sobota, 27 września 2014

Templariusze... (19)

XVII. Przykład szczawnickich Templariuszy    
  

Naszym następnym przystankiem na szlaku przypuszczalnych templariuszowskich siedzib na Słowacji, wedle opisu pozostawionego przez Fuxhoffera jest także starodawne miasto Bańska Szczawnica, gdzie na początku XIII wieku postawili oni na wierzchołku góry o godnej uwagi nazwie Paradajz trójnawową romańską bazylikę. W 200 lat później był ten kościół p.w. NMP wraz z przyramkowym cmentarzem otoczony murem, a w latach 40. XVI wieku przekształcono go w przeciw-turecką twierdzę. Zburzono strop nad główną nawą, i tak powstała część zamku. Mury obronne zostały wzmocnione dzięki temu, że przestrzeń pomiędzy filarami oporowymi została wypełniona zaprawą. Pytaniem pozostaje, jak ten kompleks wyglądał w czasach, kiedy władali nim Rycerze Świątyni Salomona?

Wierzę Kolinovičovi, kiedy pisze że to często chwalone, wolne, królewskie i górnicze miasto od dawna miało w swoim centrum siedzibę Templariuszów: «Templariusze na zamku szczawnickim w komitacie hontiańskim». Ze względu na tą informację Michael Bombardi  widzi wiele niedostatków, o których w swej „Topografii” mówi: «Po pierwsze – jak się wydaje, było szczawnickie Templum było postawione na chwałę Matki Bożej. Świadczą o tym jego wielkie i rozległe ruiny. Jednakże okoliczności jego powstania i zrujnowania nikt nie zna.» [127]

Romańska Rotunda św. Michała z częściowo zachowanymi freskami z XIV wieku, która jest częścią kompleksu Starego Zamku, składa się z części naziemnej i podziemnej. W górnej części było umieszczone carnarium, gdzie spoczywały ciała umarłych przed pochowaniem, w dolnej zaś ossuarium – miejsce do którego składano kości wykopane przy kopaniu następnych grobów. Basztę Himmelreich wybudowaną w XIV wieku używano jako więzienie i izbę tortur.

Wielebny, czcigodny proboszcz szczawnicki Juraj Keller w swoim historycznym przeglądzie kościołów tak to się wypowiada o ruinach templariuszowskich manserii, że w trzech miejscach znajdują się ruiny klasztorów, z których jeden należał do dominikanów, drugi do elżbietanek, a o trzecim nie wie, przez kogo był zamieszkany. Czy w ogóle i jakim sposobem przy kasacji Zakonu Braci Świątyni Salomona przeszła szczawnicka manseria do rąk Krzyżowców, tego się nie da dowiedzieć z jakiegokolwiek prawnego dokumentu, bowiem nigdzie indziej w Europie nie były wszelkie sakralne i świeckie obiekty przypisywane Krzyżowcom, i tak się mogło stać także na Węgrzech z racjonalnych powodów. Tak być mogło także u szczawnickich Templariuszy.  [128]   

Adortum vel occasum, nemo saris – cytuje Damian Fuxhoffer Gabriela Kolinoviča, ale jak na razie pisemne źródła dostępne ówczesnym historykom zazwyczaj milczą o okolicznościach zniknięcia możnej templariuszowskiej enklawy w Bańskiej Szczawnicy – do dnia dzisiejszego przetrwała relacja o ich końcu w dramatycznej opowieści. Templariusze są wspominani w opowieściach gminnych jako czerwoni mnisi, co jest faktem, z którym w naszej opowieści spotkamy się nieraz. Wydarzenie, który literacko opracował pod koniec lat 60. ubiegłego stulecia znany słowacki pisarz Ján Domasta (1909-1989) w drugim tomie swych „Powieści o zamkach” [129] zaczyna od opisu wjazdu templariuszowskich rycerzy do jednego z najbogatszych środkowo-słowackich miast Średniowiecza:
Przybyli do Szczawnicy za miłościwą zgodą JKW jako pewna obrona okolic miasta, gdzie do królewskiego skarbca hojnie sypało się złoto i srebro. Było ich pięćdziesięciu. Dziewięć dziesiątych mnichów-rycerzy i kilku niższych rangą szlachciców ziemian. Zwierzchnikami byli bracia zakonni, którzy zajmowali się kowalstwem i okuwaniem koni.

