sobota, 11 marca 2017

Kryptonim WUNDERLAND (15)



Rozdział 15: Diabelski skarb w Štčchowicach

* Francuski generał wysyła list, zaś amerykański komandosów * 32 worki papierów na jednej tonie trotylu * Štčchowicka afera zaczyna się * Szwedzki "Expressen" o planach tajnych broni w Štčchowicach * Amerykanie szczerze żałują, ale nie oddają tego, co wzięli *

 
Jednostki specjalne Sprzymierzonych poszukiwały w ramach swych misji wszelkich tajemnic terenów zagarniętych ongiś przez III Rzeszę. W państwach, które po wojnie odzyskały niepodległość, służby te miały niewielką rezerwę czasu, by wykonać swe zadania podczas pobytu własnych armii w tych krajach, m.in. poprzez przechwycenie wartościowych dla nich ludzi i interesującej ich dokumentacji. Wraz z powrotem suwerenności i przejmowaniem spraw wewnętrznych przez lokalne rządy, misje te musiały się zakończyć, bowiem miejscowe służby bezpieczeństwa zaczynały patrzeć Aliantom na ręce.

Coś podobnego miało miejsce także i w powojennej Czechosłowacji. W jej górach odzywały się od czasu do czasu wystrzały, działały jeszcze bandy Wehrwolfu - zresztą, podobnie było po drugiej stronie granicy, w Polsce, na terenach Dolnego Śląska.

13 października 1945 roku francuska ambasada w Pradze wysłała list do czechosłowackiego MSZ, w którym za pośrednictwem gen. Koeniga oznajmiła, że we francuskim obozie jenieckim dla esesmanów w Mylhuzách ujawnił się oficer SS, Günter Achenbach. Powiedział on, że wie o miejscu opodal Pragi (sic!), gdzie jest ukryte archiwum dokumentów o ważnych wydarzeniach wojennych. Francuskie poselstwo chciało sprawdzić prawdomówność opowieści Achenbacha i dostarczyć go do Czechosłowacji, by przeprowadzić wizję lokalną.

Ponieważ jednak w ciągu trzech miesięcy z czeskiego MSZ nie przyszła żadna odpowiedź, generał pułkownik Flipo przesłał tam zapis relacji Achenbacha i przekazane przezeń plany, które przejął czeski Sztab Generalny. W zeznaniach pojmanego SS-mana czytamy, że na poligonie SS w Hradištku u Prahy było powołane Sonderkommando "Lange", które wykonało długą na 12 m sztolnię opodal poligonu "Závist". Achenbach pisze dalej, że: Po wykopaniu sztolni ułożono w niej około 30 worków. Pochodziły one z Berlina i były bardzo ciężkie. Jeden worek rozpruł się i okazało się, że były tam same papiery." Następnie otwór zaminowano i zamaskowano. A oto dalszy ciąg relacji: Akcję wykonano na rozkaz Staatsministra Karla Hermanna Franka, który jako jedyny posiadał plan ułożenia i zniszczenia (tego archiwum). Rozkaz zorganizowania drużyny kopaczy otrzymał dowódca grupy szkoleniowej I. Kommando składało się z 32 kopaczy i 3 kierowników zmianowych (sami podporucznicy). Domyślaliśmy się, że w workach znajdowały się dokumenty specjalnego znaczenia, dlatego akcja była GANZ GEHEIM i wykonywali ją oficerowie."

2 lutego 1946 roku major B.J. Wheeler, zastępca dyrektora USFET wydał tajny rozkaz, na mocy którego wysłano na terytorium Czechosłowacji specjalną brygadę komandosów pod dowództwem kpt. Stephena M. Richardsa. Grupa wystartowała z Frankfurtu nad Menem 7 lutego, w Norymberdze przesłuchała wspomnianego niemieckiego informatora i 10 lutego przekroczyła granicę.

Lionel S.B. Shapiro, który brał w tym udział jako agent i przedstawiciel North American Newspaper Alliance, opisał dokładnie całą akcję przeprowadzaną przez "tych dzielnych amerykańskich chłopców", którzy w jej wyniku zagarnęli "najbogatszy dokumentalny łup wojenny wszystkich czasów" - w dodatku za cenę konfliktu z młodymi władzami Czechosłowacji.Amerykanie dostali się do Czechosłowacji jakby nigdy nic. Konspiracja była konieczna, aby nie trzeba było nikogo niepotrzebnie zabijać."

