środa, 15 marca 2017

Kryptonim WUNDERLAND (18)



Rozdział 18: Ślady prowadzą do Bezejovic

* Przedstawiamy następnych eksploratorów * Tajemnicza budowla * Himmler i Skorzenny w Bezejovicach * Podziemne korytarze, szyby wentylacyjne i elektryczne instalacje * Gdzie wylądował prezent dla dyktatora Perona? * UFO nad lotniskiem w Nesvecilech w maju 1945 roku *


"To, czego Helmut Geansel i Josef Mużik szukają nie znajduje się w Štčchowicach, lecz wszelkie ślady prowadzą tutaj, do Bezelovic. Ci dwaj badacze są na mylnym tropie, który prowadzi do nikąd [...]" - oświadczył redaktorowi Pavlovi Preucilovi na początku 1997 roku niejaki Luboš Kordac na podwórcu nawpółzrujnowanego bezejowickiego zameczku, który w czasie wojny był siedzibą komendatury Waffen SS.

Może najpierw kilka słów o autorze tego stwierdzenia, który przyprowadził redaktora magazynu "Blesk" do ruin odległego zamku na Benešovskiej, czym wzbudził niesłychane zainteresowanie czeskich i zagranicznych poszukiwaczy. Pan Kordac jest znanym badaczem i odkrywcą, a w związku ze swoją działalnością handlową często bywa w Ameryce Południowej, a zwłaszcza w Chile.

"Właśnie tam udało mi się uzyskać całą masę interesujących dokumentów i zeznań na temat losów podziemnego budownictwa niemieckiego w Bezejovicach w ostatnich dniach wojny. Na pobliskim lotnisku w Nesvacilech lądował jeden samolot za drugim, wyładowywano z nich jakieś paki i odwożono do zamku. Już w kwietniu 1945 roku wylądowały tu dwa samoloty Junkers z silnie strzeżonym ładunkiem. Często przylatywali tam wysocy dygnitarze III Rzeszy, Heinrich Himmler i Otto Skorzenny, o czym świadczą dokumenty i zdjęcia."

Za prawdopodobieństwem oświadczenia Kordaca mogą przemawiać marne wyniki poszukiwań jego kolegów w Hradištku i Štčchowicach. Jego "odkrycie" starego zamku pełnego zagadek również dolało oliwy do ognia.

"Współczesne zagadki zaczynają się od ojca obecnego właściciela zamku. Była to postać znana w całej Europie - był on mianowicie prezesem zakładów Škody, przewodniczącym rady wykonawczej brneńskiej Ceske Zbrojovky i zakładów zbrojeniowych w Rosji i Polsce. Nazywał się Viliam Hromádko i był osobistym przyjacielem prezydenta Beneša i... Stalina. W roku 1922 był on pierwszym ambasadorem Czechosłowacji w ZSRR."

Jak się dowiedzieli dziennikarze z "Blesku", w bezpośrednim sąsiedztwie zamku znajduje się pewne tajemnicze przedsiębiorstwo z Izraela, które zajmuje się agroturystyką. Żeby było ciekawiej, należy dodać, iż pod posadzką sali rycerskiej kopali Josef Mużik i Helmut Gaensel, ale na ciąg dalszy prac nie dał zezwolenia aktualny właściciel budynku, Jan Michael Hromádko. Argumentował, że nie jest w stanie zapewnić im bezpieczeństwa na swojej ziemi i pod swoim dachem. Zgodnie z wypowiedziami świadków, z którymi rozmawiali redaktorzy Pavel Preucil i Kamil Varcoller, w okolicy wciąż krążą samochody z niemieckimi znakami rejestracyjnymi i jacyś ludzie z detektorami metali.

"Na drzewach są niemieckie znaki wycięte w czasie wojny. Całe podziemia zamku i jego okolice są pocięte korytarzami podziemnymi i szybami wentylacyjnymi, jak to wykazują badania geofizyczne. Pod ziemią znajduje się mnóstwo kabli energetycznych z niemieckimi oznakowaniami, a niektóre z nich są stale pod prądem (!) Pod ziemią coś ewidentnie stale pracuje, bowiem według zakładu energetycznego zrujnowany zamek pobiera prądu na 64.000 koron miesięcznie .

