niedziela, 9 listopada 2014

Kościół... (7)

Krew i pot Zbawiciela
Jezus się poci w Ogrojcu Getsemani


Getsemani jest jednym z niewielu miejsc z opisu umęczenia Jezusa, którego nazwa nie została zapomniana, ani się nie zmieniła i do dziś dnia jest przyporządkowana konkretnemu miejscu – konstatuje niemiecki biblista Gerhard Kroll. [75] Ten fresk trzyma się ewangelicznego opisu św. Jana, według którego chodzi o ogród za potokiem Cedron[1] [76], i możemy także przyjąć za prawdę to, co piszą śś. Mateusz [77] i Łukasz [78]. Ci dwaj twierdzą, że idzie o inny zielony teren. Miejsce to, gdzie Jezus przeżywał strach przed męką i śmiercią na krzyżu, przypomina dzisiaj kościół – przy czym miejsce jego modlitwy i pocenia się krwią czciły całe generacje chrześcijan przed naszą erą. Hic rex Cristus sudavit Ganguinem – tutaj się Chrystus król krwią swą pocił – przypominało wiernym własne utrapienie i wdzięczność za ofiarę, którą złożył Jezus, i aby od nich oddalił ich kielich goryczy. [79]

Trzeci Ewangelista nie podaje tak dokładnej relacji o modlitwie Jezusa, jak zrobili to śś. Łukasz i Marek. Nie wspomina wyboru apostołów, którego Jezus dokonał pomiędzy jedenastu uczniami, trzykrotne odmawianie modlitwy i ostrzeżenie Piotra. Tylko zdawkowo, pisze: Jezus ukląkł [80] tam, gdzie św. Marek napisał, że upadł na ziemię. [81] Zamiast tego opisuje parę detali – to właśnie św. Łukaszowi zawdzięczamy wzmiankę o krwawym pocie, o aniele, który Jezusowi dodawał odwagi i o tym, że uczniowie zasnęli.

Jesteśmy świadkami dramatycznej sceny przedstawionej na fresku: Perspektywa straszliwej męki napełnia Jezusa zgrozą – pisze David Alexander. [82] – To było coś więcej, niż strach przed okrutną i straszliwą śmiercią w męczarniach, zwłaszcza że umierało się niewinnie. Św. Piotr później w swoim liście pisze, że Jezus niósł nasze grzechy na swoim własnym ciele na krzyż. [83]

Napięcie nerwowe ostatnich chwil doprowadziło Jego ludzką stronę do załamania psychicznego – pisze Giovanni Papini [84] – Poci się tak, jakby wykonywał wielką, ciężką pracę fizyczną. Poci się On na całym ciele, ale to nie jest ten pot, który widzimy na twarzy człowieka idącego w słońcu, pracującego na polu czy bredzącego w gorączce. Ta krew, którą On obiecał dać ludziom, zaczyna kapać na ziemię Góry Oliwnej. Wielkie krople krwi zmieszanej z potem padają na ziemię, jako pierwsza ofiara Jego ciała. To jest początek Wyzwolenia, potwierdzenie Jego człowieczeństwa, które liczy na ofiarę Odkupienia.

A gdzie się to właściwie stało? Najstarsza informacja o miejscu przedśmiertnej modlitwy Jezusa pochodzi od pątniczki Aetherii, która w latach 381-384 podróżowała po Palestynie. Kiedy w 1920 roku znaleziono na miejscu Jezusowej agonii na Oliwnej Górze (Golgocie) ruiny kościoła z IV wieku, to najstarsza tradycja zyskała swe potwierdzenie. I choć św. Łukasz nie oznacza precyzyjnie miejsca, gdzie Jezus pocił się krwią i przypominał wiernym o modlitwie, to zakłada, że pozna go każdy w przenośnym tego słowa znaczeniu, tak jak możemy dzięki motywowi krwawego pocenia się Jezusa poznać na tym, miejscu znaczenie Jego ofiary.  

W rzeczywistości sąd nad Jezusem odgrywał się pomiędzy oliwkami, kiedy zgadza się na ofiarę ze swego życia – przypominają Patrycja i David Aleksandrowie. [85] A tak, jak nie wyjdziemy poprzez portal ludrovskiego kościoła do spalonego słońcem ogrodu Franciszkanów na Oliwnej Górze, ale na wykoszony trawnik tutejszego obszaru ogrodzonego niskim murem, możemy być pewni, że Jezusowa ofiara, w której przeczuciu pocił się On krwią, dotyczy nas wszystkich.    


