poniedziałek, 3 listopada 2014

Kosciół... (5)

         
Koniec szachrajstwa
Wygnanie handlarzy ze świątyni


Po tym, jak to Jezus w chwale wkroczył do Jerozolimy witany jako Mesjasz, objawił swój autorytet w narodowej świątyni – i to jest tematem kolejnego obrazu ludrovskiego mistrza. Dramatyczne poprzewracanie stołów wymieniających pieniądze i innych handlarzy jest przejawem gniewu Jezusa wymierzonego w handel na poświęconym miejscu. Poza św. Mateuszem [37] pisze o tym sugestywnie św. Jan: W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, a także baranki i woły, powyrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, co sprzedawali gołębie rzekł: „Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu Ojca mego targowiska“. [38] Św. Mateusz cytuje twardsze Chrystusowe określenie, w którym nie mówi On o targowisku, ale wprost o „jaskini zbójców“, a Giovanni Papini niemal dwa tysiąclecia po nim tak dopełnia ten obraz:
 Boży nędzarz, wraz ze swymi biedakami, targnął się na sługi Mamony. Wziął kilka kawałków sznurka, związał je w bat i zaczął sobie robić drogę poprzez tłum. Stoły bankierów się przewracają od pierwszego uderzenia, pieniądze się toczą po ziemi wśród gniewnych okrzyków; stoły sprzedawców ptaków się przewracają, rozlatują się gołębie. Pasterze widzący niebezpieczeństwo zabierają woły i barany do zagród, ptasznicy biorą klatki za pazuchę i starają się zniknąć. W niebo biją okrzyki zgorszenia i aprobaty. Zwabieni tym ludzie przybywają do świątyni. Jezus otoczony najśmielszymi ze swych stronników macha wysoko batem i wygania ostatnich bankierów do bram świątyni. [39]

Przed Jezusem z batem w ręku uciekają już ostatni handlarze jak pierze rozgonione przez wiatr. Ludrovski mistrz tak właśnie postrzega Jezusowy odpór postawiony Mamonie, które jest wskazówką do tego, że powinniśmy widzieć Królestwo Niebieskie. Wygnał tą „zbójecką hołotę“ ze świątyni po to, by wyczyścić to miejsce, w którym wygłosi swe ostatnie prawdy, które ma jeszcze wyjawić. A te właśnie prawdy przekazują nam te obrazy nawet po upływie stuleci.          


Pomazanie godne Króla
Maria Magdalena myje Jezusowi nogi


Na fresku widzimy wzruszającą scenę znaną nam z opisu Ewangelistów. Św. Mateusz, św. Marek i św. Jan piszą o Jezusowej wizycie w Betanii w czasie paschalnego tygodnia, przy czym dwaj pierwsi podają imię gospodarza, którym miał być Szymon Trędowaty. Św. Jan wzmiankuje Łazarza, którego uprzednio Jezus wskrzesił z martwych, o Marcie Mu usługującej i o jej siostrze Marii, której ani św. Mateusz ani św. Marek nie wymieniają z imienia.

I to właśnie się tutaj wydarzyło: po uczcie przyszła Maria z wonnym olejem. Rozmowy przy stole natychmiast ucichły, i można było usłyszeć jak rozbiło się alabastrowe naczynie. Maria namaściła nogi Jezusa cennym olejem i wytarła je własnymi włosami, poczym cały dom wypełniła aromatyczna woń olejku. [40]   

Milcząca kobieta bierze otwarte naczynie wypełnione olejkiem i uklęknie u nóg Nosiciela Pokoju – pisze Giovanni Papini [41] – Nalewa do stulonej dłoni pachnący olejek i pomalutku wciera go najpierw w jedną, potem w drugą nogę, jak uważna matka, kiedy po raz pierwszy kąpie swoje dziecko. Potem jednak nie jest w stanie wytrzymać, powstrzymać fali wzruszenia. Mówi oczami nie mogąc mówić ustami: jej gorące łzy szybko ściekają na nogi Jezusa – jedna po drugiej – jak ciche ofiary jej wdzięczności. A przecież nie płacze ona sama nad sobą, nie płacze jej boleść, ale jej radość. Łzy, które spadają na Jezusowe nogi, ona roni tylko dla Niego.

