piątek, 8 sierpnia 2014

Templariusze... (4)

W Królestwie Jerozolimskim Templariusze mieli autonomię, z biegiem czasu zgromadzili wielki majątek i cały łańcuch wybudowanych starannie twierdz, który ciągnął się od Antiochii aż do Aszkalonu, czyli od najbardziej na południe wysuniętego fragmentu dzisiejszej Turcji na granicy z Syrią do ziem Izraela w sąsiedztwie Strefy Gazy. W Europie Zachodniej przede wszystkim we Francji, Anglii, Hiszpanii, Portugalii i na dwóch stronach Renu mieli one rozległe włości i majątki ziemskie. A wszystko to w jednym celu – operacjom militarnym na Bliskim Wschodzie, nienasycenie pochłaniającym dobra materialne i finansowe.

Bez szerokiej sieci wsparcia na Zachodzie, Templariusze by szybko znikli po pierwszej przegranej bitwie – przypomina znany brytyjski historyk Malcolm Barber [9] a my musimy przyznać mu rację. Istnieją na to proste, ale bezlitosne obliczenia, z którymi nie można dyskutować: a zatem około roku 1180 rycerz potrzebował 30 łanów ziemi rolnej – co odpowiada powierzchni 300 ha lub 750 ac (akrów), aby był w stanie utrzymać się jako zbrojny konny wojownik. Około roku 1260 już na to potrzebował 150 łanów, czyli sumę 5-krotnie wyższą. A to wszystko szło ręka w rękę z handlowymi cenami koni: w latach 1140-1180 cena tych zwierząt do jazdy wierzchem wzrosła trzykrotnie, a do roku 1220 podskoczyła jeszcze dwukrotnie. [10] Albo jeszcze lepiej obrazuje to następujące porównanie: otóż wyposażenie i wyszkolenie jednego rycerza kosztowało Zakon tyle, ile dzisiaj kosztowałoby niejeden kraj kupno i doposażenie czołgu, do którego porównuje się średniowiecznego rycerza i jego siłę przełamania. [11] Takie koszty na utrzymanie załóg zamkowych i fortecznych oraz obronę ziem zamorskich kładły na finanse Templariuszy takie ciężary, których niejedno państwo nie było w stanie podołać, a niektórym im współczesnym fakt, że majątek Zakonu stale się powiększał dało asumpt do twierdzenia, że było to nadprzyrodzone: 
Bogactwo Rycerzy Świątyni było na tyle wielkie, że pojawiły się pogłoski o tym, że znaleźli oni sposób jak Zamienic ołów w złoto. Jest to prawdą, że w niektórych templariuszowskich zamkach – szczególnie w Oriencie – kwitła alchemia, bowiem na Wschodzie, w świecie arabskim alchemia była bardzo znana i popularna, a kamień filozoficzny [i jego cudowne możliwości] zaciekawił także niektórych Templariuszy wysokiej rangi. [12] 

Jednakże prawda jest taka, że za „alchemią” Templariuszy stoi, jak na swe czasy, rewolucyjny system bankowy, w którym wprowadzono m.in. czeki, listy zastawne, przyjmowanie wkładów oraz w ogóle wprowadzili „templariuszowski bezgotówkowy przepływ pieniądza” – jak dowcipnie nazwał to jeden ze współczesnych autorów.

