piątek, 10 marca 2017

Kryptonim WUNDERLAND (14)



Rozdział 14: Bronie V w Protektoracie Czech i Moraw.

* Rosyjska wersja PAPERCLIP-u w Czechosłowacji * Gdzie jest archiwum VI wydziału? * Bronie odwetowe w Protektoracie: Velvety, Plazeń, Brno i Dećin * Pribram - niemieccy uczeni, ruda uranowa i laboratoria SS * Fałszywe złoto III Rzeszy *

 
Cytowany w poprzednim rozdziale dr. Ludvik Soućek, który zbierał swe materiały od naocznych świadków tych wydarzeń w latach 70-tych był w o wiele lepszej sytuacji niż my dzisiaj. Po dwóch dziesięcioleciach, które upłynęły od jego poszukiwań, możemy być zadowoleni z większej swobody czynności badawczych - choćby ze względu na swobodny przepływ informacji i ludzi przez granice naszych krajów - i nie musimy już stosować jego uniku w literacką formę "powieści hipotetycznej". Dziś możemy całkiem otwarcie poszukiwać konkretnych odpowiedzi na nurtujące nas pytania nieskrępowani kontrolą państwową. Jednakże niektórych informacji nigdy już nie uzyskamy, np. dotyczących tożsamości informatorów, bo tę tajemnicę dr. Soućek zabrał niestety do grobu.

Zresztą i tak nasze poszukiwania poszły w innym kierunku. Wzięliśmy pod uwagę powszechnie znany fakt, że jeszcze przed zakończeniem II wojny światowej Alianci zaczęli przy pomocy specjalnych misji wywiadowczych (ALSOS, PAPERCLIP i in.) gromadzić i analizować wszelkie dostępne informacje o tajnych broniach, których użyciem Hitler był zainteresowany na długo przed majem 1945 roku.

W czasie kilku lat naszych poszukiwań mieliśmy możliwość dowiedzieć się, jak bardzo rozbudowany był niemiecki program Vergeltungswaffen. Największe problemy mieliśmy z uzyskaniem informacji źródłowych, które dla prywatnych badaczy, jak my, były i długo jeszcze będą zupełnie niedostępne, bowiem działają siły, które wciąż bronią tajemnic III Rzeszy! Istnieją one w Polsce, w Czechach, Morawach i Słowacji. Przekonaliśmy się, że są tajemnice, które jeszcze po pół wieku mogą zabić... Wciąż zatem brak nam odpowiedzi na szereg kluczowych pytań. Ogrom wojennego przemysłu i zaplecza naukowego III Rzeszy budzi zdumienie nawet dzisiaj, w czasie pokojowego rozwoju wielu gałęzi przemysłu. Niechaj to usprawiedliwi niedostatki naszej wspólnej pracy.

Każda formacja wojskowa, każdy rodzaj wojsk - Wehrmacht (Heeres), Luftwaffe i Kriegsmarine - miał własne organizacje badawcze, laboratoria, zakłady produkcyjne, poligony i fundusze na działalność - a wszystko to było pilnie strzeżone przed wrogiem zewnętrznym i konkurencją.

Na terytorium byłej Czechosłowacji znajdowało się wiele dokumentów dotyczących rozwoju i produkcji broni odwetowych V. Znajdowały się one w zakładach produkcyjnych III Rzeszy na terenie Protektoratu Czech i Moraw, a ściślej w brneńskiej Ćeske Zbrojovky i plzneńskich zakładach Śkody.

Zostały one zgromadzone w VI Wydziale Wojskowego Wywiadu Technicznego, którego pracownicy zbierali wszelkie informacje nt. niemieckiej nauki i techniki, w tym plany, opisy, wykresy itp. Poszukiwania najlepiej byłoby zacząć od tego zbioru, ale niestety, dziś już z niego nic nie zostało dzięki działalności GRU i NKGB, które rabowały wszystko, co im się nawinęło pod rękę; przesłuchiwały wszystkich, którzy mieli jakąkolwiek styczność z niemieckim przemysłem, a przede wszystkim więźniów z obozów pracy i obozów koncentracyjnych oraz pracowników przymusowych. Wywożąc to wszystko ze swoich stref okupacyjnych do ZSRR, Moskwa miała nadzieję dorównać Amerykanom. Ci ostatni - jak się okazało - nie zasypiali gruszek w popiele i dosłownie pod nosem Armii Czerwonej jednostki I Armii USA gen. Hodgesa wywiozły z Nordhausen 100 egzemplarzy kompletnych rakiet V-2, maszyny i prawie 10 ton (sic!) dokumentacji.

