czwartek, 27 listopada 2014

Kościół... (11)

Zwiastowanie śpiącym
Jezus zstępuje do Przedpiekla


O Jezusowym zstąpieniu do Piekieł (czy Przedpiekla), które wielokrotnie zobrazowali w ciągu wielu stuleci artyści chrześcijaństwa nie istnieje żadna jednoznaczna wzmianka. Co się działo zatem w tym czasie, kiedy umęczony i zamordowany Jezus leżał w skalnym grobie?

Jego duch wyzwolony z ciężkiej, cielesnej powłoki nie spoczął – wyjaśnia z artystyczną inwencją Giovanni Papini – Przyniósł On żywym radosną nowinę i zapłacił za to śmiercią na krzyżu; teraz musi ją zanieść martwym, którzy od stuleci, ba! – tysiącleci oczekiwali na nią w głębinach Szeolu. [130]

W jednym z najstarszych apokryfów, w Ewangelii św. Piotra, można się doczytać, że świadkowie Jezusowego wskrzeszenia usłyszeli głos z Nieba, który się zapytał: Czy zwiastował także tym, którzy spali posłuszeństwo? I usłyszano z krzyża odpowiedź: Tak. W pierwszym liście św. Piotra znajduje się kanoniczne potwierdzenie tego „zwiastowania śpiącym”: dlatego nawet umarłym głoszono Ewangelię, aby w prawdzie podlegli sądowi jak ludzie w ciele, żyli jednak w Duchu – po Bożemu. [131]  A apostoł Paweł w liście do Efezjan twierdzi, że Chrystus zstąpił do niższych części Ziemi [132][1]  i dodał: Ten, który zstąpił jest i tym, który wstąpił ponad wszystkie niebiosa, aby wszystko napełnić. [133] Wskrzeszony Chrystus ma od tego czasu klucze do śmierci i Otchłani [134] i aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych. [135]

Ten właśnie obraz jest oparty na prastarej, chrześcijańskiej legendzie, która w barwny sposób opowiada o zstąpieniu Jezusa do Piekieł: o przewróceniu bram, o zwycięstwie nad siłami ciemności, o radości sprawiedliwych ze Starego Testamentu, o wstąpieniu zastępu sprawiedliwych do raju. I jak się – jak podaje tradycja – w górze spotykają się z Enochem i Eliaszem, którzy zostali tam wzięci jeszcze za swego życia, widzieli tam także skrwawionego człowieka odzianego w przepaskę na biodrach, niosącego na barkach swój krzyż. Jest to ten skruszony łotr, który się po Ukrzyżowaniu zwrócił do Jezusa ze słowami skruchy i pokory, a On obiecał mu miejsce w Raju.

Jak to przypomina Papini [136], chodzi tu o wytwory tak piękne, jak te właśnie, ale chrześcijańska tradycja nie twierdząc, że zna przebieg zstąpienia do Piekieł i imiona uwolnionych, włożyła pomiędzy swych współwyznawców także ewangelizując martwych. I tak ludrovski mistrz naśladując cień Wergiliusza, mógł tylko po stuleciach przypomnieć Dantemu w dymie Przedpiekla przybycie potężnego i znamieniem wielkości koronowanego Chrystusa.
    

Zwycięstwo nad śmiercią
Zmartwychwstały Chrystus


Najbezpieczniejszym punktem wyjścia do przeprowadzenia historycznego dowodu na Zmartwychwstanie jest w dalszym ciągu świadectwo Apostołów – pisze Gerhard Kroll [137] – nie zostałaby żadna Ewangelia, żaden list, gdyby Apostołowie i wraz z nimi cały pierwotny kościół, nie byli przeświadczeni o tym, że Chrystus zmartwychpowstał.

Z podobną wiarą i przeświadczeniem chwycił za pędzel i farby w trzynaście stuleci później autor wystroju ludrovskiego kościoła śś. Wszystkich Świętych. I na tej także zasadzie działa świadectwo Pawła do Tymoteusza: Pamiętaj o tym, że Jezus Chrystus z rodu Dawida był wskrzeszony z martwych według mojej Ewangelii. [138] Jak bardzo na serio brali Apostołowie swe świadectwo o Zmartwychwstaniu, pokazało się przy uzupełniających wyborach wśród Dwunastu:
Trzeba więc, aby jeden z tych, którzy towarzyszyli nam przez cały czas, kiedy Pan Jezus przebywał z nami począwszy od chrztu Janowego aż do dnia, kiedy został wzięty od nas do nieba, stał się razem z nami świadkiem Jego zmartwychwstania.  [139] Rzeczywistym powodem tego wyboru jest to, że Apostoł musi występować jako świadek wskrzeszenia – i to właśnie jest zasadniczym posłaniem średniowiecznego artysty.

A jak teraz spojrzymy na ten fresk ludrovskiego mistrza, zrozumiemy go o wiele lepiej, niż za pośrednictwem naukowych tekstów historyków sztuki, świadectwo św. Pawła które uznaje fizyczne wskrzeszenie Jezusa za oczywiste wydarzenie:
Przypominam bracia Ewangelię, którą wam głosiłem, któreście przyjęli i w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam rozkazałem… Chyba żeście uwierzyli na próżno. Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł  - zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia zgodnie z Pismem.   [140]
Tak więc na dolnej części wschodniej ściany ludrovskiego kościoła nieznany artysta pokazuje nam głęboka wiarę w to, że Syn Boży pojawił się po Zmartwychwstaniu i przez przepaść stuleci chciał przekazać nam swego rodzaju credo: On zaprawdę zmartwychpowstał
      
  
Świtem dnia pierwszego
Jezus objawia się Marii Magdalenie


Wczesnym rankiem, w pierwszy dzień tygodnia przyszły do grobu, gdy słońce wzeszło – czytamy u św. Marka Ewangelisty [141]. Maria Magdalena jeszcze w ciemnościach udała się sama w drogę. Ku swemu zdumieniu, znalazła kamień wejściowy odsłonięty i grób próżny. Niewiele myśląc pobiegła do miasta, by podzielić się tą wieścią z Jego uczniami. Po drodze do miasta spotkała zmartwychwstałego Jezusa.
Na podstawie tego malowidła z ludrovskiego chrystologicznego cyklu możemy żywo sobie przedstawić okoliczności tamtego tajemniczego spotkania. Maria z drżeniem przypada do nóg Jezusa, na trawę jeszcze mokrą od porannej rosy i obejmuje je z jeszcze świeżymi ranami po bretnalach. Ale Jezus mówi do niej:  Rzekł do niej Jezus: „Nie zatrzymuj mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: ‘Wstępuję do Ojca Mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego’” [142] Jezus uwalnia się z objęć Marii Magdaleny i oddala się pomiędzy trawy oświetlony żarem słonecznym.       


