poniedziałek, 29 września 2014

Templariusze... (20)

XVIII. Zagadka czerwonych mnichów    


Historycy nie potrafią się dogadać o tym, czy średniowieczny, zorganizowany zakon militarny Rycerzy Templum w XII i XIII wieku był lub nie był w naszych krajach. Jedni twierdzą – byli u nas. Mieli oni np. klasztor na szczycie Mnicha koło Rużomberka, w Liptowskiej Mare. Do końca mieli też w rękach także niektóre zamki (np. Dobra Voda czy zamek wodny w Vodehradach). Inni najzupełniej pewnie odpowiadają: Nie było ich tutaj! Dokumenty o nich nic nie mówią… Owszem, dokumenty nie, ale ludowe podania – tak. Lud zwał ich czerwonymi mnichami – a to ze względu na wielki czerwony krzyż, który nosili na płaszczach. [133]

Dyskusja o tożsamości czerwonych mnichów zaczęła się w połowie XIX wieku i do dziś dnia jest otwarta, tak że słowa już zapomnianego Nestora słowackiego muzealnictwa Andreja Kmeťa nie straciły niczego ze swej aktualności:
Wiele nieporozumień i sprzecznych zdań panuje wokół tego, kogo należy rozumieć pod nazwą „czerwoni mnisi” – pisze w swej monografii „Sitno a jeho široké okolie”. Wyjaśnienia tego nie znajdujemy ani specjalnych spisach o zakonach ani w kościelnych leksykonach i wydaje się, że powstało ono wśród słowackiego ludu i z niego przedostało się do pomniejszych artykułów. Świat uczonych – entuzjastów i sceptyków – jednakowo przyjął to miano i utożsamia je z Templariuszami. [134]

Starsi historycy uzasadniają swe twierdzenia całkiem jasnym sposobem: Znane jest na Słowacji miano Czerwonych Mnichów, które to miano lud nasz nadał potężnym i bogatym Templariuszom ze względu na ich czerwone płaszcze. W XIII wieku Templariusze na Słowacji byli bardzo rozprzestrzenieni i mieli niemały wpływ na historię. [135]

Zatem powróćmy do tożsamości czerwonych mnichów, których można najprawdopodobniej utożsamiać z Templariuszami, którzy nosili wielki czerwony krzyż na białym płaszczu, który wcześniej oznaczał uczestników I Krucjaty, [136] a także z Joannitami z białym krzyżem na czerwonym tle: „biały krzyż pokoju na krwawoczerwonym polu wojny”. [137] 

Jakbyśmy się chcieli dopatrzyć dowodu  o obecności Templariuszy alias Czerwonych Mnichów w Bańskiej Szczawnicy – jak ich tam sytuuje historyczna powieść Jána Domasty czy zapis kronikarski Ignacego Opluschtila (Opluštila) – musielibyśmy się rozejrzeć w zachowanym materiale źródłowym, który zachował się w murach Starego Zamku. Ano dokładnie tego, którego tradycja wiąże z pobytem w nim szczawnickich Templariuszy. Zamiar tej jednak nie doprowadził do rzetelnego wyjaśnienia, i niestety będziemy zmierzyć się z wyjaśnieniem, dlaczego to jest akurat tak:
Szkoda nie do wynagrodzenia wydarzyła się na tym miejscu, kiedy to 13 lutego 1898 roku, dzięki niedopuszczalnej wprost, grzesznej niedbałości i lekkomyślności spłonęło archiwum na Starym Zamku, z rękopisami co najmniej 500-letnimi i jeszcze starszymi – narzeka Andrej Kmeť, a my razem z nim. „Okładki wielu ksiąg były oprawione w kancjonały i mszałami pisanymi na pergaminie. Jakże wielka mnogość ksiąg musiała tam być niech świadczy fakt Czytelniku miły, że po akcji gaśniczej 15 wozów załadowanych spalonymi i zalanymi wodą papierami wywieziono na śmietnisko!” [138]

Do problematyki Czerwonych Mnichów ustosunkował się w swej książce także Štefan N. Hyroš, który ich identyfikuje z Templariuszami [139], a po jego śladach podąża także Andrej Kmeť, który mówi:
Także o szczawnickich Czerwonych Mnichach myśli się, że byli to templariusze albo Joannici (Rycerze Maltańscy): wiadomym jest, że kiedy skasowano zakon Templariuszy w roku 1312, to złaczyli się z Joannitami, i dlatego do roku 1537 na Węgrzech nie pozbawiono ich majątków. Jednakże Templariusze nie mieli czerwonych habitów, tylko czerwony krzyż na białym płaszczu, Joannici zaś biały krzyż na czarnym płaszczu, a jedynie w czasie wojny mieli białe krzyże na czerwonych płaszczach. Tak więc czerwonymi mogli zostać nazwani wszędzie tam, gdzie byli osiedleni tylko jeżeli idzie o szczawnickich musimy nadmienić, że mimo krótkiego nadania Szczawnicy statusu jednej z 14 manserii na Węgrzech, w samej Szczawnicy nie ma żadnego źródła, co jest dość dziwne. Pomimo tego, o szczawnickich Czerwonych Mnichach mówią ustne podania ludzi w Slavodole, potem w Sklených Tepliciach, ba! - i nawet na Patkôši.  [140]

O slavodolskich Czerwonych Mnichach można tak sądzić, że należeli do zakonu Hieronimantów, o których kanoniczna wizytacja z roku 1779 mówi tak: Są na Piargu pustelnicy zakonni św. Hieronima, dla klasztoru św. Augustyna. Zlikwidowano ich 24 lipca 1786 roku. Po nich sprawy duchowne przejęli Jezuici. [141] Byli to zatem członkowie czwartego odgałęzienia Hieronimantów założonej 70 lat po kasacji Zakonu Templariuszy pod szyldem Ubodzy pustelnicy św. Hieronima Bractwa błogosławionego Piotra Gambacorta Pizańskiego. [142]

Do Czerwonych Mnichów miał należeć także niegdysiejszy klasztor koło wsi Ilija, w środkowej części Szczawnickich Wierchów, na północnym stoku masywu Sitna, z którego w ostatniej kwarcie XIX wieku pozostały jedynie ruiny z rozległymi, sklepionymi piwnicami. Podobne to jest do indiańskich pueblos z powieści Karola Maya. 

Dzisiejsza gospoda ma wielkość połowy ówczesnego klasztoru – pisze Andrej Kmeť – zachodnia strona ukazuje ślady że była zabudowana albo otoczona murami na czterech rogach mająca rotundy: po południowo-zachodniej rotundzie jeszcze do niedawna stały mury. Na północno-zachodniej stronie stały trzy filary, które mogły być resztkami budowli, a otwory w ścianach bardziej przypominają drzwi, a nie okna. Filary nie były postawione naraz, ale przymurowane, co wskazuje, że budynek ten był stawiany na dwa tempa. Wszystkie stare budowle były wznoszone według jednego schematu. (…) [143]

Zgodnie z templaryjską tradycją znajdziemy w tym opisie oprócz do dziś dnia nie znalezionego skarbu jeszcze miejsce na nieistniejące już sztuczne jezioro. Nie brakuje tutaj nawet stawu, ale w odległości 1000 kroków od gospody, w tej dolince znajdują się jego ślady. Okoliczne miejscowości nazywają się: „Stawem”, „Przy Stawie”, itd.

Na poparcie powyższego jest także i fakt, że w dokumencie z 1266 roku figuruje jako powstała wieś z kościołem Ecclesia S. Egidii do XVI stulecia była ona częścią państwa Sitno. [144] Zamek ten ochraniał drogi do kopalń od roku 1240 aż do czasu, kiedy go w 1703 roku zburzyli go powstańcy antyhabsburscy [Wikipedia podaje, że stało się to w roku 1711, w czasie wycofywania się powstańców z Sitna – uwaga tłum.]. W czasie zwiedzania kościoła p.w. św. Egidia [Egidiusza, po polsku Idziego – przyp. tłum.] z I połowy XIII wieku, będziecie mieli pod drewnianym i bogato zdobionym sufitem nawy głównej szczególne odczucia. Jeżeli kładziecie na tym samym poziomie empatię z rozumowym poznaniem, to nie będziecie mieli wątpliwości co do templariuszowskiej tutaj obecności. Poza tym dowiecie się od przewodnika, że w przedniej części kościoła, przy ołtarzu zachowane są detale przypisywane Rycerzom Świątyni. 

