wtorek, 5 sierpnia 2014

Templariusze... (2)

I. Obrońcy Ziemi Świętej

Na przełomie lat 1118 i 1119 ośmiu francuskich rycerzy uczestniczących w I Wyprawie Krzyżowej założyło rycerski zakon Templariuszy powołany do obrony świętych miejsc i ochrony udających sie do nich pątników – szczególnie do Jerozolimy. Historia odnotowała, że byli to: Hugues (Hugo) de Payens, jego przyboczny Godefroy de St. Omer, Hugo I. hrabia Szampanii, Andre de Monbard, Archamabaud de Saint-Aignan, Nivard de Mondidier, Godemar i Rossal

Hugues i jego bracia wszak nie przypominali obecnego wyobrażenia rycerzy – wspomina anglo-iryjski historyk i dokumentalista Sean Martin. – W pierwszych latach swojej działalności nie mieli żadnych pieniędzy, nosili odzież, którą dostali w darze, cierpieli z niedostatków nowych bojowników zbawienia. [1]

Myśl by chronić pielgrzymie drogi do Ziemi Świętej bardzo się spodobała królowi Jerozolimy – Balduinowi II (1118-1131), tak że podarował im jako siedzibę znaną twierdzę Omara Kubbat as-Sachra czyli Skalny Dom. Przed stuleciami stała na tym miejscu słynna żydowska świątynia, Templum,  którą na górze Moria w rzeczywistosci wybudował libański budowniczy Hiram z Tyru dla biblijnego króla Salomona. I właśnie tutaj ci ubodzy rycerze Chrystusowej i Salomonowej Świątyni – Templariusze, jak ich wkrótce zaczęto nazywać – wybudowali potężny zamek wraz z podziemnymi stajniami dla 2000 koni, przyłaczajac do tego sąsiednia miejscowość al-Aksa, która także pozostawała w świetym kręgu swiątyni Salomona. W tym czasie było już 300 rycerzy, którzy dowodzili 3000 pieszych, i tak „pojawiła sie pierwsza kolonialna armia na świecie“. [2] 

W roku 1128 Templariuszy zalegalizowano jako mnichów na koncylu w Troyes, a według pierwotnego dokumentu „Liber ad milites templi: De laude novae militae“ („Księga rycerzy Templum: Chwała nowego rycerstwa“) autorstwa cysterskiego patera Bernarda z Clairvaux (1090-1153), później uznanego za świętego, zaczęli oni nabór do zakonu we Francji, Anglii, Hiszpanii i innych krajach Europy. Kierowali się przy tym statutem pierwotnie napisanym po łacinie, który z początkowych 72 artykułów rozrósł się do ponad 700 paragrafów.

Z tekstu dowiadujemy się, że ta elitarna społeczność rycerska miała wiele obowiązków. Zasady życia codziennego wywodziły się z reguły Benedyktynów i zawierał nakaz częstej modlitwy i udział w nabożeństwach. Poza tym oczywiście były tu także nakazy o dbałość koni i uzbrojenia oraz innego sprzętu wojennego. Rycerze musieli stale nosić biały habit, poza czasem pobytu w szpitalu. Ich zbroje i ubiory nie mogły być upiększane żadnymi ozdobami. Dziennie odmawiali 148 razy modlitwę „Ojcze nasz” (!!!). Jedli razem – przy jedzeniu zachowywali milczenie, a była im w tym czasie czytana Biblia. Jedna dziesiąta chleba była przekazywana ubogim. W templariuszowskich świątyniach i siedzibach przez cały czas paliło się światło. 

Templariusze ustanowili dwukrotny czas postu: na Wielkanoc i na Boże Narodzenie, kiedy to każdorazowo pościli przez 40 dni. Wbrew temu częstsze i radykalne poszczenie – jak to miało miejsce w innych zakonach – mieli Templariusze zakazane po to, by mogli oni zdolność bojową. Mieli obowiązek nosić tonsurę i żyć jedynie z najskromniejszym wyposażeniem na znak pokory i ubóstwa. Powinnością Wielkiego Mistrza było w dzień Bożego Ciała umyć nogi 13 ubogim. Potem rozdawał on jedzenie, odzież i jałmużnę. Polowania Templariusze mieli zakazane z wyjątkiem polowań na lwy. Cały majątek był ich wspólną własnością. Nawet osobiste listy były czytane na głos w obecności Wielkiego Mistrza. Starzy, wysłużeni weterani Zakonu mieli swe miejsce w specjalnych domach. 