Na drodze do Emaus
Jezus objawia się pielgrzymom


Nie wszyscy pątnicy do Jerozolimy zatrzymali się w mieście na całe święta Paschy, i udali się w drogę powrotna do domów, a dwóch z nich miało to szczęście, że zostali świadkami Jezusowego wskrzeszenia.
Tego samego dnia dwaj z nich byli na drodze do wsi zwanej Emaus, oddalonej o 60 stadiów[2] od Jerozolimy. Rozmawiali oni ze sobą o wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali, Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: „Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?” Zatrzymali się smutni. A jeden z nich imieniem Kleofas odpowiedział Mu: „Ty chyba jesteś jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się w tych dniach stało.”   [143] I właśnie ten akurat moment tajemniczego spotkania ukazuje nam ludrovski mistrz. Jezus dzierżący tryumfalny sztandar Zmartwychwstałego, zagaduje dwóch brodatych pątników wystrojonymi świątecznie i z charakterystycznymi zawojami (talif) na głowach, a na paskach tekstowych wijących się od twarzy Chrystusa czytamy: QUI SUNT HI QUOS CONFERTIS AD INVICEM AMBULANTES [144]. A jeden z zagadnietych przez Niego w podobny sposób odpowiada: TU SOLUS PEREGRINUS ES IN JERUSALEM ET NON COGNOVISTI. [145]

Stojąc twarzą w twarz do tej sceny oddajemy znowu głos św. Łukaszowi: Zapytał ich: „Cóż takiego?“ odpowiedzieli Mu: „To, co się stało z Jezusem nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i przywódcy naszego ludu wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On miał właśnie wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim już dzisiaj trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, że On żyje.” [146]

Na tą wieść, która – jak to podsuwają współcześni autorzy została rozsławiona pięknem swej treści [147] – interesujące są przede wszystkim imiona. Pierwszym z tych dwóch pątników jest Kleofas, imię drugiego nie jest podane przez żadną Ewangelię, ale tradycja identyfikuje go z jednym z synów Kleofasa – Szymona. Kleofas przy tym był bratem św. Józefa, a zatem stryjem Jezusa, jak to w IV stuleciu udowadnia „ojciec historii kościoła” Euzebiusz z Cezarei, który powołuje się na Hegesippa. [148] Syn Kleofasa – Szymon, został po ukamienowaniu Jakuba w 62 r. drugim biskupem Jerozolimy. [149] Także Jakub, którego nie tylko nowotestamentowi autorzy nazywany bratem Pana, był kuzynem Jezusa. [150]

I jemu także, wedle św. Pawła, objawił się Jezus zmartwychwstały. Tymi wszystkimi krewnymi Jezusa zainteresowały się wkrótce rzymskie władze państwowe. Za czasów cesarzy: Wespazjana, Domicjana, Trajana i Decjusza byli jako potomkowie Mesjasza z królewskiego rodu Dawida aresztowani i prześladowani. [151] I tych z pośród znanych ludzi z dawidowej linii królewskiej widzimy jako kolejnych świadków Chrystusa zmartwychwstałego także na obrazie ludrovskiego mistrza.        




[1] Komentatorzy Biblii tłumaczą to następująco: „Mowa tutaj o wcieleniu lub o wstąpieniu Chrystusa do Otchłani (czyli Przedpiekla, Piekła Szeolu – te pojęcia stosuje się w Biblii wymiennie) przed Zmartwychwstaniem (Rn 10,6 n; 1 P 3,18 nn i 4,5 n, Ap 1,18).”
[2] Około 11 km – w innej części rękopisów podana jest odległość 160 stadiów czyli 29 km. (przyp. red. Biblii) 

piątek, 21 listopada 2014

Kościół... (10)

Ciężkie brzemię cierpienia
Szymon Cyrenejczyk niesie Jezusowi krzyż


Po dzisiejszej jerozolimskiej Via Dolorosa przed dwoma tysiącleciami podążał drogą skazańców pod brzemieniem krzyża Człowiek Boleściwy, który już nie był w stanie iść na własnych nogach, a jego cierpienia przybliża nam dalsze mistrzowskie dzieło ludrovskiego mistrza.

Aresztowany w noc grozy, zmęczony czterema przesłuchaniami, brutalnym traktowaniem, biczowaniem, zbrukany swą krwią i potem, śliną swoich oprawców, pobity i poniżony nie zda się być tym odważnym człowiekiem, który jeszcze przed kilkoma dniami wyganiał batem handlarzy i bankierów ze świątyni. Jego ładna, opalona twarz teraz jest teraz zdeformowana od uderzeń, oczy czerwone od powstrzymywanego płaczu skryły się w ocznych jamach; do porozdzieranych do żywego mięsa plecach kleiły się Jego szaty, co jeszcze zwiększało ból ran zadanych biczami. Zmęczone nogi ledwie mogły unieść umęczone ciało. Ileż zniosło to ciało od tej feralnej nocy! Pocałunek Judasza, ucieczkę przyjaciół, powróz na rękach, groźby sędziów, straszne odnoszenie się żołnierzy, sąd Piłata, krzyki tłumu skazującego Go na śmierć, bicie ze strony legionistów i ta droga z krzyżem pomiędzy okrzykami tych, których ukochał. [111]

I, lictor, expedi crucem! [112] i tak idą po drodze boleści – z przodu jedzie na koniu dumny rzymski oficer, którego Tacitus (Tacyt) nazywa z okrutną precyzją exactor mortis, egzekutor wyroku śmierci, potem skazańcy otoczeni legionistami, odganiającymi gawiedź od drogi. I na tym fresku widzimy setnika, który zorientował się, że Jezus po trzecim upadku pod ciężarem krzyża nie ma już sił dowlec się na miejsce kaźni i stwierdza, że jest potrzebny ktoś silny, który by doniósł krzyż na to miejsce. Szymon Cyrenejczyk, bo o nim mowa, przed chwilą przecisnął się przez gęsty tłum, aby się napatrzeć na Jego zmasakrowane ciało ciężko dyszące pod ciężarem krzyża.

Weź ten krzyż i chodź z nami! – Szymon posłuchał rozkazu setnika i podniósł Jezusowy krzyż – może ze współczucia, może dlatego, że bał się postawić rzymskim żołnierzom. [113]

O litościwym rolniku, który na swe szerokie plecy przyjął ciężkie brzemię, by choć na chwilę ulżyć Jezusowi wiemy bardzo mało, poza tym, że jego synowie Rufus i Aleksander byli chrześcijanami, którzy nawrócili się prawdopodobnie pod wpływem opowieści ojca o Jezusowej śmierci, której na pewno był świadkiem. Takiego też będziemy pamiętać dzięki umiejętności autora malowidła w prezbiterium kościoła pod wezwaniem Wszystkich Świętych [114], na którym pas z tekstem wijący się spoza głowy Jezusa niesie Jego napomnienie do płaczących kobiet jerozolimskich: FILIAE JERUSALEM NOLITE FLERE SUP(ER) MESEDFLETE SUP(ER) FILIS VESTRI. [115]           


Ostatnie zawołanie na Golgocie
Ukrzyżowanie Jezusa


         Okrucieństwo wydarzenia, które ukazuje ludrovski artysta, Ewangeliści opisują lapidarnie: Tam Go ukrzyżowali. [116] Wbrew temu lakonicznemu zdaniu, motyw ukrzyżowanego Chrystusa jest najczęściej zobrazowanym tematem sztuki chrześcijańskiej wszech czasów. Fresk Ukrzyżowanego w kościele śś. Wszystkich Świętych nie jest żadnym wyjątkiem. Na malowidle znajduje się Jezus pomiędzy dwoma łotrami przybity do krzyża, nazywanego także crux immissa. [117] Pod krzyżem, poza żołnierzami oraz krzyczącą i przyglądającą się kaźni gawiedzi stoją ci, którzy Jezusa na krzyżu nie opuścili: Maryja Jego Matka, Maria Magdalena, Maria Kleofasowa, Salome matka Jana i Jakuba oraz być może i Marta. 