Poszukiwania śladów Templariuszy na Słowacji przeprowadzone przez Kmeťa zakończyło się lakoniczną uwagą w jednym z dzieł węgierskich historyków [145] z roku 1867, kiedy rozczarowany niewielka ilością faktów znów zwraca się do Štefana N. Hýroša i do następnych generacji badaczy następującymi słowami: Teraz już potrafię ocenić pracę Hýroša o Templariuszach w jego Lykavie i widzę, jak wiele wdzięcznej pracy czeka jeszcze słowackich uczonych w swym kraju ojczystym i na tej niwie. [146] 

sobota, 27 września 2014

Templariusze... (19)

XVII. Przykład szczawnickich Templariuszy    
  

Naszym następnym przystankiem na szlaku przypuszczalnych templariuszowskich siedzib na Słowacji, wedle opisu pozostawionego przez Fuxhoffera jest także starodawne miasto Bańska Szczawnica, gdzie na początku XIII wieku postawili oni na wierzchołku góry o godnej uwagi nazwie Paradajz trójnawową romańską bazylikę. W 200 lat później był ten kościół p.w. NMP wraz z przyramkowym cmentarzem otoczony murem, a w latach 40. XVI wieku przekształcono go w przeciw-turecką twierdzę. Zburzono strop nad główną nawą, i tak powstała część zamku. Mury obronne zostały wzmocnione dzięki temu, że przestrzeń pomiędzy filarami oporowymi została wypełniona zaprawą. Pytaniem pozostaje, jak ten kompleks wyglądał w czasach, kiedy władali nim Rycerze Świątyni Salomona?

Wierzę Kolinovičovi, kiedy pisze że to często chwalone, wolne, królewskie i górnicze miasto od dawna miało w swoim centrum siedzibę Templariuszów: «Templariusze na zamku szczawnickim w komitacie hontiańskim». Ze względu na tą informację Michael Bombardi  widzi wiele niedostatków, o których w swej „Topografii” mówi: «Po pierwsze – jak się wydaje, było szczawnickie Templum było postawione na chwałę Matki Bożej. Świadczą o tym jego wielkie i rozległe ruiny. Jednakże okoliczności jego powstania i zrujnowania nikt nie zna.» [127]

Romańska Rotunda św. Michała z częściowo zachowanymi freskami z XIV wieku, która jest częścią kompleksu Starego Zamku, składa się z części naziemnej i podziemnej. W górnej części było umieszczone carnarium, gdzie spoczywały ciała umarłych przed pochowaniem, w dolnej zaś ossuarium – miejsce do którego składano kości wykopane przy kopaniu następnych grobów. Basztę Himmelreich wybudowaną w XIV wieku używano jako więzienie i izbę tortur.

Wielebny, czcigodny proboszcz szczawnicki Juraj Keller w swoim historycznym przeglądzie kościołów tak to się wypowiada o ruinach templariuszowskich manserii, że w trzech miejscach znajdują się ruiny klasztorów, z których jeden należał do dominikanów, drugi do elżbietanek, a o trzecim nie wie, przez kogo był zamieszkany. Czy w ogóle i jakim sposobem przy kasacji Zakonu Braci Świątyni Salomona przeszła szczawnicka manseria do rąk Krzyżowców, tego się nie da dowiedzieć z jakiegokolwiek prawnego dokumentu, bowiem nigdzie indziej w Europie nie były wszelkie sakralne i świeckie obiekty przypisywane Krzyżowcom, i tak się mogło stać także na Węgrzech z racjonalnych powodów. Tak być mogło także u szczawnickich Templariuszy.  [128]   

Adortum vel occasum, nemo saris – cytuje Damian Fuxhoffer Gabriela Kolinoviča, ale jak na razie pisemne źródła dostępne ówczesnym historykom zazwyczaj milczą o okolicznościach zniknięcia możnej templariuszowskiej enklawy w Bańskiej Szczawnicy – do dnia dzisiejszego przetrwała relacja o ich końcu w dramatycznej opowieści. Templariusze są wspominani w opowieściach gminnych jako czerwoni mnisi, co jest faktem, z którym w naszej opowieści spotkamy się nieraz. Wydarzenie, który literacko opracował pod koniec lat 60. ubiegłego stulecia znany słowacki pisarz Ján Domasta (1909-1989) w drugim tomie swych „Powieści o zamkach” [129] zaczyna od opisu wjazdu templariuszowskich rycerzy do jednego z najbogatszych środkowo-słowackich miast Średniowiecza:
Przybyli do Szczawnicy za miłościwą zgodą JKW jako pewna obrona okolic miasta, gdzie do królewskiego skarbca hojnie sypało się złoto i srebro. Było ich pięćdziesięciu. Dziewięć dziesiątych mnichów-rycerzy i kilku niższych rangą szlachciców ziemian. Zwierzchnikami byli bracia zakonni, którzy zajmowali się kowalstwem i okuwaniem koni.

Ci z pierwszej dziesiątki – pochodzenia szlacheckiego – mieli konie ozdobione złotymi cekinami, brzękadełkami i janczarami. Przez plecy mieli przewieszone białe płaszcze z wielkim czerwonym krzyżem. Także zbroje ich dostojnie lśniły… Mnisi pochodzący z mniej znaczących rodów mieli mniej błyszczące, srebrzyste ozdoby rzędów swych koni, skromniejsze zbroje i konie – grubsze i cięższe. Na ich rudych płaszczach był ledwo widoczny. W kurzu, który wznosiła jazda, kroczyli zmęczeni bracia-piechocińcy, pochodzący z niskich, poddańczych rodzin. Na lewym przedramieniu nieśli oni ciężką, drewniana obitą żelazem tarczę, a w lewej ręce trzymali drewniane kopie z żelaznymi grotami. Kurz pokrywał ich hełmy, na szarych płaszczach ukrywał ich znak – czerwony krzyż.

Oczywiście musimy sobie uświadomić rozdział pomiędzy świadectwem historycznego dokumentu, a historyczną fikcją, którą przedstawia nam fantazja pisarza. Ján Domasta był przecież autorem, który pisał w oparciu o konkretne świadectwa i dokumenty, które wzbogaciły jego twórczość o wielce ciekawe realia. [130] Jednak teraz na krótką chwilę wesprzemy nasze opowiadanie jego opisem, który w literackiej fikcji opisuje sugestywnie przygody Templariuszy w czasie ich domniemanego pobytu w Bańskiej Szczawnicy.

Czerwoni Mnisi wkrótce wyszli nie tylko na główne drogi, a ich płaszcze łopotały na wietrze na drogach do kopalni, a nawet Bracia Świątyni przenikali na górskie dróżki i percie do każdej podejrzanej gęstwiny. A jak kogoś złapali, kto im się nie podobał i nie miał w mieście czy kopalniach wiarygodnego świadka swej niewinności, to zmuszali go do pracy przy budowie klasztoru na zamku, albo skierowali go do kopalni. Był biedny, jak uciekł stamtąd i został ponownie złapany do piwnicy. Niejednokrotnie zawisał potem na przydrożnym dębie «pour encourager les autres»…

W ciągu niecałego roku stała się Szczawnica miastem, które włóczęgi i zbójcy omijali wielkim kołem. W szerokiej okolicy nie było słychać o kradzieżach, napadach czy zabójstwach. [131]
Taki image znajduje swe potwierdzenie także w dziełach innych autorów, którzy piszą o obowiązkach Rycerzy Świątyni, gdziekolwiek się oni znajdywali:
Jakim to ćwiczeniom oddawali się Templariusze na obrzeżach swych włości? – pyta Louis Charpentier i zaraz odpowiada: Zajmowali się oni ochrona i utrzymaniem porządku na głównych szlakach handlowych. Templariusze na swych drogach chronili podróżnych, pątników i kupców. Ratowali ich przed bandytami – zwykłych gardłorzezów i nienasyconych złodziejaszków. Nie żądali za to opłat czy myta, jak robili to niektórzy właściciele dóbr ziemskich. [132]

A jednak fantazje pisarskie Domasty możemy poprzeć konkretną wzmianka z dzieła, którego kopia znajduje się także w naszym archiwum i zwane ono jest „Kronika bansko-štiavnická” albo też: „Spisanie wszelkich starych rzeczy ze starych ksiąg wypisywanych i dla dzisiejszych potomków zachowanych, aby wiedzieli jak to się starodawnie czyniło i gadało. Toż spisał był Ignatz Oplischtil, który spamiętał to od roku 1786 aż do roku 1861. To więc spisywał, co się stało w krainie”.

Wiarygodne świadectwo, które zawdzięczamy Ignacowi Opluschtilowi jest dla naszych badań o wiele ciekawsze, niż sam tytuł jego kroniki, a którego słowa są na wagę złota, które w Bańskiej Szczawnicy wydobywało się także wtedy, kiedy bez jakichkolwiek wątpliwości oznajmiał on, że:
[W] 1118 [roku] byli tu czerwoni mnisi urządzeni, a [w] 1128 od papieża w czasie soncilium we Francji zostali potwierdzeni, i w Stawnici w Starym Zamku mieszkali, którzy go sami sobie postawili.

I tak właśnie zagadka czerwonych mnichów pisze dalszy rozdział naszych poszukiwań Templariuszy na Słowacji. 