Na podstawie zachowanych dokumentów dowiadujemy się, że części do V-1 wyrabiano w "laboratorium" w Velvetach u Teplic, gdzie zakłady Fullstelle Hertine produkowały m.in. paliwo do pocisków V. Siostrzanym zakładem był Luftmuna Bromberg w Bydgoszczy.

Niektóre prace badawczo rozwojowe duskoplanu były prowadzone w zakładach ĆZ Brno i Śkoda Plazeń. Nas jednak najbardziej intereują zakłady położone w okolicach Pragi, gdzie produkowano części i podzespoły do V-7 i gdzie dokonano pierwszego lotu modelu N-1.

Oprócz niemieckich laboratoriów Schmidding w Dećinie-Podmoklech, gdzie zgromadzono znaczną część materiału specjalistycznego do produkcji broni rakietowych (silniki Argus), zwraca uwagę także zakład Śkody w Pribramie. Te zakłady należały do naukowego centrum badawczego SS i dowodzone były przez SS-Obergruppenführera Rolfa Engela. W 1943 roku, gdy objął on to stanowisko z polecenia ministra Speera, umieszczono tam także elitarną kadrę naukową zakładu badań silników odrzutowych w Grossendorf (Władysławowie). Ekipa pracowała tam do kwietnia 1945 roku, po czym została ewakuowana do Monachium. Byli to pracownicy Versuchanstallt für Strahltriebwerke Grossendorf. Czyżby z ich wytworem zetknął się S. ThŔau na gdyńskiej plaży w okolicy Babich Dołów? W Monachium pracowali oni dalej w centrum badań rozwojowych broni V zakładów Bayerische Motorwerke, czyli BMW.

Zakładamy, że ta ekipa pod kierownictwem Engela, doskonałego eksperta z czasów przedwojennych oraz czasów wojny, skonstruowała system napędowy dyskoplanu V-7.

W latach 60-tych czasopismo "Radar" opublikowało apel, w którym nawoływano do wypełnienia "dziur" w naszej wiedzy na temat hitlerowskich broni odwetowych. Proszono czytelników, by wszystkie informacje dotyczące tej tematyki przesyłali na adres redakcji, która zamierzała dokonać ich opracowania i opublikować pracę na temat broni V na terenach byłej Czechosłowacji. A oto jak motywowano ten apel:
"W naszych bibliotekach i wojskowych archiwach zachowało się niewiele informacji na temat prób rakietowych jakich dokonywano u nas (tj. w CSRS) przed drugą wojną światową, bowiem najważniejsze dokumenty zostały wywiezione przez Niemców do Berlina. Niewiele jest również danych, co robili Niemcy na naszych ziemiach podczas wojny. Wiadomo tylko tyle, że takie próby były dokonywane."

Nie wiemy jaki był odzew na ten apel i jak to się skończyło, natomiast pewni jesteśmy, że interesujące nas informacje spoczywają w szafach pancernych i komputerowch bankach pamięci Łubianki i Chodynki, trudno się dziwić zatem, że "... nie wiadomo, co robili Niemcy na naszych ziemiach..."

Jednakże nie wszystko co się tyczy niemieckich rakiet oraz broni V zostało tam wywiezione. Zwróćmy uwagę na fakt, że NKWD/NKGB i GRU nie były jedynymi agenturami działającymi na terenie naszych krajów (tj. Czechosłowacji i Polski), a dokumentacja dotycząca dyskoplanu V-7 została jednak zabrana do USA, a Sowieci dostali po nosie po raz drugi.

Niemcy pracowali nie tylko nad broniami V i bombami atomowymi, ale również - jak się zdaje - chcieli oni podbudować wciąż pusty skarbiec III Rzeszy przy pomocy współczesnej alchemii, czyli chemii jądrowej.

Powstaje pytanie: skoro Niemcy mieli reaktor jądrowy, to czy nie chcieli go użyć do produkcji... złota? Nie można zapominać, że to właśnie Niemcy prowadzili poszukiwania szlachetnego kruszcu we Wszechoceanie w latach ’20 (wyprawa statku "Meteor"). Tymczasem w sukurs przyszła fizyka i chemia jądrowa i w tych samych latach ’20 inż. Adolf Miethe w swym doniesieniu zamieszczonym w "Die Naturwissenschaften" z dnia 18 lipca 1924 roku przekazał informację o wytworzeniu sztucznego złota poprzez bombardowanie rtęci elektronami w lampie kwarcowej. Po kilku tysiącach godzin pracy w rtęci stanowiącej katodę inż. Miethe znalazł niewielkie, ale już dające się zmierzyć ilości złota. Według niego, bombardowanie elektronami miało doprowadzić do zamiany protonu w jądrze rtęci na neutron i co za tym idzie, do stworzenia atomu najtrwalszego izotopu złota 19779Au, co miało przebiegać zgodnie z reakcją:

19780Hg + e- => 19779Au

Oczywiście reakcja taka jest możliwa wyłącznie na papierze, bowiem w naturze coś takiego nigdy nie zachodzi. Ale Miethe wywołał znaczny huczek swym raportem i chemicy całego świata zainteresowali się problemem. Ciekawe, że teoria Miethego została poparta przez Japończyka Nagaokę.