W tej chwili, gdy czas się wypełnił, Jezus umiera  i to pokazuje właśnie obraz ludrovskiego mistrza. Kiedy nanosił pędzlem ostatnie kolory na swój fresk, w swym wnętrzu poczuł okrzyk Ukrzyżowanego, konającego na krzyżu: Wykonało się! [118]

To zawołanie było napełnione taką mocą, że oswobodziło duszę z ciała rozległo się w ciemnościach, które objęły tą krainę, a przy tym okrzyku, jak opisuje to św. Mateusz ziemia się trzęsła i skały pękały.[119]

I jakie odczucie pozostawia nam świadectwo przekazane przez ludrovskiego mistrza?
Przeszło już prawie dwa tysiące lat od tego dnia, kiedy można było usłyszeć to zawołanie, a ludzie zrobili wszystko, co w ich mocy, by go nie można było usłyszeć. Ale w mgle i dymie naszych miast, w coraz większych ciemnościach, w których ludzie zapalają ognie swej biedy, odzywa się ten przenikliwy okrzyk radości i wyzwolenia, ten okrzyk, który wiecznie woła każdego z nas i wciąż się odzywa w duszy tego, który nie zbłądzi. [120]   


Na ręce Po Siedmiokroć Bolesnej
Ciało Jezusa zdjęte z krzyża


Wedle zgodnego świadectwa czterech Ewangelistów, Jezusa pochował Józef z Arymatei, członek żydowskiego Sanhedrynu. Św. Jan Ewangelista nazwał go mężem oczekującym Królestwa Niebieskiego i był tajnym uczniem Jezusa. Średniowieczna tradycja wywodząca się z tekstów apokryficznych  Starożytności zna go jako wyznawcę, który zebrał Jezusową krew, która wypłynęła z Jego przebitego boku, do kielicha. Z tego właśnie powstała do dziś dnia żywa legenda o Świętym Graalu, od dawna związana z tajemnicami Zakonu Templariuszy.

Po śmierci Mistrza, Józef zebrał się na odwagę i poszedł do Piłata prosić o pozwolenie zdjęcia ciała Zbawiciela z krzyża. Kiedy ja uzyskał, wziął biały całun i udał się na Kalwarię, gdzie spotkał Nikodema. Ten nie bacząc na zezwolenia przyszedł tutaj w innym celu i przyniósł mieszankę wonnego aloesu i mirry. Obaj z wielką powagą wyjęli bretnale z nóg Jezusa, a następnie z rąk z użyciem drabiny, przy czym ramionami podpierali bezwładne ciało Jezusa, żeby nie spadło na ziemię.
Zdjęcie martwego z krzyża nie było dla ludzi takie łatwe – stwierdza Gerhard Kroll [121] – Przy pogrzebie ciała pokrytego taką ilością krwi obowiązywały Żydów specjalne przepisy, których prawowierni Żydzi przestrzegają do dziś dnia. Jako że krew była uważana za kwidesencję życia, ciało nie mogło być umyte i musiało być pochowane w takim stanie, w jakim było.
Po zdjęciu z krzyża jako martwego, Jezusa zaniesiono i złożono do pobliskiego grobu, gdzie położyli Go na rękach Po Siedmiokroć Bolesnej, która go przed laty zrodziła.      


Pod kamieniem krypty
Złożenie ciała Jezusa do grobu


Po tym, jak Piłat po zdjęciu z krzyża wydał ciało Jezusa Józefowi [122], św. Marek Ewangelista informuje nas o scenie złożenia Chrystusa do grobu, którą w ramach chrystologicznego cyklu pokazał nam także artysta z Ludrovej: Ten kupił płótno, zdjął Jezusa (z krzyża), owinął w płótno i złożył w grobie, który był wykuty w skale.[1] [123] I chociaż się o tym wprost nie wspomina, to możemy przypuszczać, że tą pracę Józef z Arymatei nie wykonał sam. Św. Jan Ewangelista wskazuje na Nikodema [124], który w pewną ciemną noc przyszedł do Jezusa. [125] jak już wiemy, Nikodem przyniósł mieszankę aloesu z mirrą[2], o czym Jan wspomina: Zabrali więc ciało Jezusa i zawinęli w płótno wraz z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania. [126] Św. Mateusz uzupełnia to potem, że chodziło o nowy grób, który należał do Józefa [127], a według św. Jana, ów grób znajdował się blisko miejsca, gdzie ukrzyżowano Jezusa. [128] Józef, który nie potrafił ukryć Jezusa w jednym ze swych domów, dawał Mu teraz ciemny, podziemny przybytek, który kazał sobie wykuć w skale dla siebie i gdzie go mieli pochować po śmierci – dopełnia to współczesny autor. [129]

Dziś stoi na Golgocie i ówczesnym ogrojcem Józefa Arymatejskiego świątynia Grobu Pańskiego.[3] Wznosi się ona pośrodku Starego Miasta, otoczona przez krzywe uliczki i domy. Fresk, na który patrzymy – wbrew czasowego interwału trzynastu stuleci, które upłynęły od czasu Ukrzyżowania i dalszym siedmiu wiekom, które dzielą artystyczną wizję ludrovskiego malarza a czasy współczesne, uchwycił to miejsce tak, jak to widzieli w czasach, kiedy ludzie wierni Chrystusowi układali Jego ciało przed zmartwychwstaniem do grobu, a Józef Arymatejski starannie ukrywał Święty Graal z Jego drogocenną krwią.[4]       




[1] Jest to tzw. Całun Turyński – jeden z pięciu artefaktów (relikwii) mających ścisły związek z Jezusem i jeden z elementów legendy Zakonu Templariuszy (mandylion).
[2] W ilości 100 ówczesnych funtów czyli ok. 3,25 kg.
[3] Bazylika Grobu Świętego lub Bazylika Bożego Grobu.
[4] Św. Graal to kolejna relikwia i jednocześnie artefakt mający związek z Templariuszami i ich legendą. Poza tym artefakt ten stał się podstawą cyklu legend arturiańskich – mający związek z królem Arturem i jego Rycerzami Okrągłego Stołu.  

poniedziałek, 17 listopada 2014

Kościół... (9)


Przekleństwo pieniądza
Judasz powieszony


Św. Mateusz Ewangelista [103] nie dobiera słów, kiedy lakonicznie nas informuje o dalszych losach zdrajcy: Rzuciwszy srebrniki ku przybytkowi, oddalił się, potem poszedł i powiesił się. Fresk z martwym ciałem wiarołomcy, kołyszącym się wśród krakania wron na wietrze, jak to widzimy na jednej ze scen z filmu Franco Zaphirelliego[1], ukazuje najtragiczniejszy epizod zdrady w dziejach Ludzkości. A tak właściwie to jest świadectwem o przekleństwie bogactwa, jakie dają pieniądze. Judasz jest tajemniczą ofiarą przekleństwa pieniądza – pisze Papini [104], poczym ostrzega nas przed jego omamieniem słowami, z których – jak także z tego fresku przed naszymi oczami – tchnie groza zatracenia:

Pieniądz niesie ze sobą jedynie brud rąk, które nim manipulują, ale i niezmywalne piętno zbrodni. Pomiędzy wszystkimi rzeczami, które stworzył człowiek do zbrukania siebie i Ziemi, pieniądz jest najgorszą. Te krążki wykonane z metalu, które codziennie przechodzą z ręki do ręki jeszcze bardziej brudnej i skrwawionej, dotykane są przez chciwe ręce złodziei, kupców, bankierów i krezusów, te okrągłe i lepkie wytwory mennic pożądane przez wszystkich i oczekiwane, kradzione, wydzierane ludziom na najróżniejsze sposoby, a tak ukochane - niejednokrotnie ponad życie; te nieczyste kawałki materii, pokryte obrazkami, które bandyta daje rabusiowi, nieprzyjaciel zdrajcy, oszust złodziejowi, heretyk świętoszkowi; te pachnące i brudne pomocnice zła, które namawiają syna bo zabicia ojca, żonę by zdradziła męża, brata by oszukał brata, ubogiego złoczyńcę by przeklął złoczyńcę bogatego, sługę by okłamał swego pana, zbója by obrabował podróżnego, naród by napadł na inny naród: te pieniądze, te odłamki materii są najgorszym wynalazkiem człowieka. Pieniądz, który zabił już tylu ludzi, pewnego dnia zabije tysiące i miliony dusz.