środa, 24 września 2014

Templariusze... (18)

XV. Tajemnica dwóch wież 


Krušovce znajdujące się w dolinie pogórza Tribeč i Považský’ego Inovca, na północ od Topoľčian, bez wątpienia należą do najstarszych wsi środkowego Ponitrza, zasiedlonego przynajmniej od czasu Wielkiej Morawy. Pierwsza wzmianka w dokumentach pochodzi z roku 1235, kiedy to młody król Bela IV postanowił wynagrodzić za swą wierną służbę wiernego dworzanina Dionizego z rodu Türje i podarował mu królewski majątek Topolčany. W dokumencie tym określono dokładnie granice tegoż majątku. Przy tej okazji dowiadujemy się także o istnieniu wielkiej drogi, która wiodła z Topolčan do Krušoviec, a także o tym, że topolczański chotarz na północy sąsiadował z ziemiami należącymi do niejakiego Evčego z Krušoviec. 

Historyczne świadectwa w tym przypadku potwierdzają i średniowieczne archeologiczne znaleziska – przebadano grób z XIII wieku znajdujący się we wsi, czy znalezisko średniowiecznej zastawy stołowej na polu Dušana Sileša. A zanim oddamy głos Damianowi Fuxhofferowi, nie możemy w tym miejscu nie wspomnieć o znalezionym fragmencie żelaznej kopii o długości 2,64 m, który do dziś dnia znajduje się w zbiorach Tríbečkiego Muzeum w Topolčanach. [121]

Krušovce są bogatą wsią w nitriańskiej prowincji i ostrzygomskiej archidiecezji, jak to zaświadcza oświecony mąż Alexander Rudnay, doktor teologii i topolčanski vice-arcydiakon, zasłużony proboszcz, że także w tym XVIII wieku mają tam dwa kościoły – jak doczytujemy się w dziele „Monasteriologia regni Hungariae”. Jeden z nich jest kościołem parafialnym, pod wezwaniem św. Mikuláša [Mikołaja], który znajduje się wewnątrz obwodu jako „dolny” (kościół), drugi postawiono naprzeciwko zamku obronnego na podwyższeniu i jest pod wezwaniem Aniołom Pańskim, i oznaczono go jako „górny”… Wbrew nieżyczliwości czasu, stał on aż do roku 1711, kiedy to pomyślano nad odnową „górnego” kościoła, kiedy to kościół św. Mikołaja leżał już w ruinach. Od tego czasu kościół ten pozostał pod opieką Kościoła matki naszej. [122]

Jak twierdzi literatura specjalistyczna, Krušovce w rzeczywistości w XI wieku są wspominane jako parafia i w Średniowieczu stały tutaj aż dwa kościoły. Jeden z nich – kościół p.w. św. Mikołaja, a drugi romańsko-gotycki p.w. Narodzenia Marii Panny istniał już w roku 1240, zanim kaplica Świętej Rodziny została wybudowana dopiero w 1872 roku. Powróćmy jednak do świadectwa Fuxhoffera:
Górny kościół był wbrew panującemu zwyczajowi wybudowany z dwoma wieżami, a więc dlatego uważam go za templariuszowski, o czym wzmiankuje także Kolinovič, a co się zgadza z dawna tradycją rodowitych Kruszowczanów, przetrwałej dzięki świadectwom przekazanym od swych dziadów i pradziadów, a mówiącej o tym, że w ich chotarzu znajdowała się siedziba Templariuszy. Za dzień wyświęcenia najstarszego kościoła, na co nie ma żadnych dowodów, tradycja wskazuje dzień narodzenia NMP.  [123]


XVI. Wodny zamek Eberhard


Dalszym ważnym kandydatem na siedzibę templariuszy jest wieś Malinovo, w której znajdują się ruiny dawnego zamku na wodzie. [124]
„Kiedy wszelkie ruiny zaginionych templariuszowskich klasztorów i zamków czy twierdz wspominane są bez konkretnego świadectwa, to nieco mocniejsze dowody na to są w Malinovie” – napisał w 1803 roku Damian Fuxhoffer. Wydaje się, jakbyśmy dostali do rąk dalszy fragment czerwonej nici, która wiedzie nas w labiryncie historii Templariuszów. „Tedy według K. Kolinoviča, który tak opisywał historię tego świętego Zakonu: «Templariusze na malinovskim zamku Csakalóz w Bratysławskiej stolicy», a do tego Ján Karabinský w swym „Lexikone Uhorska” po niemiecku dodaje: «Zamek jest to stary i mówi się o nim, że kiedyś zamieszkiwali go Templariusze».” [125]

W poszukiwaniu Templariuszy nie możemy pominąć niegdysiejszy Eberhardt, wieś znaną dzisiaj jako Malinovo, znajdującej się w zachodniej części Žitného Ostrova. Po raz pierwszy pojawia się w dokumentach w 1209 roku w związku z tamtejszym wodnym zamkiem, który był częścią Świętojurskiego Państwa i przez długi czas należał do hrabiów ze Svätého Jura i Pezinka, zanim w XV wieku ich majątki nie rozdzieliły na część świętojurską i malinowską.

Wspomniany zamek był wedle planów trójskrzydłową albo czteroskrzydłową twierdzą otoczoną fosami z wodą, które go chroniły ze wszystkich stron. Później stał się on centrum niezależnego państwa. 
„Jakoż Malinovo należało do Templariuszów, i wydaje się, że ich załoga nie przeszła do Krzyżaków czy Szpitalników, ale przeszła na żołd książąt z Pezinka i Svätého Jura w czasie eksterminacji Rycerzy Świątyni. Wygaśnięcie  tego mocnego rodu i świętych bohaterów odczuł także zamek Málinec. Poprzez kupno czy przejecie dostał się on w ręce rodu Szelepcsényi z ostrzygomskiego arcybiskupstwa. [126]

Także dzisiaj nie możemy wesprzeć tekstu Fuxhoffera o pobycie Templariuszy w Malinove żadnym dalszym świadectwem historycznym, możemy go uzupełnić jedynie o informację, że w latach 1677 – 1680 ówczesny jego właściciel abp Szelepcsényi podjął się restauracji obiektu i wybudował tam także kaplicę. Na miejscu zamku wodnego, postawił renesansowy kasztel, dlatego też wizyta w tym miejscu może być myląca dla poszukiwaczy templaryjskich śladów. Kasztel, który się znajduje w bliskości głównej drogi, jest ukryty w parku, zupełnie zatarł architekturę starego zamku obronnego, tak że o jego wielkości i wspaniałości można jedynie wnioskować na podstawie pozostałości wodnych fos, których fragmenty zachowały się do dnia dzisiejszego.

czwartek, 18 września 2014

Templariusze... (17)

XIV. „Na Ihlawskim zamku, w Trencziańskim komitacie“


W poszukiwaniu śladów Templariuszy będziemy dalej wędrować po Poważu i to w Ilave, o której to uczony ostrzygomski kanonik pisze tak:
Ilava to jest znaczna forteca w Trencyzńskim komitacie, która ma dwa zamki, pozostałości po świętym Zakonie Templariuszów, jak mówi Kolinovič: „Templariusze na zamku Ilavskim, w komitacie Trencziańskim, i to przywiodło mnie do tego, żem uwierzył w to, iż w Ilavie była templariuszowska manseria”. [117]

Co właściwie wiemy na temat najstarszej historii tego zamku? [118] na podstawie skromnych źródeł z przeszłości wiemy, że był on od samego początku murowany na kwadratowym fundamencie typu kasztelowego. Był on centrum samodzielnego państwa, do którego poza Ilavą należała także Beluša, Prejta, a od roku 1472 Ilávka, Ilavské Mýto i całe dzisiejsze Poważe.

W połowie XV wieku zamek został obudowany solidnymi murami i wzmocniono także baszty – ten imponujący system obronny wreszcie dostał się w tym samym stuleciu do miejskiego herbu, na którym widać twierdzę z czterema wieżami.

Dalsze prace nad umocnieniami wykonali dopiero Ostrosziczowcy w roku 1646, o czym świadczą zachowane herby – jeden z roku 1646 na czołowej ścianie, a drugi na wewnętrznej bramie zamku.

Średniowieczny wewnętrzny czteroskrzydłowy kompleks wzmacniały trzy narożne baszty na południowej, wschodniej i zachodniej stronie. Górny zamek otaczała ze wszystkich stron głęboka fosa. Studnia znajdowała się na wewnętrznym podwórcu, zaś brama z mostem zwodzonym na północno-zachodniej stronie. Pomiędzy fosą a miasteczkiem znajdowała się wolna przestrzeń i staw, aby obrońcy zamku mieli wolne pole ostrzału.

Wysokie budowle zewnętrznego (dolnego) zamku tworzyły dwa skrzydła. Południowo-zachodnie skrzydło było wzmocnione trzema basztami, zaś północno-zachodnie chronił Wag płynący w bezpośredniej bliskości dolnego zamku. Pomiędzy zachodnią narożną basztą a fosą stał masywny mur, w którym znajdowała się główna brama do zamku. Tuż przy fosie stała mniejsza baszta. Północno-zachodnie skrzydło łączyło zamkowy mur z fosą. Tutaj znajdowała się mała brama do pierwszego podwórza. I tak według tego opisu widzimy, ze zamek był ze wszystkich stron otoczony wodą, a historyczna nazwa Ilavski Wodny Zamek jest najzupełniej uzasadniona. 