Teoretycznie złoto można wytworzyć z rtęci - z jej rzadkiego izotopu 19680Hg (sama rtęć jest mieszaniną aż siedmiu trwałych izotopów: Hg-196, Hg-198, Hg-199, Hg-200, Hg-201, Hg-202 i Hg-204 i rzecz w tym, że nie występują naturalne izotopy rtęci Hg-197 oraz Hg-203), którego ilość w tej mieszaninie wynosi jedynie 0,146%. Trochę za mało, by móc uzyskać złoto w wyniku reakcji:

19680Hg + n => 19780Hg* + kwant gamma
19780Hg* + e- => 19779Au

Taka produkcja jest całkowicie nieopłacalna ze względu na ogromne ilości energii, którą trzeba w nią włożyć oraz na małą ilość materiału wyjściowego - izotopu Hg-196. Oczywiście można próbować inaczej, np.:

20583Bi + kwant gamma => 19779Au + 242He

ewentualnie:

19880Hg + n => 19879Au* + p+

albo:

20080Hg + p+ => 19779Au + 242He

czy wreszcie:
 
19980Hg + 21H => 19779Au + 242He

Niestety jedynym złotem, jakie można wytworzyć tym sposobem jest radioizotop złota Au-198, którego t1/2 = 2,7d , czyli po dwóch dobach, 16 godzinach i 48 minutach z każdej ilości Au-198 pozostanie jedynie połowa, zgodnie ze schematem:

19879Au* => 19880Hg + e- (rozpad beta)

A zatem złudne złoto alchemików? Tak, ale o tym wiemy teraz, w latach ’90, podczas gdy w latach wojny chemia jądrowa stawiała dopiero pierwsze kroki. Miethego uznano za szarlatana w Niemczech i za granicami Rzeszy - to fakt. Nie zapominajmy jednak, że Hitler wierzył przede wszystkim właśnie szarlatanom. Pracownia Miethego znajdowała się we Wrocławiu. Czy konstruktor lotniczy Miethe i inż. chemik Miethe to jedna i ta sama osoba? Jeżeli tak, to możnaby mniemać, iż w Górach Sowich pracowano nie tylko nad V-7, ale także nad transmutacją materii, nad którą pracowali wszyscy alchemicy, Masoni, Różokrzyżowcy i Templariusze, za spadkobierców których uważała się czarna elita SS.

Izotop rtęci Hg-198 można uzyskać przez separację lub rafinację, a źródłem neutronów musiałby być reaktor jądrowy. Taki reaktor mógł pracować nie tylko w Górach Sowich, ale nawet w podziemiach Wrocławia.

"People always dream about usual things and ask "why" - I dream about unusual things and ask "why not" - jak mawiał senator Robert Kennedy. Totalitaryzm ma to do siebie, że nie widzi rzeczy takimi, jakimi one są, lecz opiera się na chciejstwie przywódców. Tak mogło być - i prawdopodobnie było - w przypadku fałszywego złota III Rzeszy. Za tę prawdę płaciły miliony zgładzonych dla złota ludzi w hitlerowskich obozach śmierci. Co robiono ze znalezionym przy nich złotem opisał dokładnie węgierski Żyd, dr. Miklos Nyszli w książce "Pracownia doktora Mengele". Rzesza przeżywała głód złota, bo to ono napędzało jej machinę wojenną. Cóż, i w tym przypadku sprawdziło się stare polskie przysłowie, że nie można budować swego szczęścia na czyimś nieszczęściu. Rzecz w tym, że wielu zbrodniarzy uniknęło kary za to, co robili dla szczęścia III Rzeszy Niemieckiej. Ów auri sacra fames - przeklęty głód złota - zabił miliony ludzi nie w wojnie, nie z bronią w ręku, lecz w komorach gazowych Oświęcimia, Sobiboru i Treblinki oraz wielu innych miejscach kaźni i rabunku przeprowadzanych pedanycznie przez ucywilizowanych barbarzyńców XX wieku.