niedziela, 12 marca 2017

Kryptonim WUNDERLAND (16)



Rozdział 16: Twierdza Šumava

* Niemieckie UFO pod Mednikiem? * Niebezpieczeństwo, którego nie można lekceważyć * Poligon SS w Hradištku", * Archiwum, skarb albo jedno i drugie * Böhmmerwaldfestuung: Twierdza Šumava * 62 dywizje pod bronią *

 
Rezultaty naszych badań nad historią niemieckich broni V zostały przedstawione przez dr. Miloša Jesenkiego na jednym ze zjazdów klubu "Hyperion" w Bratysławie w maju 1994 roku, a raport z tego spotkania został opracowany w dziesięciu wersjach i czterech językach. Od tego czasu w prasie codziennej i periodykach pojawiają się sporadycznie informacje na ten temat. Redaktorowi "Expressu", Michalovi Polákowi, udało się natrafić na kilka gorących śladów wiodących w przeszłość nie tak znów odległą. M.in. dotarł on do świadka, kobiety, której siostra pracowała w Avii Cakovice jako pracownik socjalny. Zatrudnione tam przy montażu silników lotniczych kobiety przeniesiono do Mezinosti, filii Mednik i jej siostrze - dzięki zajmowanemu stanowisku - udało się również tam dostać. Na zamkniętym odcinku torów kolejowych pomiędzy Davli a wsią Luka pod Mednikiem, w tunelach montażowych były samoloty w kształcie dysku, a niektóre z nich - według red. Poláka - znajdują się do dziś w podziemiach fabryki na terenie Mednika. Siostra świadka oświadczyła, że 320 młodych pracownic, które tam odesłano, nigdy już nie wyszły na zewnątrz. Ona sama potem była zatrzymana przez Gestapo.

Michal Polák znalazł też innego świadka, Jaroslava Rajtolara, który twierdzi, że pracowal w podziemnym kompleksie, gdzie przebiegała tajna produkcja zbrojeniowa. Adoptowane były tunele kolejowe na trasie Vrané nad Vltavou - Librice i Davle - Luka pod Mednikiem oraz mostu kolejowego w Zampach u Jilového k/Pragi. W tunelach produkowano części dla Avii Cakovice i pracowały tu nie tylko kobiety, ale również mężczyźni z całego terytorium Protektoratu. W większości był to rocznik 1923 i 1924. Pracownicy mieszkali w chatach i barakach, które Niemcy zajęli w okolicy Sázavy.

"Prace w tunelach nadzorowało siedmiu Niemców, a na "dwójce" pracował mistrz Hans Braden, który swe życie okupił informacjami. To właśnie jego Rosjanie zabrali ze sobą do ZSRR. Świadek Rajtolar pracował w tunelach od września 1944 aż do maja 1945 roku. Jak twierdzi, kobiety pracujące pod Mednikiem nigdy żywe stamtąd nie wyszły. Następnie świadek potwierdził loty doświadczalne tej nowej broni, które miały miejsce pod koniec wojny. To były trzy samoloty w kształcie UFO o średnicy ok. 8 - 12 m. Latały z ponaddźwiękową szybkością, a jeden z nich spadł gdzieś w okolicach Pragi."

