poniedziałek, 1 grudnia 2014

Kościół... (12)


„Pan mój i Bóg mój“
Tomasz wkłada palec do ran Jezusowych


Ewangelista Jan wydaje osobne świadectwo o zmartwychwstaniu Jezusa – o tym, co sam widział i słyszał i o czym dowiedział się od Marii Magdaleny: wygłoszone przez św. Tomasza zdanie „Pan mój i Bóg mój” jest szczytowym momentem jego Ewangelii. Tomasza najwięcej dotknęła tragedia na Golgocie – chociaż on, który wierzył w rychłe nastanie Królestwa Niebieskiego – to wszystko widział. Nie był świadkiem Jezusowego Zmartwychwstania i nie wierzył swoim druhom:
Inni więc uczniowie mówili do niego: „Widzieliśmy Pana!”. A on rzekł do nich: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladów po gwoździach  i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki do boku Jego, nie uwierzę.” [152]

Tomasz popiera wiarę, swój wyższy, duchowy wzrok, jednak nie wierzy swym oczom, które stanowią najważniejszy zmysł człowieka. Swoją wiarę przekłada do rąk, do swego ciała, którym dotyka inne ciało, jak ślepiec błądzący w ciemności. I tak właśnie według świadectwa św. Jana, ludrovski artysta zobrazuje na kolejnym fresku to, jak doszło do dramatycznego rozwiązania dylematu wiary u św. Tomasza:
A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus wszedł mimo zamkniętych drzwi, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!” Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ja do mojego boku i nie bądź niedowiarkiem lecz wierzącym!” Tomasz Mu odpowiedział: „Pan mój i Bóg mój!” [153]

I właśnie tą scenę widzimy na ścianie prezbiterium ludrovskiego kościoła Wszystkich Świętych, i potrafimy ja z łatwością zidentyfikować dzięki paskom z napisami, gdzie Jezus wzywa Tomasza: TOMA EXTENDE MANUM TUAM ET INTER DIGITOS TUOS IN LATUS MEUM NON SIS IAM. A wtedy wątpiący uczeń jak już wiemy odpowiada: TU ES DOMINUS MEUS ET DEUS MEUS.

Powiedział mu Jezus: „Uwierzyłeś dlatego, bo mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli“. [154] I kiedy Tomasz stał się wkrótce świętym nie skończyło się na tym błogosławieństwie. Średniowieczna legenda mówi, że ręka, którą włożył do Jezusowego boku, aż do jego śmierci była zabarwiona Jego krwią na czarno. Legenda prawdziwa całą prawdą groźnego symbolu, kiedy zrozumiemy, że niewiara może być jednym z rodzajów zbrodni [155] – twierdzi Papini. I może to być także ostrzeżeniem przekazanym przez ludrovskiego mistrza: Świat jest pełny takich zbrodni, które zaczęły się od zabicia własnej duszy.  
  
        
Wstąpił na Niebiosa, a przecież jest z nami
Wniebowzięcie Chrystusa


Jako następnym na malarskim wystroju kościoła Wszystkich Świętych znajduje się motyw Wniebowzięcia Chrystusa. Dla powierzchownego obserwatora mogłoby to być zastanawiające – dziwnym bowiem jest to, że św. Mateusz niczego nie pisze o wniebowstąpieniu Jezusa w swej Ewangelii, św. Marek o nim wspomina tylko jednym zdaniem, zaś u św. Jana znajdujemy informację o nim jedynie w prologu. A przecież chodzi o wydarzenie, którego doniosłość przekracza granice tego świata. Św. Marek to całkowicie wyjaśnia, chociaż też tylko jednym jedynym zdaniem: Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty i zasiadł po prawicy Boga.  [156]

To wystarczy za całe wyjaśnienie. Zazwyczaj potocznie mówimy, że Jezus „wstąpił” czy „wystąpił” na Niebiosa, ale w biblijnych relacjach spotkamy się z wyrażeniem „był wzięty na górę” czy „został wywyższony”. U św. Pawła Wniebowstąpienie jest nierozłącznie związane z stwierdzeniem, że Jezus zstąpił na Ziemię jako Syn Boży, przy czym w swej pokorze lecz ogołocił samego siebie przyjąwszy postać sługi, starszym się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka. [157] Jezus, który jest wzięty do Nieba, zajmuje wreszcie taką pozycję, która jest Jego godna. I właśnie dlatego św. Marek tytułuje Go wyróżnikiem Jego godności: „Pan”. I chociaż uwolniony od okowów materii na naszej małej Ziemi, Chrystus nie opuszcza Kosmosu – komentuje to Gerhard Kroll [158] – i choć nie jest związany czy ograniczony przestrzenią, a przecież suwerennie nad nią włada.