I tak właśnie widzimy to na tym obrazie. Nieznana grzesznica namaściła głowę swego króla, tak jak to było tylko w przypadku władców. Namaściła także Jego nogi, jak to czyniło się gościom w dzień świąteczny. Jednak również wyprowadza Go na śmierć i pogrzeb, bowiem Jezus udając się w podróż do Jerozolimy już wie, że nadchodzą Jego dni ostatnie: Zostaw ją! Przechowała to, aby mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale mnie nie zawsze macie! [42]

Właśnie z powodu tego przeczucia płacząca kobieta dalej wylewa łzy na Jezusowe nogi, ku zdumieniu tych, którzy nic nie wiedzą i niczego nie rozumieją. Teraz nogi Oswobodziciela i Odkupiciela są całe mokre od łez, a sól miesza się z wonnym olejkiem. Uboga grzesznica nie wie, jak ma je osuszyć, nie ma białego ręcznika, a swe szatki nie uznaje za godne, by ich użyć w tym charakterze i dotknąć nimi ciała Pańskiego. Naraz przypomina sobie o swych włosach, swoje długie włosy, na ich miękkość i puszystość, które się tak wszystkim podobały. Rozplata więc warkocze, wyjmuje spinki i ozdobne szpilki. Ciemna masa włosów spada fala na jej twarz przykrywając jej pąs i wyraz współczucia i miłości. Swoimi włosami obetrze te nogi, które do jej domu przyniosły jej Króla. [43]    
          Na tym obrazie ta Grzesznica już nie płacze. Jej łzy były przelane i osuszone. Jej praca jest już zakończona, ale chyba tylko Jezus rozumie Jej milczenie...


„Kamienie będą krzyczeć“
Jezus przybywa do Jerozolimy


         Na fresku widzimy tryumfalny obraz Jezusa wjeżdżającego do Jerozolimy. [44] Zastępy ludzi przygotowały Mu jedną owację za drugą. Pisze św. Mateusz:  ...poruszyło się całe miasto... [45] Mieszkańcy z liśćmi palmowymi w dłoniach nieustannie wołali: Błogosławiony niech będzie Ten, który przychodzi w imię Pańskie! [46]. Te owacje i okrzyki dobiegały do uszu znacznych Faryzeuszy, którzy także przybyli słysząc ten tumult. Niektórzy z nich wołali do Jezusa z tłumu: Nauczycielu, upomnij swoich uczniów! A On nie zatrzymując się nawet odpowiadał im: Jeżeli oni zamilkną, będą krzyczały kamienie! [47] Już tak to jest: Jezus nie przybywa do Jerozolimy jako nieznany nikomu człowiek, bo wyprzedza Go wieść o tym, jak wskrzesił ludzi z martwych: A także w stolicy, którą władało żelazo Rzymian, złoto kupców i słowo Faryzeuszy, znajdują się oczy, które patrzą na Górę Oliwną i serca, które biją niezwyczajnym stukotem. [48]  

         Dla nas, ludzi współczesnych, jest czymś trudnym do zrozumienia sens tej religijnej, mesjańskiej manifestacji, w której połączyły się nadzieje na wyzwolenie narodu z niewoli z nadzieją Odkupienia w jeden chór głosów. Palma od dawien dawna była symbolem niepodległości Izraela, znajdujemy jej wizerunek na dawnych monetach Machabeuszy, a także w rękach świątecznych pielgrzymów: Najodważniejsi z nich odłamywali wzdłuż drogi palmowe gałęzie, mirtu, oliwki, wierzbowe gałązki na chwałę zieleni.[1] Machali nimi wysoko, głośno wykrzykując słowa pochwalne w twarz tego, który przybywa w imię Boga. [49]

         Dla Jezusa było oczywistym, że przy składaniu Mu tego hołdu doszło do nieporozumienia. Przeto na wszystkie przyziemne oczekiwania swoich ziomków odpowiedział jednym, ale jednoznacznym gestem: wjechał do miasta na grzbiecie osła. Osioł był dla proroka Zachariasza: znakiem Króla Pokoju, który wyrzekł się przemocy i w pokorze zgodził się na cierpienia. [50]


Pierwszy ze wszystkich kościołów
Jezus wysyła dwóch uczniów by przyrządzili wieczerzę