Czy ten świadek mówił prawdę? Czy można wierzyć redaktorowi "Expressu"? Niektórzy twierdzą, że ta cała historia jest mistyfikacją i nie jest do końca jasna. Gdzie właściwie przebiegał montaż dyskoplanu? Jak to się stało, że siostrze świadka i J. Rajtolarowi udało się uniknąć śmierci, skoro Niemcy wszystkich likwidowali?
Poszukiwania planów V-7 przedstawia nawet dla dzisiejszych badaczy sporo trudności i niebezpieczeństw. Wyszło to przy okazji prac naszych znajomych i kolegów przy tzw. "skarbie w Hradištku", kiedy na łamach prasy naszej i zagranicznej w przedziwnych okolicznościach ukazał się poniższy tekst. Ogólną uwagę przyciągnął podpis: "grupa Sommer". A oto, co czytamy:
"Sytuacja wokół starbu jest dziś poważna i niebezpieczna. My, którzy dokonaliśmy jego zaminowania, wiemy to najlepiej. Wiemy co zaminowaliśmy i gdzie. Hradištko to nie tylko skarb - w sztolniach jest ukryte wiele innych rzeczy. Przyrzekamy oddalić katastrofę, która grozi temu regionowi. Wystarczy jedno uderzenie kilofem w to miejsce, a skarb i okolica wyleci w powietrze. Usuńcie wszystkich i wyrzućcie kopaczy złota i poszukiwaczy skarbów - czy to Niemców, czy tamtych z USA. Oni nie poniosą szkody, tylko wy, Czesi. Czas na rozminowanie sztolni był w 1995 roku. Poczekajcie, my to rozminujemy. Miejcie rozum, bo w przeciwnym razie sprowadzicie wielką sensację i nieszczęście. To wszystko wywieziono do USA i nie warto się za to brać. (Grupa Sommer)".

Był jeszcze tekst podpisany "Lange", ale nie został opublikowany przez "Express". Sytuację mogłaby nieco rozjaśnić fotografia opublikowana przez redakcję, na której wiedzimy kilku szeregowców niemieckiej jednostki z garnizonu w Hradištku. Dwaj z nich po wojnie pozostali w Czechach i istnieją domysły, że któryś z nich może zgłosi się z kolejnym fragmentem mozaiki, tego historycznego puzzla, któremu na imię odwetowe bronie III Rzeszy.

Kiedy mówimy o poligonie Waffen-SS w Štčchowicach (Hradištku), to mamy na myśli obszar o powierzchni 500 km2 położony pomiędzy Wełtawą a Sazawą. W jego centrum znajdował się plac ćwiczeń SS, gdzie wypróbowywano nowe bronie (m.in. słynnego "Goliata", który tak dawał się we znaki żołnierzom Powstania Warszawskiego, czyli zdalnie sterowanego czołgu załadowanego trotylem do likwidacji mniejszych umocnionych punktów oporu). W jego bezpośrednim pobliżu znajdowały się linie kolejowe Vrané nad Vltavou - Davle-Jilové i do tunelu pomiędzy Vranym nad Vltavou, Skochovicami i Davlami, gdzie znajdowało się miejsce produkcji i montażu dyskoplanów, co wiemy z relacji red. Poláka. Informacje o badaniach Hradištka tworzą wdzięczny temat dla mediów końca kwietnia 1995 roku, gdy na scenie pojawił się Helmut Gaensel (czy Gänsel), Niemiec sudecki obecnie zamieszkały na Florydzie (USA). Jego rywalem stał się czeski badacz i odkrywca, Josef Muzik i od początku wydawało się, że obaj mają wyrównane szanse. Obaj rozbili swe namioty (a właściwie całe obozy namiotowe) w pobliżu sztolni sztiechowickich. Obaj byli bardzo pewni siebie i obaj włożyli niemałe pieniądze w tę imprezę. W miarę upływu czasu Helmut wysunął się na czoło, jak się zdaje ze względu na większe zasoby finansowe, którymi dysponował. Był tam zresztą już po raz trzeci - pierwszy raz szukał tam w latach ’60, potem w 1989 roku. Przed nim szukali inni Niemcy oraz Rosjanie, Amerykanie (poza ludźmi kpt. Richardsa w 1946 r.), jednostki byłego czechosłowackiego MSW (które nawiasem mówiąc współpracowały z jasnowidzami i używały metod PSI-tech), Omnipol (największy czeskosłowacki koncern zbrojeniowy), a na początku lat ’90 także UN RA. I wreszcie Josef Muzik z Helmutem Gaenselem. Przypomina to nieco historię skarbu z Oak Island.

W chwili obecnej mało kto wątpi, że w rejonie Štčchowic znajdują się od połowy stulecia jakieś podziemne komory i przestrzenie, a w nich tajemnice III Rzeszy, na temat których narosło wiele legend i rozpętało się wiele sporów różnych teoretyków.

