piątek, 3 marca 2017

Kryptonim WUNDERLAND (10)



Rozdział 10: Zakazana strefa Grzechyni

* Grzechynia - hitlerowski "Dreamland"? * Dobrze strzeżony obszar wytwórczy * "Der Riese" i Grzechynia - analogie nie są przypadkowe * Amerykańskie bombowce nad Tatrami * Księżycowa Jaskinia a NKWD * Ostatni rozkaz dla dyskoplanu: "Uciekać"! *

 
Kiedy kompletowaliśmy materiały do rozdziału o Spale-Konewce-Jeleniu, nasunęło się nam pytanie dlaczego te obiekty były chronione przy pomocy formacji Freiwillingen Verbande i SS-Hilfswillige? Przecież nie chodziło tutaj tylko o Niemców, ale także o Ukraińców, Rosjan, Azerów, Gruzinów, Turkmenów, Kozaków i in. ludzi z ziem zajętych przez III Rzeszę. Jak się wydaje, odpowiedź jest niezbyt skomplikowana: po 1943 roku i klęsce stalingradzkiej, oddziały te wysyłano głównie na front wschodni i do pacyfikacji (w 1944 roku) Powstania Warszawskiego. Nie istniał przeto problem, w jaki sposób zabezpieczyć tajemnicę, z którą ci ludzie się zetknęli, bo czerwonoarmiejcy, enkawudziści i funkcjonariusze SMIERSZu nie mieli litości dla członków FV i Hiwi. Także dla żołnierzy RONA (Russkaja Oswoboditielskaja Narodnaja Armia) gen. Własowa. Ci ludzie uznani zostali za zdrajców przez czerwony terror, nie mieli wielkich szans na przeżycie w brunatnym terrorze i właściwie od początku byli spisani na straty Posyłano ich na najgorsze odcinki frontu, gdzie możliwość przeżycia była prawie żadna. W ten sposób Niemcy, niejako w białych rękawiczkach, rozwiązali dwa podstawowe problemy: co zrobić z Hiwi i jak utrzymać tajemnicę swoich poczynań.

Kompleksy zaangażowane w badania i produkcję broni V były strzeżone najpierw przez formacje SS, potem Wehrmacht i wreszcie przez hiwisów, czyli jednostki pomocnicze SS i policji.

Coś takiego właśnie miało miejsce przy budowie bunkrów w Grzechyni - małej wiosce położonej w Paśmie Jałowieckim Beskidu Wysokiego, pomiędzy Ostroszem a Pasmem Jałowca, w dolinie potoku Grzechynka, 4 km na zachód od Makowa Podhalańskiego.

O tych bunkrach krążyły legendy wśród młodzieży szkolnej i harcerzy z powiatu Sucha Beskidzka. Robert K. Leśniakiewicz usłyszał o nich po raz pierwszy w 1967 roku od druhów z Makowa Podhalańskiego, z którymi był na obozie harcerskim w Rowach na Pomorzu Środkowym. Potem słyszał o nich na wczasach zimowych w DWDz w Sidzinie, również od kolegów z Makowa Podhalańskiego i Suchej Beskidzkiej. A wreszcie, po raz ostatni usłyszeliśmy o nich od nieżyjącego już mieszkańca Suchej Beskidzkiej, Józega Mędrali, którego Niemcy zatrudnili przy budowie tych bunkrów i innych umocnień w latach 1943-45.

W lipcu 1994 roku ekipa JORDANOLa w składzie: Anna Jeleńska i Robert K. Leśniakiewicz udała się do Grzechyni na rekonesans, aby zbadać te relacje na miejscu. Zgodnie z informacjami Józefa Mędrali znaleziono nawpół zasypany rów przeciwczołgowy, którym dziś cieknie niewielki potoczek zasilający rzekę Skawę.

W samej wsi, nieopodal kościółka (a właściwie kaplicy), pomiędzy nim a dnem doliny znajduje się żelbetowa kopułka pancerna z zasypanym wejściem i jedną strzelnicą dla kaemu. Pole jej ostrzału pokrywało dolinę Grzechyni i było zgrane z polem ostrzału identycznego bunkra stojącego na Głowiczówkach.

Mieszkańcy Grzechyni wskazywali im lokalizaję dalszych bunkrów na stokach Ostrej Góry od strony Makowa Podhalańskiego, Suchej Beskidzkiej i na stoku Koziejówk od strony Makowa Podhalańskiego. Po wojnie te bunkry zdemolowano i zostaly zamienione na składy ziemniaków lub fundamenty domów.