Według roboczej hipotezy Luboša Kondraca pod ziemią znajdują się urządzenia, plany i dokumentacja niemieckich wynalazków, które wcześniej zamierzano wywieźć z III Rzeszy do Ameryki, a konkretnie do Argentyny. My natomiast przypuszczamy, że wydarzenia ostatnich chwil III Rzeszy mogły przebiegać następująco:

Jest 20 kwietnia 1945 roku. Hitler obchodzi swe 56 urodziny. Paskudny Geburstag. Do podziemnego bunkra pod Reichstagiem przychodzą goście z życzeniami. Przychodzą i wychodzą, cały więc czas od obiadu do wieczerzy upływa Hitlerowi na odwiedzinach i pogaduszkach, a także na radzeniu co robić. Sytuacja na frontach jest katastrofalna: wojska 2 Frontu Białoruskiego, Armia Czerwona i Ludowe Wojsko Polskie połączyły się z siłami Żukowa i Koniewa, i wraz z Rokossowskim podążały do Berlina, atakując na froncie szerokości 50 km na płd. zach. od Szczecina; na południu został złamany opór Wehrmachtu na Odrze i Nysie Łużyckiej, a Armia Czerwona prze do przodu coraz szybciej; żołnierze Koniewa, ta ludzka powódź, forsują Sprewę, a w tym samym czasie dywizje Żukowa obsadzają Protzel; na zachodzie Alianci zachodni zdobywają Norymbergę i Stuttgart, do których wkracza francuska I Armia.

W Berlinie, stolicy konającej III Rzeszy, na pokład dwóch Junkersów Ju-52 w gorączkowym tempie ładuje się 80 pak z dziełami sztuki, sztabami złota i dokumentami dotyczącymi badań nad broniami V. Miejsce przeznaczenia - Argentyna, pałacowy kompleks dyktatora Juana Perona w Buenos Aires. Na usta samo ciśnie się pytanie, dlaczego i z jakiej przyczyny najwyższy satrapa III Rzeszy, w dzień swych kolejnych urodzin posyła prezenty swemu zaoceanicznemu koledze w postaci tak dotąd pilnie strzeżonych tajemnic broni V i niemieckiego dyskoplanu? Broni, które miały odwrócić losy II wojny światowej?

W czasie, kiedy w bunkrze pod zbombardowaną i spaloną Kancelarią Rzeszy rozgrywał się ostatni epizod nazistowskiej tragifarsy, Hitler przy czytaniu telegramów gratulacyjnych myśli tylko o jednym; o SS-Sturmbannführerze Otto Skorzennym, który zajmuje się w tej chwili wywozem skarbu Rzeszy w 460 skrzyniach pociągiem do Austrii. Ślad obu samolotów i pociągu urywa się koło Benešova. Według niektórych źródeł, opierających się na zeznaniach gen. Emila Kleina, te paki z samolotów przeładowano na ciężarówki i przewieziono do Štčchowic, gdzie gen. Klein dopilnował ich składowania i bezpiecznego ukrycia.

Cała sprawa ma jeden haczyk. Są mianowicie świadkowie, którzy twierdzą, że podziemne ukrycie w Štčchowicach służyło jako kamuflaż dla zmylenia przeciwnika, zaś prawdziwe miejsce ukrycia jest w innym, znanym jedynie wtajemniczonym miejscu.

Luboš Kordac, zawołany zbieracz wszelkich dokumentów i zeznań przypuszcza, że jest na wyciągnięcie ręki od rozwiązania zagadki bezejowickiego zamku. Zgodnie z tymi przypuszczeniami, oba Ju-52 doleciały do Pragi po międzylądowaniu na polowym lotnisku w Nesvacilech, gdzie je rozładowano potajemnie. Potem odleciały do Pragi, która była właściwym celem ich lotu. W dziennikach lotu obu maszyn pojawił się zapis, że międzylądowanie było spowodowane awarią prawego koła podwozia. Podobnie było i w przypadku pociągu, który według świadków zakończył swój bieg w nocy 23/24 kwietnia przy ściśle obstawionym peronie w Bystricy u Benešova, a potem kolumna ciężarówek odjechała do Bezejovic. Pod koniec wojny w zameczku był mały obóz koncentracyjny.

Istnieją interesujące hipotezy, według których jeden z modeli próbnych V-7 został rozebrany i złożony w podziemiach zamku bezejowickiego. Wierzy w to cały legion poszukiwaczy, którzy dziś metr po metrze czeszą ziemię w okolicy tej miejscowości przy użyciu konwencjonalnych i niekonwencjonalnych metod, a wszystko dlatego, że jeden z pierwszych meldunków o obserwacji UFO nad Czechami pochodzi z lotniska w Nesvacilach w pierwszych dniach maja 1945 roku.