A teraz tylko z punktu widzenia rozwoju budownictwa możemy się zwrócić do Damiana Fuxhoffera poprzez przepaść dwóch wieków z pytaniem zmierzającym do prawdopodobnej obecności Templariuszy na tej ziemi, na które to pytania odpowiada on z rozbrajającą szczerością: 
Ponieważ żaden z węgierskich rodów nie pamięta, kto ten tak silnie obwarowany zamek nad Wagiem postawił, podczas kiedy wszyscy nasi [tj. słowaccy – dop. tłum.] autorzy spośród historyków wiedzą o części jeszcze istniejących, oraz części zrujnowanych zamków trenczianskiej stolicy, dlaczego się przed rodem Ostrosziczowców, którzy panowali na Ilavie w XVI wieku, żaden inny szlachcic nie pojawił? [119]

A to jest właśnie tak. Zamek, o którym bezsprzecznie wiemy, że stał już przed rokiem 1341 za panowania cesarza Zygmunta, zamierzał podarować jego zięć król Albert w roku 1439 swej małżonce królowej Elżbiecie, ale zmienił zamiar i w kryzysie finansowym dał do jako zastaw Ulrychowi Cili’emu. W roku 1457 koronowano Macieja Korwina, a zamek automatycznie wszedł do jego majątku jako królewski. W roku 1470, król Maciej darował go za wierną służbę wojewodzie Blažejowi Magyarovi, po nim zamek przeszedł w ręce jego zięcia i dziedzica Pavola Kinizsi’ego. Po jego śmierci zamek przeszedł w ręce Štefana Zápoľskégo, a potem jego synowi Jánowi. Król Ferdynand I podarował zamek w 1527 roku Ladislavowi Macedónskiemu, który w 1533 roku sprzedał zamek i całe państwo Ostrosziczowcom, a ci zrobili z niego (jak to już wiemy) przepychową, szlachecką rezydencję. 

Oddajmy jeszcze głos Damianowi Fuxhofferowi:
Drugi argument za istnieniem siedziby templariuszowskiej jest – jak się wydaje – bliższy prawdzie, gdyż ostrzygomski prymas i arcybiskup Juraj Sečeni wyjął zamek spod dotychczasowego patronatu i poświęcił go Trójcy Przenajświętszej, czego nie mógł uczynić wcześniej, jako że ta budowla była kiedyś „zakonną”. [120]

I w tym miejscu informacje podane przez Fuxhoffera są bardzo dokładne. Po wygaśnięciu rodu Ostrosziczowców, król Leopold I sprzedał Ilavę Zygfrydowi Krzysztofowi Breunerowi. Ten z kolei oddał Górny Zamek do dyspozycji Jurajowi Sečéniemu, który ustanowił tam pierwszy zakon Trynitarzy na Węgrzech. Trynitarze dokonali na zamku barokowej przebudowy. Po likwidacji klasztoru, zarówno kościół, klasztor i szpital zostały opuszczone. W roku 1855 cały kompleks budowli w Ilavie został sprzedany przez Gustawa hr. Konigsegga państwu węgierskiemu, które z kolei utworzyło tam krajowe więzienie i tak już zostało do dziś dnia, bowiem znajduje się tam państwowy zakład poprawczy.

wtorek, 16 września 2014

Templariusze... (16)

XIII. Szklarskie czy Templariuszowskie Teplice?


Malownicza miejscowość Sklené Teplice znajdująca się w wąskiej dolinie potoku Teplà wciętej do północno-zachodniej części Szczawnickich Wierchów jest miejscem, które jest znane nie tylko jako kąpielisko termalne, ale także templariuszowska tradycja związana z ruinami Pustého Hradu ukrytymi w lesie. Istnienie tej twierdzy jest pisemnie udokumentowana od 1456 roku, kiedy została ona zdobyta po długotrwałym oblężeniu przez wojska Jána Jaskira z Brandýsa. Pierwsza wzmianka o istnieniu tego zamku jest również wzmianką o jego uszkodzeniu, które miało miejsce w 1471 roku, po zdobyciu go przez wojska polskiego króla Kazimierza IV Jagiellończyka (1445-1492). I chociaż znikł on już w roku 1602, Andrej Kmeť – który wyszedł na szczyt góry zamkowej – stwierdził, że zamek musiał być w większej części drewniany, bowiem w przeciwnym przypadku cała powierzchnia musiałaby być zasłana fragmentami murów w postaci obrobionych kamieni i spoiwa. Pozostałości podziemnych pomieszczeń z całkowicie albo prawie całkowicie zasypanymi chodnikami można tam widzieć do dziś dnia pod leśną wegetacją, podobnie jak na murach można zobaczyć wysepki tynku pokrytego freskami. 

To właśnie Andrej Kmeť wprowadził na salony historycznej pamięci słowa niegdysiejszego proboszcza Michala Fodora, który w roku 1876 opublikował notkę, że pierwej sklenoteplicky Pusty Hrad należał do majątku Templariuszy. Ale to jeszcze nie wszystko. Tameczne ruiny, skromne na pierwszy rzut oka, ostro kontrastują z bogactwem ludowej twórczości, która były zamek nazwała Pustym a na jego ruinach zasadziła rozgałęzione drzewo ludowych opowieści i podań.

Jedna ze wspomnianych legend mówi, że na zamku znajdowały się (i nadal znajdują) ogromne skarby, których pilnuje tajemniczy mnich. Może on przybierać najrozmaitsze postacie i straszył ludzi, którzy przypadkiem znaleźli się w ruinach. Prawda to, czy fantazja? Legenda? 

10 lipca 1899 roku, zaprowadzono nestora Słowackiego Towarzystwa Muzealnego Andreja Kmetia do człowieka, który kiedyś orząc pole pod Pustym Hradem znalazł gliniany kielich, podobnego do kielicha mszalnego, ale nie tak wysokiego. A. Kmeť wraz z dr Gašparcem znaleźli ubogiego staruszka leżącego w łóżku, ciężko chorego na raka, który bardzo niechętnie odpowiadał na pytania. Nieskładnie opowiadał on o jakimś mężczyźnie, który kopał na Pustym Hradzie i znalazł drogocenne przedmioty w podziemiach, za kratami, ale kiedy wyjmował stamtąd srebrną misę pojawił się jakiś czerwony mnich, który na śmierć go przestraszył. Kolejny z muzealników Peter Petic w dniu 19 maja 1926 roku usłyszał opowieść o cudownej rzeźbie Odkupiciela, która niegdyś znajdowała się w Pustym Zamku, a z jej boku zawsze wypływała krew, co stanowiłoby miejscową odmianę średniowiecznej legendy o św. Graalu. [115]  

Niedaleko od Sklených Teplíc na Środkowym Pohronie znajduje się pod północnymi stokami północno-zachodniej części Hordaszskiego Pogórza Szczawnickich Wierchów górnicza, piwowarska i uzdrowiskowa wieś Vyhne, o której pierwsza pisemna wzmianka pochodzi z roku 1326. Jak chce tego tradycja, powstanie najstarszego cechu piwowarów na Słowacji – Steiger wywodzi bezpośrednio od Templariuszy. [116]   

sobota, 13 września 2014

Templariusze... (15)

XII. Starsi od Korvinowej lipy

Slovenská Ľupča leżąca na prawym brzegi Hronu i południowym stoku Niskich Tatr we wczesnym i szczytowym Średniowieczu zajmowała poczesne miejsce nie tylko w regionie Zwoleńsko-Bystyrzyckiej kotliny, ale i całych Górnych Węgier. Nawet dzisiaj ta wieś dzięki swej bogatej historii nie traci na prestiżu w sąsiedztwie miasta, będącego stolicą kraju [kraj jest słowacką jednostką administracyjną, odpowiednikiem naszego województwa – uwaga tłum.] – i jak to się mówi w miejscowym podaniu, a dokładniej zachowana do dziś dnia uszczypliwa uwaga, że jeszcze niedawno się mówiło: „Banska Bystrica koło Slovenskiej Ľupčy”.  W źródłach historycznych jej nazwa brzmi jak Lypcsa, Lynche Solinensis, czasami Lypcs Sclavonicalis [104] jako przeciwieństwo do Niemieckiej Ľupčy (Lypcz Theutunicalis), oddzielonych od siebie tylko jednym z grzbietów Niskich Tatr, co jest szczegółem, który w naszych rozważaniach odgrywa bardzo istotną rolę. 