Rozstawienie tych bunkrów jest pozornie bez sensu, gdyż nie mogły one zaszkodzić zbytnio oddziałom Armii Czerwonej, która maszerowała z Makowa do Suchej i dalej, do Żywca - i to ani sile żywej, ani tym bardziej czołgom i działom samobieżnym, od których odległość wynosiła ok. 4 km. Nawet ogień z najcięższych karabinów maszynowych nie byłby zbytni szkodliwy. Wydaje się zatem, że owe bunkry miały bronić czegoś, co było położone na zachód od Grzechyni. Co to było?

Bunkry te są wyraźnie strażniczymi umocnieniami, a nie potężnymi konstrukcjami obronnymi. W każdym z nich mogło być dwóch, najwyżej trzech żołnierzy z kaemem. Nie było tam miejsca dla artylerii. I tu następuje coś bardzo dziwnego, bo Sowieci zgodnie z założeniami pomaszerowali w kierunku Suchej Beskidzkiej, a następnie nagle zboczyli z trasy i z niesamowitym uporem zaatakowali bunkry Grzechyni. Oczywiście złamali opor obrońców za cenę ogromnych strat w ludziach. I znów zadajemy pytanie: Dlaczego? Ani Józef Mędrala, ani mieszkańcy Kowalówki nie potrafili nam na nie odpowiedzieć.

Józef Mędrala twierdził, że bunkry te budowane były w 1943 roku (znów ten 1943 rok!). Na początku pracowali tam Polacy, potem zostali przygnani Rosjanie, Ukraińcy i Włosi (od marszałka Bagoglio). Ciekawe, że prace trwały tam aż do przełomu stycznia i lutego 1945 roku, czyli do ostatniej chwili przed wkroczeniem Rosjan. Tak jak w "Der Riese".

Nie wiemy czy po wojnie te bunkry zajęło GRU, NKWD, czy ich polski odpowiednik UB. Podobno część z nich zostało wysadzonych w powietrze przez wojsko. Istnieje wiele punktów wspólnych co do podobieństw pomiędzy bunkrami Grzechyni a "Der Riese". W świetle zeznań świadków, możemy dokonać następującego zestawienia faktów:

1. Obie budowle stawiano na terenach górskich.
2. Były one wykonywane przez więźniów obozów koncentracyjnych i jeńców wojennych oraz robotników przymusowych.
3. Pracowali tam niemieccy i włoscy inżynierowie.
4. Teren był zabezpieczany przez jednostki Waffen-SS, a potem żołnierzy Wehrmachtu i Hiwisi.
5. Obie budowy zlokalizowano na drugorzędnych liniach strategicznych, nie leżących na trasach ataku wojsk sowieckich.
6. Obie znajdowały się w pobliżu węzłów komunikacyjnych.
7. Obie leżały w pobliżu centrów naukowo-badawczych Krakowa, Wrocławia i Pragi Czeskiej.
8. W ich pobliżu przeprowadzano próby z broniami V.
9. W okolicy obu znajdowały się rudy uranowo-torowe lub takowych poszukiwano.

Jak widać podobieństw jest sporo, a dodać jeszcze należy, iż w okolicach Grzechyni również dokonywano prób broni V.

W lecie 1994 roku wpadła nam w ręce broszura reklamowa "Nowy informator Zakopanego", w którym opublikowano informacje, które nas wielce zainteresowały. Otóż znany zakopiański przewodnik tatrzański Piotr Konopka znalazł na obszarze Wierchu pod Fajką jakieś dziwne, metalowe przedmioty, które - jak się okazało - były odłamkami amerykańskich bomb sprzed 50 lat. Świadkiem amerykańskiego nalotu był Jan Krupski, który opowiedział reporterom, co następuje:
16 września 1944 roku wraz z Eugeniuszem Bergierem znajdowaliśmy się w okolicy Zmarzłej Przełęczy, gdzie zaobserwowaliśmy przelot około 50 amerykańskich bombowców nad Tatrami. Jeden z nich był najwyraźniej uszkodzony i zrzucił swój ładunek. Detonacja była ogłuszająca, chociaż znajdowaliśmy się co najmniej kilometr od miejsca wybuchu. Uszkodzony samolot wylądował w Borach k/Czarnego Dunajca, a amerykańscy lotnicy trafili do niemieckiej niewoli.
Przy okazji chciałbym przypomnieć wydarzeniania z jesieni 1944, kiedy Niemcy eksperymentowali z nowymi działami i strzelali z przełęczy Krowiarki (pomiędzy Babią Górą a Policami), spod Babiej Góry w kierunku Tatr, w linii prostej 45 km. Ta strzelanina spowodowała w Tatrach wiele szkód - ucierpiały m.in. Kozi Wierch, Kościelec i Koszysta".*