Tak jak zabił duszę Judasza…    
          

Poniżony, a przecież Król
Jezus cierniem ukoronowany


         Dzięki ludrovskiemu mistrzowi jesteśmy świadkami ukoronowania cierniem głowy Chrystusa. Rzymskie jednostki wojskowe w podległych Rzymowi koloniach składały się zazwyczaj z oddziałów pomocniczych z innych okupowanych narodów. W Judei były to oddziały złożone najczęściej z ludów wrogich Żydom. Jak to wspomina Gerhard Kroll [105], tylko w takim świetle zrozumiemy następującą scenę, którą opisuje św. Marek [106] ze wszystkimi jej okolicznościami:
Żołnierze zaprowadzili Go na wewnętrzny dziedziniec, czyli pretorium i zwołali cała kohortę. Ubrali Go w purpurę i uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę. I zaczęli Go pozdrawiać: „Witaj Królu Żydowski!”. Przy tym bili go trzciną po głowie, pluli na Niego i przyklękając oddawali Mu hołd.

Biczowanie wykonali legioniści na podstawie rozkazu, ale teraz, kiedy tego już spróbowali, nie mieli żadnych zahamowań przed okrutną zabawą. Do teraz wykonywali swoją powinność, a teraz chcą się zabawić – a zachęty do niej dodał im krzyk, który dobiegł do nich od Żydów na placu, że Tego tutaj przed nimi mianowali żydowskim królem:
Jeden z żołnierzy narzucił na niego szkarłatny płaszcz – czerwone okrycie legionistów – na plecy czerwone od krwi. Drugi zrobił cierniową koronę na kształt wieńca i włoży Mu na głowę. Trzeciemu niewolnik poda trzcinę, a żołnierz na siłę wepchnie Mu ją do ręki, a potem wśród wielkiego śmiechu posadzili na krześle. Podchodzą do niego i głośno ryczą: „Bądź pozdrowiony królu żydowski!”
Wbrew pióru Giovanniego Papiniego i pędzlowi ludrovskiego mistrza, możemy się wszak domyślić, że się chyba nie uspokoją z tą zabawą: wielu jeszcze uderzy Jezusa w twarz, inni będą w nią pluli; dalszemu złośliwość podpowie by Mu wyrwać trzcinę z ręki i bić nią po Jego głowie. Ciernie korony wbijają się coraz głębiej w skórę i wytwarzają wokół głowy krwawiącą obręcz poniżenia.
No i mamy historyczny obraz: fresk cierniem ukoronowanego Chrystusa.         


„Oto człowiek!“
Jezus skazany na śmierć


Piłat zakładał, że ubiczowanie Jezusa uspokoi zgromadzony tłum. Przyglądał się biczowaniu i koronowaniu cierniem. Całkiem przekonany o bezsilności i nieszkodliwości tego śmiesznego następcy tronu, wyszedł z budynku sądu i odpowiedział na wrzask tłumu jak człowiek, który jest absolutnie przeświadczony o swej słuszności i pewien swych słów: A Piłat ponownie wyszedł na zewnątrz i przemówił do nich: „Oto wyprowadzam Go do was na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy.” [107] Tym samym rzymski dostojnik chciał powiedzieć, że pomimo stanu, w jakim ten człowiek się znajduje możecie widzieć, że uznaję go za nieszkodliwego. W tej samej chwili legioniści przywiedli Jezusa w żołnierskim płaszczu na swych ranach i z cierniową koroną na głowie, spod której wyciekały strużki krwi. Ofiarę tego postępowania przedstawił Żydom sam Piłat słowami – Ecce homo! - Oto człowiek! [108]

Piłatowi było dane tylko raz w ciągu swego życia spojrzeć w oczy Prawdzie, Najwyższej Prawdzie, wcielonej w człowieka, a nie zobaczył jej – napisze o tej scenie prawie dwa tysiąclecia później Giovanni Papini [109]. – Prawda, która mogłaby go wskrzesić i zrobić innym człowiekiem, stoi przed nim uwięziona w ludzkim ciele, pokryta prostymi szatami, z pokrwawioną twarzą i związanymi rękoma. Kogoś, kto by mu powiedział, że tylko dlatego, że rozmawiał z Jezusem, że się z Nim spotkał, albo że Go skazał na krzyż, jego imię przejdzie do historii i co jest pohańbione i przeklęte, będzie znane wszystkim ludziom na stulecia, gdyby mu ktoś to wszystko powiedział, to uznałby go za głupca. Piłat jest ślepy tą straszną i nieusuwalną ślepotą, ale Chrystus tego dnia odpuści także jemu, bo ślepi widzą jeszcze mniej od tych, co robią.

Ludrovski mistrz uchwycił tą scenę w sposób sobie właściwy. Motywem tego fresku było to, co robił Piłat – czy chodziło mu o ludzkie potraktowanie więźnia czy tylko o wysłanie komunikatu Żydom – spójrzcie, takim oto jest wasz król? A jeżeli nawet Piłat chciał Jezusa ocalić, to w obliczu ziejącego nienawiścią, wyjącego tłumu wrzeszczącego, by Go ukrzyżował, skapitulował, jak to czytamy u św. Jana:
Tak więc im Go wydał, aby Go ukrzyżowali. Zabrali potem Jezusa. [110]     



[1] Franco Zaphirelli – „Jezus z Nazaretu”, 1977. 

piątek, 14 listopada 2014

Kościół... (8)

Zaślepiony Rzymianin
Jezus przed Poncjuszem Piłatem


         Za pośrednictwem tego dzieła ludrovskiego mistrza ponownie cofamy się o stulecia w czasie do ciągu dalszego procesu Jezusa. Wielka rada osądziła Go i skazała jako bluźniercę i buntownika na śmierć, ale tryumf Żydów jest połączony z ciężkim poniżeniem, bowiem najwyższy kapłan musiał przedstawić wyrok do zatwierdzenia namiestnikowi rzymskiemu, któremu jako jedynemu przysługiwało prawo wydawania wyroków śmierci lub zatwierdzania ich. Św. Jan Ewangelista odnotował przy tym krótką uwagę: Nam nie wolno nikogo zabić. [90]

 Ponieważ najwyższy kapłan ze względu na nadchodzące święto Paschy wzdragał się wstąpić do siedziby namiestnika Rzymu, Piłat wyszedł na zewnątrz. Już jego pierwsze pytanie było obrazą dla ich uczuć narodowych: Jaką skargę wnosicie przeciwko temu człowiekowi? [91] Kajfasz wyczuwa nienawistny ton w zapytaniu Rzymianina i odpowiada: Gdyby to nie był złoczyńca, nie wydawalibyśmy Go tobie. [92] A właśnie taką odpowiedź chciałby usłyszeć Piłat, kiedy powiada do Żydów: Weźcie Go i osądźcie według waszego prawa! [93] No, a najwyższy kapłan musiał – jak już wiemy – oznajmić: Nam nie wolno nikogo zabić.