Rozwój Slovenskej Ľupčy przyspieszył przede wszystkim w XII i XIII wieku, i hipotetycznie możemy go przypisać Templariuszom, o czym znajdujemy w literaturze bardzo skromne wzmianki. Dotychczasowe odkrycia nie przeczą temu założeniu. Już przed rokiem 1258, stał tutaj mocny królewski zamek, o czym świadczy także dokument króla Beli IV, który wydał go w tymże roku z jednoznaczną lokacją in Lipcha. [105] W końcu XIII wieku, w tym miejscu następuje władza przodków rodu Balašowców, m.in. także Dominika – ojca magistra Donča, którego będziemy jeszcze tu wspominać. Jego panowanie na zamku w Ľupčy dokumentuje bardzo bogaty materiał źródłowy z lat: 1306, 1313, 1314 – a zatem okresu, którego porównanie z historią Templariuszy jest nadzwyczaj ciekawe. [106] 

Charakterystycznym jest to, że na przełomie XIII i XIV stulecia Ľupča zaczęła tracić na swym znaczeniu, co tradycyjnie wiąże się z wyczerpaniem się miejscowych złóż metali szlachetnych, do czego dokładam także własną hipotezę o upadku miasteczka i jego okolic (ograniczonego na wschodzie zamkiem a na zachodzie klasztorem) po odejściu Templariuszy, o których obecności można się dowiedzieć z najstarszych zapisanych źródeł. [107]

Zamek wznoszący się majestatycznie nad miasteczkiem należy do szczególnej grupy historycznych budowli tego typu, które przeżyły wszystkie wojenne wydarzenia i klęski żywiołowe. Był on zamieszkały od swego początku, aż po czasy współczesne, tworzy go skupisko budowli postawionych w rozpiętości czasowej 700 lat – czyli od XIII do XIX wieku. Najstarsza pisemna wzmianka pochodzi z roku 1250 i pozwala nam wyrobić sobie bliższy obraz tej twierdzy, podlegającej administracyjnie pod stary Zvolensky Hrad. Poza ochroną drogi znanej jako Via magna [dosł. wielka droga – przyp. tłum.] zmierzającej na północ, ku Morzu Bałtyckiemu, strzegł on także bezpieczeństwa regionalnego szlaku wiodącego doliną Hronu na wschód. [108]  Ze średniowiecznego obiektu zachował się cały górny zamek pomostem obserwacyjnym i półokrągłą basztą, czyli barbakanem, który bronił doń wstępu. [109]

Zamkowa góra wznosząca się nad doliną Hronu ma stromo opadające stoki, a po swej północno-wschodniej stronie jest ona połączona z przełęczą z wyższymi partiami Niskich Tatr. Droga do zamku wspina się zakosami po zachodnim stoku, wstępuje na przełęcz, gdzie zakręca w stronę budowli od jej wschodniej strony. Przy wejściu na obszar zamkowy uwagę przyciąga potężna lipa, która dostała swoją nazwę od Macieja Korvina (1458-1490) – który to król często pod nią odpoczywał. Wiek tej lipy szacowany na więcej niż 700 lat oznacza, że może chodzić o ostatnie drzewo prastarego i rozległego Zwoleńskiego Lasu (Silva de Zolum, Silva regia), który w XIII stuleciu pokrywał większość tego regionu. [110] Jeżeli prawdziwą jest legenda głosząca o pobycie Templariuszy w tych stronach, to te wysokie na 25 m drzewo z rozłożystą koroną musi być świadkiem czasów, kiedy mógł po nią w jej cieniu znajdować się ich posterunek. Lipa ta, której obwód pnia wynosi 7 m musiała być posadzona w czasie, kiedy przy boku Wielkiego Mistrza Joannitów padł w boju Wielki Mistrz Templariuszy William de Beaujeu (1273-1291) w czasie obrony Przeklętej Wieży w Akrze, jednej z ostatnich twierdz Krzyżowców w Ziemi Świętej.

Fundamenty zamku – wedle tradycji – położyli Templariusze, którzy postawili go z ruin swojego klasztoru, znajdującego się kiedyś w miasteczku. Dzisiaj trudno jest to wyjaśnić, jednak jasne jest to, że w pierwszej połowie XIII wieku stała tam potężna wieża (donżon) z fortyfikacją. Nawet dzisiaj można w tej części rozpoznać gotycki zamek z zachowanymi architektonicznymi detalami i murami obronnymi, które są szczególnie widoczne na południowej i północnej stronie.

 Pomieszczenia mieszkalne zostały wybudowane tylko na drugim i trzecim piętrze, bowiem w suterenie znajdowały się komory i tunele wejściowe wiodące do pałacu i górnego zamku. W czasie powstawania zamku stał w północno-wschodniej części dzisiejszego obszaru pałac, z którego do dziś dnia zachowały się jedynie trzy pomieszczenia z sutereny z sufitami, przeziernikami i murami obronnymi na obrobionej litej skale.

Największą ciekawostką jest studnia, głęboka aż na 80 m – pierwsze 20 m jest ocembrowane na okrągło, poniżej zaś cembrowina jest kwadratowa, która dochodzi aż do ponurego, podziemnego pomieszczenia, które w czasie II Wojny Światowej służyło jako izba tortur dla internowanych żołnierzy lub jeńców wojennych oraz partyzantów z Ruchu Oporu. Na początku XIX wieku nie było w niej już wody – dzisiaj zapalony papierek leci na jej dno aż 20 sekund, zaś studnia ma nieco mniej, niż 75 m. Ze studni wiedzie tajny korytarz, który rozgałęzia się na pięć dalszych. Jego początek jest w kamiennym szybie, dobrze widzialny, i jego wyjście istnieje do dnia dzisiejszego, a po przebyciu 112 m wpada on do wielkiej piwnicy pod zamkiem, gdzie dojrzewają teraz znakomite lupczańskie sery. Wspomniane są także podziemne korytarze wiodące do byłego klasztoru, tradycyjnie wiązanego z Templariuszami i im przypisywanego, i do kościoła pod wezwaniem Najświętszej Trójcy z początków XIV stulecia, którego przebudowano w 1615 roku w stylu renesansowym.

Interesujące położenie Slovenskiej Lupczy, która zawiera ruiny templariuszowskiego klasztoru, w których znajduje się jeden z unikalnych, podziemnych korytarzy przedstawia jedno z ówczesnych świadectw tymi oto słowami:
   W miasteczku zwanym Lipcza jest stary z roku 1113 w Gotyckim stylu pierwotnie postawiony kasztel, odkąd można przypuszczać, że miasteczko samo starszym jest, a być może iż jego początek sięga czasów Stefana króla. Ale powiadają także, iże zamek później postawionym został, niż w roku 1307 (zatem kiedy to Zakon Templariuszów został zniszczonym), i gdyby prawdziwą była starodawna gadka, że zamek ów z klasztoru Czerwonych Mnichów (takoż Templariuszowie na Słowacji nazywani byli) na końcu tegoż miasteczka postawionym został. To jest rzecz prawdziwa, że kiedy i w dniu dzisiejszym tam, gdzie biegnie „Panska ulica” i papiernia u potoku Lipce można widzieć ślady po stawach rybnych, zaś tu i tam pozostały ruiny wielkiej budowli dzisiaj trawami i ziemią pokryte. [111]

Bardzo skromne pozostałości ufortyfikowanego klasztoru w zachodniej części miasteczka przy Pohronskiej Drodze – gdzie kiedyś przebiegała już tu wspominana Via Magna – miały one wedle historycznych przekazów, leżeć na wyspie, wytworzonej w przeszłości przez meander potoku Ľupčanka, który dzisiaj opływa go od zachodniej strony. 

Archeolodzy po raz pierwszy rozkopali łopatami ziemię w latach 70. ubiegłego stulecia, kiedy wykopali kilka otworów poszukiwawczych. Od razu zostały odkryte podziemne fragmenty architektury: trudno rozpoznawalne wbrew temu, że były one poprzedzone archeologicznym materiałem, który tworzyły fragmenty ozdób, cegieł i innych archeologicznych elementów. [112]

Drugi etap badań archeologicznych na przełomie lat 80/90 postarał się o odsłonięcie części północno-zachodniego fragmentu obszaru klasztoru – mówi się na wstępie do informacji archeologa Václava Hanuliaka [113], w której także zwraca on uwagę na rzeczywisty stan zabytku, wobec którego ani czas, ani ludzkie ręce nie zachowały życzliwie: W tej miejscowości po eksploatacji materiału budowlanego w rzeczywistości nie znajduje się żadna nadziemna część zabudowy. 

Ślady po rzeczywistym templariuszowskim klasztorze w Slovenskej Ľupči tak wieki wymazały z powierzchni ziemi, że możemy mieć nadzieję, że tak nie stało się na zawsze. [114]

poniedziałek, 8 września 2014

Templariusze... (14)

XI. Orawski zamek Templariuszy


Według Damiana Fuxhoffera templariuszowska tradycja łączy się z najsłynniejszym zamkiem na Słowacji, jakim jest Oravský Hrad, dumnie wznoszącym się na wapiennej skale, 112 m nad prawym brzegiem rzeki Orava, wprost nad wsią Oravský Podzámok, która jest jego podegrodziem od wieków.