W połowie 1993 roku w jednym z dzienników ukazała się krytyczna rozprawa na temat bezpłodności wysiłków zespołów Muzika i Gaensela, w której pisze się m.in., że nie zdziwiło by to nikogo, gdyby w podziemiach sztiechowickich znalazło się... UFO! Całość była utrzymana w tonie ironicznym i bagatelizowano prace obu odkrywców, ale już 25 sierpnia tego samego roku pojawił się pogląd, że w Štčchowicach mógł zostać ukryty zbiór dokumentów dotyczących broni V, nad którymi do końca wojny tak tam intensywnie pracowano. Strzał w dziesiątkę! Ze wszystkich informacji na temat prób z V-7 na ziemiach Protektoratu Czech i Moraw, ta notatka jest najbardziej wiarygodna. Tak, domyślamy się jak to być mogło. Archiwum V, skarb - a może jedno i drugie? Niewiarygodne?

To wszystko są już fakty, a nie spekulacje. Fakty, które potwierdzają, że na ziemiach Protektoratu na przełomie 1944/45 miały miejsce ekstratajne próby z niemieckim dyskoplanem reprezentującym technologię, która nawet dzisiaj przedstawia znaczą wartość dla tego, kto znalazłby te dokumenty. Podejrzewamy, że tajemnica tej technologii pozostała po wojnie na ziemi czeskiej. Reichsprotektorat Böhmen und Mähren był przecież ostatnim bastionem hitleryzmu w Europie! To właśnie tam, a nie w Twierdzy Alpejskiej, hitlerowcy mieli możność ukryć przed armiami Sprzymierzonych to, co było najcenniejsze dla nich z tego, co mieli - tzn. projekty, plany, dokumentacja techniczna i prototypy wynalazków o znaczeniu epokowym. Pisząc te słowa mimochodem przypomina mi się polski film pt. "Tajna misja", w którym polscy partyzanci wydzierają Niemcom ogromną pakę - prezent dla Hitlera, zawierającą... UFO. Całość utrzymana jest w konwencji komedii, ale zrobionej w 1989 roku, kiedy jeszcze nie wszystko można było w Polsce powiedzieć wprost.

Możemy tu zaryzykować ciekawe porównanie, na podstawie którego domyślamy się, iż te techniczne cuda i cudeńka nie zostały wywiezione do Reichu, lecz pozostały na jego peryferiach, tzn. w Czechach. Jak powszechnie wiadomo, dr. Wehrner von Braun i jego ekipa poczekała do końca wojny w Alpenfestuung, skąd wiele transportów pod silną eskortą SS jechało do Czech obsadzonych wtedy armią Schörnera, aby tam ukryć wiezione ładunki. Co ciekawe, pomiędzy Alpenfestuung i twierdzą Šumava - Böhmerwaldfestuung, którą jeszcze dokładniej zabezpieczono - istnieje analogia. Było tam 5 dywizji VII Armii, w tym brygady pancerne SS "Therese", kilka dywizji tzw. Armii "Ostmark", kilka pułków SS i na dodatek Armia "Mitte" hen. Schörnera, która była związkiem taktycznym grupującym aż 62 dywizje! W Górach Szumawskich budowano umocnienia, okopy, bunkry, schrony, stanowiska dowodzenia, węzły łączności i arsenały oraz magazyny amunicji, które miały zasilać Twierdzę Šumava. K.H. Frank także postarał się o skrytki na materiały piśmienne, archiwa itp. w powiatach Domazlice, Klatovy i Prachatice.

W związku z tym zakładamy, że wszystkie materiały i prototypy V-7 testowane w Czechach zostały właśnie w Czechach schowane, na podobnej zasadzie jak archiwum hradisztkie.

Reasumując można powiedzieć, że eksperci grupy badającej i rozwijającej technologię V-7 przeczekali koniec wojny w Böhmerwaldfestuung Šumava i byli w niej o wiele bardziej bezpieczni niż członkowie grupy dr. von Brauna w Hindelang-Oberallgau nieopodal granicy Rzeszy ze Szwajcarią!