Ci z pierwszej dziesiątki – pochodzenia szlacheckiego – mieli konie ozdobione złotymi cekinami, brzękadełkami i janczarami. Przez plecy mieli przewieszone białe płaszcze z wielkim czerwonym krzyżem. Także zbroje ich dostojnie lśniły… Mnisi pochodzący z mniej znaczących rodów mieli mniej błyszczące, srebrzyste ozdoby rzędów swych koni, skromniejsze zbroje i konie – grubsze i cięższe. Na ich rudych płaszczach był ledwo widoczny. W kurzu, który wznosiła jazda, kroczyli zmęczeni bracia-piechocińcy, pochodzący z niskich, poddańczych rodzin. Na lewym przedramieniu nieśli oni ciężką, drewniana obitą żelazem tarczę, a w lewej ręce trzymali drewniane kopie z żelaznymi grotami. Kurz pokrywał ich hełmy, na szarych płaszczach ukrywał ich znak – czerwony krzyż.

Oczywiście musimy sobie uświadomić rozdział pomiędzy świadectwem historycznego dokumentu, a historyczną fikcją, którą przedstawia nam fantazja pisarza. Ján Domasta był przecież autorem, który pisał w oparciu o konkretne świadectwa i dokumenty, które wzbogaciły jego twórczość o wielce ciekawe realia. [130] Jednak teraz na krótką chwilę wesprzemy nasze opowiadanie jego opisem, który w literackiej fikcji opisuje sugestywnie przygody Templariuszy w czasie ich domniemanego pobytu w Bańskiej Szczawnicy.

Czerwoni Mnisi wkrótce wyszli nie tylko na główne drogi, a ich płaszcze łopotały na wietrze na drogach do kopalni, a nawet Bracia Świątyni przenikali na górskie dróżki i percie do każdej podejrzanej gęstwiny. A jak kogoś złapali, kto im się nie podobał i nie miał w mieście czy kopalniach wiarygodnego świadka swej niewinności, to zmuszali go do pracy przy budowie klasztoru na zamku, albo skierowali go do kopalni. Był biedny, jak uciekł stamtąd i został ponownie złapany do piwnicy. Niejednokrotnie zawisał potem na przydrożnym dębie «pour encourager les autres»…

W ciągu niecałego roku stała się Szczawnica miastem, które włóczęgi i zbójcy omijali wielkim kołem. W szerokiej okolicy nie było słychać o kradzieżach, napadach czy zabójstwach. [131]
Taki image znajduje swe potwierdzenie także w dziełach innych autorów, którzy piszą o obowiązkach Rycerzy Świątyni, gdziekolwiek się oni znajdywali:
Jakim to ćwiczeniom oddawali się Templariusze na obrzeżach swych włości? – pyta Louis Charpentier i zaraz odpowiada: Zajmowali się oni ochrona i utrzymaniem porządku na głównych szlakach handlowych. Templariusze na swych drogach chronili podróżnych, pątników i kupców. Ratowali ich przed bandytami – zwykłych gardłorzezów i nienasyconych złodziejaszków. Nie żądali za to opłat czy myta, jak robili to niektórzy właściciele dóbr ziemskich. [132]

A jednak fantazje pisarskie Domasty możemy poprzeć konkretną wzmianka z dzieła, którego kopia znajduje się także w naszym archiwum i zwane ono jest „Kronika bansko-štiavnická” albo też: „Spisanie wszelkich starych rzeczy ze starych ksiąg wypisywanych i dla dzisiejszych potomków zachowanych, aby wiedzieli jak to się starodawnie czyniło i gadało. Toż spisał był Ignatz Oplischtil, który spamiętał to od roku 1786 aż do roku 1861. To więc spisywał, co się stało w krainie”.

Wiarygodne świadectwo, które zawdzięczamy Ignacowi Opluschtilowi jest dla naszych badań o wiele ciekawsze, niż sam tytuł jego kroniki, a którego słowa są na wagę złota, które w Bańskiej Szczawnicy wydobywało się także wtedy, kiedy bez jakichkolwiek wątpliwości oznajmiał on, że:
[W] 1118 [roku] byli tu czerwoni mnisi urządzeni, a [w] 1128 od papieża w czasie soncilium we Francji zostali potwierdzeni, i w Stawnici w Starym Zamku mieszkali, którzy go sami sobie postawili.

I tak właśnie zagadka czerwonych mnichów pisze dalszy rozdział naszych poszukiwań Templariuszy na Słowacji.