Znalezione odłamki z okolicy Wierchu pod Fajką można obejrzeć w Centrum Przewoedników Tatrzańskich w Zakopanem na ul. Chałubińskiego 44 przy rondzie. Najciekawszą jest natomiast informacja Jana Krupskiego o niemieckich próbach dalekosiężnych dział. Świadek w rozmowie z nami potwierdził wiadomość zamieszczoną w przewodniku i dodał, że Niemcy wystrzelili w stronę Tatr kilkadziesiąt pocisków. Podobne informacje uzyskał swego czasu oficer Straży Granicznej Jerzy Archacki z Zakopanego, który przedtem służył w Lipnicy Wiekiej na Orawie. Według niego, tamtejsi ludzie wspominają, że jesienią 1944 roku Niemcy strzelali z ciężkich dział (pomiędzy 200 a 400 mm) z Krowiarek w Tatry. Efektów strzelań nie było widać, ale huk wystrzałów był tak silny, że fale uderzeniowe wybijały szyby w oknach, chwiały się kominy i falowały dachy domów wśród wycia lecących pocisków. Krowiarki od Lipnicy oddziela 5 km.

A zatem istnieje związek pomiędzy broniami V i Krowiarkami oraz Krowiarkami i Grzechynią, które leżą 15 km od siebie. Rozwiązanie tego rebusu może być całkiem proste - Niemcy mogli tam mieć całe narzędziowe i paliwowe zaplecze do eksperymentów z ciężkimi działami na Krowiarkach. Wniosek wydaje się logiczny, ale już rzut oka na mapę wskazuje na nonsens takiego rozumowania. Pomiędzy Grzechynią a Krowiarkami istnieje jedna jedyna droga, która zasługuje na takie miano - a i to też nie bardzo, bowiem w czasie wojny była to zwykła gruntówka, którą mógłby od biedy przejechać wóz sianem lub ziemniakami, ale nie ciężkie ciężarówki albo platformy z działami. Zresztą istniał lepszy dojazd z Zawoi. O co tu zatem chodzi?

Przypuszczamy, że w Grzechyni znajdowało się być może jakieś lotnisko dla V-7, są bowiem informacje o niezwykłych latających dyskach widzianych po słowackiej stronie granicy. Ale o tym później. Poligony artyleryjskie i obsługujące je ekipy musiały się znajdować w Lipnicy Wielkiej i Zawoi, natomiast w Grzechyni musiało być coś innego. Być może lotnisko dla samolotów szpiegowskich czy coś w tym rodzaju.

Kto wie czy z zagadką Grzechyni nie wiąże się jeszcze jedna zagadka - a mianowicie zagadka tunelu podobno wypalonego w masywie Babiej Góry, a dokładniej w jej szczytowej kopule Diablaka. Ta informacja jest jeszcze dziwniejsza, bo przed i w czasie wojny na południowym stoku Babiej znajdowało się górskie schronisko, które - według tego, co się twierdzi i pisze - zostało spalone w czasie wojny naturalnie przez Niemców. Gwoli ścisłości jednakże, to schronisko zostało spalone po wojnie, w 1947 roku przez zamieszkujących tam żołnierzy Armii Czerwonej, którzy - żeby było jeszcze ciekawiej - podawali się za artylerzystów dokonujących... pomiarów meteorologicznych dla lotnictwa. Ciekawe, prawda?

A może było tam coś, czego nie mogły ujrzeć oczy niewtajemniczonych? Czy był to nieszczęśliwy wypadek, czy zamierzone podpalenie? Na te pytania nikt nie zna odpowiedzi. A my pytamy dalej: co ci sowieccy "meteorologowie" robili na Diablaku? Jakiego rodzaju pomiary tam przeprowadzali? Czego szukali? Może Księżycowej Jaskini, a może tunelu prof. Pająka? A może prototypu V-7? Istnieje hipoteza, że NKWD mogło wiedzieć coś o podziemnym tunelu w stoku Babiej i celowo wysłało tam swoich ludzi w celu przechwycenia nazistowskich zbrodniarzy wojennych. W tym czasie istniała i działała organizacja ODESSA, która przemycała hitlerowców do Ameryki Łacińskiej. Kto wie czy SS nie chciało skorzystać z tego kanału do ucieczki z sowieckiej strefy - i to gdziekolwiek, aby dalej od czerwonych, którzy się z nimi nie patyczkowali. No, trzeba przyznać, że nie ze wszystkimi, bo ci, którzy mieli dostęp do technicznych tajemnic III Rzeszy lądowali w Gorkich, Agudzerze czy innych "atomowych miastach" Związku Radzieckiego.

