia z użyciem asteroidów spychanych na planetę włącznie - co kończyło się Wielkimi Wymieraniami. Być może 65 mln lat temu jacyś Najeźdźcy z Kosmosu wykończyli dobrze zapowiadającą się cywilizację Dinozauroidów? Taka hipoteza jest równie dobra, jak każda inna. A że nie ma na to materialnych dowodów? Ależ są, tylko trzeba je dobrze poszukać! Kamienie nie kłamią! I tylko one mogą stanowić dowód. Metale korodują - z wyjątkiem tych szlachetnych, ale jest ich mało. Plastyki utleniają się bądź przeobrażają się w ozokeryty. Drewno butwieje, utlenia się i bardzo rzadko kamienieje. Kamienie zostają. Tylko one. I tylko one mogłyby być dowodem. Szukając tych śladów trzeba przeszukać kontynenty i dna Wszechoceanu Ziemi - choć te ostatnie wskutek subdukcji nie dają zapisu paleontologicznego starszego, niż 250 mln lat, a i to jedynie w kilku rejonach Wszechoceanu. Historię Ziemi i własnego gatunku znamy w oparciu o prace na kilkuset zaledwie odkrywkach i kilku tysiącach kopalni, które to dają obraz zamglony i niepewny. Nawet wspaniałe rekonstrukcje niektórych dinozaurów są zlepkiem kości kilku  czy kilkunastu osobników! Podziwiam odwagę uczonych, którzy tak autorytatywnie stwierdzają, że historia Ziemi jest taka, jaką oni widzą i nam przekazują. Ja nie byłbym tego taki pewien ferując ten wyrok. Bo w końcu na czym opieramy naszą wiedzę o czasie, który upłynął od danego wydarzenia? Na stratygrafii, czyli ułożeniu poszczególnych warstw osadów względem siebie, tworzących zapis geologiczny i zawarty w nich zapis kopalny. Kataklizmy towarzyszące np. zlodowaceniom, impaktom asteroidów czy tworzeniu się trapów wulkanicznych zmieniaja całkowicie zapis na okres miliona lat, jak nie lepiej. W przypadku impaktu K/Tr po cywilizacji Dinozauroidów nie miał prawa pozostać kamień na kamieniu, bo trzęsienia ziemi, megapowodzie i wzmożony wulkanizm dokonały straszliwych spustoszeń w kartach księgi Matki Ziemi i tak drobny epizod, jak cywilizacja Dinozauroidów został z niej dokładnie wymazany, i trzeba będzie dużej dozy szczęścia, by natrafić na artefakt z tej epoki.

Mamy jeszcze jeden sposób datowania - datowanie radionuklidami, czyli radioizotopami niektórych pierwiastków chemicznych, która to metoda oparta jest o znajomość czasu półrozpadu czy półzaniku - T1/2 jąder atomowych. Poniższa tabela uzmysławia nam, jak wielkie interwały czasowe jesteśmy w stanie mierzyć tą metodą:

Reakcja rozpadu
T1/2 (lata)
C-14 C-12[1]
5.730
K-40 Ar-40
1,25 mld
Rb-87 Sr-87
48,8 mld
La-138 Ce-138
106 mld
Sm-147 Nd-143
108 mld
Lu-176 Hf-176
24 mld
Hf-182 W-182
9 mln
Re-187 Os-187
166,6 mld
Th-232 Pb-208
3,9 mld
U-235 Pb-207
704 mln
U-238 Pb-206[2]
4,46 mld





 
   









Niestety, zawodność tej metody została wykazana już niejednokrotnie - ot, choćby w przypadku Całunu Turyńskiego... Zakładając, że wojna z użyciem broni jądrowych czy impaktu asteroidy wzbogaca sedymenty w pierwiastki radioaktywne, a zatem odmładza daną warstwę o pewien czas. Można ustalić wiek danej warstwy poprzez porównanie jej z analogicznymi warstwami w innym miejscu, ale czy taka metoda jest stuprocentowo pewna? Poważnie w to wątpię...

A teraz z innej beczki.

Kiedy Ziemia została wyposażona w Księżyc? Pytanie to brzmi dziwnie tylko na pierwszy rzut oka, bowiem staje się ono istotne w porównaniu czasu pojawienia się Księżyca i Epizodu Ediakariańskiego - patrz wykres. Oficjalnie przyjmuje się, że Księżyc powstał w wyniku „wychlapnięcia” ziemskiej materii w wyniku kolizji Protoziemi z planetą o wielkości Marsa 2-3 mld lat temu - w czasie formowania się Układu Słonecznego. Hipoteza, jak hipoteza - teraz nie do udowodnienia.