Zamek Orava znajduje się w komitacie o tej samej nazwie. Sam zamek jest podzielony na dwoje – na część górną i dolną. Jego dzieje są związane z rodem Thurzo, i były burzliwe, co jest każdemu znane. Na górnym zamku rezydowali Templariusze, co wielu ludzi dzisiaj popiera. Kolinovič tak o tym mówi: Templariusze byli na Orawskim Zamku, na co Karol Vindiš w swej „Geografii Węgier” dodaje: Swoje miano uzyskał Orawski Zamek od imienia Geminusa, z których górny jest całkiem zniszczony, a był kiedyś templariuszowski. [98]

Co się tyczy najstarszej części zamku – cytadeli – to nie jest tak trudno przedstawić sobie architekturę templariuszowskiej twierdzy, wybudowanej z zamysłem długotrwałej obrony. [99] Skała na której były trzy terasy, stała się podstawą do budowy niskiego, średniego i wysokiego zamku, zaś deniwelacja pomiędzy wejściem a wierzchołkiem wynosi 90 m. Po przejęciu zamku przez króla, budowle cytadeli zostały przesunięte na sam skraj skały tak, aby nie umożliwiły jakiegokolwiek dostępu atakującym. Mury były z kamienia, a schody z drewna, natomiast w środkowej części skały znajdował się loch. Środkowy zamek w XIII stuleciu tworzył ufortyfikowane przedzamcze. Jego główną częścią była czworogranna wieża i mury bo niej przyległe. Wieża nie miała wejścia jako takiego, i wchodziło się po niej po wciąganym drewnianym trapie na drugie piętro. Dalsze schodnie wieży były najprawdopodobniej też z drewna. Obok wieży była także brama wejściowa do zamku. Dolny zamek stanowiły zabudowania gospodarskie bez dodatkowego zabezpieczenia.

Pierwsze pisemne świadectwa o istnieniu tej niezdobytej do dnia dzisiejszego twierdzy pochodzą z roku 1267, kiedy ją król Bela IV przejął ją od Mika Balaša i stała się królewskim majątkiem. W roku 1298 przeszła ona w ręce Matúša Čáka Trenčianskiego, a po jego śmierci przeszła z kolei pod władanie wpływowego magistra Donča. W roku 1333 zamek przejął Karol Robert, którego (później także i jego syna) zastępował na zamku kremnicki komorzy hr. Leopold, a po nim wielu innych kasztelanów. W czasie najazdu husyckiego, panem na zamku był Stribor ze Striboríc, a po nim przeciw husytom w roku 1433 bronił zamku Mikuláš Balický. Od roku 1441 kasztelanem zamku był Peter Komorovský, który obronił go przed Rycerzami Kielicha [Kalikstynami – przyp. tłum.], ale wskutek zręcznej dyplomacji stał się żupanem Orawy, dzięki czemu zamek został umocniony i rozbudowany. Po jego porażce, kiedy to przystał do powstańców, zamek przejął Maciej Korwin (1443-1490), który go także rozbudował i w nim przebywał.

A jak do tej historii pasuje wzmianka Fuxhoffera o siedzibie Templariuszy na Orawskim Zamku, którego cytadela (swą niedostępnością bardziej podobna do orlego gniazda, niż twierdzy Krzyżowców) istniała w czasie największego rozkwitu ich zakonu – w XIII wieku?
Wydaje się, że uczeni mężowie jak Ladislav Turóci i Michael Bombardi, którzy są znani ze swej solidności, pomimo rozbieżnych poglądów i swoje werdykty ogłaszali zawsze wtedy, gdy są o ich prawdziwości przeświadczeni. Opinia Turóciego: „Orawska stolica jest odciągnięta od rzeki Orava, co oznacza także sam zamek. Był on podwójny, postawiony na skałach i stary – jak to się mówiło – templariuszowski majątek.” Bombardi całkiem jednakowo twierdzi, że górny zamek służył kiedyś jako siedziba Templariuszy, ale opiera się tylko o powszechne przekonanie. [100]


XII. W ruinach Blatnického Hradu


Pierwszą pisemną informację o zasiedleniu Blatnicy stanowi dokument króla Kolomana, w którym wspomina się o tym, ze tutaj zaborscy Benedyktyni posiadają wieś Solomus-Sokoliče, która dzisiaj jest częścią wsi znanej pod swoją nazwą już od 1230 roku. [101]

Sam zamek stoi na stromej, wapiennej skale Plešovice oddzielającą Gaderską Dolinę od Turčianskiej Kotliny, jakieś 2 km na północ od dzisiejszej wsi. Centrum zamku z dwoma basztami postawiono w II połowie XIII wieku w celu ochrony drogi zwanej Magna via [Wielka Droga – przyp. tłum.] wiodącej z Nitry do Vyšehradu, poprzez Turec w kierunku północnym na Śląsk i dalej ku Bałtykowi.

Pierwszym właścicielem był około roku 1300 Peter z Brezovicy, w roku 1342 Peter Donč, syn komesa Mikuláša. Jeszcze w 1399 roku, o zamku wspomina się jako o królewskim (castrum nostrum regale) w rękach pana na zamku Žigmunta [Zygmunta – przyp. tłum.], ale już w roku 1414 przeszedł on do majątku Pongráca z Liptowskiego Mikulasza, zaczym go w roku 1445 kupił Ladislav Necpalský. W okresie XV wieku zmieniał on wielu właścicieli, z których ostatnim (w latach 1539-1945) był szlachecki ród Révayovców.

Poza tym według starszych, w większości historyków kościelnych (Bombardi, Vindiš) Blatnica była na pewno twierdzą Templariuszy na terytorium Słowacji, o czym czytamy u Damiana Fuxhoffera na stronie 233:
Blatnica to słynna wieś w Turčanskiej Żupie, która jako jedyna w całym komitacie zasłużyła na takie miano. Nad nią wznosi się na wzgórzu zamek, o którym Bombardius mówi tak: Powszechnie się sądzi, że była templariuszowska. A Karol Vindiš w swoim „Zemepisie Uhorska” pisze: Blatnica była kiedyś siedzibą Templariuszy. Kto i kiedy ją założył, tego nikt nie wie. (…) Krótko przed tym wzmiankowałem, że Blatnica przeszła do majątku Krzyżaków [Krzyżowców – przyp. tłum.], ci zaś przed początkiem XVI wieku jeszcze nie byli na Węgrzech, jak to wspomniałem na wstępie o Zakonie Krzyżackim, a choćby i byli wodzowie królewscy obecnością zbrojną tego zakonu zaniepokojeni, i kiedy na jego ziemie przyszły wojny i inne nieszczęścia, to rycerze te nie ponieśli żadnych większych szkód. [102]

Dlatego też, że nie byli tu Krzyżacy – pisze dalej Fuxhoffer w cytowanym dziele – wróciła Blatnica pod prawo królewskiego majestatu, jak to się dowiadujemy od Bombardiego, „Już raz przeszła wraz z Sklabinským hradom, wedle odwiecznego prawa do majątku starożytnego rodu Revajowców. Początki obu są wywiedzione od najstarszych przodków. Wydaje się, że blatnicka budowla jest zachowana do dziś dnia w niewzruszonym posiadaniu szlachty z revajowskiego rodu. Nie mam wątpliwości, że ta stara rodzina przechowała wiele wiadomości o swoich starych przodkach, a kiedy wyjdą one na jaw, rzuci to wiele światła na naszą historię. [103]

Centrum zamku był kiedyś niezbyt wąski pałac podłużnego kształtu, postawiony na najwyższym punkcie skały i chroniony przez dwie baszty. Zachodnia baszta wystawiona na najwidoczniejszym miejscu, była o wiele większa niż wschodnia, a z południowej strony wiodły do niej strome schody. Jej mury zachowały się do znacznej wysokości  i można w nich widzieć wąskie okienka strzelnic. Rozległe podegrodzie broniła na wschodzie druga baszta. Kolejnym punktem oporu twierdzy była brama wiodąca do wyciosanego w skale przejścia. Od południa do zamku przylegały zabudowania mieszkalne i gospodarskie, przy czym na kamieniu jednej z nich pozostał ślad rytego kwadratu.

