sobota, 25 lutego 2017

Kryptonim WUNDERLAND (5)



Rozdział 5: Port w Gdyni - polskie Roswell?


* Konferencja w Gdańsku * Szokujący referat Bronisława Rzepeckiego * Na scenę wchodzą japońscy filmowcy * Ufokatastrofa w Gdyni w 1959 r. * Nieznany humanoid na plaży * Znaleziono ciało Kosmity! *

 
W niedzielę 12 października 1997 roku obaj wzięliśmy udział w międzynarodowym sympozjum pn. "UFO MARATHON - 50 YEARS OF THE CONTEMPORARY ERA OF UFO", zorganizowanym w Gdańsku z okazji 50 rocznicy pierwszej obserwacji UFO.
W czasie wystąpienia najsłynniejszego polskiego badacza paranormalnych zjawisk, koordynatora krakowaskiej Grupy Badań NOL, naszego kolegi i przyjaciela Bronisława Rzepeckiego, sala wykładowa pękała w szwach.
Jak poinformował nas prelegent, w dniach 23 i 24 listopada 1996 roku ekipa japońskich filmowców nakręciła film dokumentalny o katastrofie NOLa w Gdyni, która miała miejsce 21 stycznia 1959 roku, w 14 lat po wojnie. W tym dniu, ok. godziny 5 nad ranem do ówczesnego Basenu IV (obecnie Basen J. Piułsudskiego) spadł jakiś płomienny obiekt. Tej nocy na Bałtyku szalał sztorm i wiatr dochodził do 8 st. B. W porcie na nocnej zmianie pracowało kilkadziesiąt osób. Oddajmy głos jednej z nich, panu Janowi Roczyńskiemu, który opisał to wydarzenie przed kamerami japońskiej telewizji w następujący sposób:
"Była środa lub czwartek. Pracowaliśmy przy statku m/s 'Dąbrowski'. To nadleciało znad gdyńskiej plaży nad składy i magazyny, bardzo nisko, wydając gwizd i grzmot, jakby tarły o siebie dwa płaty metalu. Kierowało się ku kanałowi i spadło do wody przy Nabrzeżu Polskim. Obiekt miał kształt jaja i wielką prędkość. Wszystko trwało chwilę. To wydarzyło się ok. 5 nad ranem, kiedy było jeszcze ciemno. Statek zachybotał się od silnie wzburzonej wody. Więcej już niczego nie widziałem. Wkrótce przyszli ludzie z marynarki wojennej i wojska. Rozstawili wartowników i przeszukiwali basen. Coś wyłowili, jak się potem dowiedziałem. To nie jest żadna bajka - tam coś rzeczywiście było..."
Innym świadkiem był inż. Alojzy Data, który o tym tajemniczym przedmiocie z morskiego dna powiedział:
"Wyglądało to jak walcowate naczynie z folii. Wypełniała je jakaś ciecz różowej barwy, która była o wiele cięższa od wody. Nasze laboratorium bardzo się obawiało otworzyć to naczynie, bowiem po wojnie dno morskie było usłane różnym świństwem i sądziliśmy, że to może być iperyt lub fosgen. Problem rozwiązał się na koniec w prosty sposób. Po pewnym czasie przyszedł do nas funkcjonariusz UB, który to znalezisko zabrał i od tego czasu ślad po nim zaginął."
Hmm... - zupełnie jak z "Archiwum X". I tu mała dygresja - czy tą różową cieczą nie mogła być tzw. "czerwona rtęć"? Do tego problemu jeszcze wrócimy.
Bronisław Rzepecki kontynuował dalszy ciąg tej historii, opowiadając jak w kilka dni po tej katastrofie wartownicy strzegący portu wojennego w Gdyni zatrzymali na plaży przed dowództwem MW czołgającego się humanoida o sześciu palacach u rąk i nóg, który był ranny i poparzony. Został on przewieziony do szpitala MW na Polankach w Gdańsku-Oliwie.
Ten trop podjęli i postanowili zbadać japońscy filmowcy - niestety, w żadnym z archiwów służby zdrowia w Gdańsku, Sopocie i Gdyni nie znaleziono o takim "pacjencie" nawet najmniejszej wzmianki, co nas w końcu nie dziwi... Japończykom udało się jednak zrobić wywiad z oficerem lotnictwa, który potwierdził w swej utajnionej pracy fakt znalezienia i hospitalizowania humanoida.
W książce Bronisława Rzepeckiego pt. "Bliskie spotkania z UFO w Polsce", na str. 125 możemy przeczytać, że Arthur Shutlewood, znany na Zachodzie autor książek o UFO, podał następującą informację:
"Antoni Szachnowski, prezes anglo-polskiego Klubu Badaczy UFO, usłyszał w czasie rozmowy w Londynie tę historię od Polaka, uciekiniera z Gdyni, który pracował w jednym z tamtejszych szpitali. Nieznana istota czołgała się po plaży i była w stanie kompletnego wyczerpania. Po zatrzymaniu została przewieziona do szpitala na obserwację. [...] Była ona ubrana w jednoczęściowy kombinezon, który uniemożliwiał fotografowi zrobienie zdjęcia (?). W końcu udało się zdjąć jej ten strój przy pomocy nożyc do blachy i wtedy się okazało, że był on wykonany z bardzo odpornego materiału. Na napięstku istota miała jakąś bransoletę, po zdjęciu której zmarła. Po pewnym czasie przyjechała lodówka (samochód chłodnia) i zwłoki istoty zabrano do jednego z moskiewskich instytutów."*