Oddział został doprowadzony na miejsce przez Achenbacha, który poznał skrytkę po drzewie zasadzonym specjalnie przez niego u wejścia do podziemnego korytarza. Prace odkrywkowe trwały 38 godzin, tj. od 11 lutego rano do 12 lutego wieczorem "przy nieustannym zagrożeniu życia". Po przewaleniu tony gliny ukazała się solidna sztolnia oszalowana deskami o rozmiarach 1,75 x 1,30 x 12 m, zabezpieczona minami pułapkami oraz niemal toną trotylu. Po pokonaniu tych wszystkich przeszkód komandosi zabrali wszystkie 32 worki, załadowali na ciężarówkę, po czym odjechali. 13 lutego dotarli z powrotem do Frankfurtu. Tymczasem do Štčchowic przyjechało kilka komisji Sztabu Generalnego Armii Czechosłowackiej z Pragi... Niestety, było już po fakcie.

Krótko potem korespondentka szwedzkiego dziennika "Expressen" telefonowała do redakcji z informacją: "Skradzione przez Amerykanów dokumenty niemieckie zostały ukryte na rozkaz najprawdopodobniej samego Hitlera." Ta informacja ukazała się w Sztokholmie 17 lutego.

19 lutego ten sam sztokholmski "Expressen" wydrukował kolejne doniesienie swej korespondentki, w której czytamy, co następuje: "W amerykańskich kręgach w Pradze panuje znaczna nerwowość. Pierwszy sekretarz ambasady USA oświadczył, że to może spowodować straszne następstwa i histerię."

22 lutego dzienniki opublikowały protest Czechosłowacji wystosowany pod adresem rządu USA, a w dzień później podano informację o amerykańskiej akcji, zaś "Expressen" przyniósł kolejne doniesienie pani Lux Taube z Pragi. Napisała ona, że: "wydaje się być więcej niż jasnym, że sprawa dotyczy dokumentów niezwykłej wagi; mówi się o planach i nowych tajnych niemieckich broniach, które ukryto pod ziemią na potrzeby przyszłości." Czyżby panie Lux Taube miała na myśli plany dyskoplanu V-7?

24 lutego amerykański ambasador w Pradze przeprosił ministra spraw zagranicznych za ten "pożałowania godny incydent". Urzędy wojskowe USA otrzymały polecenie zwrócenia tych dokumentów stronie czechosłowackiej. Doszło do tego w osiem dni później, gdy 2 marca do Pragi wjechała amerykańska kolumna ciężarówek chroniona przez MP. Kolumnę przysłał osobiście gen. Siubert, szef G-2, a prowadził ją gen. Koenig z USFET we Frankfurcie.

Wkrótce się okazało, że Amerykanie nie zwrócili tego, co zagarnęli w Štčchowicach. "Co się tyczy zawartości worków, które dowództwo amerykańskiej armii zwróciło na praski Hrad, to jest tam cenny materiał, ale mamy dowody na to, że nie są to te same dokumenty, które Amerykanie wywieźli ze Štčchowic" - oświadczył 8 marca poseł Vaclav David w czasie posiedzenia parlamentu. Zastanawiające skąd o tym wiedział. Stwierdził on m.in: "Zwrócono nam archiwum Reichsministerium Franka i SD oraz część archiwum prezydenckiego. Dokumenty te były wywiezione przez Rokycany, Plazeń i Klatowo do armii USA. Štčchowicka skrytka była naszpikowana całymi tonami materiału wybuchowego i uzbrojona tak, że wyleciałoby w powietrze wszystko co znajdowało się w okolicy. Takimi środkami nie trzeba było zabezpieczać archiwum prezydenta i Reichsministerium Franka." Wynika z tego zatem, że Amerykanie przywieźli do Pragi coś zupełnie innego niż to, co wywieźli ze Štčchowic.
Planów tajnych broni, o których pisano w "Expressen", nie znaleziono w tej zwróconej dokumentacji, możemy zatem być pewni, że zostały wywiezione dalej, do Stanów Zjednoczonych.