Ludrovski artysta w swym dziele wyjawia myśl, że wraz z dniem Wniebowstąpienia Pana zaczyna się nowa historia świata, co wynika z prostego nowotestamentowego zdania: Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. [159]  Ze względu na stan fresku obłok otaczający Jezusa na tym obrazie bardziej wyczuwamy, niż widzimy – ale jest tam naprawdę nie jako zjawisko atmosferyczne, ale jako znak nadziemskiej sławy. Św. Łukasz jest do tego jedynym Ewangelistą, który Wniebowstąpienie opisuje w sposób zrozumiały dla ludzkiego rozumu:
Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do Nieba. [160]

I właśnie dokładnie ta scena została dzięki swej zrozumiałości podstawą twórczego zrozumienia ludrovskiego mistrza.  


Posłanie do współczesnych
Zesłanie Ducha Świętego


         I wreszcie ostatni fresk z chrystologicznego cyklu, który znajduje się w dolnej południowej części prezbiterium ludrovskiej świątyni jest ilustracją tajemniczego tekstu z Dziejów Apostolskich oznajmiającego przyjście Ducha Świętego: Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie wielkiego wichru i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i zaczęli mówić obcymi językami tak, jak im Duch pozwalał mówić.  [161]


Tak zatem obraz ukazuje zmianę, jaka się stała w dzień pięćdziesiąty po Wielkanocy. Ogniowe języki [162] widziane także na fresku są symbolem wewnętrznej zmiany, która się później objawiła na zewnątrz. Apostołowie i uczniowie stali się fundamentem nowego kościoła, który jest pełen życia i siły – jakże niepodobnego do wszystkiego, co było przedtem. Ta zmiana była trwała zmianą. [163]


Pięćdziesiątnica zobrazowana na tym fresku jest symbolem święta zjednoczenia i porozumienia, dniem w którym się święci narodziny Kościoła. Jej szczytowym momentem będzie chwila, w której się ludzie spotkają ze sobą i zrozumieją w duchu wiary i jednakowej wewnętrznej gotowości do pełni życia. Ludrovski artysta ukazuje to wydarzenie jako drogę ku nowemu, połączonemu i wychodzącemu poza własne granice społeczeństwu, co jest jak najbardziej aktualnym posłaniem dla nas – współczesnych ludzi.  


III. ŁUK TĘCZOWY ŚWIĄTYNI
Freski pomiędzy prezbiterium a nawą


Łuk tryumfalny (arcus triumphalia), po polsku zwany łukiem tęczowym, oddziela prezbiterium od kościelnej nawy. Początkowo znajdowało się na nim pięć roztropnych i pięć nieroztropnych panien, z których do dnia dzisiejszego zachowały się tylko po trzy. [164] Obrazy mądrych i niemądrych panien mają napominać wierzących, aby nie zapomnieli przygotować swe dusze przed śmiercią: te pierwsze drzemią z przewróconymi naczyniami, zaś drugie czuwają z palcami na naczyniach, w których znajduje się olej – symbol prawdziwej miłości. Część tych wcześniejszych fresków została przemalowana i umieszczono na nich obraz czterech świętych – patronów kościoła. [165]

Na stronie wewnętrznej łuku znajdują się postacie św. Doroty i św. Katarzyny, a od ściany św. Małgorzaty (Margarity) i św. Barbary (Barbory).     


Panna z wieżą
Święta Barbara


Małgorzata ze smokiem, Barbara z wieżą, Katarzyna z kołem, to są trzy święte panienki [166] – ten cytat wskazuje na fakt, że św. Barbara, podobnie jak jej dwie święte towarzyszki należała do końca XIII wieku do najczęściej malowanych postaci świętych, a w XV stuleciu została dołączona do grupy Czternastu Pomocników w Potrzebie. Poza tym od dawna imię Barbara jest jednym z najbardziej ulubionych imion żeńskich.