W ten sposób ugłaskano pychę Rzymianina. Członkowie Sanhedrynu mogli teraz wnieść skargę, ale Piłat nie dowiedział się niczego, co się działo w czasie nocnego procesu. Oskarżenie musiało nosić – mówiąc współczesnym językiem – znamiona polityczne, a św. Łukasz nam to wiernie przekazuje: Tam zaczęli oskarżać Go: „Stwierdziliśmy, że ten człowiek podburza nasz naród  i odwodzi od płacenia podatków Cezarowi i siebie podaje za Mesjasza-Króla”. Piłat zapytał Go: „Czy Ty jesteś królem żydowskim?” Jezus odpowiedział mu: „Tak, Ja Nim jestem”. [94] To właśnie było to oskarżenie, którego cesarski namiestnik nie mógł zignorować. I rzeczywiście, chytry Kajfasz się nie przeliczył, jak to podaje Papini [95]:
Piłat już rozumie, jaki wyrok wydano na tego żebraka, który stał przed nim, i chciał się dowiedzieć, jakąż to zbrodnię popełnił: co wydaje się godnym wyroku śmierci dla tych bigotów i dewotów i co w oczach Rzymianina można by było odpuścić. Ale świątynne lisy już się przygotowały na taką ewentualność jak tylko zaczęli proces. Doskonale wiedzieli, że Piłat by się nie przychylił moich wyroku, gdyby mu powiedzieli, że ten człowiek podrywa autorytet religii ich ojców i że głosi Królestwo Boże… Musieli więc sprokurować jakieś kłamstwo. Kto chce dokonać jakiegoś łajdactwa musi do nowego dodać jakieś stare. Piłata nie da się przekonać, póki nie przypomną mu o jego obowiązkach wobec Rzymu i cesarza. Już się zorientowali, że oskarżeniu trzeba nadać barwę polityczną. Jak mu powiedzą, że Jezus jest fałszywym Mesjaszem, to Piłat ich po prostu wyśmieje. Ale jak mu powiedzą, że Jezus jest demagogiem i podburza lud przeciwko Rzymowi, to Piłatowi nie pozostanie nic innego, jak skazać Go na śmierć.            


Początek męki
Biczowanie Jezusa


Wtedy Piłat wziął Jezusa i kazał Go ubiczować [96] śś. Jan, Mateusz [97] i Marek [98] wzmiankują o biczowaniu Jezusa jednym suchym zdaniem. Jednakże z relacji antycznych autorów wiemy, że w jak barbarzyński sposób wyrok ten wykonywano.[1] Skazanego wywlekano, przywiązywano do niskiego kółka czy krótkiego palika, a następnie bito go dotąd, póki nie upadł na ziemię zalany krwią.[2] Używano do tego rzemiennych batów (flagrum), których zakończenia stanowiły ołowiane czy kościane zakończenia w kształcie hantli, które powodowały głębokie, bolesne rany. Jak bardzo boleśnie zbito Jezusa świadczy fakt, że nie był On w stanie nieść poprzecznej belki (patibulum) swego krzyża.

Kiedy widzimy ten obraz w interiorze ludrovskiego kościoła, dzięki inwencji średniowiecznego malarza znów możemy widzieć półnagiego Syna przywiązanego do słupka, jak się modli w cichości ducha do swego Ojca za tych, którzy bezlitośnie Go biczują. Czyż nie powiedział: Miłujcie także tych, którzy was nienawidzą; czyńcie dobro tym, którzy was przeklinają, nadstawcie lewy policzek tym, którzy uderzyli was w prawy? Zbawiciel nie może zrewanżować się swoim oprawcom, tylko prosi Boga, by im odpuścił. Także tych legionistów – zaprawionych i utwardzonych w bojach i cierpieniach w tym zapadłym kacie Imperium Rzymskiego – często biczowano za niedopełnienie obowiązków, i nie było dla nich czymś niezwykłym karanie człowieka z okupowanego kraju i zniewolonego narodu.

Ale jak pisze Giovanni Papini [99], ci rzymscy legioniści nie wiedzą, że krew, którą właśnie przelewają, przelewa się także za nich:  
Jest to pierwsza krew, którą synowie człowieka odbierają Synowi Człowieka. Przy Wieczerzy Jego krew miała postać wina, zaś na Górze Oliwnej Jego krew, która wyciekała wraz z potem była krwią duchowego i wewnętrznego cierpienia. A dzisiaj także ludzkie ręce puszczają krew z Jezusowych żył – strudzone ręce żołnierzy służących sile bogaczy, ręce biczowników i ręce tych, którzy przybiją jego ręce do krzyża. Ten silny grzbiet, opuchnięty i zakrwawiony jest przygotowany do tego, by zawiesić go na krzyżu. Ten grzbiet będzie dla Niego dodatkową udręką, kiedy przyłożą go do źle oheblowanego drewna krzyża.
                  

Zapłata za krew niewinną
Judasz zwraca trzydzieści srebrników


Tym razem fresk pokazuje nam dramatyczną scenę, na której wiarołomca Judasz zwraca trzydzieści srebrników, które dostał za zdradę swego Mistrza. W Ewangeliach wzmiankuje o tym chyba jedynie św. Mateusz. Srebrnik – czyli Argyrion – jako środek płatniczy występuje w całej Biblii, natomiast u św. Mateusza w związku ze zdradą Judasza. Prawdopodobnie na nie zmienia obowiązujące również szekle[3] i dwójdrachmy (didrachmy). W porównaniu z 300 denarami, które Maria zapłaciła za olej na pomazanie Jezusa, te 30 szekli czyli 60 denarów jest nędzną zapłatą za zdradę. Ze świadectwa Ewangelistów można sądzić, że Judasz – którego trapiły wyrzuty sumienia – czekał przed budynkiem sądu, a po wygłoszeniu wyroku na Jezusa, odszukał kapłanów w celu zwrotu im pieniędzy. Ci wszakże odwrócili się od niego z niechęcią:

Wtedy Judasz, który Go wydał widząc, że Go skazano opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł: „Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną”. Lecz oni odparli: „Co nas to obchodzi? To twoja sprawa”. [100] I z odrazą Ewangelista kontynuuje: Arcykapłani zaś wzięli srebrniki i orzekli: „Nie wolno kłaść ich do skarbca świątyni, bo są zapłatą za krew.” Po dobyciu narady kupili za nie Pole Garncarza na grzebanie cudzoziemców. Dlatego pole to po dziś dzień nosi nazwę Pole Krwi.” [101]
Późniejsza tradycja rozwinęła wydarzenia związane z Judaszem do trwającej stulecia legendy o „purpurowym srebrze Judasza”, które miało absolutną moc korumpowania – każdy, kto przyjął jeden z judaszowych srebrników ślepo służył temu, od którego te pieniądze przyjął…[4]
Do tego, mówiąc obrazowo, każdy z nas dołożył nieco do sumy, za która kupiono krew Zbawiciela. Kajfasz – jak to pisze Giovanni Papini [102], był tylko naszym pośrednikiem:
Pole, które kupił za te pieniądze za cenę krwi jest naszym dziedzictwem, naszym majątkiem. Pole to powiększyło się cudownym sposobem, rozszerzyło się tak, że pokrywa połowę Ziemi: całe przeludnione miejsca, jaskrawe oświetlenie miast ze sklepami i burdelami tam lśnią od północy do południa. I żeby ta tajemnica była większa, to judaszowe pieniądze po tysiąckroć naznaczone zdradą tak się pomnożyły, że nie jesteśmy w stanie ich policzyć.      
A teraz jak patrzymy na obraz Judasza z woreczkiem pieniędzy usiłującego je zwrócić arcykapłanom, możemy sobie ze smutkiem uświadomić to, że skarbce wszystkich świątyń świata dzisiaj nie byłyby w stanie przyjąć pieniędzy zrodzonych z tych trzydziestu srebrników, które tam zwrócił ten człowiek, kiedy targnęło go sumienie po tym, jak sprzedał Boga.  