Najsensowniejszym - moim skromnym zdaniem - jest wytłumaczenie, że Księżyc został „zakotwiczony” na swej orbicie jakieś 2,67 mld lat temu, kiedy zbliżył się do Ziemi na odległość 166.400 km, kiedy to doszło do grawitacyjnego wychwytu Luny i przekształceniu jej w nasz ziemski Księżyc. Luna podeszła niejako „z ukosa” - bo pod kątem 148o,6 względem płaszczyzny równika Ziemi. Kiedy doszło już do wychwytu, to w ciągu następnych 170 mln lat jego orbita zaczęła się stabilizować i jakieś 2,5 mld lat temu osiągnęła ona trwały mimośród orbity e = 0, i nachylenie w stosunku do równika Ziemi = 45o,7. Tyle, że Księżyc obiegał Ziemię w fantastycznie krótkim czasie - tylko 6h20m,64, ale jego odległość od naszej planety wynosiła jedynie 18.490 km! Efekty tego można sobie wyobrazić: potworne fale pływowe, wybuchy wulkanów i straszliwe trzęsienia ziemi. Dalsza stabilizacja orbity polegała na powolnym oddalaniu się Księżyca od Ziemi i dzisiaj Srebrny Glob krąży w odległości średniej 384.400 km, pod kątem 23o,8 i w czasie 27d7h,2. Za 300 mln lat Księżyc „zawiśnie” nieruchomo nad jedną hemisferą Ziemi... Tak widzi to astronom prof. H. Gesternkorn.*

A może było zupełnie inaczej? Luna przypałętała się w okolice Ziemi nie około 2,67 mld lat temu, a zaledwie 50.000 lat temu? Prawie na początku IV Zlodowacenia Vislan-Würm. A to mogło być tak:

Luna wcale nie była planetką z Układu Słonecznego, ale gigantycznym statkiem kosmicznym z Układu Tolimana C - Proximy Centaura. Proxima jest gwiazdą karłowatą o klasie widmowej dM5e, aperiodycznie zmienną, o temperaturze fotosfery zaledwie 3.000 K - czyli o połowę niższej od Słońca. Proxima jest karzełkiem gwiezdnym, ale przecież nie zawsze tak było i miała ona swoje wielkie pięć minut w historii Wszechświata. Być może miała ona swój akt planetotwórczy i któraś z tych planet była biogeniczna, na której rozkwitło rozumne życie. Proximianie zorientowali się, że ich macierzyste słoneczko nie pogrzeje ich zbyt długo, więc chcąc nie chcąc zwrócili swe receptory radiowo-optyczne ku innym gwiazdom. Oczywiście na pierwszy ogień poszedł podwójny układ Tolimana A i B, których promieniowanie jest przyjazne życiu. Toliman A jest gwiazdą niemal identyczną ze Słońcem - jego masa wynosi 1,1 masy słonecznej, zaś klasa spektralna jest identyczna - dG2V. Toliman B jest mniejszy od Słońca o 0,1 masy słonecznej i ma typ widmowy dK5V, co oznacza, że jest chłodniejszy od Słońca, ale o całe niebo jaśniejszy i cieplejszy od przygasającej Proximy. Obawiam się, że ten układ nie ma planet, bowiem jest on ciasny - jego dwa składniki oddzielone są od siebie tylko przestrzenią 23,6 AU - dla porównania rozległość Układu Słonecznego od Słońca do Plutona wynosi średnio 39,3 AU, co należy jeszcze pomnożyć przez dwa... A zatem każda hipotetyczna planeta musiałaby spaść na któryś ze składników, które na dobitkę okrążają wspólne barycentrum w czasie 90d2h,4 - więc co z tego?

Stwierdziwszy, że nie ma planet w Układzie Tolimana A i B, Proximianie zdecydowali się na zbadanie możliwości osiedlenia się na planetach jedynego istniejącego w ich sąsiedztwie układu planetarnego - Układu Słonecznego. Wyprawy zwiadowcze doniosły, że znajdują się tam cztery planety możliwe do zamieszkania: Merkury, Wenus, Ziemia i Mars, a także jeden z księżyców największej planety Układu - który zda się być cały pokryty lodowatym oceanem - Europa... Decyzja mogła być tylko jedna - Proximianie opuścili swój układ i dogasające słoneczko i posługując się niedużą planetą, jako statkiem kosmicznym - puścili się w drogę w kierunku Słońca i jego planet. Jak długo lecieli - nie wiem. Może 132 lata z prędkością 50.000 km/s, a może aż 19.600 lat z prędkością 50 km/s... - nie wiem, mogę na razie tylko to zgadywać. Dość na tym, że Luna znalazła się w Układzie Słonecznym. I na nią czekał już komitet powitalny Ziemian.  Co było dalej - wiemy. Konflikt lub cała ich seria, która skończyła się upadkiem cywilizacji, epoki lodowe i regres do epoki kamienia łupanego, budowanie od zera. Zaś Obcy, którzy nas odwiedzają, to nic innego, tylko zbiologizowane maszyny - roboty ocalałe z konfliktów, które zaczęły - z braku kierujących nimi ludzi - ewoluować same. Efekty widzimy od czasu do czasu w czasie CE.




[1] Tzw. „zegar węglowy”.
[2] Tzw. „zegar uranowy”.
* - Dzisiaj już wiemy na pewno, że każdego roku Księżyc oddala sie od Ziemi o 3 cm i po pewnym czasie odleci na zawsze od naszej planety.