Jej życie jest także pokryte legendami i literatura podaje, że panna i na koniec męczennica żyła pod koniec III stulecia i była córką zamożnego Dioskura z Nikomedii, dzisiejszym Izmitcie, (Turcja). [167] „Złota legenda” Jakuba de Voraigne’a opowiada, jak ja jej ojciec Dioskurion zamknął ją w wysokiej kamiennej wieży, by jej nikt nie mógł widzieć po tym, jak odmówiła bogatym zalotnikom, którzy prosili o jej rękę. Bez wiedzy ojca, potajemnie stała się chrześcijanką i w wieży zrobiła trzecie okno na chwałę Trójcy Świętej. To tak rozwścieczyło jej ojca, że ją w porywie wściekłości przebił mieczem. Ledwie jednak odłożył narzędzie zbrodni i kaźni, padł na ziemie uderzony piorunem.

Z tego też powodu stała się ona patronką ludzi zagrożonych nagłą śmiercią, uderzeniem pioruna, później katastrofami górniczymi[1], a także ostrzałem artyleryjskim. Dlatego też stała się patronką górników i artylerzystów, a i nie tylko ich:
Niezwykle uwielbienie dla św. Barbary  wynikało ze szczególnych okoliczności. A mianowicie, spomiędzy wszystkich świętych tylko ona jedna jedyna mogła dla wierzącego wyprosić osobliwą łaskę, by w godzinie śmierci nie został on bez ostatniego namaszczenia. [168]

Tak więc z tego powodu przyjęli ją na swoją patronkę nie tylko ludzie, którzy narażeni są na nagłe i śmiertelne urazy, ale także bractwa pogrzebowe. Poza tym, jak św. Anna, św. Wawrzyniec i św. Jan Ewangelista – chroniła przed piorunem i pożarami. Dlatego też bardzo często pojawia się na dzwonach, jako ich patronka.


Panna z koszykiem
Święta Dorota


Ta męczennica według wczesnochrześcijańskich martyrologii zmarła tragicznie w Cezarei[2], w czasie prześladowań chrześcijan za czasów Dioklecjana. [169] Tradycja mówi, że pogański pisarczyk sądowy imieniem Teofil wyśmiał ją, kiedy szła na kaźń pytając, czemu się jej tak spieszy. Na co ona odpowiedziała, że idzie do niebieskich ogrodów. Wówczas zażądał od niej, by podesłała mu owoce z rajskiego ogrodu. Dorota się zgodziła i przed kaźnią jeszcze się pomodliła. Wtedy z nieba zstąpił anioł i podał Teofilowi koszyk z jabłkami i różami. Młodzieniec upadł na kolana i w obliczu ewidentnego cudu publicznie przeszedł na chrześcijaństwo, za co spalono go w beczce ze smołą wraz z Dorotą.[3]

Według tej tradycji, św. Dorota jest zobrazowana z koszykiem, kwiatami i owocami, choć niekiedy jest rozpoznawalna tylko dzięki kwietnemu wiankowi na głowie. W Średniowieczu stała się ona patronką ogrodników, kwiaciarzy, młodych małżeństw i kobiet rodzących w śmiertelnym niebezpieczeństwie.[4]   


Panna z kołem
Święta Katarzyna Aleksandryjska


Kult św. Katarzyny Aleksandryjskiej rozpowszechnił się od IX w. z klasztoru na górze Synaj, do którego jej ciało po męczeńskiej śmierci pomiędzy latami 311 – 313 przenieśli aniołowie. Przyjęto, że chodzi tu o dziewczynę z wysokiego rodu[5], którą prześladowano za wiarę chrześcijańską i dlatego, że odmówiła ręki samemu cesarzowi twierdząc, że „jest Chrystusową niewiastą”.[6] [170] Z powodzeniem prowadziła dyskusję z pięćdziesięcioma filozofami, którą zorganizowano tylko po to, by ją przekonać, że chrześcijaństwo jest błędne.[7] Kiedy zaprotestowała przeciwko prześladowaniom chrześcijan, torturowano ją poprzez łamanie kołem, które później nazwano kołem św. Katarzyny. Koło się przy tym złamało i poraniło oprawców, więc musieli ją ściąć mieczem.