[1] Zob. Ian Wilson – „Całun Turyński”, wyd. polskie - Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1983.
[2] Dokładnie pokazano to w kontrowersyjnym ze względu na okrutne, drastyczne sceny filmie „Pasja”, reż. Mel Gibson, 2004 oraz w wyjątkowo kontrowersyjnym ze względu na antychrześcijańską wymowę „Ostatnim kuszeniu Chrystusa”, reż. Martin Scorcese, 1988. 
[3] Także znane jako sykle.
[4] Zob. ks. Marek Starowieyski – „Teksty do poznania legendy Judasza” na stronie internetowej -  http://digital.fides.org.pl/Content/310/Starowieyski.pdf

niedziela, 9 listopada 2014

Kościół... (7)

Krew i pot Zbawiciela
Jezus się poci w Ogrojcu Getsemani


Getsemani jest jednym z niewielu miejsc z opisu umęczenia Jezusa, którego nazwa nie została zapomniana, ani się nie zmieniła i do dziś dnia jest przyporządkowana konkretnemu miejscu – konstatuje niemiecki biblista Gerhard Kroll. [75] Ten fresk trzyma się ewangelicznego opisu św. Jana, według którego chodzi o ogród za potokiem Cedron[1] [76], i możemy także przyjąć za prawdę to, co piszą śś. Mateusz [77] i Łukasz [78]. Ci dwaj twierdzą, że idzie o inny zielony teren. Miejsce to, gdzie Jezus przeżywał strach przed męką i śmiercią na krzyżu, przypomina dzisiaj kościół – przy czym miejsce jego modlitwy i pocenia się krwią czciły całe generacje chrześcijan przed naszą erą. Hic rex Cristus sudavit Ganguinem – tutaj się Chrystus król krwią swą pocił – przypominało wiernym własne utrapienie i wdzięczność za ofiarę, którą złożył Jezus, i aby od nich oddalił ich kielich goryczy. [79]

Trzeci Ewangelista nie podaje tak dokładnej relacji o modlitwie Jezusa, jak zrobili to śś. Łukasz i Marek. Nie wspomina wyboru apostołów, którego Jezus dokonał pomiędzy jedenastu uczniami, trzykrotne odmawianie modlitwy i ostrzeżenie Piotra. Tylko zdawkowo, pisze: Jezus ukląkł [80] tam, gdzie św. Marek napisał, że upadł na ziemię. [81] Zamiast tego opisuje parę detali – to właśnie św. Łukaszowi zawdzięczamy wzmiankę o krwawym pocie, o aniele, który Jezusowi dodawał odwagi i o tym, że uczniowie zasnęli.

Jesteśmy świadkami dramatycznej sceny przedstawionej na fresku: Perspektywa straszliwej męki napełnia Jezusa zgrozą – pisze David Alexander. [82] – To było coś więcej, niż strach przed okrutną i straszliwą śmiercią w męczarniach, zwłaszcza że umierało się niewinnie. Św. Piotr później w swoim liście pisze, że Jezus niósł nasze grzechy na swoim własnym ciele na krzyż. [83]

Napięcie nerwowe ostatnich chwil doprowadziło Jego ludzką stronę do załamania psychicznego – pisze Giovanni Papini [84] – Poci się tak, jakby wykonywał wielką, ciężką pracę fizyczną. Poci się On na całym ciele, ale to nie jest ten pot, który widzimy na twarzy człowieka idącego w słońcu, pracującego na polu czy bredzącego w gorączce. Ta krew, którą On obiecał dać ludziom, zaczyna kapać na ziemię Góry Oliwnej. Wielkie krople krwi zmieszanej z potem padają na ziemię, jako pierwsza ofiara Jego ciała. To jest początek Wyzwolenia, potwierdzenie Jego człowieczeństwa, które liczy na ofiarę Odkupienia.

A gdzie się to właściwie stało? Najstarsza informacja o miejscu przedśmiertnej modlitwy Jezusa pochodzi od pątniczki Aetherii, która w latach 381-384 podróżowała po Palestynie. Kiedy w 1920 roku znaleziono na miejscu Jezusowej agonii na Oliwnej Górze (Golgocie) ruiny kościoła z IV wieku, to najstarsza tradycja zyskała swe potwierdzenie. I choć św. Łukasz nie oznacza precyzyjnie miejsca, gdzie Jezus pocił się krwią i przypominał wiernym o modlitwie, to zakłada, że pozna go każdy w przenośnym tego słowa znaczeniu, tak jak możemy dzięki motywowi krwawego pocenia się Jezusa poznać na tym, miejscu znaczenie Jego ofiary.  

W rzeczywistości sąd nad Jezusem odgrywał się pomiędzy oliwkami, kiedy zgadza się na ofiarę ze swego życia – przypominają Patrycja i David Aleksandrowie. [85] A tak, jak nie wyjdziemy poprzez portal ludrovskiego kościoła do spalonego słońcem ogrodu Franciszkanów na Oliwnej Górze, ale na wykoszony trawnik tutejszego obszaru ogrodzonego niskim murem, możemy być pewni, że Jezusowa ofiara, w której przeczuciu pocił się On krwią, dotyczy nas wszystkich.    


Czarna godzina
Judasz całuje Jezusa


Dramatyczna migawka czarnej godziny stała się przedmiotem dalszego fresku ludrovskiego mistrza, który ukazuje nam dramat na Górze Oliwnej. Gniewnie mrucząca zgraja uzbrojonych ludzi przybywa z pochodniami i lampami do Ogrojca Getsemani oświetlonego bladymi promieniami księżyca. A teraz wraz z innymi popuścimy wodze naszej wyobraźni: blade, wstrząśnięte twarze uczniów, pociemniała twarz zdrajcy jakby chwieją się w migotliwym blasku pochodni. Twarz Jezusa pokryta krwawym potem, a przecież duchowo jaśniejsza od światła skłania się ku temu, co zaraz nastąpi – powitalnego pocałunku zdrajcy.
Przyjacielu po coś przyszedł? Pocałunkiem zdradzasz Syna Człowieczego?
Ten właśnie pocałunek jest pierwszą z mąk, które musi On znieść i jest złowieszczym sygnałem dla zgrai, która przybyła ze zdrajcą: A zdrajca dał im taki znak: „Ten, którego pocałuję to On. Chwyćcie Go i prowadźcie ostrożnie”. [86] Tak to oznaczył zdrajca swoją ofiarę. [2] 

         Ten pocałunek jest najstraszniejszym zranieniem tych ust, które w piekle tej ziemi mówiły rajskie słowa. Plucie, uderzenia w twarz i w usta, których nie szczędzi Mu żydowska hałastra i rzymscy żołnierze, a nawet huba[3] namoczona w occie, która dotknie Jego ust są łatwiejsze do zniesienia, niż ten pocałunek ust, które nazywały Go przyjacielem i mistrzem, które piły z jednego kielicha i które jadły z jednej misy. [87] 
        