Do Zakonu mogli być przyjmowani tylko mężczyźni. Rycerze składali śluby całkowitego i ścisłego celibatu, nie mogli się żenić, lub być żonatymi wstępując do Zakonu. Templariuszom nie wolno było pocałować kobiety [Templariusz mógł pocałować jedynie matkę, siostrę i ciotkę, całować innych kobiet nie miał prawa – uwaga tłum.] i nie mogli być spowinowaceni.

Zasadniczą część zajmowały dokładne instrukcje wojskowe. Mówiły one o budowie obozowiska i utrzymywaniu dyscypliny w czasie bitwy. Jasno określały zasady dowodzenia podczas działań wojennych i dokładnie definiowały możliwości rokowań przy porażce.

Tygodniowe odprawy kapituły dokonywały się w rycerskich domach, w których mieszkali co najmniej 4 bracia. Po kazaniu mogli prosić o głos ci, którzy chcieli się dobrowolnie przyznać do naruszenia reguły. O wymiarze kary decydowała kapituła, a winien nie mógł być przy naradzie nad sposobem jego ukarania. Kiedy winę komuś udowodniono, był karany surowiej, niż ten, który się dobrowolnie przyznał. 

Kara za naruszenie reguły sięgała od konieczności spożywania posiłków na podłodze przez cały rok, aż do wykluczenia czy karceru (więzienia). Zakon nigdy nie używał kary śmierci, ani nie torturował przestępców, chociaż to należało do powszechnych praktyk ówczesnego, średniowiecznego wymiaru sprawiedliwości, kiedy nie mógł przelewać krwi w szeregach Zakonu. 

Dyscyplina odgrywała u Templariuszy kluczową rolę. Rycerzowi, który opuścił własne szeregi był odebrany jego płaszcz, a za karę musiał przez cały rok jeść z podłogi razem w psami. Ci, którzy uciekli z pola walki, zostawali wykluczeni z Zakonu, ale nie walczący członkowie Zakonu z jednostek pomocniczych i zabezpieczenia logistycznego tolerowano ucieczkę w sytuacji, kiedy nie mieli jak bądź czym przystąpić do boju. Natomiast ci, którzy przeszli na stronę muzułmanów, byli z Zakonu wykluczeni na zawsze. Wykluczenie czekało także na wodza, który na własna rękę wykonał atak zakończony porażką, wielkimi stratami w ludziach czy sprzęcie. Chorąży zostawał wykluczony w przypadku, kiedy w bitwie pochylił sztandar, co uznawano za znak przegranej. Żelazna dyscyplina była korpusem doktryny wojennej Templariuszy i wzbudzała wielki respekt. Ludziom spoza Zakonu wydawała się aż przesadną.

Prawa Templariuszy były niezwykle twarde nawet w swoim czasie, a ich służba była surowa:
Żołnierz ma sławę, mnich ma spokój. Templariusz zrzekał się z jednego i z drugiego. Łączył on w jedno to, co w obu tych służbach jest najtwardsze: niebezpieczeństwo i wyrzeczenia – napisał romantyczny francuski historyk Jules Michelet (1798-1874). A wszystko to po to, by Templariusze stopniowo stali się autonomicznym wojskowym mocarstwem rozłożonym na dwóch kontynentach, doskonale wykutym mieczem pewnie ujmowanym przez pancerną rękę Zachodu mierzącą w samo serce Wschodu: 
Templariusze byli w Ziemi Świętej niezmiernie ważną i doskonale zorganizowaną siłą zbrojną. Byli naznaczani na eksponowane miejsca pierwszych konfliktów: do awangardy przy ataku i do ariergardy w czasie cofania się – często jednak ich niszczyła nieroztropność i chora rywalizacja dowódców wypraw krzyżowych. W czasie dwóch stuleci templariusze stracili w ten sposób w czasie operacji wojskowych ponad 20.000 członków, a to dlatego, ze za rycerzy zagarniętych w boju do niewoli reguła zakazywała wypłatę okupu. [3]  

Templariusze byli zazwyczaj składową każdej operacji militarnej w Ziemi Świętej a także na Półwyspie Iberyjskim, przy czym często angażowano ich do oblegania miast i twierdz. Przedsiębrali wypady na nieprzyjacielskie terytoria, których celem było zastraszyć przeciwników, spowodować załamanie tamtejszej gospodarki i w ten sposób wzmocnić zdolności obronne własnego terytorium – dzisiaj robią to grupy dywersyjno-rozpoznawcze. Innym zadaniem było postawienie zapory muzułmańskim najazdom i zapewnienie bezpieczeństwa pątnikom oraz karawanom kupieckim, obrona znaczących miejsc i obiektów, brodów i dróg.