Tradycyjnie św. Katarzyna jest ukazywana z kołem lub mieczem. Męczennica ma często na głowie koronę, a czasami jej długie rozpuszczone włosy skryte są pod czepcem. We wschodniej tradycji, św. Katarzyna dzierży w ręce krzyż, rzadziej ma w dłoni palmę, kwiat, księgę, lilię lub uciętą głowę.

Kult św. Katarzyny także w średniowiecznej Europie dzięki wydarzeniu, które się stało częścią „Złotej legendy” Jakuba de Voraigne’a i pod wpływem Krucjat. Jej orędowanie uznawano za bardzo cenne, bowiem była ona bardzo skuteczną orędowniczką, która tryumfowała nad filozofami. Stała się ona patronka małych dziewczynek, studentów, filozofów i adwokatów, pielęgniarek (według legendy z jej głowy wypływało mleko a nie krew), a także rzemieślników, których narzędziem pracy było koło: kołodziejów, garncarzy i młynarzy.[8]      


Panna ze smokiem
Św. Małgorzata Antiochijska


         Chociaż św. Małgorzata z Antiochii (Pizydyjskiej)[9] nigdy nie istniała jako postać historyczna, lecz tylko jako postać z literatury chrześcijańskiej, a papież Gelasius[10] w roku 494 uznał jej legendę za apokryf. Jako święta stała się ona niezmiernie popularną w czasie wypraw krzyżowych. [171]

Według legendy, św. Małgorzata była córką pogańskiego kapłana Aedisa z Antiochii. Kiedy przeszła na wiarę chrześcijańską, to wygnano ją z domu i żyła jako pasterka. Kiedy zakochany w niej rzymski namiestnik Antiochii Olybrius ja porwało swego pałacu, odmówiła mu swej ręki, za co torturowano ją na niewiarygodne sposoby, a w więzieniu ukazywał się jej piekielny smok, którym był oczywiście szatan. Swoim męczeństwem i przykładem spowodowała nawrócenie się wielu ludzi ze swego otoczenia i wreszcie zamordowano ja za panowania cezara Dioklecjana.

Legenda też mówi, że u końca swego życia poprzysięgła, iż ci, co opiszą lub będą czytać o jej dziejach dostana w Niebie koronę, ci którzy będą ją wzywali na łożu śmierci będą się cieszyli Bożą pomocą i będą chronieni przed diabłami, ci którzy będą poświęcać jej kościoły i palić ognie dostana wszystko, czego im trzeba, zaś ciężarne kobiety, które ją będą wzywać – unikną powikłań związanych z ciążą i porodem, także ich dzieci. Wszystkie te apokryficzne historie tylko przyczyniły się do rozszerzenia jej kultu.

Była ona uważana przede wszystkim za patronkę rodzących kobiet, a jej atrybutem jest mały smok siedzący na jej ręku.[11]        





[1] Nasza polska Barbórka czy Barburka jest szczególną opiekunką górników.
[2] Chodzi o Cezareę Kapadocką.
[3] Według Wikipedii został on ścięty mieczem po długotrwałych torturach.
[4] Wikipedia dodaje do tego jeszcze górników i botaników.
[5] Była ona córką króla Kustosa.
[6] Niektórzy autorzy twierdzą, że jej pierwowzorem była Hypatia Aleksandryjska.
[7] Według Wikipedii, ta dysputa spowodowała nawrócenie się kilku filozofów na chrześcijaństwo, bo rozsierdziło cesarza i stało się podstawą do wydania na nią wyroku śmierci. Miała wtedy 18 lat.
[8] A współcześnie także polskich kolejarzy.
[9] Antiochia Pizydyjska znajduje się na terenie dzisiejszej Turcji, jej ruiny położone są nieopodal miasta Yalvaç.
[10] Gelazjusz I.
[11] Smok w tym przypadku oznacza zwycięstwo nad Szatanem i siłami Piekieł. Św. Małgorzata czasami jest pokazana jako siedząca na smoku lub wbijająca mu w gardziel wydłużony krzyż.