Nocny sąd
Jezus przed Sanhedrynem


Fresk ukazuje Sanhedryn – żydowski trybunał, który sądził Jezusa i był najwyższym sądem w Jerozolimie. Jego 71 członków pochodziło z wpływowych rodzin – ze starszyzny ludu, prawników, Faryzeuszy i Saduceuszy. Przewodniczył mu najstarszy kapłan – Kajfasz. Żydowski sąd nad Jezusem miał miejsce w nocy, nie było tam żadnych świadków obrony, a oskarżyciele sami sobie przeczyli. Scenę sądu opisuje św. Marek:
Na to powstał najwyższy kapłan, stanął na środku i zapytał Jezusa: „Nie powiesz niczego na to, co ci świadczą przeciwko Tobie?” Ale on milczał i nic nie odpowiadał. Najwyższy kapłan znów Go zapytał: „Czy jesteś Mesjaszem, synem Błogosławionego?” Jezus odpowiedział: „Ja jestem. Ujrzycie Syna Człowieczego siedzącego po prawicy Wszechmogącego i nadchodzącego z obłokami niebieskimi.” Wówczas najwyższy kapłan rozdarł szaty swe i rzekł: „Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Słyszeliście bluźnierstwo. Cóż wam się zdaje?” Oni zaś wszyscy wydali wyrok, że winien jest śmierci. [88]

Na tym obrazie widzimy Jezusa, którego z pętami na rękach odprowadzono do więzienia, tak jak później trzymano chrześcijan do czasu aż wrzucano ich pomiędzy głodne lwy. Paradoksalnie z fresku najbardziej przemawia do nas Jego milczenie ukazujące jego wielką i nadprzyrodzoną wymowę, która doprowadziła do wściekłości Jego sędziów. Z tego malowidła nie widać Sanhedrynu, Jezus milczy, a to milczenie mówi zgodnie z intencją współczesnego autora:
To, co mógłby On powiedzieć, powiedział już po tysiąckroć, zaś inne, które mógłby powiedzieć i tak by nie zrozumieli, a stałyby się tylko kolejnym punktem w akcie oskarżenia przeciwko Niemu. Nadprzyrodzone prawdy są poprzez swoją powagę niewymowne, i tylko przy pomocy miłości możemy przekazać ustami jedynie ich odblask, przyjmują je tylko ci, którzy są na nie otwarci całym swym sercem. Jezus nic nie mówi, tylko patrzy dookoła swym jasnym spojrzeniem na żałosne, skrzywione twarze swych wrogów i osadza już na wieczność te fantazmy swych sędziów. W mgnieniu oka każdego zważy i osądzi tym spojrzeniem, które przenika wprost w duszę. [89]      




[1] Tu i dalej cytaty biblijne wg. „Biblia Tysiąclecia – Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu“, wyd. Pallotinum, Poznań – Warszawa 1980.
[2] Istnieje inna wersja wydarzeń, która zakłada, że Judasz był Jego ulubionym uczniem i najbardziej zaufanym – bardziej nawet od Piotra i Jana – któremu powierzył On misję wydania Jezusa tłumowi po to, by mogło dopełnić się Ukrzyżowanie i Zmartwychwstanie oraz stworzenie Kościoła – czyli doprowadzić do końca boski plan zbawienia ludzkości. W takim kontekście Judasz nie jest zdrajcą, ale jednym z narzędzi, którym posłużył się Jezus w swym dziele Odkupienia. 
[3] W innych wersjach mówi się o nasączonej octem winnym gąbce, po napiciu się z niej Jezus skonał. Być może był to nie ocet, ale słabe, bardzo cierpkie wino, które podawano skazańcom.

piątek, 7 listopada 2014

Kościół... (6)

„Bierzcie i jedzcie“
Misterium Ostatniej Wieczerzy


         Obraz ostatniej Wieczerzy, której odtworzenie było bardzo popularne przez dawnych artystów, znajdziemy także na górnej części południowej ściany kościoła Wszystkich Świętych. Na malowidle, które się zachowało w stosunkowo dobrym stanie, możemy rozpoznać zgromadzenie uczniów wokół Jezusa w czasie świątecznej, paschalnej wieczerzy, przed Jego aresztowaniem. Wokół stołu siedzi dwanaście postaci, przy czym sześć jest odwróconych do widza plecami, a sześć twarzami, zatem namalowanych od przodu.

Patrząc na to z ikonograficznego punktu widzenia można przede wszystkim zidentyfikować Jana, którego Jezus trzyma za rękę i Judasza, któremu w odróżnieniu od pozostałych brakuje aureoli wokół głowy, poza tym spotykamy tutaj ostatnich z Dwunastu. Spomiędzy nich są najznamienitsi: Piotr, Jakub i Jan, którzy tworzą bliższy Mu krąg i wspierali Jezusa w takich trudnych chwilach, jakimi były wskrzeszenie córki Jaira, Jego Przemienienie czy wreszcie Jego modlitwa przed aresztowaniem w ogrodzie Getsemani. [56]

Piotr był uznawany jako przywódca uczniów i pierwotnie nazywał się Szymon. On i jego brat Andrzej byli synami Jonasza i pochodzili z Betsaidy, potem zamieszkali w Kafarnaum. Trudnili się oni rybołówstwem wraz z synami Zebedeusza. [57]  Jezus zmienił mu imię na Piotr (Petrus) – w przekładzie „Skała” lub „Opoka”. I chociaż na początku nie był zbyt pewien swej wiary, ani spolegliwy, później dawał dowody nieprzeciętnej odwagi w jej głoszeniu i stał się autorytetem, któremu tradycja przypisuje napisanie dwóch listów pasterskich. Jezus powiedział, że Piotr jest opoką na której postawi kościół swój – a z nim mają związek i dalsi uczniowie [58] dlatego są to Apostołowie, a ich nauki wytworzyły podstawę pierwotnego i dzisiejszego Kościoła. [59]

Brat Piotra – Andrzej był przedtem uczniem Jana Chrzciciela. O Andrzeju wiemy bardzo mało, chociaż wydaje się, że idzie o praktycznego człowieka, przy czym Biblia wzmiankuje, że był on obecny wraz z innymi apostołami przy wniebowstąpieniu Jezusa. [60] Po nim głosił on Ewangelię w Azji Mniejszej, pomiędzy Scytami na brzegach Morza Czarnego, a wreszcie w Kurdystanie i Gruzji. Istnieje legenda o jego podróży do Etiopii. Według wiarygodnych doniesień był także w Patras w południowej Grecji. Około roku 60. poniósł męczeńską śmierć na krzyżu w kształcie litery „X”, który od tego czasu nazywa się „Krzyżem św. Andrzeja”.

Jakub i jego brat Jan byli synami Zebedeusza, przy czym zdaje się, że obaj mieli burzliwe charaktery, bowiem Jezus nazwał ich „gromowymi ludźmi”. Ze swą pewnością siebie chcieli uzyskać wysokie miejsce w Jezusowym królestwie, i Jakub jako pierwszy z uczniów stracił życie za wiarę. Zatem szło o odważnego męża, którego wierność i gorliwość zostały użyte w służbie Królestwa, które nie jest z tego świata. [61] Brat Jakuba – Jan – nie był chyba uczniem, ale tradycja wiąże z nim pięć ksiąg – Ewangelię, trzy listy i księgę Apokalipsy (Objawienia). Kiedy Jezus umierał na krzyżu, powierzył Janowi opiekę nad swą Matką. [62] Ma to swe całkiem naturalne wyjaśnienie, jako że Jan był nie tylko ulubionym uczniem Jezusa, a także – co wynika z niektórych wskazówek w Biblii – był on Jezusowym bratankiem ze strony Matki.