Hipoteza ta brzmi bardzo prawdopodobnie. Możliwe, że na rozkaz z Łubianki czekiści z NKWD obsadzili schronisko na Diablaku, odnaleźli wejście do tunelu w Babiej Górze i zawalili jego wejście wybuchem trotylu, po czym po powrocie do Sojuza zostali zlikwidowani, jak to zwykle robiono z niewygodnymi świadkami, którzy za dużo wiedzieli i mogliby ewentualnie wskazać drogę ucieczki z komunistycznego raju.

Scenariusz może być prawdziwy. Hitler i jego świta fanatycznie wierzyli w okultyzm, astrologię i czarną magię - czyż nie mogli również wierzyć w istnienie podziemnych tuneli w Babiej Górze?** NKWD i GRU doskonale wiedziały o tym i dołożyły starań, aby zlokalizować wyloty tych tuneli i skutecznie zablokować nazistowskim bonzom drogi ucieczki. W takim kontekście Grzechynia staje się idealnym dworcem lotniczym dla dyskoplanów V-7, które mogły lądować na terenach małych, do kilku arów płaskiej powierzchni. Spróbujmy popuścić wodze fantazji:

Jest ciemna noc, rozświetlona jedynie mżeniem gwiazd na niebie. Gdzieś na północy i zachodzi słychać kanonadę artylerii sowieckiej i polskiej, ale w górach jest cicho. Naraz z nocnego nieba opuszcza się na ziemię ciemny, talerzowaty kształt i ląduje tam, gdzie znajdują się poletka w górnej części wsi Grzechynia. Talerz wylądował i wyskakują z niego ciemne sylwetki ludzkie. To są faszystowscy Gauleiterzy i esesmani uciekający z miast otoczonych przez Armię Czerwoną i Ludowe Wojsko Polskie. Tajny helikopter V-7/Vril-Haunebu załadowano nocą i przyleciał tutaj pod jej osłoną do małej beskidzkiej wsi zapomnianej przez Boga i ludzi. Dalej wydarzenia nabierają tempa - pasażerowie szybko pną się po krętych błotnisto-kamienistych dróżkach szlaku nr. 216 (znaki żółte) widącego na Jałowiec, potem wchodzą na zielony szlak nr. 180/186 wiodący na Diablaka. Ze szczytu schodzą na południowy stok Babiej i po przejściu ok. pół kilometra wchodzą do tunelu, który - jak im się wydaje - wyprowadzi ich na wolność. Coś takiego mogło się narodzić w głowach fanatycznych okultystów i wyznawców różnego rodzaju ideologów nazizmu. NKWD mogło o tym wiedzieć i dlatego przysłało ekipę "meteorologów-artylerzystów" (sic!), która nie była nikim innym jak grupą SMIERZu mającą za zadanie zatrzymanie grupki uciekinierów i zlikwidowanie ich kryjówki. Wydaje się zatem, że wejście do tunelu prof. Pająka jest dziś zawalone tysiącami ton kamieni i skał.

Nie wiemy ile jeszcze takich zagadek skrywa pokrętna historia najstraszliwszego konfliktu - na razie jednak chcielibyśmy się podzielić z Czytelnikami informacją, która w naszych materiałach nosi kryptonim "Japoński i arktyczny ślad". O tym w następnym rozdziale.

---------------------------------------------
* Takim "zabawom" oddawali się nie tylko Niemcy na okupowanych przez siebie terytoriach, ale np. Amerykanie w sprzymierzonej Australii, gdzie bezpowrotnie zdewastowano w ten sposób wiele wspaniałych i unikalnych zabytków przyrody. (przyp. wydaw.).
** Mogli wierzyć, ponieważ wierzyli w teorie i hipotezy mówiące o tym, że Ziemia jest w środku pusta, a przynajmniej w to, że tuż pod jej powierzchnią istnieje rozległy system naturalnych i sztucznych jaskiń, stanowiący globalny labirynt, którym można się dostać w dowolny punkt Planety w ogóle nie wychodząc na jej powierzchnię. Według tej hipotezy system ten posiada liczne wejścia oraz inne otwory, które służą jako szyby wentylacyjne. Ekipa skupiona wokół Hitlera wierzyła również w istnienie odwiecznej i niezmiernie zaawansowanej cywilizacji żyjącej w podziemiach. (przyp. wydaw.).