Także kiedy Damian Fuxhoffer mógł jeszcze w XVIII wieku napisać, że blatnicka budowla jest do teraz zachowana w nieporuszonym stanie i własności – zamek, który był zamieszkany jeszcze w 1790 roku, od tego czasu powoli opustoszał. 


niedziela, 7 września 2014

Templariusze... (13)

X. Szyfr ukryty w herbie


Z następną średniowieczna wsią Liptowską Sielnicą położona dzisiaj na północ od zatopionego obszaru jest związana jeszcze inna zagadka, która ma związek z tematyką templaryjską na Słowacji. W roku 1463 wraz z wieloma przywilejami dostała ona także swój herb, który znany słowacki heraldyk Jozef Novák opisał w monografii o miejskich herbach na Słowacji następującymi słowy: W trójwierchu klasztor, na trójwierchu trzy suche drzewa. [91]

Ten herb zachował się także na dwóch pieczęciach Liptowskiej Sielnicy, przy czym na mniejszej z nich widzimy rzeczoną budowlę, a obok niej trzy drzewa na trójwierzchołkowej górze z trzema konarami, na których wyrastają po trzy latorośle – dokładnie jak w zaklęciu czy jakiejś bajeczce:
Kształt budowli ukazanej na pieczęci po picassowsku [kubistycznie, abstrakcyjnie – przyp. tłum.] jest co najmniej dziwny – pisze Pavel Dvořák – co to za budowla, która jest wprawdzie kościołem, ale bardziej przypomina twierdzę? [92]

W czasie szukania odpowiedzi znany badacz słowackiej historii Jozef Kútnik-Šmálov doszedł do głębin słowackich dziejów: Sielnicki kościół początkowo był pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Takie patronicium mają także inne kościoły we wsiach Kút k./Rużomberku, Hybe i Stankovany na Liptowie, na Orawie - Zázrivá, Tvrdošin i Rabčice, w Turci - Slovenské Pravno, na Pohroni – Sielnica, na Spiszu – Batizovce i Bijacovce – a zatem we wsiach z bardzo ciekawym wspólnym mianownikiem: leżących na przejściach z doliny do doliny, albo u ich wylotów.[93]

Jak będziemy parafrazować pogląd tego historyka, który na podstawie zobrazowań kościołów w herbach wskazuje na zakonną tradycję – w siedlickim czy kuckim przypadku tym prawdopodobniejszą, że idzie o patronat wszystkich świętych, możemy się pokusić o postawienie następującej hipotezy: jak będziemy głębiej analizować topograficzne nazwy takich lokalizacji jak Mních, Mníchov, czy Mníšek wraz z wezwaniem kościołów w tych lub w okolicy tych miejscowości z innymi mnisimi nazwami, tworzącymi na Liptowie przemyślany system to możemy uważać, że tworzy on przemyślany korytarz komunikacyjny, przy którym powstały umocnione i ufortyfikowane siedziby zakonów rycerskich na obszarze Górnej Nitry, Turca, na Liptowie, Orawie i Spiszu oddalone od siebie o 1 dzień drogi – czyli około 30-40 km, w zależności od terenu. 

Jak tą uwagę skonfrontujemy z mapą, to zobaczymy, że w okolicy Sielnicy mamy trzy takie miejscowości: Mních przy Zubercy, Mníchov przy Jánošovicach i Mníšek w katastrze Liptovského Trnovca, wszystkie trzy przy drogach do Polski, wszystkie trzy o dzień drogi od Sielnicy, która wtedy była – wedle hipotezy Jozefa Kútnika naturalnym węzłem komunikacyjnym, i jak to ukazują pieczęcie – także siedziba klasztoru, według ówczesnych standardów – ufortyfikowanego. [94]

Kim byli ci bracia zakonni rozmieszczeni wzdłuż drogi od południa na północny-wschód Słowacji: Eremici? Benedyktyni? - jak o tym sądzą inni autorzy, albo za murami ufortyfikowanych kościołów usadowili się tylko Templariusze?

Drogi są podstawą całej cywilizacji, i do końca każdego żywota, jednakże nie każda droga musi być bezpieczna – czytamy u Louisa Charpentiera. – Komturie były rozmieszczone zgodnie z regułą rozmieszczającą je o dzień drogi od siebie przy ówczesnym tempie podróży. Każda komturia [lub komandoria – przyp. tłum.], ba! – czy nawet każde zabudowanie gospodarcze było zamkniętym obszarem, ziemią kościelną z prawem azylu, a także z przepisowym pomieszczeniem, które dzisiaj nazwalibyśmy szpitalem. Tak powstawały „templariuszowe drogi” po których poruszali się uzbrojeni Templariusze i gdzie było zapewnione rzeczywiste bezpieczeństwo. [95]

Przybytki templariuszy były zarazem strażnicami – pisze francuski autor, a jego słowa może potwierdzić i wyjaśnienie, jaki był cel budowli, które były rozmieszczone także na drogach Środkowej Słowacji.  – Niekiedy wspomagali zasoby kraju tym, ze na drogę wysyłali paru rycerzy, których sama tylko obecność chroniła transporty towarów lub przegon stad. Często było widać straże konwojujące pątników i zwykłych podróżnych na długich odcinkach dróg. [96]

Czy istniały w XIII wieku na Środkowej Słowacji „templaryjskie drogi” chronione przez załogi zamków? Pytanie to jest całkowicie na miejscu w związku z templaryjską tradycją wierchu Hávranok, o czym pisał Ivan Houdek napisał w 1923 roku:
Klasztor nad Św. Marą stał na szczycie wierchu Havrania, albo „Kláštorisku” na miejscu dawnego, prehistorycznego zamku i był postawiony w roku 1197. Wedle legendy, połączony on był podziemnym korytarzem [znowu podziemne korytarze!!! Wydaje się, ze Templariusze i ich budowle są immamentną częścią legend o podziemnych, tajemnych przejściach i korytarzach. Podobne opowieści ale nie związane z Templariuszami krążą także na Polskim Spiszu i Orawie, a dotyczą podziemnych przejść pod łańcuchami górskimi czy od Zamku Dunajec do Spiskiego Hradu w Spiskim Podehradiu  – uwaga tłum.] z liptowskim Starhradom [jakie to podobne do pomorskiego Stargardu? Czyżby źródłosłów tych nazw był ten sam: Bracia Rycerze Świątyni Salomona?  – przyp. tłum.] oddalony odeń w linii prostej na 6 i ½ km. Po kasacji Zakonu Templariuszy w 1312 roku, nazwali go tak jak się wydaje Cystersi (miano niedalekiego potoku Sesterče ma także od nich pochodzić). W roku 1431 albo 1433 spalili go i zburzyli husyci, tak że nigdy więcej nie powstał z ruin. Do dziś dnia nie zostało po nim ani śladu, a na jego miejscu spokojnie pasa się stada owiec. [97]

Średniowieczny drewniany zameczek na Havránku pełnił rzeczywistą i ważną funkcję kontrolnego i strażniczego posterunku. W piwnicach wieży, która służyła jako magazyn zaczyna się korytarz długi na 11 m i wykopany pod kątem 65° w stosunku do skalnego, piaskowcowego masywu, którego nigdy nie ukończono. Zasięg umocnionego obszaru był zwiększony poprzez nasyp, a na stronie południowej był oddzielony od reszty stoku głęboką fosą. Na północnym stoku, pod wieżą, ale już poza obrębem umocnień, znajduje się czworokątny szyb wykuty w skale, a dzisiaj sięgający do głębokości 7 m. Osobliwością tego terenu jest przede wszystkim depresja przy północno-wschodnim stoku wierchu, którą do dziś dnia nazywają Rybníky. Badania i pomiary geofizyczne wykazały, że depresja ta była w przeszłości zamknięta sztuczną groblą od wschodniej strony, i ze znajduje się tam niemal dwumetrowa warstwa iłu. Jest to dowód istnienia usypanej w Średniowieczu wodnej tamy, który to staw wypełniała woda z nieistniejącego już źródła. A zatem hipoteza o zamieszkaniu tutaj Templariuszy zyskałaby kolejny argument za, bowiem potrafili oni zabezpieczać swe siedziby przemyślnym systemem wałów, stawów i jezior zaporowych, wybudowanych z zadziwiająca precyzja przez tych zręcznych „saperów” Średniowiecza, tak jak ich znamy z regionu Wschodniego Lasu, który rozprzestrzeniał się na powierzchni ponad 20.000 ha pomiędzy Seine i Aube, nieopodal Payens we Francji. 

poniedziałek, 1 września 2014

Templariusze... (12)

IX. Kościół, który zatopiono


Z templaryjską tradycją związana jest także egzystencja niedzisiejszej, dziś już nieistniejącej wsi Liptovská Mara, która była jedna z najstarszych parafii w tym rejonie. [82] Wieś ta jest opisana, jako pierwsze miejsce targowe w Liptowie, istniejące już od XII stulecia, a w historii jest znana z tego, że w 1390 roku tutaj właśnie osądzono i spalono fałszerza dokumentów królewskich nadań Jána Literáta z Madočian. [83] 

Najstarsza pisemna wzmianka o Liptowskiej Mare znajduje się w dokumencie z roku 1288, w którym wspomniano kościół z farą i przeorstwem, które znikło w XVII wieku. To wymaga dokładniejszego wyjaśnienia. W 1930 roku wyszła w „Zborníku Filozofickej Fakulty Univerzity Komenského” w Bratysławie, dysertacja Alexandra Húščavy pt. „Kolonizacja Liptowa do końca XIV wieku”. To dzieło, które na początku opisuje geografie i demografię Liptowa, na kilku stronicach wspomina najstarszą zachowaną pisemną wzmiankę o tym regionie, pochodzącą z 1230 roku (w której „krzyżowiec” król Andrzej II oznajmia, że „daruje kraj bez mieszkańców” kolonistom) i z niej to właśnie wyprowadza on następujący opis Liptowa w czasie prawdopodobnej pobytu tam Templariuszy:
Węgierscy królowie byli właścicielami ogromnych majątków, pomiędzy którymi znajdowały się ziemie jeszcze nietknięte przez kolonistów. Na tych terenach jedynym prawem była tylko korona, czy osoba królewska. Tak też Liptów jawi się na początkach XIII stulecia ziemią, którego jeszcze nie dotknęła ludzka ręka. Jest to właściwie ogromny kompleks lasów, z bogactwem górskich potoków, które zasilają dziko tutaj płynący w dolinie Wag. [84] 

Sugestywny opis dzikiej, leśnej krainy liptowskiej z jednej strony otoczonej potężnymi szczytami Choču, Zachodnich i Wysokich Tatr, z drugiej trudnymi do pokonania grzbietami Niskich Tatr i rozdzielonej burzliwym biegiem Wagu na dwie części wywołuje dawny obraz regionu, na którego kolonizacji mógłby Zakon Templariuszy skorzystać.