Czarna godzina
Judasz całuje Jezusa


Dramatyczna migawka czarnej godziny stała się przedmiotem dalszego fresku ludrovskiego mistrza, który ukazuje nam dramat na Górze Oliwnej. Gniewnie mrucząca zgraja uzbrojonych ludzi przybywa z pochodniami i lampami do Ogrojca Getsemani oświetlonego bladymi promieniami księżyca. A teraz wraz z innymi popuścimy wodze naszej wyobraźni: blade, wstrząśnięte twarze uczniów, pociemniała twarz zdrajcy jakby chwieją się w migotliwym blasku pochodni. Twarz Jezusa pokryta krwawym potem, a przecież duchowo jaśniejsza od światła skłania się ku temu, co zaraz nastąpi – powitalnego pocałunku zdrajcy.
Przyjacielu po coś przyszedł? Pocałunkiem zdradzasz Syna Człowieczego?
Ten właśnie pocałunek jest pierwszą z mąk, które musi On znieść i jest złowieszczym sygnałem dla zgrai, która przybyła ze zdrajcą: A zdrajca dał im taki znak: „Ten, którego pocałuję to On. Chwyćcie Go i prowadźcie ostrożnie”. [86] Tak to oznaczył zdrajca swoją ofiarę. [2] 

         Ten pocałunek jest najstraszniejszym zranieniem tych ust, które w piekle tej ziemi mówiły rajskie słowa. Plucie, uderzenia w twarz i w usta, których nie szczędzi Mu żydowska hałastra i rzymscy żołnierze, a nawet huba[3] namoczona w occie, która dotknie Jego ust są łatwiejsze do zniesienia, niż ten pocałunek ust, które nazywały Go przyjacielem i mistrzem, które piły z jednego kielicha i które jadły z jednej misy. [87] 
        

Nocny sąd
Jezus przed Sanhedrynem


Fresk ukazuje Sanhedryn – żydowski trybunał, który sądził Jezusa i był najwyższym sądem w Jerozolimie. Jego 71 członków pochodziło z wpływowych rodzin – ze starszyzny ludu, prawników, Faryzeuszy i Saduceuszy. Przewodniczył mu najstarszy kapłan – Kajfasz. Żydowski sąd nad Jezusem miał miejsce w nocy, nie było tam żadnych świadków obrony, a oskarżyciele sami sobie przeczyli. Scenę sądu opisuje św. Marek:
Na to powstał najwyższy kapłan, stanął na środku i zapytał Jezusa: „Nie powiesz niczego na to, co ci świadczą przeciwko Tobie?” Ale on milczał i nic nie odpowiadał. Najwyższy kapłan znów Go zapytał: „Czy jesteś Mesjaszem, synem Błogosławionego?” Jezus odpowiedział: „Ja jestem. Ujrzycie Syna Człowieczego siedzącego po prawicy Wszechmogącego i nadchodzącego z obłokami niebieskimi.” Wówczas najwyższy kapłan rozdarł szaty swe i rzekł: „Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Słyszeliście bluźnierstwo. Cóż wam się zdaje?” Oni zaś wszyscy wydali wyrok, że winien jest śmierci. [88]

Na tym obrazie widzimy Jezusa, którego z pętami na rękach odprowadzono do więzienia, tak jak później trzymano chrześcijan do czasu aż wrzucano ich pomiędzy głodne lwy. Paradoksalnie z fresku najbardziej przemawia do nas Jego milczenie ukazujące jego wielką i nadprzyrodzoną wymowę, która doprowadziła do wściekłości Jego sędziów. Z tego malowidła nie widać Sanhedrynu, Jezus milczy, a to milczenie mówi zgodnie z intencją współczesnego autora:
To, co mógłby On powiedzieć, powiedział już po tysiąckroć, zaś inne, które mógłby powiedzieć i tak by nie zrozumieli, a stałyby się tylko kolejnym punktem w akcie oskarżenia przeciwko Niemu. Nadprzyrodzone prawdy są poprzez swoją powagę niewymowne, i tylko przy pomocy miłości możemy przekazać ustami jedynie ich odblask, przyjmują je tylko ci, którzy są na nie otwarci całym swym sercem. Jezus nic nie mówi, tylko patrzy dookoła swym jasnym spojrzeniem na żałosne, skrzywione twarze swych wrogów i osadza już na wieczność te fantazmy swych sędziów. W mgnieniu oka każdego zważy i osądzi tym spojrzeniem, które przenika wprost w duszę. [89]      




[1] Tu i dalej cytaty biblijne wg. „Biblia Tysiąclecia – Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu“, wyd. Pallotinum, Poznań – Warszawa 1980.
[2] Istnieje inna wersja wydarzeń, która zakłada, że Judasz był Jego ulubionym uczniem i najbardziej zaufanym – bardziej nawet od Piotra i Jana – któremu powierzył On misję wydania Jezusa tłumowi po to, by mogło dopełnić się Ukrzyżowanie i Zmartwychwstanie oraz stworzenie Kościoła – czyli doprowadzić do końca boski plan zbawienia ludzkości. W takim kontekście Judasz nie jest zdrajcą, ale jednym z narzędzi, którym posłużył się Jezus w swym dziele Odkupienia. 
[3] W innych wersjach mówi się o nasączonej octem winnym gąbce, po napiciu się z niej Jezus skonał. Być może był to nie ocet, ale słabe, bardzo cierpkie wino, które podawano skazańcom.