Scena ukazuje dwóch uczniów, którym – jak wiemy to z relacji św. Łukasza Ewangelisty – Jezus w czwartkowe przedpołudnie powierzył przygotowanie wieczerzy paschalnej: I nadszedł dzień Przaśników, w którym należało ofiarować Paschę. Jezus posłał Piotra i Jana z poleceniem: „Idźcie i przygotujcie nam paschę byśmy mogli ją spożyć“.  [51] Interesującym jest to, Jezus im nie powiedział, gdzie się znajduje dom, w którym chciał spożyć paschalną wieczerzę, ani nie wymienił imienia jego właściciela. Wiedział już, kto Go przyjmie, a że chciał ten wieczór jeszcze spędzić w spokoju, dał obydwu uczniom pomocniczą wskazówkę: Odpowiedział im: „Oto gdy wejdziecie do miasta, spotka się z wami człowiek niosący dzban wody. Idźcie za nim do domu, do którego wejdzie... [52]

Z dzisiejszego punktu widzenia mogłoby to wyglądać jako wyraźnie nagrana sytuacja, bowiem w tych czasach noszenie wody było czysto żeńską pracą – a zatem było to oczywiste hasło rozpoznawcze. I obaj uczniowie – jak to widzimy na fresku - bezzwłocznie udali się do miasta. No i możemy sobie wyobrazić Jana, który wskazał tego człowieka swemu przyjacielowi – To jest on! – i potem poszli w ślad za mężczyzną niosącym dzban z wodą. Potem, już w domu, Piotr przedstawił swe żądanie: Nauczyciel pyta cię, gdzie jest izba, w której mógłbym spożyć Paschę wraz z Moimi uczniami? [53] 

Na ten temat, gdzie znajdował się dom, w którym Jezus po raz ostatni wieczerzał ze swymi uczniami i zawarł z Ludzkością Nowe Przymierze, do dziś dnia trwają spory, ale postać z dzbanem wody przyprowadza nas w rejon stawu rybnego Siloah, gdzie czerpano wodę pitną i do gospodarstw domowych. Stare schody – odkryte przed kilkoma dziesięcioleciami – wiodły od stawu do południowo-zachodniej części starego Górnego Miasta, gdzie znajdował się Wieczernik. Jest teraz bardzo łatwo wyjść spod sklepienia ludrovskiego kościoła i pójść za człowiekiem, który po tych starych schodach niósł wodę za czasów Jezusa i zobaczyć w dzisiejszym Wieczerniku dwóch uczniów przygotowujących paschalną wieczerzę.
Uczniowie poszli i znaleźli człowieka ze dzbanem, weszli do domu i dogadali się z jego panem, i przygotowali wszystko, co było potrzebne do wieczerzy: baranka na rożnie, okrągłe przaśne chleby, gorzkie zioła, pikantny sos, wino i ciepłą wodę. W izbie rozstawili łoża koło stołu, a stół nakryli pięknym, białym obrusem. Na obrusie położyli talerze, świeczniki i dzban pełen wina oraz kielich – jedyny kielich, w którym wszyscy mieli umoczyć swoje wargi. Niczego nie zapomnieli. Mieli już wprawę w organizacji takich wieczerz. Już od dzieciństwa patrzyli swymi oczami w swych domach rodzinnych na tok przygotowań do najważniejszego i najpiękniejszego święta w roku. Nie po raz pierwszy jedli baranka od chwili, odkąd byli z Tym, którego kochali. Ale tego ostatniego dnia, w którym być może dotarła do nich okrutna prawda do ich serc, ci dwaj wykonywali swoje pokorne, służebne prace ze szczególną starannością i z cichą radością, która tak doprowadziła ich do łez. [54] 

Także dzisiaj nie można dokładnie zidentyfikować miejsca pierwszego obrzędu eucharystycznego w dziejach wczesnego Kościoła, nie powinno nas to dziwić, że Jezusowi chodziło o anonimowość tego miejsca. Także w chwili, w której na malowidle w kościele Wszystkich Świętych odprowadzamy spojrzeniem uczniów szukających miejsca na ucztę z Panem, będziemy się zgadzać z historykiem-biblistą Gustawem Dalmanem, który tak podsumował swe poszukiwania Wieczernika słowami:
A nawet gdyby Ostatnia Wieczerza nie miała miejsca w dzisiejszym Wieczerniku, to już we wczesnych czasach celebrowano tutaj pamięć o śmierci Jezusa. Kielich, który Jego uczniowie żegnają, a także chleb, który łamią tu mają swój najstarszy dom. To tutaj właśnie musimy widzieć matkę wszystkich kościołów. [55]


[1] Dla większości kultur basenu Morza Śródziemnego zieleń jest kolorem życia.