Krzyżowe zakony osadzał król na ziemie odsuniętych straży – pisze historyk Ondrej R. Halaga – Wraz z ziemią wzięli oni na swe barki także część funkcji obronnych. Nie potrzebowali zatem ochrony króla, ale oni sami stanowili dlań ochronę. [85]

Ziemie odsuniętych straży [86] – takie potoczne nazwanie krainy i jednoczesne wyzwanie dla członków Zakonu, którzy podobnie jak Joannici strzegli bezpieczeństwa na pierwszej linii nie tylko za morzami, ale także w wielu europejskich krainach [jak fantastyczni rycerze Jedi w Republice Galaktycznej z filmów G. Lucasa – przyp. tłum.] w tym także w Królestwie Węgierskim. [87]

Kiedy pokusimy się zrekonstruować według historycznych źródeł pstry obraz średniowiecznego Liptowa, nie ułatwi nam tego pewna okoliczność, a mianowicie ta, że w II połowie ubiegłego stulecia 360.000.000 m3 wody zmieniło region nie do poznania: od Liptowskiego Mikulasza na wschodzie do wsi Vlachy i Vlašky na zachodzie, od Gôtovan na południu aż po Liptovskú Sielnicę  na północy, rozlało się gigantyczne jezioro zaporowe, zamknięte od południa leśnymi stokami Niskich Tatr, zaś od północy turniami Liptowskich Tatr.

Z tego potopu pozostała jedynie wieża z początków XVIII wieku, należąca do budowli jednego z najstarszych, średniowiecznych kościołów na Słowacji. Wczesnogotycki kościół w Svätej Mare z XIII, stał kiedyś na szczycie niewielkiego wzniesienia, otoczony murem ze strzelnicami. Od połowy XVI do końca XVII wieku należał on z małymi przerwami do Kościoła Ewangelickiego, a w jego zakrystii w tych burzliwych czasach składowano cenne dokumenty archiwalne. Renowacje przeszedł on w latach 1780, 1851, 1906, 1922-1923. W latach 60. XX wieku jego najcenniejsze elementy architektoniczne zostały ewakuowane z zatopionej części Liptovskej Mary. [Liptovska Mara teraz można przetłumaczyć jako Liptowskie Morze, bowiem jest to największe jezioro zaporowe na Słowacji – przyp. tłum.] 
Po wielu uwagach o sposobie ochrony zabytkowego kościoła (od pomysłu zbudowania ochronnej zapory, przeniesienia na sztuczną wyspę, czy przesunięcia na nowe, bezpieczne miejsce) kolektyw specjalistów z Państwowego Urzędu Ochrony Zabytków dokładną rekonstrukcję przestrzenną. Została ona umieszczona w Muzeum Liptowskiej Wsi w Przyrodzie w Račkovej Dolinie k./Prybyliny. [88]  

Do tego kościoła wchodziło się od południa, przez wieżę. Wieża była postawiona w 1626 roku według napisu Anno Christi M.D.C.XXVI nad portalem. Nad napisem, na wysokości 5 m nad ziemią, znajduje się cyferblat słonecznego zegara. Zachował się on nieco uszkodzony, bowiem wciąż jeszcze widać część wieży przy północnym końcu tamy. [89] 

Z przedsionka wieży wchodziło się przez potrójne gotyckie wejście do południowej bocznej nawy z trzema oknami i barokowym ołtarzem z roku 1677. Tą nawę od nawy głównej oddzielały dwie potężne romańskie kolumny ozdobione twarzami ludzi i potworów, które wspierają gotyckie łuki. Nawa główna miała 18,5 m długości i 8,2 m szerokości, była oświetlona trzema oknami, z których jedno było okrągłe. Znajdowały się w niej rzeźbione ławy z 1670 roku, bogato zdobiona gotycka kazalnica czyli ambona, renesansowa, piaskowcowa chrzcielnica z miedzianą pokrywą, barokowy ołtarz z roku 1768, i dwie podziemne krypty. Za ołtarzem odkryto zamalowany wapnem, uszkodzony fresk ukazujący Sąd Ostateczny. [Jak widać motyw Sądu Ostatecznego i końca świata jest nie tylko tematem millenijnym (jak na przełomie XX/XXI wieku) i ostatnich dni, a był stałym w twórczości chrześcijańskiej jako memento dla Ludzkości – przyp. tłum.] Na wschodniej stronie znajdowało się prezbiterium na planie pięciokąta, oświetlone trzema gotyckimi oknami z witrażami i jednym okrągłym. Miało ono dobrze zachowany gotycki strop, barokowy ołtarz z roku 1678 i bardzo ozdobne, wycięte w piaskowcu i wysunięte na połowę ze ściany pastoforium

Istnienie pastoforium – czyli wyciętej w ścianie wnęki na ukrycie ołtarzowej świętości, jest cennym dowodem kultu Bożego Ciała, krótko po jego kodyfikacji w 1264 roku. 

W czasie rozbiórki późnogotyckiej ołtarzowej mensy, restauratorzy odkryli także dwukrotnie zamurowaną kamienną tarczę w kształcie trójkąta – prawdopodobnie tympanon – który był umieszczony nad małym wejściem. Na jego powierzchni znajdowała się namalowana głowa Chrystusa we wczesnogotyckim lub późnoromańskim stylu. Na potwierdzenie osobliwego zainteresowania Templariuszy twarzą Chrystusa odbitą na mandylionie (od hipotetycznej relikwii Zakonu znanej jako ręcznik czy chusta Weroniki) można znaleźć na to przykłady i dowody w literaturze. [Zob. Ian Wilson – „Całun Turyński” (Warszawa 1985), gdzie stawia on hipotezę, że templariusze czcili Całun, z którego eksponowali jedynie jego część twarzową jako mandylion – uwaga tłum.] Ale to jeszcze nie koniec, lista tajemnic ma ciąg dalszy. 

Na północnej ścianie kościółka w Liptovskej Mare, przy gotyckim wejściu do zakrystii znaleziono fresk dwóch cherubinów, który później zamalowano. Mając wzgląd na często złożone meandry regionalnej historii można skojarzyć to naścienne malowidło z tematyka starotestamentowego sądownictwa – sąd Daniela na obszarze Liptowa jest historycznie jedyny. Na temat tego fresku z punktu widzenia historyka sztuki możemy przeczytać co następuje:
W prawej części kompozycji są wyobrażone dwie postacie siedzące na jednym tronie. Po lewej stronie tronu stoją dwaj brodaci mężczyźni ze związanymi rękami, za nimi przestrzeń zajmuje kosmate drzewo z pięcioma rodzajami liści: pod drzewem leżą dwie nagie (jeżeli nie liczyć przepasek na biodrach) postacie ze związanymi na plecach rękami. Wyciągnięte nienaturalnie nogi wskazują na to, że ktoś je wlecze za nie po ziemi. Fragment jeźdźca wskazuje na to, że ich wlecze koń. Natomiast w spodniej lewej części kompozycji, niemal pod obrazem wleczenia znajduje się obraz górzystej krainy, na którą pada krwawy deszcz. 
Według Louisa Charpentiera styl gotycki i Zakon Templariuszy rozwijały się ręka w rękę. Znaki szczególne tych malowideł są identyczne jak w klasycznym francuskim gotyku z około roku 1300. [90]

Tak więc po takiej opinii historyka możemy popuścić wodze własnej wyobraźni. A zatem zakładamy, że mamy tutaj przedstawioną alegorie upadku tego zakonu rycerskiego, czego echa znajdujemy tutaj – na odległej od teatru wydarzeń – Słowacji. Tak zatem tych dwóch jeźdźców siedzących na jednym koniu – co było emblematem Templariuszy – widzimy tam strąconych z konia, potępionych, zawleczonych na śmierć za koniem swego zawziętego nieprzyjaciela.

Z inwentarza kościelnych artefaktów z najdawniejszych czasów zachowała się figura Madonny, główny ołtarz i mały ołtarz maryjny, które w roku 1918 wywieziono do Budapesztu. Potem Ivan Houdek mógł jeszcze w 1923 roku napisać, że w mało którym kościele znajduje się tyle starych i często tak cennych przedmiotów, jak w kościele swetomarskim, po upływie 90 lat jest to prawda, bo na szczęście wszystko co pozostało po najstarszym kościele Liptowa tradycyjnie przypisywanego Templariuszom, można zobaczyć w Muzeum Wsi Liptowskiej, które stanowi filię Liptowskiego Muzeum w Pribyline.