Filip pochodził z Betsaidy – podobnie jak Piotr i Andrzej. Chodzi o pragmatycznego człowieka, który np. szybko i dokładnie zorientował się, jak można było nasycić 5000 ludzi. Był to także ten sam Filip, który zażądał od Jezusa, by im ukazał Ojca. A kiedy nie zawsze rozumiał, co Jezus robił i głosił, wytrwał w swej wierze. On też przywiódł do grona uczniów Bartłomieja (Natanaela). [63]

Bartłomiej (Bartolomeusz zwany też Natanael, Nataniel) pochodził z Kany Galilejskiej. Kiedy Filip po raz pierwszy opowiedział mu o Jezusie, miał wątpliwości, czy może w ogóle jakaś dobra rzecz pochodzić z Nazaretu. - Chodź a zobaczysz – rzekł mu Filip i Bartłomiej poszedł, a Jezus mu powiedział, co też ma robić. Jego uczciwość była przysłowiowa, a sam Jezus opisał go jako człowieka, w którym nie ma chytrości. Bartłomiej był tym, którym Jezus ukazał się przy jeziorze Galilejskim (Genezaret). [64]

„Niewierny” Tomasz jest bardzo znaną postacią, może dlatego że może się z nim identyfikować każdy z nas. także kiedy naśladował swego Mistrza i był przygotowany oddać za Niego swe życie, nie uwierzył w słowa Jezusa o jego śmierci i nie uwierzył we wskrzeszenie, póki nie dotknął ran zmartwychwstałego Jezusa. [65]

O dalszych trzech uczniach z Ewangelii nie dowiadujemy się niczego, i freski z ludrovskiego kościoła też niczego nam nie mówią. Syn Alfeusza – Jakub był Jakubem Młodszym, według św. Marka Ewangelisty był synem Marii [66] O Tadeuszu wzmiankują śś. Mateusz i Marek, tymczasem św. Łukasz nazywa go Judaszem synem Jakuba. [67] Szymon Zelota potem mógł być jednym z Zelotów, którzy walczyli o wyzwolenie Izraela spod rzymskiej okupacji, albo chodziło też o podkreślenie jego zapału i powagi.

Nieco więcej wiemy o Mateuszu, który był poborcą podatkowym. Kiedy go Jezus powołał na swego ucznia, pobierał on pieniądze od ludzi i był jednym z „grzeszników”, z którymi się Jezus spotykał ku zgorszeniu Faryzeuszy. Mateusz znalazł w Jezusie Zbawcę [68] i to wbrew temu, że większość z jego ziomków widziała w nim rzymskiego zaprzedańca i zdrajcę. Biblijna historia wszak oznajmiała, że rolę wiarołomcy i zdrajcy, który miał odegrać kluczową rolę w tragicznych wydarzeniach Wielkiego Tygodnia odegrał ostatni z Dwunastu – Judasz.

Judasz Iskariota (Iszkariota) wszedł do biblijnej historii jako uczeń, który zdradził swego Mistrza za przysłowiowych trzydzieści srebrników[1]. Jezus przy Ostatniej Wieczerzy jasno powiedział, kto go zdradzi, ale to Judasza nie zatrzymało przed dokonaniem tego złowieszczego czynu. [69] Właśnie z tego względu, tej zdrady – jak to już wspomnieliśmy - artysta nie namalował jako jedynemu, aureoli nad głową Judasza.

Przedstawienie Ostatniej Wieczerzy na obrazie w kościele Wszystkich Świętych w chrystologicznym kontekście jest interesujące, to jego wyjątkowość podkreśla jeszcze fakt, że przy stole poza Jezusem i dwunastoma Jego uczniami znajduje się jeszcze czternasta postać! Unikalność tej kompozycji, jedynej na Słowacji i chyba w całej Środkowej Europie, polega na tym, że widzimy zobrazowanych tam dwóch Jezusów! Aby to wyjaśnić, musimy ponownie powrócić do opisu Ostatniej Wieczerzy, której szczegółów Ewangeliści nie podają, a przy której odegrało się coś zupełnie nowego: Jezus dał jej uczestnikom na pamiątkę swej śmierci chleb i wino jako swoje ciało i krew. [70] Jeszcze zanim, jak dodało Jezusowe poczynanie przy wieczerzy całej uroczystości głębię znaczenia, które opiera się wszelkim próbom zwyczajnego, świeckiego wyjaśnienia [71] wstał od jedzenia, umył swym uczniom nogi i wytarł je płóciennym ręcznikiem w geście pokory. [72] Tą właśnie sytuację uchwycił autor fresku Ostatnia Wieczerza w kościele Wszystkich Świętych, kiedy właśnie tworzy dziejową synopsę: o ile śś. Marek, Mateusz i Łukasz opisują świąteczną wieczerzę tak, że Jezus siedzi z uczestnikami  (Chrystus siedzi pośrodku za stołem), zaś św. Jan, którego Jezus trzyma za rękę, w swej Ewangelii opisuje, jak Jezus umywa im nogi. Dlatego właśnie na fresku widzimy dwie postacie Jezusa: tą przygotowującą się do spełnienia eucharystycznej ofiary w centralnej części obrazu i jednocześnie umywającej uczniom nogi po lewej stronie fresku: Wyjątkowo obaj Chrystusowie na jednym obrazie Ostatniej Wieczerzy są rozpoznawalni po krzyżu, który jest umieszczony w Ich aureolach. [73]

Naturalnym wyjaśnieniem obecności dwóch postaci Jezusa na fresku Ostatniej Wieczerzy byłoby ukazanie dwóch wydarzeń na jednej płaszczyźnie czasowej, które to wydarzenia wydawały się malarzowi najważniejsze z całego tego wydarzenia. Najbardziej chodzi tu o ukazanie ewangelicznego świadectwa synoptyków i św. Jana, tak jak to jest używane w dzisiejszym biblijnych badaniach. Dwóch Jezusów możemy uważać za jednego Chrystusa zobrazowanego w jednym miejscu jerozolimskiego Wieczernika, ale w dwóch różnych momentach czasowych. Jego podwójna obecność pomaga dokładniej zrozumieć tok relacji Ewangelistów o Ostatniej Wieczerzy.[2]

Kompozycję Ostatniej Wieczerzy dopełniają także paski z tekstami, które ujawniają rozmowę pomiędzy Jezusem a uczniem Piotrem podczas rytualnego umywania nóg: NON LAVABIS MIHI PEDES IN AETERNUM. Uczeń mówi: DOMINE (NON TANTUM PEDES MEOS) SED ET MANUS ET CAPUT. [74]                                


[1] Czyli trzydzieści di-, tri- lub tetradrachm.
[2] Może to mieć także związek z dwoistą naturą Jezusa: boską – ustanawiającą eucharystię i ludzką – umywającą apostołom nogi, a także z ideologią Zakonu Templariuszy i ich symboliką: dwóch rycerzy na jednym koniu – dwóch Jezusów w jednym punkcie czasowym na jednym obrazie. Wydaje się, że ludrowskie freski mają jeszcze swe drugie dno dotyczące samego Zakonu Rycerzy Świątyni…