Umocnione zamki i bastiony ze stałymi załogami wybudowane wzdłuż handlowych i pątniczych szlaków, wiodących w kierunku wschodzącego słońca, wszystkich władców, szlachtę, kupców, krzyżowców i pątników, służyły im jako depozyty złota i innych drogocennych rzeczy. Powszechnie uważało się, że najbezpieczniej jest powierzyć swój majątek templariuszowskiej organizacji, niż nosić przy sobie złoto ryzykując jego utratę w dalekiej podróży. Pieniądze złożone w niektórych z domów zakonnych w Europie mogli podróżni zawsze podjąć po przybyciu do Ziemi Świętej. (I vice-versa.) Wydaje się, że istniejąca pisemna dokumentacja finansowa Templariuszy w ich siedzibach, stanowiąca doskonałe źródło wiedzy o ich depozytach, wpłatach i wypłatach, przywiodła do powszechnej praktyki odbierania pieniędzy z banku przy pomocy czeków. Reputacja Zakonu kwitła dzięki kompetentnym i życzliwym urzędnikom i była ona tak doskonałą, że wkrótce z ich usług korzystały także koronowane głowy Europy. [13]

Jedna z tych koronowanych głów przywiodła Templariuszy także do naszych zachodnich sąsiadów, na dwór czeskiego króla Wacława II (1271-1305), który – jak sądzi czeski historyk František Martin Pelcl (1734-1801) – w roku 1290 postawił na straży swych finansów, jako doradcę królewskiego Bertholda von Gezprensteina [14], przy czym jednak dodaje, że Templariusze działali w Czechach już od roku 1232, w którym to roku zaprosił ich król Wacław I (1205-1253). 

Do dawnych Węgier, templariusze przybyli już w I połowie XII wieku, w czasie panowania króla Gejzy II (1130-1162), a swoją pierwszą siedzibę mieli w ówczesnym Stoličným Belehradzie [dzisiaj Székesfehérvár, Węgry]. W krótkim czasie wznieśli oni dziesiątki klasztorów w całym kraju i uzyskali znaczne wpływy po tym, jak im król Imrich [Emeryk] (1174-1204) potwierdził wszystkie przywileje w 1198 roku. 


II. Zagadkowy kościół w Martinčeku


Dylemat na temat pobytu Zakonu Templariuszy na Słowacji próbował wyjaśnić już w roku 1748 historyk Gabriel Kolinovič-Šenkvický (1668-1770), profesor uniwersytetu w Trnavie. Na pytanie o obecność Templariuszy na Górnych Węgrzech [Horne Uhorsko - tak nazywano Słowację będącą pod panowaniem węgierskim – przyp. tłum.] odpowiadał on jasnym „tak” i to z całkowitą, absolutną pewnością, której dzisiaj możemy mu tylko zazdrościć. [15]  

Znany historyk z XIX wieku Frigyes Pesty (1823-1889) już w roku 1861 wymieniał jako siedziby Templariuszy: Orawę, Piešťany, Bardejov, Martinček, Kalinovo, Blatnicę, Skalkę przy Trenčíne, Sučany, Uhrovec, Hrabkov, Komárno, Ilavu i sam Trenčín. [16] 

Historyk i pisarz, ks. Jonáš Záborský (1812-1876) w swoich monumentalnych „Dejinách kráľostva uhorského“ z roku 1875, które przygotował do druku z podziwu godnym entuzjazmem Timotej Kubiš w roku 2012, opisuje Templariuszy w czasie próby ograniczenia ich władzy na Wegrzech w czasie panowania króla Kolomana, który: położył rękę na ich majątkach i wszystkie je im odebrał. Musiały sie stać rzeczy wielkie, skoro taki bigot jak Koloman się odwołał do takiego postępowania. Jednakże zabrakło mu odwagi i konsekwencji. Templariusze bowiem odwołali się do Rzymu i przywieźli mu papieską bullę na mocy której miał się on nawrócić i oddać im to, co im odebrał. Koloman pochylił z pokorą głowę i wykonał rozkaz apostolski, oddając templariuszom wszystko, co był im zabrał. Był rad, że templariusze nie kazali mu nagrodzić szkód, które ponieśli. Poddał się temu poniżającemu aktowi, by biskup z Pecsu nie nałożył nań kar kościelnych i nie nauczył moresu, gdyby zachciało mu się wywierać jakikolwiek wpływ na mnichów-rycerzy i ich ludzi. [17]