Po takim zakończeniu tych niezwykłych wydarzeń musimy zadać pytanie, czy po upływie tylu lat możemy się jeszcze czegoś nowego dowiedzieć? Bronisław Rzepecki twierdzi, że być może zwłoki Obcego pozostały w kraju gdzieś w lodówkach któregoś z wojskowych szpitali Trójmiasta, a może nawet ten humanoid jeszcze żyje i znajduje się w rękach naszych wojskowych? Nasz "człowiek w Tokio" - Paweł Kamiński - twierdzi, że do tokijskiej centrali NHK zgłosili się byli pracownicy KGB z ofertą sprzedaży filmu ukazującego ni mniej ni więcej jak... sekcję zwłok humanoida z Gdyni!**
Oczywiście, taki film może być równie dobrze falsyfikatem, jak w przypadku filmu lansowanego przez Raya Santillego, ukazującego sekcję zwłok humanoida z Roswell. Takich "dowodów rzeczowych" jest wiele, jak chociażby plagiaty Sołomona Szulmana zawarte w pracy "Innopłanetianie nad Rossijej"; "wpadka Hesemanna", któremu niejaki Walery Uwarow wcisnął zdjęcia przedstawiające dekorację do polskiego filmu "Na Srebrnym Globie" w reżyserii Jerzego Żuławskiego, jako zdjęcia autentycznego NOLa na Kaukazie; a także ostatnia, kolejna sensacja w postaci relacji tegoż Uwarowa o tajemniczych budowlach na Syberii brzmiących bardzo nieziemsko.
Jakie z tego wnioski? Na pewno należy w czasie zbierania informacji patrzeć ludziom na ręce w myśl zasady: "wierz ludziom i ich sprawdzaj".
Wracając jeszcze na chwilę do Gdyni, tego polskiego Roswell, które wszelako nie zyskało takiej popularności jak amerykańskie, możemy śmiało powiedzieć, że UFO pokazują się często tam, gdzie występuje zagrożenie losów naszej planety i jej mieszkańców. Tak było w przypadku powodzi w 1997 roku oraz kataklizmów w Kotlinie Kłodzkiej i okolicach Limanowej w 1998 r. Można zatem założyć, że w okolicach Gdyni znajduje się coś, co może stanowić zagrożenie dla naszej egzystencji i to coś jest pod stałą obserwacją Obcych, o czym świadczą liczne obserwcje NOLi w pobliżu Trójmiasta. (Zainteresowanych odsyłamy do materiałów IV Ogólnopolskiego Kongresu Ufologicznego w Gdyni w czerwcu 1998 r. - przyp. R.K.L.)
Zanim zamkniemy ten rozdział, chcielibyśmy powiedzieć coś-niecoś na temat podziemnego kompleksu Kamiennej Góry i naturalnych jaskiń pomiędzy Gdynią a Puckiem. Te podziemne przestrzenie były w latach ’40 adaptowane przez Niemców. W jakim celu - tego nikt nie wie. Jedno jest pewne - badacze tajemnic Trójmiasta tam właśnie lokalizują częste obserwacje NOLi i tam je częstokroć fotografowano, a nawet raz sfilmowano kamerą video w biały dzień. O czym to świadczy?
Być może o tym, że w czasie wojny Niemcy pracowali nad czymś, co mogło zagrozić także i Obcym? Dlatego ten obszar jest tak dokładnie i pilnie strzeżony przez załogi latających dysków, czy - jak kto woli - maszyn informacjozbiorczych, co już próbowaliśmy wykazać w ramach PROJEKTU TATRY (w przygotowaniu - przyp. wydaw.) Te maszyny miałyby za zadanie wskazywać charakter i stopień ekologicznego zagrożenia, a z tego wynika już prosty wniosek, że Niemcy pracowali nad jakąś superbronią, którą mieli zamiar użyć na północnoeuropejskim teatrze działań wojennych. Kiedy na te wszystkie informacje spojrzymy przez pryzmat wiadomości uzyskanych w czasie PROJEKTU TATRY i trwającego PROJEKTU BAŁTYK, możemy śmiało założyć, że faszyści wpadli na trop niezwykłej (nie-ziemskiej) technologii jądrowej, którą badali na obszarze Trójmiasta. Stawiamy hipotezę, że Niemcy dostali do rąk gotowy radioartefakt i nie musieli rozpracowywać teoretycznie podstaw działania tego "urządzenia" - że takim eufemizmem nazwiemy bomby A, H lub N - mogli natomiast i mieli zamiar uruchomić ich produkcję na skalę przemysłową. Podkreślamy - produkcję!
Gdzie? Odpowiedź brzmi: pół tysiąca kilometrów na południowy zachód od Trójmiasta, na Dolnym Śląsku, w Górach Sowich, Kaczawskich i w Karkonoszach.

--------------------------------------------------------------
*  Informacja ta wydaje się być wątpliwa ze względu na źródło, niemniej jednak trzeba ją wziąć pod uwagę w tej sprawie. 
** W lutym 1999 r. Wiktoria Leśniakiewicz, opierając się o materiały Bronisława Rzepeckiego i Roberta Leśniakiewicza, doszła do wniosku, że w incydencie gdyńskim brały udział dwie istoty, a nie jedna. Jedną z nich znaleziono na plaży miejskiej i zabrano do szpitala Marynarki Wojennej, gdzie przebywa do dziś, natomiast druga została znaleziona na spłachetku plaży przy kapitanacie portu wojennego i ta istota została przewieziona do ZSRR, gdzie dokonano jej sekcji zwłok w jednym z instytutów medycznych KGB. To właśnie z tej sekcji sporządzono film zaoferowany telewizji NHK. (przyp. R.K.L.)